niedziela, 21 maja 2017

Niedziela dla włosów (9): szampon Gliss Kur i maska Kérastase


Minęły już wieki od ostatniego wpisu z serii „Niedziela dla włosów”, a patrząc na ilość wyświetleń dużo osób bardzo lubi tę serię, więc postaram się do niej przynajmniej od czasu do czasu wracać. Muszę przyznać, że już od dawien dawna nie eksperymentuję z włosami tak, jak na początku mojej fascynacji włosomaniactwem (to określenie wciąż przyprawia mnie o gęsią skórkę!) – mam na myśli stosowanie półproduktów i składników naturalnych – mimo to jednak korzystam z różnych kosmetyków i – uwierzcie mi – efekty ich użycia bywają naprawdę rozmaite…

Tym razem zastosowałam trzy produkty, a ich wybór był podyktowany chęcią zestawienia ze sobą kosmetyku taniego i łatwo dostępnego (szampon Gliss Kur) z drogim i trudniejszym do kupienia (maska Kérastase). Do zabezpieczania końcówek użyłam zaś Olejku w kremie Marion. Wszystkie te produkty możecie zobaczyć w moim koszyku zakupowym w sklepie Amfora, z którym obecnie współpracuję – taki koszyk umożliwia pokazanie innym swojego zamówienia, odłożenia finalizacji zamówienia na później (przyznam, że często brakowało mi tej funkcji w niektórych sklepach internetowych) czy skompletowania swojej zakupowej listy życzeń.

Po rozczesaniu włosów umyłam je więc szamponem Gliss Kur Fiber Therapy – to nowa seria firmy Schwarzkopf, którą miałam okazję poznać kilka tygodni temu na konferencji prasowej marki (szczegóły takich spotkań pokazuję zawsze na fan page’u). Szampon przeleżał trochę w szafce, ale wreszcie miałam okazję go użyć. Pierwsze wrażenie? Ładnie pachnie i dobrze oczyszcza, czyli działa tak, jak się spodziewałam.

Następnie odsączyłam włosy z wody i nałożyłam na nie nieco maski Kérastase Elixir K Ultime na 5 minut. Stosuję ją od kilku tygodni i muszę przyznać, że pachnie obłędnie, a jej zapach długo utrzymuje się na włosach.

Po kilku minutach zmyłam maskę, a odsączone w koszulkę włosy zostawiłam na chwilę, po czym podsuszyłam je lekko suszarką chłodnym nawiewem. Na końcu nałożyłam na nie odrobinę (to słowo klucz w przypadku tego kosmetyku!) olejku w kremie Marion – testuję go już od dawna i wiem, że przy większej ilości bardzo obciąża i skleja moje włosy.

W efekcie włosy były puszyste, świeże i wygładzone – łatwo się rozczesywały i nie plątały. Zdjęcie jak zwykle nie oddaje kolorystyki, szczególnie na czubku głowy, która wyszła bardzo ciemno, jednak myślę, że widać przynajmniej to wygładzenie. Będę dalej testować użyte tego dnia kosmetyki w innych konfiguracjach – ciekawe czy w towarzystwie innych produktów będą działały podobnie, czy zupełnie inaczej. 


Znacie kosmetyki, których użyłam? Który z nich najbardziej chcielibyście przetestować?

Polecam inne wpisy z tej serii:

czwartek, 18 maja 2017

Recenzja: Vichy, Dercos, Odżywczo-regenerująca bogata maska do włosów suchych i zniszczonych


W drugiej połowie kwietnia dostałam do testów kosmetyk marki Vichy – maskę Dercos, której działanie nakierowane jest na pielęgnację włosów suchych i zniszczonych. Tego typu produkty sprawdzają się na moich włosach najlepiej – każdy, kto farbuje włosy na blond, wie, że rozjaśnianie i farbowanie mocno na nie wpływa (nawet jeśli – tak jak ja – męczy się w ten sposób włosy jedynie dwa razy w roku), a do tego nie zawsze udaje mi się uniknąć używania suszarki (chociaż zwykle używam tylko letniego nawiewu). Regeneracja włosów zawsze mi się więc przydaje.

Wcześniej niejednokrotnie miałam już okazję używać kosmetyków Vichy, pierwszy raz jednak korzystałam z produktu do włosów tej marki. Byłam więc naprawdę ciekawa, jak się sprawdzi.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Odkręcany plastikowy słoiczek o pojemności 200 ml, który kupujemy w tekturowym opakowaniu z naklejką w języku polskim.

Zapach

Bardzo delikatny, trudny do opisania, lekko mdły i wyczuwalny tylko po podetknięciu maski pod sam nos. Nie pozostawia zapachu na włosach.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Paraffinum Liquidum (parafina – emolient), Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate (składnik myjący, zmiękcza i kondycjonuje), Cetyl Esters (wosk syntetyczny, emolient), Amodimethicone (silikon zmywalny łagodnym szamponem), Arginine (aminokwas), BHT (przeciwutleniacz), Caprylyl Glycol (zapobiega wysychaniu kosmetyku), Carthamus Tinctorius Oil (olej z nasion krokosza barwierskiego), Cetrimonium Chloride (ułatwia spłukiwanie kosmetyku), Chlorhexidine Digluconate (konserwant), Citric Acid (regulator pH), Cysteine (aminokwas), Ethylhexyl Methoxycinnamate (filtr UV), Glutamic Acid (działa antystatycznie, odżywia), Proline (wzmacnia cebulki włosów, przeciwdziała łysieniu), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży), Serine (aminokwas, wypełnia uszkodzenia, zapobiega elektryzowaniu się włosów), Trideceth-6 (emulgator), Parfum (zapach).

Już po powyższej kolorystyce widać, że skład maski jest naprawdę bardzo dobry. Na wstępie znajduje się wprawdzie tak nielubiana przez wielu parafina, zadałam sobie jednak nieco trudu, by przeczytać o niej najnowsze doniesienia, z których wynika, że składnik ten wbrew powszechnej opinii nie działa komedogennie (nie sprzyja powstaniu zaskórników), a zamiast tego wygładza, nadaje połysk i zapobiega elektryzowaniu się włosów. Parafina jest u wielu dziewczyn elementem niepożądanym w kosmetykach do twarzy, jednak bardzo lubianym w produktach do włosów (niektórzy kupują ją do tego specjalnie w aptece). Szczególnie maska na suche włosy może mieć ją w składzie i zadziała wówczas na nie bardzo korzystnie.
W masce znajdziemy także kilka ważnych dla zdrowia włosów aminokwasów (w tym argininę, która je wzmacnia,  i l-cysteinę, która działa antyoksydacyjnie, regenerująco i chroni przed szkodliwymi skutkami promieniowania UV), a także bogate w kwasy omega i witaminy oleje: z nasion krokosza barwierskiego, ze słodkich migdałów i z owoców dzikiej róży.


Działanie

Maskę stosowałam mniej więcej co 2-3 mycia, nakładając ją czasem tak, jak zaleca producent, czyli na minutę, a czasem (częściej) na dłużej, zazwyczaj do 5 minut. Przy takim składzie nie obawiałam się przesuszenia ani zbytniego obciążenia włosów i faktycznie, nic takiego nie miało miejsca. W zasadzie jedyne, co mogłabym zaliczyć do działania, które nie do końca mi odpowiadało, było to, że moje włosy, które są delikatne i miękkie i na ogół wymagają większego obciążenia, były po tej masce nieco zbyt lekkie. Poza tym produkt działał naprawdę pozytywnie: odżywiał, regenerował, nabłyszczał i zapobiegał elektryzowaniu. Przy długim i regularnym stosowaniu wierzę, że może naprawdę pomóc odbudować podniszczone włosy. Szczególnie biorąc pod uwagę jego skład.

Konsystencja i wydajność

Maska jest gęsta, ma biały kolor i według mnie jest bardzo wydajna. Na moje włosy wystarcza jej niewielka porcja.

Cena i dostępność

Stacjonarnie maska bywa droga (nawet 80 zł), ale przez internet kupimy ją dużo taniej – zazwyczaj kosztuje około 60 zł.

Podsumowanie

Według mnie maska Dercos – stosowana regularnie lub sporadycznie, jako pomoc w regeneracji włosów – to produkt godny polecenia wszystkim osobom, które chcą odżywić swoje włosy.

Kosmetyk zawiera całą gamę składników przydatnych zniszczonym (i nie tylko) włosom, nie obciążając ich przy tym. Będzie też dobrą bazą ochronną na lato, dzięki chociażby dużej dawce emolientów i filtrowi UV.

Znacie tę maskę? Co sądzicie o kosmetykach do włosów Vichy?

Więcej interesujących informacji o pielęgnacji suchych i zniszczonych włosów przeczytacie także w artykule na blogu Vichy: tutaj


Polecam:

niedziela, 14 maja 2017

Opowieści prawdziwe: najstraszniejsze historie fryzjerów


Praca fryzjera wcale nie jest tak lekka i przyjemna, jak się wielu wydaje – nie dość, że fryzjer jest zmuszony na co dzień obcować z różnymi, nie zawsze łatwymi w kontakcie klientami, cały dzień spędza w pozycji stojącej i pochylonej, a przy tym musi mieć talent i często podnosić swoje kwalifikacje (a przynajmniej powinien), to jeszcze jest to zawód wymagający dużych umiejętności interpersonalnych. Co więcej, fryzjerzy spotykają się w swojej pracy z różnymi problemami, z których często inni nie zdają sobie sprawy: brakiem higieny, ryzykiem związanym z zarażeniem się groźną chorobą…

Dla równowagi po niedawnym wpisie, w którym opisałam, czego u fryzjerów nie lubię, tym razem chciałabym zaprosić Was do przeczytania kilku historii, które pokazują tę profesję od zupełnie innej strony i – mam nadzieję – uwrażliwiają na to, że zawód fryzjera bywa naprawdę trudny.

Cytaty, które przetłumaczyłam i wykorzystałam w tym wpisie, pochodzą z dyskusji, która powstała jakiś czas temu na amerykańskim serwisie Reddit. Czytałam je z przerażeniem i uznałam, że są na tyle wstrząsające, a przy tym ciekawe, że warto je zacytować szerszemu gronu odbiorców.


„Pracowałam niegdyś jako recepcjonistka w salonie fryzjerskim. Pewnego dnia zadzwoniła do nas pewna pani, która zapytała, czy mamy u siebie fryzjerkę specjalizującą się w obcinaniu kręconych włosów. Umówiłam ją na wizytę. Okazało się, że była ona przeznaczona dla jej wnuczki. Kiedy rodzina przyszła o umówionej porze, zobaczyliśmy, że matka i babcia są białe, a wnuczka to Afroamerykanka. Najwyraźniej kobiety nie umiały i nie chciały się nauczyć, jak dbać o włosy dziewczynki, która miała na głowie ogromnego, skołtunionego kucyka. Dziewczynka była nieco opóźniona w rozwoju, a kobiety powiedziały, że nie umie myć sobie sama głowy. Jej zapach poczułam, gdy tylko weszła do salonu, a gdy fryzjerka zaczęła myć jej głowę i wylała na nią szampon, woń rozniosła się po wszystkich pomieszczeniach. To było jak cios w brzuch. Fryzjerka musiała podnosić głowę do góry, by chociaż na chwilę zaczerpnąć świeżego powietrza. Powiedziała później, że ogromne płatki łupieżu i brudu utworzyły na jej skórze i włosach skorupę. To, co powinno być 45-minutową wizytą, zamieniło się w pracę, która trwała ponad 4 godziny. Po wszystkim dziewczynka wyglądała świetnie. Było mi jej szkoda, bo było oczywiste, że jej matka i babcia nie zajmowały się nią należycie. Nawet nie umyły jej w domu głowy. Na końcu kupiły nawet kilka rekomendowanych przez fryzjerkę kosmetyków, ale dzień czy dwa dni później wszystko zwróciły” (girlofthewoods).

„Mój mąż jest fryzjerem. Któregoś dnia przyszedł do niego mężczyzna z dredami. Chciał je zgolić. Mąż rozsunął więc dredy, spojrzał na skórę głowy i zobaczył, że jest zielona! Zapytał więc klienta, kiedy ostatnio mył głowę, a ten odpowiedział, że „jakieś trzy lata temu”! Mąż zorientował się, że całą skórę głowy ma pokrytą warstwą ropy, polecił więc klientowi jak najszybciej udać się do lekarza” (anonim).

„Któregoś dnia przyszła do mnie pewna kobieta z 8-letnią córką, aby ją uczesać. Nie była zbyt miła, za to dziewczynka przeciwnie – przesłodka. Niestety, okazało się, że jej mama NIGDY nie zajmowała się jej włosami! Biedaczka miała tak brudne i skołtunione włosy, że pracowały nad nią w salonie trzy lub cztery osoby przez trzy godziny, aby chociaż udało się je przeczesać szczotką… Nigdy nie zapomnę tej uroczej dziewczynki i tego, jaka była wdzięczna za to, że ma wreszcie ładne włosy” (leavingNYCtoday).

„Musiałam kiedyś odmówić wizytę pewnej kobiecie, która umówiła się na usunięcie sztucznych włosów. Ten typ doczepek, który miała, powinno się nosić maksymalnie 3 miesiące. Nikt jej tego nie powiedział, więc nosiła je przez 7 miesięcy! Dla mnie miała tylko dwie opcje do wyboru: zgolić się na łyso albo obciąć włosy tuż przy skórze głowy. Niektórzy fryzjerzy nie powinni mieć praw do wykonywania zawodu” (hinky28).

„Moja mama była fryzjerką w latach 60., pracowała dla Vidala Sassoona (słynnego brytyjskiego fryzjera i stylisty). Były to czasy, gdy w modzie były fryzury beehive – ogromne natapirowane koki przypominające pszczeli ul. Klientki po jego wykonaniu nie myły głowy tygodniami, a jedynie sprayowały włosy, by fryzura się trzymała. To oznaczało, że miały w nich sporo pcheł, wszy, a nawet karaluchów, które raz na jakiś czas były u fryzjera wypłukiwane. Z jakiegoś powodu mamie to nie przeszkadzało, ja jednak nasłuchałam się o tym na tyle, że nigdy nie chciałabym pracować w podobnym zawodzie” (LibraryLuLu).

„Moja siostra jest fryzjerką i opowiadała, jak zaraziła się kiedyś w pracy świerzbem od jakiegoś dziecka. Jego matka wiedziała, że chłopiec jest chory, ale powiedziała jej o tym dopiero przy wyjściu. Fuj!” (82workthrowaway82)

„To było dawno temu, miałam umyć głowę i obciąć włosy pewnemu nastolatkowi. Wyglądał, jakby nie mył włosów przez wiele miesięcy… Po obcięciu chciałam zmoczyć mu włosy, ale woda po nich po prostu spływała, bo były tak naoliwione od niemycia! Widziałam już wiele w czasie swojej pracy, ale pierwszy raz doświadczyłam czegoś takiego” (bzookee).

„Proszę, myjcie się za uszami! Wiele osób o tym zapomina i ma tam żółty, biały, a czasami zielony brud! To obrzydliwe i śmierdzi” (pcbzelephant)

„Moja mama była kiedyś fryzjerką. Opowiadała mi, jak pewnego dnia do salonu wszedł mężczyzna z ptasią kupą na czubku i tyle głowy. Najwyraźniej nic nie poczuł” (skivian).

„Moja fryzjerka opowiedziała mi kiedyś smutną historię. Przyszła do niej klientka, która miała włosy za pośladki. Kobieta chciała oddać je na cele charytatywne. CAŁE. Poprosiła o ścięcie ich na bardzo krótko. Przez cały czas szlochała. Fryzjerka wciąż dopytywała, czy taka długość będzie w porządku, a klientka wciąż prosiła o krócej. Była bardzo zdeterminowana, by pomóc w ten sposób osobom chorym na raka. Prosiła, by ignorować jej łzy. Do salonu wchodzili w tym czasie inni klienci i pewnie myśleli, że fryzjerka z własnej woli oszpeca tę biedną kobietę” (PoopsieDoodles).

„Kiedy byłam spłukaną studentką, odwiedziłam tani zakład fryzjerski. Przede mną obsługiwana była starsza pani. W pewnym momencie powiedziała do fryzjerki: „A tak przy okazji, mam z tyłu głowy ogromnego czyraka. Czy może go pani wycisnąć?”. Fryzjerka zaczęła rozglądać się za jakimś narzędziem, a ja zaczęłam wpatrywać się w swoje uda, próbując nie zwymiotować” (turquoiseten).

„Kiedyś przyszedł do mojego salonu młody człowiek z mamą. Miał jakieś 8 lat i bardzo gęste kręcone włosy. Jego matka poprosiła, aby je zgolić. Zgodziłam się, to miało być moje ostatnie strzyżenie tego dnia i chciałam już iść do domu. Zabrałam się do pracy i okazało się, że pod tymi lokami chłopiec ma wszy. Ogromne. Prawdopodobnie dlatego jego matka chciała, abym ścięła mu włosy. Przerwałam strzyżenie i spędziłam kolejne 3 godziny na dezynfekowaniu salonu. Matka chłopca zadzwoniła później do nas skarżąc się, że nie dokończyłam swojej pracy i nie ścięłam dziecku włosów. Tłumaczyliśmy, że to byłoby nielegalne, ponieważ stanowiło zagrożenie rozprzestrzenienia się wszy po pomieszczeniu i zarażenia innych klientów. Kobieta uznała więc, że jesteśmy po prostu rasistami. To było zabawne” (sometimes_always).

„To się wydarzyło, jak byłam jeszcze w szkole. Do salonu przyszła niechlujnie wyglądająca kobieta. Chciała, aby umyć jej włosy i obciąć je. Miała otwarte wrzody na twarzy i szyi, więc i pewnie na skórze głowy. Jej włosy były posklejane od brudu, tworząc dredy. Byłam w trakcie nakładania jej odżywki, kiedy powiedziała, że od 15 lat ma HIV…” (scorpionbutt).

„Przyszła do mnie kiedyś klientka z długimi włosami. Chciała je tylko podciąć. Umyłam jej głowę, posadziłam na fotelu i zaczęłam czesać grzebieniem. Wtedy poczułam dziwny zapach i zauważyłam coś, co wyglądało jak sucha skóra głowy. Zaczęłam się przyglądać, a te drobinki okazały się być gindami…” (pixelmeow)

Co sądzicie o tych historiach? Słyszałyście kiedyś podobne? Jestem też ciekawa opinii fryzjerów i fryzjerek, którzy czytają mój blog: czy takie wydarzenia są w salonach rzadkością? Jakie są Wasze najgorsze doświadczenia z pracy?


Polecam:

niedziela, 7 maja 2017

Recenzja: Bioelixire, Argan oil hydrating mask (nawilżająca maska do włosów z olejem arganowym)


Odkąd farbuję włosy na blond, staram się unikać kosmetyków z olejem arganowym, który może powodować żółknięcie. Mimo to skończyłam jakiś czas temu Argan Oil marki Bioelixire – maskę, która już od dawna zalegała mi na półce, a którą często – ze względu na opakowanie – myliłam z odżywką.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Wygląda jak opakowanie odżywki – producenci kosmetyków przyzwyczaili mnie już do tego, że maski kupujemy w słoikach. A tutaj mamy tubkę – niedużą, bo zawierającą 200 ml kosmetyku, ale wygodną i stabilną (wystarczy postawić ją na korku). Dobrze wyciska się z niej produkt. Minusy? Nieprzeźroczystość opakowania i nieodkręcany korek.

Zapach

Według mnie kwiatowy i bardzo przyjemny.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Shea Butter (masło shea), Parfum (zapach), Trimethylsilyamodimethicone (silikon usuwalny tylko mocnymi detergentami), Methoxy PEG/PPG-7/3 Aminopropyl Dimethicone (polimer silikonowy, zmywalny delikatnymi detergentami), C11-15 Pareth-5 (emulgator), C11-15 Pareth-9 (emulgator), Benzyl Alcohol (wysuszający alkohol), Collagen (kolagen), Lactic Acid (kwas mlekowy), Hyaluronic Acid (kwas hialuronowy), Citric Acid (kwas cytrynowy), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Methylisothiazolinone (konserwant).

Olej arganowy, sądząc po miejscu składu, w którym się znajduje, pojawia się w tej masce w ilości śladowej – nie wiem więc dlaczego jest flagowym składnikiem tego produktu. Przed zapachem mamy tu zresztą tylko trzy składniki: emolient, konserwant o działaniu antystatycznym i masło shea.

Nie mogę też nie zwrócić uwagi na wysuszający alkohol, który znajduje się w tej masce. Miejmy nadzieję, że emolient i masło shea, które pojawiają się nad nim, niwelują jego działanie.

Pozytywy? Wspomniane już dwukrotnie masło shea, kolagen (uelastycznia włosy), kwas hialuronowy (nawilża) i mlekowy, a także – w minimalnej ilości – olej arganowy.


Działanie

U mnie średnie, jakoś nie zauważyłam wyraźniej różnicy podczas jej stosowania. Czy nawilża? Pewnie tak. Uelastycznia? Myślę, że w pewnym stopniu na pewno. Działanie jest jednak delikatne, a po jej nałożeniu moim włosom często brakowało dociążenia. Były jednak lśniące i łatwo się rozczesywały.

Werdykt? Jak dla mnie średniak, ale zapewne może przypaść do gustu wielu osobom. Ja jednak już nie będę chciała do niej wracać. 

Konsystencja i wydajność

Dość gęsta i przeciętnie wydajna. Opakowanie zawiera 200 ml maski.

Cena i dostępność

Cena maski to około 20 zł. Nie powinno być problemów z jej kupieniem stacjonarnie. Znajdziemy ją w różnych drogeriach, np. w Rossmannie.

Podsumowanie

U mnie działała nieco za słabo, ale może być dobrym kosmetykiem dla osób poszukujących produktów nawilżających. Niestety, moje włosy na nadmiar humektantów reagują często puchem.


Znacie maskę arganową Bioelixire? Co o niej myślicie?

Inne recenzje:

piątek, 5 maja 2017

Tylko dla klientów o mocnych nerwach: strzyżenie włosów… siekierą


W ostatnim wpisie z cyklu „Ciekawe włosowe linki”, który pojawił się na moim blogu blisko rok temu (swoją drogą dajcie znać, czy chcecie, abym wróciła do publikowania tej serii – cieszyła się dużą oglądalnością, ale z braku czasu musiałam z niej wówczas zrezygnować!) wspominałam o fryzjerze z Kalkuty, u którego za kilkadziesiąt groszy można wykupić nietypowy masaż głowy. Na filmiku, który znalazłam wówczas na YouTube, mężczyzna dość brutalnie i energicznie ugniata swojego klienta siedzącego dzielnie na fotelu (zobacz).

Filmik ten skojarzył mi się z innym, na który natknęłam się niedawno. Ten jednak jest dużo bardziej, ekhm, niezwykły. Pokazany na nim fryzjer z Nowosybirska na Syberii, Daniil Istomin, obcina bowiem klientce włosy… siekierą.

Na czym polega strzyżenie siekierą?

Rachu ciachu i do piachu – chciałoby się rzec, patrząc na dokonania Daniila. Na video widać, jak rąbie (dosłownie!) włosy młodej kobiecie siekierą. Klientka ma głowę ułożoną na drewnianym kołku i wygląda, jakby zaraz miała zostać stracona. Jej mina zdradza przerażenie. Fryzjer nie tylko skraca w ten sposób jej fryzurę, ale też wykonuje cieniowanie. Efekt jest naprawdę niezły, chociaż salon wygląda po tym nietypowym strzyżeniu jak miejsce zbrodni.


Daniil przyznaje, że siekiery w pracy zaczął używać po to, by wprowadzić do swojego zawodu coś nowego – zwyczajne strzyżenie z czasem stało się do niego nudne, monotonne i banalne. Przypomina również, że teraz takie praktyki mogą szokować, ale w przeszłości były całkowicie normalne.

Co ciekawe, Istomin strzyże w ten sposób także mężczyzn, chociaż muszę przyznać, że to męskie strzyżenie nie jest tak widowiskowe (sic!) jak damskie i przypomina raczej rzeźbienie.


A co Wy myślicie o strzyżeniu siekierą – odważyłybyście się? :)

Polecam:

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Jak uniknąć rozczesywania włosów na mokro po myciu? Moje ulubione 8 sposobów


Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że po umyciu głowy można uniknąć natychmiastowego czesania włosów. Wydawało mi się, że gdy podeschną, na pewno nie uda mi się ich rozplątać i skołtunią się tak, że znów będę musiała je moczyć. Dopiero kilka lat temu, po keratynowym prostowaniu, dałam im szansę na schnięcie bez użycia szczotki i suszarki – efekt był taki, że włosy w tamtym okresie były na tyle gładkie i śliskie, że nie potrzebowały wcale czesania. Wystarczyło, że przejechałam po nich kilka razy palcami.

Od tego zabiegu minęły już prawie trzy lata, moje włosy nie są już tak wygładzone jak wtedy, jednak do dziś stosuję tę samą metodę: prawie nigdy nie czeszę ich na mokro. Dlaczego? Bo mokre włosy są najbardziej podatne na zniszczenie i rozciąganie, które znacząco narusza ich strukturę, prowadząc do powstawania uszkodzeń i wypadania włosów. Gdy czeszemy je na mokro, doprowadzamy do tego, że łamią się i urywają – dlatego między innymi tak wiele dziewczyn skarży się na to, że ich włosy nie są gładkie, tylko odstają na całej długości w postaci cienkich nastroszonych włosków (miałam tak przez lata!).

Im włosy zdrowsze (a tym samym bardziej gładkie), tym uniknięcie czesania na mokro będzie łatwiejsze. Zdrowe włosy mają bowiem zamknięte łuski, które nie zahaczają o siebie, a tym samym rzadziej się kołtunią. Takie włosy nierzadko wymagają tylko lekkiego przeczesania palcami. Podobnie jest z włosami nawilżonymi – suche mają niezabezpieczone łuski, które się rozchylają. Wnioski? Odpowiednia pielęgnacja włosów pomoże nam dojść do punktu, w którym łatwiej będzie nam zrezygnować z sięgania po szczotkę czy grzebień tuż po myciu (oczywiście wyjątkiem są włosy kręcone, które należy czesać na mokro – rozczesane na sucho zamienią się w puch).

Jeśli czujemy, że nasze włosy nie są jeszcze na takim etapie, by pozostawić je bez czesania po myciu ot tak, bez żadnych przygotowań, polecam kilka metod, które mogą to ułatwić. Co zatem robić, by nie czesać ich na mokro?

Przydatne linki:


Odżywka lub maska

Kosmetyki zastosowane po myciu mają nie tylko kondycjonować włosy, odżywiać je czy zapobiegać elektryzowaniu, ale też domykać łuski, dzięki czemu włosy wygładzają się i nie plączą. Dlatego PO KAŻDYM myciu należy nałożyć przynajmniej na 2-3 minuty maskę lub odżywkę. W innym przypadku działamy na sporą szkodę swoich włosów.

Dokładne rozczesanie włosów przed myciem

Włosy rozczesane przed myciem, jeśli nie będziemy ich za mocno szorować, nie będą aż tak skołtunione. Dlatego wcześniej warto je rozczesać, zaczynając od końcówek i przesuwając się coraz wyżej. Jeśli myjemy głowę nad wanną, możemy czesać je z głową w dół w takiej pozycji, w której za chwilę będziemy je myć.

Czesanie przed myciem ma jeszcze jedną zaletę: pozwala pozbyć się osłabionych włosów, które zaraz wypadną, dzięki czemu nie będą się one już plątały z tymi, które są na głowie.

Mycie tylko skóry głowy, nie szorowanie włosów

Pisałam już o tym we wpisie poświęconym metodzie kubeczkowej – dzięki niej włosy mniej się plączą i niszczą, a my skupiamy się w czasie mycia na tym, co faktycznie wymaga wyszorowania, czyli skórze głowy. To właśnie ona się przetłuszcza, nie włosy same w sobie.

Płukanki o kwasowym pH

Stosujemy je po umyciu włosów. Płukanki takie pomogą domknąć łuski włosów, dzięki czemu staną się one gładsze i nie będą o siebie zahaczały (np. płukanka octowa, na którą podawałam dokładny przepis).

Spraye po myciu głowy

Na rynku są dostępne specjalnie spraye ułatwiające rozczesywanie włosów po myciu: nadają im poślizg i zabezpieczają je olejami oraz silikonami. Taki kosmetyk pryskamy na włosach po myciu, ale nie od razu – gdy odciśniemy z nich już nadmiar wody.

Wybór jest ogromny – można przetestować na przykład spray Gliss Kur Total Repair, spray nawilżający Schwarzkopf BC Moisture Kick czy mgiełkę Jantar firmy Farmona (którą bardzo lubię i już recenzowałam), a także wiele, wiele innych. Polecam jednak dokładne sprawdzenie składów takich produktów i unikanie tych z zawartością Alkohol Denat, który przesusza włosy (te podane przeze mnie w poprzednim zdaniu go nie zawierają, a przynajmniej nie powinny, o ile producent nie zmieni składu).

Przeczesywanie włosów palcami

U mnie świetnie się sprawdza: gdy włosy zaczynają podsychać, w czasie suszenia lub przed nim lekko przeczesuję je palcami. Dzięki temu nie muszę już wcale sięgać po szczotkę. Robię to, gdy włosy są jeszcze lekko wilgotne, by miały lekki poślizg (nie na zupełnie suchych włosach). W moim przypadku pewnie mogłabym je przeczesać już po wysuszeniu, ale wtedy fryzura nie byłaby raczej gładka, a włosy stałyby się lekko „pogięte”.

Roztrzepanie włosów

Ten sposób jest szczególnie przydatny, jeśli myjemy głowę nad wanną. Po myciu głowy, zamiast zawijać je w ręcznik czy koszulkę, roztrzepmy je na mokro, by się nie zrolowały i nie poplątały. Odsączmy lekko nadmiar wody i nie zwijajmy już w turban. Drobiazg, ale może sporo pomóc.

Regularne olejowanie włosów

Regularne olejowanie wygładza włosy, które stają się bardziej sprężyste i „śliskie” w dotyku – dzięki temu mniej się plączą, także po myciu, łatwiej jest więc je rozczesać. Nawet, jeśli będziemy robić to na mokro, włosy będą miały lepszy poślizg, a dzięki odżywieniu nie będą się tak bardzo ciągnąć i łamać.

A co robić, jeśli naprawdę musimy czesać włosy na mokro?

Jeśli musimy czesać na mokro, podzielmy włosy na sekcje i rozczesujmy je delikatnie od dołu ku górze. Użyjmy odpowiedniego sprayu i/lub odżywki bądź maski. Mimo wszystko odsączmy je wcześniej z wody i dajmy chociaż chwilę na podeschnięcie. Do czesania używajmy dobrego grzebienia lub odpowiedniej szczotki, które nie poszarpią włosów i nie będą powodować rozdwojeń, a przed nim zabezpieczmy włosy serum lub olejkiem.


A jakie są Wasze sposoby? Czeszecie włosy na mokro po myciu?

Polecam:

czwartek, 13 kwietnia 2017

PonyDry – czepek, który przyspiesza i ułatwia mycie głowy!


Niedawno pisałam o tym, jak myć głowę, aby nie niszczyć włosów – w nawiązaniu do tego wpisu chciałabym poinformować Was o tym, że do kupienia jest już na rynku specjalny gadżet, który ułatwia to działanie. Nie musimy go jednak kupować, by sobie pomóc – można po prostu wykorzystać go jako inspirację.

Jak działa PonyDry?

PonyDry wygląda jak maleńki czepek, który nakładamy na końcówki włosów po ich uprzednim zwinięciu w koczek. Dzięki niemu możemy:
  • szybko umyć włosy tylko u nasady, czyli tam, gdzie powstaje sebum i gdzie włosy się przetłuszczają,
  • ograniczyć mycie końcówek włosów, które to na ogół powoduje ich szybsze niszczenie i przesuszenie,
  • zmniejszyć czas spędzony w łazience (szybsze mycie i suszenie).
PonyDry zaciska się na kucyku sznureczkami, a myje się tylko włosy u nasady. Gadżet przyda się w dni, kiedy chcemy szybko odświeżyć włosy, a jednocześnie nie chcemy korzystać z suchych szamponów. Czy jest zatem od nich lepszy?

Moim zdaniem tak, ponieważ takie – nawet połowiczne – mycie wydaje mi się lepsze dla skóry głowy niż korzystanie z suchego szamponu, który przesusza włosy i skórę, a jego użycie ma niewiele wspólnego z prawdziwą higieną. Oczywiście nie uważam, aby notoryczne korzystanie z PonyDry było rozsądne – końcówki też potrzebują umycia, przynajmniej delikatnego – jednak raz na jakiś czas może zdecydowanie ułatwić życie.

Poniżej na filmie możecie zobaczyć, jak działa.


PonyDry – cena i jak go zastąpić?

PonyDry nie jest niestety tani – kosztuje prawie 20$, czyli około 80 zł, co za kawałek materiału wydaje mi się bardzo wygórowaną ceną. Moim zdaniem nie ma więc go po co kupować i lepiej przygotować taki czepek samemu, na przykład z osłonki na parasolkę lub innego wodoodpornego materiału.

Kupiłybyście PonyDry? Wykorzystacie opisany we wpisie patent na ochronę kucyka w trakcie mycia głowy?

Polecam:


niedziela, 9 kwietnia 2017

Recenzja: Marion, Płyn prostujący włosy Hairline


Moje włosy są wprawdzie dość proste, sięgnęłam mimo to po Płyn prostujący włosy Hairline firmy Marion z dwóch innych powodów: po pierwsze działa on termoochronnie (a ja często sięgam po suszarkę – głównie używam chłodnego nawiewu, ale jednak), a po drugie – zawiera filtry UV, a te przydają się w zasadzie o każdej porze roku, nawet zimą. Producent jakiś czas temu zmienił szatę graficzną opakowania tego sprayu – możecie więc kojarzyć inny jego wygląd (biały z różową nakrętką).  Nieznacznie zmienił się też jego skład.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Bardzo, bardzo wygodne: półprzeźroczyste, ze świetnie działającą pompką i odkręcanym korkiem. Butelka jest tak dobra, że gdyby nie nadmiar kosmetyków, zachowałabym ją do przygotowywania domowych sprayów na włosy.

Zapach

Kwiatowy i dość silny, ale mnie się bardzo podoba.


Skład

Jak już wspomniałam na wstępie, skład płynu prostującego Marion zmienił się w ostatnich latach – jest to jednak wyraźna zmiana na lepsze. Co więcej, zmiany dotyczą końcówki składu, już po zapachu. A co się zmieniło? W nowej wersji – tej, której ja używałam – nie ma wysuszającego włosy alkoholu benzylowego, jest za to regulator pH i inne konserwanty.

Skład: Aqua (woda), Glycerin (gliceryna), Cetrimonium Chloride (konserwant, ułatwia spłukiwanie), Trimethylsilylamodimethicone (ułatwia rozsmarowywanie) (and) C11-15 Pareth-5 (emulgator aktywnie myjący) (and) C11-15 Pareth-9 (emulgator aktywnie myjący), Propylene Glycol (humektant), Acrylates/Steareth-20 Methacrylate Crosspolymer (reguluje lepkość), Cocamidopropyl Betaine (substancja myjąca), PEG-40 Castor Oil (emulgator), Panthenol (pantenol), Parfum (zapach), Polyquaternium-59 (pochłania promienie UV), Butylene Glycol (humektant), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (humektant), Sodium Benzoate (konserwant), Citric Acid (regulator pH), Triethanolamine (regulator pH).

Szału nie ma, a i tak jest lepiej niż w przypadku starego składu. Co my tu mamy? Sporo nawilżaczy, łagodząco działający pantenol i składnik pochłaniający promienie UV. I w zasadzie tyle dobroci. Minusy? Jeden PEG i trzy konserwanty – dwa pod koniec składu. Tylko po co tu tyle emulgatorów i substancje myjące?


Działanie

Czy prostuje? Nie – a przynajmniej ja nie widzę u siebie takiego efektu. Może wynika to z tego, że moje włosy nie są falowane, a może po prostu tego rodzaju kosmetyk nie ma aż tak silnego działania? Opowiadam się raczej za drugą opcją – tym bardziej, że dziewczyny o lekko kręconych włosach piszą w sieci, że co jak co, ale ten płyn ich nie prostuje.

A jak działa? Stosowałam go głównie z myślą o termoochronie i w tym czasie nie zauważyłam, aby suszarka wpłynęła negatywnie na moje włosy. Czy była to zasługa płynu Marion, czy może tego, że suszę „z głową”, czyli bez użycia gorącego nawiewu – naprawdę nie wiem i trudno jest to ocenić. Wiem jednak jedno: płyn nie obklejał mi włosów, nie obciążał ich, ale za to nadawał przyjemny zapach. Nie wzmagał też przetłuszczania. W zasadzie to niewiele robił, a jego właściwości termoochronne są trudne do zmierzenia. Z drugiej jednak strony nie zaobserwowałam żadnych jego wyraźnych wad. Pewnie byłabym bardziej wkurzona, gdyby moje włosy falowały, a ja kupiłabym go z myślą, że będzie je prostował…


Konsystencja i wydajność

Wodnisty, dość wydajny, w opakowaniu znajduje się 150 ml kosmetyku.

Cena i dostępność

Znajdziemy go w drogeriach, a kosztuje – tak jak większość kosmetyków Marion – niewiele: około 7 zł.

Podsumowanie

Jeśli chcecie go przetestować z myślą o termoochronie i ochronie przed UV, to myślę, że się sprawdzi. Odradzałabym go jednak osobom, których włosy się kręcą – ten płyn ich magicznie nie wyprostuje, nie ma takich czarów. Uważam, że to po prostu niewykonalne. 

Znacie jakieś kosmetyki, które faktycznie prostują włosy? Co myślicie o składzie tego sprayu? 

Polecam:

Popularne w tym miesiącu: