niedziela, 17 września 2017

Recenzja: Dabur, Amla, Olejek do włosów blond Jasmine Hair Oil


Olejek Amla Jasmine zamówiłam już dawno temu przez internet, korzystając z dnia darmowej dostawy. Już wtedy rozjaśniałam włosy do blondu i potrzebowałam takiego produktu, który będzie dla nich odpowiedni. Niestety, wtedy jeszcze nie wzięłam pod uwagę tego, że tego typu olejek może wpływać na żółknięcie włosów.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Wygodna plastikowa odkręcana butelka w kartonowym opakowaniu. Mieści 200 ml olejku. Wolę takie rozwiązanie w tego typu kosmetyku niż atomizery czy opakowania z mikrodozownikiem. Zastanawia mnie tylko dlaczego – skoro olejek jest do blondu – na opakowaniu widnieje podobizna brunetki…

Zapach

Bardzo intensywny, chemiczno-ziołowy, ciężki i charakterystyczny. Gdy użyłam go po raz pierwszy do olejowania włosów, mój (wówczas jeszcze) narzeczony, przechodząc obok, zapytał, co tak dziwnie pachnie. Zadałam mu więc pytanie, czy ta woń wydaje mu się ładna czy nie, a on na to zdecydowanie i od razu odpowiedział, że to drugie. Indyjskie kosmetyki chyba już to do siebie mają, że ich zapach jest zwykle mocny i duszący i trudno się do niego szybko przyzwyczaić.


Skład

Mineral oil (Paraffinum Liquidum) (parafina), Canola oil (olej canola otrzymywany z rzepaku), Elaeis guineensis oil (olej palmowy – olejowiec gwinejski), Phyllanthus emblica (Amla ) extract (amla), Perfume (Jasmine) (zapach), Isopropyl Myristate (emolient), Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Phenyl trimethicone (silikon usuwalny za pomocą łagodnych detergentów myjących), Butyl Methoxydibenzolmethane (filtr UV), Rosmarinus officinallis oil (olej z rozmarynu), Tocopheryl Acetate (antyoksydant), Tertiary Butyl Hydroquinone (zapach), D&C Yellow No. 11 (Ci 47000) (żółty barwnik), D&C Green No. 6 (Ci 61565) (zielony barwnik).

Nie za bardzo wiedziałam, jakim kolorem w składzie zaznaczyć parafinę: z jednej strony nie jest to olej roślinny, w związku z czym nie zawiera substancji odżywczych, z drugiej zaś – wykazuje świetne właściwości okluzyjne, dzięki czemu świetnie ochrania włosy, zapobiega utracie wilgoci, wygładza i minimalizuje puszenie. Wiele z nas nakłada ją na włosy w czystej postaci głównie w celu ich dociążenia i okiełznania.

Pozostaje jednak pytanie, czy jeśli na pierwszym miejscu składu jest parafina, to czy ona przypadkiem nie utrudnia lub wręcz uniemożliwia wchłanianie przez włosy pozostałych substancji zawartych w olejku?

Pisząc o składzie, nie sposób nie wspomnieć o tytułowej amli. Jest to roślina często wykorzystywana w medycynie ajurwedyjskiej ze względu na swoje odmładzające właściwości. Amla działa też świetnie na cebulki włosów, pomaga przy wypadaniu włosów, nadaje połysk, działa jak antyoksydant, a przy tym jest najbogatszym znanym źródłem witaminy C.

Czy więc skład olejku Amla Jasmine jest dobry, czy zły? Ja uznaję go za średni: z taką dawką parafiny będzie zapewne dobrze działał doraźnie, jeśli jednak chcemy odżywić i wzmocnić włosy, warto sięgnąć po coś innego. Trzeba też zaznaczyć, że na każdego parafina może działać nieco inaczej – łącznie z tym, że u wielu zwyczajnie przeciąża włosy, które po jej użyciu stają się zbyt oklapnięte i przylizane.


Działanie

Wbrew polskiej naklejce na opakowaniu nie nakładałam olejku na skórę głowy w obawie przed tym, jak może zadziałać na nią parafina. Do odżywiania cebulek wolę używać wcierek lub kosmetyków z innym, bogatszym składem. Amlę nakładałam na włosy zazwyczaj na godzinę lub dwie, często pod turban termalny. Nie stosowałam się do wspomnianej już naklejki także z tego powodu, że możemy wyczytać z niej takie farmazony, jak to, że olejek Amla „odbudowuje rozdwojone końcówki”. Serio?...

Niestety, z czasem zauważyłam, że olejek wpływa na żółknięcie moich włosów, stosowałam go więc sporadycznie. Od czasu do czasu sprawdzał się jednak całkiem nieźle, jednak jego zapach skutecznie utrudniał użytkowanie.

Konsystencja i wydajność

Dość rzadki, oleisty, ale naprawdę bardzo wydajny – mam wrażenie, że go prawie nie ubywa z butelki mimo wielu miesięcy stosowania (chociaż nie sięgałam po niego zbyt regularnie).


Cena i dostępność

Olejek Amla Jasmine kosztuje zazwyczaj około 20-30 zł. Dostaniemy go najszybciej przez internet, a także na stoiskach z kosmetykami indyjskimi i naturalnymi (o dziwo, bo przecież taki naturalny to on wcale nie jest).

Podsumowanie

Olejek Amla Jasmine może być dobrym kosmetykiem na zimę, jeśli chcemy ochronić włosy przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi – duża ilość parafiny i silikonów, a także oleje na pewno nam w tym pomogą. Polecałabym jednak nakładać go na włosy od czasu do czasu – nie za często, żeby ich nie obciążył. Warto stosować go na zmianę z czymś bardziej odżywczym, na przykład zwykłym czystym olejem.

Czy więc warto kupić ten kosmetyk? Wszystko zależy od tego, czego szukamy: jeśli chcemy dociążyć włosy i zapobiec ich puszeniu, olejek Amla Jasmine będzie świetnym wyborem, jeśli zaś poszukujemy czegoś do wzmocnienia i odżywienia włosów, polecałabym raczej sięgnąć po coś o bogatszym składzie bez parafiny. 

Znacie tej olejek? Czy zwracacie uwagę na zapach kosmetyków?

Polecam:

środa, 13 września 2017

Fryzura ślubna dla cienkich włosów | Moja fryzura ślubna | Jak zaplanować fryzurę ślubną i wybrać fryzjera?


Dość długo mnie tu nie było, a wszystko przez mój ślub i wesele, które odbyły się na początku września. Przygotowania i załatwianie rozmaitych spraw (a do tego oczywiście praca i inne zobowiązania) zajęły mi w sierpniu tyle czasu, że nie starczyło mi go już na pisanie czegokolwiek na bloga. Teraz powoli wracam już do normalności, a pierwszy wpis po długiej nieobecności przeznaczam – a jakżeby inaczej – na opisanie Wam, na jaką fryzurę ślubną się zdecydowałam. Tym bardziej, że część z Was mnie o nią pytało!

Fryzura ślubna dla cienkich włosów – dylematy i opcje

Zacznę od tego, że nie jestem typem kobiety, która całe życie marzyła o tym, by wyjść za mąż, a w czasach szkolnych kolekcjonowała wycinki ze ślubnych katalogów, które wklejała do trzymanego pod łóżkiem segregatora. O nie. Temat ślubów nigdy mnie nie interesował i nawet przygotowując się do własnego, nie wpadłam w żadną przedślubną gorączkę. To, jak tego dnia będę uczesana, także nie planowałam zbyt skrupulatnie – miałam jedynie pewne wyobrażenie, jak taka fryzura mogłaby wyglądać, a przede wszystkim – jak nie powinna.

Jeśli regularnie do mnie zaglądacie, wiecie, że moje włosy są raczej cienkie i delikatne niż grube i gęste. Z tego względu niektóre możliwości fryzur musiałam od razu skreślić. Jedną z nich były luźne fale, które bardzo mi się podobają, ale zdecydowałam się je odrzucić z kilku powodów:
  • w dniu mojego ślubu była mżawka, po chwili fale zamieniłyby się więc w puch,
  • fale na moich włosach szybko zaczęłyby się prostować, a zbyt mocno polakierowane nie wyglądałyby zbyt dobrze,
  • w dniu ślubu miałam naprawdę długie włosy i uznałam, że będzie mi niewygodnie, jeśli nie będą upięte.

Szybko więc zweryfikowałam swoje plany i postawiłam na upięcie. Miałam tylko jeden duży warunek: nie może być gładkie. Chodziło mi po głowie uczesanie w romantycznym stylu, ale na tyle okiełznane, aby w czasie wesela nie martwić się wpadającymi do talerza i fruwającymi wokoło pasmami. Nie chciałam też fryzur przesadzonych, stworzonych z dziesiątek loczków – takich, które wydają mi się zbyt kiczowate i przypominające czasy lat 90.

Moja fryzura ślubna 


Dwa tygodnie przed ślubem poszłam do swojej fryzjerki na farbowanie i tonowanie włosów, aby nieco ochłodzić ich kolor. Z biegiem czasu, mimo stosowania odpowiednich kosmetyków, żółkną bowiem i ich odcień staje się coraz cieplejszy. Dzięki temu, po kilku myciach, w dniu ślubu miały pośredni, odpowiedni kolor. Poza tym przez ostatnie miesiące wcale ich nie obcinałam, korzystając z tego, że się nie rozdwajają – na początku września były więc naprawdę długie.

Na wykonanie fryzury ślubnej wybrałam się do salonu „Agnieszka Chełmońska Studio” na warszawskiej Pradze, gdzie czesała mnie przesympatyczna p. Ania Kamińska. Wykonanie widocznego poniżej upięcia zajęło jej nieco ponad godzinę. Fryzura była asymetryczna, zaczesana na prawą stronę. Z przodu włosy były wywinięte, a niektóre pasma luźno zwisały. Tym sposobem uniknęłam więc gładkiego koka, co bardzo mnie cieszyło. W zależności od ilości włosów w koka można wpleść sztuczne pasma bądź zastosować wypełniacz, chociaż na pewno nie każdy ich potrzebuje. Do tego uczesania potrzeba jednak wielu wsuwek – ja miałam ich chyba ze 40!


Fryzjerka wpięła mi także we włosy stroik, który wcześniej kupiłam – zdecydowałam się na delikatną ozdobę na druciku, która współgrała z moją suknią i biżuterią. Jej zaletą jest to, że można ją dowolnie wyginać i układać, a nawet – w razie potrzeby – skrócić. Welon był przypięty tuż nad nią i z nim wiązał się jedyny problem: z powodu tak dużej ilości spinek trudno było go wpiąć we włosy i wciąż się wysuwał. Bałam się, że spadnie w drodze do ołtarza, ale na szczęście zsunął się już po wyjściu z kościoła :)

Uczesanie było bardzo wygodne i trwałe – po weselu nawet w nim spałam i obudziłam się niemalże z nienaganną fryzurą :) Najgorsze było wyciąganie z włosów tych wszystkich spinek, ale z pomocą osób trzecich jakoś się to udało :)

Za wiele wprawdzie nie widać, ale chciałam Wam pokazać z suknią i (zsuwającym się) welonem ;)

Jak zaplanować fryzurę na ślub?

Jeśli zbliża się Wasza data ślubu bądź chcecie zawczasu wszystko zaplanować, oto moje rady, które – mam nadzieję – się Wam przydadzą:
  • jak najwcześniej zarezerwujcie sobie miejsce u ulubionego fryzjera – czekanie do ostatniej chwili (mam tu na myśli: kilka miesięcy przed ślubem w przypadku dobrych salonów) może skutkować brakiem miejsc. O tym, jak taki salon wybrać, napisałam poniżej.
  • Jeśli to możliwe, umówcie się na fryzurę próbną. Nie musi być ona wykonywana w miejscu, gdzie ostatecznie będziecie się czesać (moja nie była) – taka wizyta ma być dla Was inspiracją, a nie ostatecznym wybraniem kształtu uczesania. Chodzi o to, by porozmawiać z fachowcem, co pasuje do Waszej urody, włosów i sukni, ocenić, czy ładniej Wam w wysokim koku, czy może lepiej będzie postawić na luźne loki. Ja po takim spotkaniu miałam sporo nowych pomysłów na siebie!
  • Przejrzyjcie internet w poszukiwaniu inspiracji. Jeśli marzy się Wam jakieś upięcie, a wydaje się Wam, że Wasze włosy się do niego nie nadają, porozmawiajcie o tym z fryzjerem zamiast od razu rezygnować z pomysłu – może się okazać, że wystarczy pasmo sztucznych włosów lub prosty wypełniacz, aby wyczarować ją na Waszych włosach. Wszystko zależy od umiejętności fryzjera!
  • Przy wyborze fryzury uwzględnijcie – poza jej wyglądem – także to, czy będzie Wam w niej wygodnie, czy będzie pasować do twarzy i sukienki.
  • Jeśli farbujecie włosy na blond, zróbcie to tydzień lub dwa tygodnie przed ślubem – zazwyczaj w dniu ślubu wyglądają one wtedy ładniej niż w dniu farbowania lub miesiąc później.
  • Wizytę w dniu ślubu umówcie z samego rana – nie polecam czesać się dwie czy trzy godziny przed ślubem. Dlaczego? Z prostego powodu: po co dokładać sobie stresu i martwić się, że się nie zdąży? Tym bardziej, że fryzjer może mieć gorszy dzień i wizyta się przedłuży lub też jej termin się przesunie z powodu innych, spóźnialskich klientek. A Wy macie przecież tego dnia jeszcze trochę spraw do załatwienia. Fryzjerka, która czesała mnie w dniu ślubu, wspominała, że miewała klientki, które przychodziły do salonu na czesanie 2 godziny przed uroczystością i bardzo się martwiły, że nie zdążą…
  • Zawczasu pomyślcie, czy chcecie mieć we włosach jakieś ozdoby, np. stroiki, wianki, diademy lub kwiaty. Jeśli tak, trzeba je wcześniej kupić lub zamówić w kwiaciarni.
  • Nie zmieniajcie koloru włosów niedługo przed ślubem – coś może pójść nie tak, a przecież żadna z nas nie chciałaby mieć w ten dzień spalonych włosów…

Jak wybrać fryzjera na ślub?

Wybór fryzjera, który wykona fryzurę ślubną, to osobne zagadnienie. Moim zdaniem wiele przyszłych panien młodych niepotrzebnie decyduje się w dniu ślubu czesać u swojego dotychczasowego fryzjera. Zazwyczaj robią to ze strachu przed nieznanym, uważając, że lepiej wybrać to, co się już zna. Nie zawsze to dobry tok myślenia.

Jeśli nasz fryzjer faktycznie specjalizuje się w upięciach i fryzurach ślubnych, to świetnie – w innym przypadku warto spróbować gdzieś indziej. Najlepiej popytać wśród znajomych lub przejrzeć oferty z naszej miejscowości – ja salon, na który się zdecydowałam, poznałam z polecenia, a po przejrzeniu jego strony (zdjęcia fryzur!) od razu zapisałam się na wizytę na dzień ślubu. Ostateczną decyzję podjęłam zaś po rozmowie z fryzjerką.

No właśnie: z fryzjerem, który będzie nas w ten dzień czesał, warto wcześniej porozmawiać – nie chodzi nawet o to, by umawiać się do niego na czesanie próbne, ale o to, by zamienić z nim kilka zdań, podpytać, co według niego można zrobić z naszymi włosami, jakie mamy możliwości i czy warto coś dokupić i przynieść na wizytę. To też okazja, by ocenić, czy specjalista faktycznie jest fachowcem: czy umie doradzić? Czy jest kompetentny? Czy wychodzi z własną inicjatywą? Czy zna się na rzeczy? Możemy też podpatrzeć, jak pracuje, jak czesze i jaki ma styl.

Na końcu zamieszczam jeszcze kilka zdjęć mojej fryzury :)


Jestem ciekawa, jakie fryzury ślubne się Wam podobają, a jeśli macie ten dzień już za sobą, napiszcie, jak byłyście uczesane!


Polecam:

środa, 26 lipca 2017

Recenzja: John Frieda, Luxurious Volume, odżywka 7 day volume


Kosmetyki John Frieda bywają różne – wiele z nich kojarzy mi się z pięknymi zapachami (pod tym względem polecam serię Beach Blonde!), niektóre zaś mają słabe składy. Z tego powodu nigdy nie wiem, czy dany produkt okaże się świetny, czy zupełnie mi się nie spodoba. Te, które dotychczas testowałam, łączyło zazwyczaj jedno: bardzo wysoko w ich składzie był zapach, a to kazało mi wierzyć, że wszystkie znajdujące się dalej substancje – także te dobre – są w danym produkcie w minimalnej ilości. Jak było teraz?

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Nieprzeźroczysta, a do tego nieodkręcana tuba o pojemności 250 ml. Miękka, więc można łatwo wyciskać odżywkę, ale przy końcu trudno mi było wyciągnąć ją w 100%. Dobrze widoczny skład i wyjaśniająca wszystko polska naklejka… Nie rozumiem tylko, dlaczego producent napisał, by nakładać odżywkę na mokre włosy, a nie na lekko wilgotne. Moim zdaniem to może wprowadzać w błąd niezorientowane w temacie osoby…

Zapach

Typowo drogeryjny, już po kilku chwilach nie potrafię sobie go przypomnieć. Nie przeszkadza, ale nie jest to najpiękniejszy zapach kosmetyku, który miałam w rękach.


Skład

Water (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Behenamidopropyl Dimethylamine (antystatyk, emulgator), Parfum (zapach), Lactic Acid (kwas mlekowy), Isopropyl Palmitate (emolient), Silicone Quaternium-22 (silikon), Propylene Glycol (humektant), C24-48 Alkyl Dimethicone (składnik konsystencjotwórczy), Diazolidinyl Urea (konserwant), PPG-3 Myristyl Ether (zmiękczacz, emulgator), Glycine (aminokwas), Stearalkonium Chloride (konserwant), Glycerin (gliceryna), Maris Salt (sól morska), Malic Acid (kwas jabłkowy), Alcohol Denat. (wysuszający alkohol), AMP-Isostearoyl Hydrolyzed Wheat Protein (emulgator, kondycjoner), Iodopropynyl Butylcarbamate (konserwant), Butylphenyl Methylpropional (składnik zapachowy).

Niestety, nie jest dobrze. Po pierwsze: zwróćcie uwagę, jak wysoko w składzie znajduje się zapach – wszystko, co za nim, jest w odżywce w niewielkiej ilości. Przed nim znajdziemy tylko emolient i antystatyk – słabiutko. W dalszej kolejności warto zwrócić uwagę na aż trzy – w tak krótkim składzie – konserwanty i wysuszający alkohol. Do tego sól morska, która w nadmiarze także może przesuszać włosy.

Plusy? Aminokwas, dwa emolienty, jeden humektant, czyli nawilżacz… Marnie. Odżywcza ta odżywka to raczej zbytnio nie jest.


Działanie

Powiem jedno: jeśli efekt „volume”, czyli nadania objętości, miał się wiązać z tym, że włosy będą lekkie, a nie mocno oklapnięte, to faktycznie się udało. Moje po tej odżywce nie układały się jednak zbyt dobrze, brakowało im dociążenia i wykończenia (fruwające, zbyt lekkie końcówki), a u nasady zupełnie nic się nie zadziało. Spodziewałam się, że włosy staną się bardziej odbite u góry, mniej spłaszczone i faktycznie uzyskają objętość, ale nie kosztem „fruwajki”, czyli tego, że fryzura zacznie żyć swoim życiem i nie za bardzo będzie się poddawała próbom wygładzenia.

Konsystencja i wydajność

Odżywka ma perłowy kolor i łatwo rozprowadza się na włosach. 250 ml starcza na kilka tygodni.

Cena i dostępność

Produkty z tej serii są dostępne w wielu stacjonarnych drogeriach – tę odżywkę widziałam na przykład w Rossmanie. Kosztuje około 30-35 zł. Moim zdaniem to sporo jak za tak kiepski skład.

Podsumowanie

Myślę, że moje włosy nie są dobrym targetem dla tego produktu – ja od kosmetyków oczekuję dociążenia (ale bez efektu przyklapu), a nie podkreślenia ich lekkości. Odżywka „7 day volume” może się spodobać osobom o raczej grubych, ciężkich włosach, którym brakuje objętości – cienkowłosi, podobnie jak ja, mogą nie być nią zachwyceni.


Co sądzicie o składzie tej odżywki? Chcielibyście ją wypróbować?


Polecam:

niedziela, 23 lipca 2017

Jak wyznaczyć idealne miejsce na przedziałek?

fot. instagram.com/kenpaves

Na środku głowy, po lewej czy po prawej stronie – gdzie najlepiej nosić przedziałek?
Muszę przyznać, że nigdy zbyt dokładnie się nad tym nie zastanawiałam, ponieważ mając w pamięci to, że włosy łatwo się odkształcają i wycierają, a także zwyczajnie niszczą, jeśli nosimy je zawsze tak samo, sama układam swój przedziałek w różnych miejscach. Raz jest więc idealnie na środku głowy, innym razem przesuwam go o kilka centymetrów w jedną lub drugą stronę. Okazuje się jednak, że – przynajmniej według fryzjera gwiazd, Kena Pavesa – u każdego można wytyczyć idealne miejsce na przedziałek, które nie tylko pasuje do danej twarzy, ale też „odejmuje lat”. Jak to zrobić?

Przedziałek zależny od brwi

Być może dla większości osób brwi i włosy nie mają ze sobą większego związku (no, może poza kolorem), ale to właśnie na brwi powinniśmy według Pavesa zwrócić największą uwagę, gdy chcemy wytyczyć najlepszą dla siebie linię przedziałka. Stylista radzi, aby przedziałek zaczynać bowiem w najwyższym punkcie brwi – tam, gdzie ich łuk się załamuje. To najprostszy sposób na to, by wybrać dla niego najlepsze miejsce.

Paves zwrócił też uwagę, że zakładając kilka kosmyków za jedno ucho uwydatnimy kości policzkowe i optycznie wyszczuplimy twarz.

Eksperci radzą też, aby miejsce wyznaczania przedziałka wiązało się z uwydatnieniem lepszego i zakryciem gorszego profilu twarzy – do tego zresztą przyda się dłuższa grzywka.

Gęstość włosów a przedziałek

Sporo mówi się też o tym, że linia przedziałka powinna być uzależniona od objętości włosów. Osoby o bardzo rzadkich włosach, którym brakuje puszystości, powinny wyznaczać przedziałek z boku głowy, a te o grubych i gęstych – na środku.

To tyle teorii, praktyka jednak pokazuje, że każdy z nas ma inne przyzwyczajenia i gusta. Może się więc okazać, że powyższe porady będą odpowiednie tylko dla niektórych. Ja sama najlepiej czuję się, gdy mój przedziałek jest blisko środka głowy, a najgorszej – jeśli znajduje się bardzo blisko lewego lub prawego ucha (ta opcja jest dla mnie niepraktyczna, ponieważ włosy w takim ułożeniu często opadają mi na twarz).

Jestem ciekawa, jak Wy wyznaczacie linię swojego przedziałka. Kombinujecie, testujecie różne ułożenia, czy może robicie to intuicyjnie? Co myślicie o tym, by linię przedziałka uzależniać od najwyższego punktu brwi?


Polecam: 

czwartek, 13 lipca 2017

Recenzja: Regenerum, Regeneracyjne serum do włosów


Zanim zaczęłam stosować Regenerum, słyszałam wiele dobrego o produktach z tej linii. Tym bardziej ochoczo zabrałam się więc za testowanie. Okazało się, że letnia pora jest idealna na stosowanie tego kosmetyku – może się przydać właśnie teraz, w słoneczne dni. W recenzji tłumaczę dokładnie, o co chodzi.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Wykonane z miękkiego tworzywa, można je postawić na korku i łatwo wycisnąć produkt ze środka. Wady? Nieprzeźroczystość opakowania i nieodkręcany korek, ale w tym przypadku to drobiazgi, ponieważ nie miałam żadnych problemów ze zużyciem serum do końca.

Zapach

Przyjemny dla nosa i nie męczący. Troszeczkę przypomina mi lekko mydlaną woń kosmetyków Ziaja, którą bardzo lubię.


Skład

Aqua (woda), Cetyl Alcohol (emolient), Silicone Quaternium-16/Undeceth-11/Butyloctanol/Undeceth-5 (kondycjoner), Stearyl Alcohol (nawilża, natłuszcza), Glycerin/Hydrolyzed Ceratonia Siliqua Seed Extract/Zea Mays Starch (gliceryna, hydrolizowany ekstrakt z nasion chleba świętojańskiego – karob, skrobia kukurydziana), Behentrimonium Chloride/Isopropyl Alcohol (konserwant, antystatyk i wysuszający alkohol), Dimethicone (silikon zmywalny łagodnymi szamponami), Panthenol (pantenol), Ricinus Communis Seed Oil (olejek rycynowy), Butylene Glycol/Glycine Soja Germ Extract/Triticum Vulgare Germ Extract (rozpuszczalnik, ekstrakt z nasion soi, ekstrakt z nasion pszenicy), Tocopherol (witamina E), Parfum (zapach), Disodium EDTA (związek kompleksujący jony metali), Benzyl Alcohol/Methylchloroisithiazolinone/Methylisothiazolinone (wysuszający alkohol i konserwanty), Citric Acid (reguluje pH).

Wyraźnie widać, że odżywka ma charakter emolientowo-humektantowy, zawiera także wiele cennych składników. Moją uwagę zwrócił przede wszystkim karob, czyli hydrolizowany ekstrakt z nasion chleba świętojańskiego, który wzmacnia i regeneruje włosy dzięki bogatej zwartości aminokwasów i peptydów. Dodatkowo znajdziemy tutaj sporo innych ekstraktów, a także składniki chroniące włosy przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym.

Trochę martwi mnie jednak dość wysoko pojawiający się w składzie Isopropyl Alcohol, który działa na włosy wysuszająco (pod koniec listy znajduje się jeszcze jeden podobny składnik, ale myślę, że on występuje tu w śladowej ilości).


Działanie

Byłam zadowolona z użycia tego serum. Nie mogę wprawdzie napisać, że działało fenomenalnie, jednak na moich włosach naprawdę dobrze się sprawdzało. Nakładałam je czasem tylko na chwilę (2-3 minuty), zazwyczaj jednak tak, jak radzi producent na opakowaniu: na 5-10 minut. Zawsze zmiękczało moje włosy, ułatwiało rozczesywanie, nadawało połysk. Włosy ładnie się po nim układały, nie były zbyt lekkie, nie elektryzowały się. Pod koniec używania tego kosmetyku zaczynałam nawet żałować, że już się kończy.

Konsystencja i wydajność

Serum ma średnio gęstą konsystencję i mleczny kolor. Opakowanie mieści 125 ml, co wystarczyło mi mniej więcej na miesiąc stosowania.


Cena i dostępność

Serum kosztuje około 15 zł. Dostaniemy je bez trudu stacjonarnie, na przykład w Rossmannie.

Podsumowanie

Myślę, że dzięki składnikom chroniącym włosy przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym, takim jak ekstrakt z kiełkujących nasion pszenicy i witaminie E, odżywka Regenerum będzie dobrym wyborem szczególnie na lato. Z ostrożnością powinny ją używać osoby o włosach przesuszonych, sprawdzi się jednak na tych, które wymagają ochrony i regeneracji.

Znacie kosmetyki Regenerum? Co o nich sądzicie?



Polecam:

środa, 5 lipca 2017

Recenzja: Ziaja, odżywka myjąca z olejkami ylang-ylang i paczulą (no schampoo do włosów bardzo suchych i zniszczonych)


Kilka lat temu podjęłam kilka prób mycia włosów odżywką. Niestety, za każdym razem kończyło się to klapą: włosy bardzo szybko się po tym przetłuszczały, były oklapłe i wyglądały na nieświeże. Po trzech czy czterech takich podejściach po prostu się poddałam uznając, że to nie dla mnie. Kiedy więc w moje ręce wpadła odżywka myjąca Ziaji, miałam mieszane uczucia: z jednej strony ucieszyłam się, że trafiłam na nowy produkt do mycia włosów bez silnych detergentów, z drugiej zaś – czułam, że może się on u mnie nie sprawdzić. Cóż, pozostało mi tylko spróbować.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Typowe dla Ziaji, czyli minimalistyczne. Byłoby idealne, gdyby było przeźroczyste. Wielki plus za odkręcany korek i miękki plastik, który w razie czego można lekko ścisnąć, by wydobyć resztkę odżywki.

Zapach

Lekko mydlany, według mnie charakterystyczny dla kosmetyków do włosów Ziaji. Intensywny, ale przyjemny.


Skład

Aqua (woda), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (antystatyk, konserwant), Coco Glucoside (bardzo łagodny detergent), Isopropyl Myristate (emulgator), Behetrimonium Chloride (antystatyk, konserwant), Cetyl Esters (poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku), Panthenol (pantenol), Sodium Benzoate (konserwant), Parfum (zapach), Limonene (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Citric Acid (reguluje pH).

Jak na odżywkę myjącą, to jest naprawdę nieźle: dwa delikatne detergenty, emolient, pantenol, antystatyki, a do tego konserwant. Nie potrzeba niczego więcej.


Działanie

Traktowałam ją jak szampon, tzn. po niej jeszcze na chwilę nakładałam na włosy odżywkę lub maskę. Po takiej pielęgnacji moje włosy były w o wiele lepszym stanie niż w ciągu ostatnich tygodni, kiedy traktowałam je często szamponami z silnymi detergentami: odzyskały swoją gładkość, o wiele mniej się puszyły i były dociążone. Do tego ładnie błyszczały.

Dodam jeszcze, że po tej odżywce moje włosy były niesamowicie miękkie i zyskiwały „śliskość” już w trakcie mycia – nie plątały się i można było je na mokro spokojnie przeczesać palcami.

Konsystencja i wydajność

Musimy się przyzwyczaić do tego, że jest to produkt zupełnie inny niż szampon: dość gęsty, nie pieniący się i przez to trudniejszy do rozprowadzenia na skórze i włosach. Zdarzało się, że byłam zmuszona zużywać spore ilości odżywki, aby dokładnie umyć głowę. Dlatego jej wydajność nie jest tak duża, jak zwykłego szamponu, jednakże ja korzystałam z niej dość regularnie przez około 1,5 miesiąca.

Cena i dostępność

Cena myjącej odżywki Ziaji jest śmiesznie niska – zapłacimy za nią około 5-6 zł. Powinna być dostępna zarówno przez internet, jak i w stacjonarnych drogeriach.

Podsumowanie

Przy takiej cenie to grzech nie spróbować – dlatego polecam tę odżywkę wszystkim, a szczególnie osobom, których włosy są cienkie, suche i zniszczone. Ja po kilku tygodniach jej stosowania widzę różnicę w wyglądzie moich włosów i zdecydowanie będę jeszcze wracać do tego produktu.

A tak na marginesie: ja nie próbowałam, ale podobno świetnie działa nawet wtedy, gdy nie nałożymy już nic po niej na włosy. Nie ma się co dziwić, w końcu to odżywka. Z tego powodu będzie świetną opcją na wyjazdy – o jeden kosmetyk mniej w walizce!


Znacie odżywkę myjącą z olejkami ylang-yland i paczulą Ziaji? Lubicie myć włosy odżywkami? Która jest waszą ulubioną? Po tym kosmetyku zapragnęłam wrócić do próbowania mycia włosów odżywkami!

Polecam:

niedziela, 2 lipca 2017

Co mi dało olejowanie włosów i jak robić to prawidłowo?


Olejowanie włosów to czynność, którą – z różną regularnością – wykonuję od prawie czterech lat. Wypróbowałam przez ten czas różne metody i wciąż najbardziej lubię tę najprostszą, czyli nakładanie oleju na suche włosy i zmywanie go po godzinie lub dwóch. 

Kiedy czytam komentarze (na moim blogu i nie tylko) lub maile niektórych dziewczyn na temat olejowania, które dopiero zaczynają to robić, zawsze przypomina mi się, jak trudno – podobnie jak wielu z nich – było mi wybrać odpowiedni sposób, a przede wszystkim olej, który byłby odpowiedni dla moich włosów. Ten proces był długi i mogłabym podzielić go na kilka etapów:
  1. Etap pierwszy: na oślep. Na początku byłam na tyle zielona w temacie, że nie wiedziałam nawet o tym, że każdy olej działa nieco inaczej. Zaczęłam – ku swojemu nieszczęściu – od oleju kokosowego i kończyło się to (wielokrotnie!) katastrofą, o czym dokładniej pisałam we wpisie: „Olejowanie włosów: dlaczego warto?. Ten etap trwał kilka tygodni.
  2. Etap drugi: przesada. Z czasem zaczęłam testować inne oleje, które dawały o wiele lepsze rezultaty: lniany, macadamia, ze słodkich migdałów, a także zwykłą, pożyczaną z kuchni oliwę z oliwek. To był mój czas włosowych eksperymentów, wypróbowałam więc chyba wszystkie metody olejowania, o jakich wówczas słyszałam. Olejowałam wtedy włosy przed każdym myciem – z czasem dzięki m.in. temu zabiegowi zaczęły mniej się puszyć, były zdrowsze, bardziej nawilżone i wygładzone.
  3. Etap trzeci: równowaga. Po wypróbowaniu różnych sposobów uznałam, że najbardziej lubię ten, który wymaga najmniej pracy, czyli olejowania na sucho. Znalazłam też swój złoty środek jeśli chodzi o czas olejowania – zauważyłam, że olejowanie na noc się u mnie nie sprawdza, a najlepsze efekty daje nakładanie oleju na godzinę do trzech. Praktyka czyni mistrza!
  4. Etap czwarty: świadoma zmiana. Przez długi czas olejowania nawet kilka razy w tygodniu zauważyłam, że moje włosy nie wymagały już tak częstego pokrywania olejem. Z czasem zaczęły być zbyt przyklapnięte, gumowate. Wiedziałam, że to znak, by ograniczyć olejowanie i zaczęłam robić to maksymalnie raz w tygodniu, najczęściej w weekend.
  5. Etap piąty: brak olejowania. Kilka miesięcy temu, trochę z braku czasu, a trochę z lenistwa, mocno ograniczyłam olejowanie. Do tego stopnia, że przez wiele tygodni nie wykonywałam go wcale. Na początku nie widziałam różnicy, ale po pewnym czasie włosy zaczęły się bardziej puszyć, stały się zbyt lekkie, niedociążone, mało mięsiste.
  6. Etap szósty: powrót córki marnotrawnej. Teraz obiecałam sobie powrócić do regularnego olejowania – chociaż co weekend, aby przywrócić włosom dawny stan.

Co mi dało olejowanie włosów i jak olejuję je obecnie?

Z perspektywy czasu wiem, że ten drobny zabieg znacznie poprawił stan moich włosów – sprawił, że stały się mocniejsze, bardziej wygładzone, śniące i zdrowsze, znacznie mniej się puszyły, a także przestały się elektryzować. Moje włosy dzięki olejowaniu nie rozdwajają się, nie łamią i nie kruszą. Mogę nie obcinać ich przez pół roku albo i dłużej i wciąż nie ma na nich ani jednego rozdwojenia!

Obecnie olejuję włosy raz w tygodniu na sucho, następnie zmywam olej delikatnym szamponem, po czym nakładam na nie maskę lub odżywkę. Dodatkowo po każdym myciu i wysuszeniu nakładam na końcówki nieco czystego oleju lub olejowego serum. Kiedyś zabezpieczałam końcówki codziennie przed wyjściem z domu, ale odkąd moje włosy są na tyle wzmocnione, że przestały się rozdwajać, robię to tylko po myciu.

Jak dobrze olejować włosy?

Z moich obserwacji wynika, że podstawą dobrego olejowania jest spełnienie trzech najważniejszych warunków:
  1. Znalezienie odpowiedniego dla siebie oleju.
  2. Znalezienie odpowiedniej dla siebie metody olejowania.
  3. Odkrycie, jaki czas olejowania najlepiej się sprawdza na naszych włosach.

Poznanie tych trzech elementów to oczywiście kwestia wielu prób i błędów, na które trzeba być przygotowanym. Jeśli chodzi o pierwszy punkt, to mam wrażenie, że teraz dziewczyny mają nieco łatwiej, ponieważ w internecie jest sporo porad dotyczących tego, jak znaleźć dla siebie idealny olej (sama dokładnie pisałam o tym tutaj). Dodatkowo na rynku pojawiły się kosmetyki, które są przeznaczone do konkretnego rodzaju włosów, na przykład odpowiednie dla ich porowatości (mamy więc chociażby maski Anwen, o których jest głośno już od kilku miesięcy). Istnieją też oleje, które można dobrać w zależności od tego, czy nasze włosy są nisko-, średnio- czy wysokoporowate – na przykład Nanoil, których sama używam od ponad miesiąca. To mieszkanki olejów i zdrowych dla włosów dodatków. Moim ulubionym jest póki co ten do włosów wysokoporowatych, który – poza olejami – zawiera także tak uwielbianą przeze mnie keratynę. Takie produkty to dobry wybór dla osób, które nie wiedzą, jaki olej służy ich włosom, a także dla tych, którzy poszukują mieszanek olejów wzbogacanych dodatkowymi składnikami. Ja lubię zarówno czyste oleje, jak i takie mieszanki – najważniejsze, aby nie miały w swoim składzie silikonów, bo te do olejowania nie są potrzebne, a wręcz przeszkadzają (tutaj spis dobrych olejów bez silikonów).



Drugi element, czyli znalezienie odpowiedniej metody olejowania, to kolejna kwestia do przetestowania. Ja radzę zacząć od tych najprostszych (wszystkie opisałam tutaj) i ewentualnie stopniowo testować te bardziej udziwnione, by znaleźć idealną dla siebie. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że to co najprostsze, jest najlepsze, a tych wymagających więcej pracy z czasem po prostu nie chce się już powtarzać. Pamiętajmy tylko, aby każdą z nich wykonać chociaż kilka razy, żeby wyrobić sobie pełne zdanie co do efektów – jeden raz może nie być miarodajny.

Trzecia sprawa, czyli czas olejowania, to też kwestia indywidualna. Mnie, jak już pisałam, olejowanie na noc się nie sprawdza – moje włosy są po nim zazwyczaj oklapnięte u góry i spuszone na końcach, czyli wyglądają najgorzej, jak to tylko możliwe. Najlepiej więc spróbować olejować na godzinę, na kilka godzin i na noc, by ocenić, co się najlepiej sprawdza.

Niestety, znalezienie idealnego dla siebie oleju, czasu olejowania i metody (a także regularności, czyli tego, jak często olejujemy – co moim zdaniem jest czwartą ważną w tym temacie kwestią) nie są nam dane raz na zawsze – systematyczne dbanie o włosy, a nawet pory roku zmieniają je na tyle, że po jakimś czasie może się okazać, że musimy szukać nowych rozwiązań. I dobrze – inaczej byłoby nudno ;) Ja po wielu miesiącach olejowania przed każdym myciem przeszłam na olejowanie raz w tygodniu. Może się okazać, że olej, który do tej pory był świetny, nagle zaczyna działać odwrotnie i trzeba będzie go zmienić. Podobnie jak metoda lub czas olejowania. Wtedy trzeba rozpocząć poszukiwania na nowo!

Olejowanie – ważne zasady

Na koniec kilka rad, które kieruję głównie do osób początkujących w olejowaniu. Żałuję, że sama nie znałam ich kilka lat temu, ponieważ oszczędziło by mi to sporo czasu i błędów!
  1. O ile twoje włosy nie są gładkie i niskoporowate, nie zaczynaj od oleju kokosowego.
  2. Jeśli olejujesz włosy na mokro, dobrze odsącz je z wody zanim nałożysz olej.
  3. Próbuj olejować też skórę głowy, ale nakładaj na nią mało oleju i nie rób tego wtedy, gdy masz naprawdę brudne, dawno nie myte włosy. Jeśli olejowanie skóry głowy nie sprawdza się u Ciebie (na przykład włosy, zamiast się wzmacniać, bardziej wypadają), nie rób tego na siłę albo zmień do tego olej. Takie olejowanie nie jest dla każdego.
  4. Testuj zarówno czyste oleje, jak i dobre składowo mieszanki.
  5. Nie przesadzaj z ilością oleju – zazwyczaj na całe włosy powinno wystarczyć go tyle, ile mieści się w zagłębieniu dłoni.
  6. Dobrze rozprowadź olej na włosach – palcami lub grzebieniem o szeroko rozstawionych ząbkach.
  7. Olej zmywaj delikatnym szamponem (jakim i dlaczego – o tym pisałam tutaj).
  8. Pamiętaj, że niektóre oleje zmieniają kolor włosów (więcej tutaj).
  9. Staraj się wzmacniać efekt olejowania, podgrzewając lekko włosy suszarką lub używając turbanu termalnego.
  10. Nie zrażaj się niepowodzeniami – one były, są i będą!

Popularne w tym miesiącu: