piątek, 29 grudnia 2017

Najlepsze wpisy 2017 roku – ranking według oglądalności


Pod koniec każdego roku lubię sprawdzać, które wpisy cieszyły się waszym największym zainteresowaniem. To dla mnie wyznacznik tego, co lubicie, czego szukacie i jaki rodzaj tekstów jest dla was najbardziej przydatny – wskazówka na przyszłość, której mogę się trzymać, by systematycznie ulepszać blog. W mijającym 2017 roku – co wynika z raportów oglądalności – najchętniej zaglądaliście na wpisy dotyczące konkretnych porad oraz fotorelacje.  Szczególnie zainteresowała was też jedna recenzja oraz zjawisko, o którym głośno zrobiło się jeszcze pod koniec poprzedniego roku.

Przy okazji muszę też wspomnieć z zażenowaniem, że zupełnie zapomniałam o trzecich urodzinach mojego bloga, które przypadły na początek listopada. Wtedy jeszcze nie za bardzo miałam czas, a przez to i wenę, na pisanie, całkowicie wyleciało mi to więc z głowy. Teraz jednak wracam ze zdwojoną siłą i w najbliższym czasie zobaczycie tu sporo nowych publikacji :)

Jakie wpisy okazały się więc najlepsze? Poniżej 10 najchętniej czytanych. Jeśli wcześniej je przeoczyliście, teraz jest dobry moment, by nadrobić zaległości :)

Miejsce 10: Recenzja: Ziaja, odżywka myjąca z olejkami ylang-ylang i paczulą


 Zestawienie otwiera o dziwo recenzja – najwyraźniej wiele z was zainteresował ten produkt, a może też używałyście już tej odżywki i chciałyście porównać swoją opinię z moją. Kosmetyk ten był jednym z moich hitów 2017 roku i na pewno będę jeszcze do niego wracać: jest tani, ma świetny skład i działa tak, że już za nim tęsknię.


Miejsce 9: Jak uniknąć rozczesywania włosów na mokro po myciu? Moje ulubione 8 sposobów


Myjemy głowę, a potem próbujemy rozczesać ten ociekający jeszcze wodą kołtun, a włosy rwą się i skrzypią przy każdym ruchu szczotką… znacie to? Ja robiłam tak przez lata, przez co wyrywałam sobie systematycznie mnóstwo włosów, a resztę pourywałam tak, że potem długi czas pojedyncze włoski odstawały mi na długości. Mogłam przez to zapomnieć nie tylko o gładkiej tafli włosów, ale też o tym, by były zdrowe i lśniące. Jeśli – tak jak mi wcześniej – wydaje się wam, że „przecież inaczej się nie da” i „muszę je rozczesać na mokro, bo potem nie dam rady”, przeczytajcie poniższy wpis. Jeszcze nie jest za późno, by zmienić nawyki!


Miejsce 8: Miesiąc stosowania kosmetyków fryzjerskich i trychologicznych – jak zmieniły stan moich włosów?


Czy opłaca się kupować drogie kosmetyki do włosów? Co się stanie, jeśli na trzydzieści dni odstawię tanie produkty i będę używać wyłącznie tych z górnej półki? Czy kosmetyki fryzjerskie i trychologiczne okażą się lepsze niż drogeryjne? Jeśli jesteście ciekawi odpowiedzi na te pytania, zapraszam do przeczytania o efektach testu, który przeprowadziłam w pierwszej połowie mijającego roku.


Miejsce 7: Aktualizacja włosów – zima 2016/2017 | Fotorelacja z ostatnich miesięcy


Dużo zdjęć, spore podcięcie włosów i informacje na temat tego, co w tamtym czasie stosowałam i jakie dawało efekty – to znajdziecie w zimowej aktualizacji. To podsumowanie było dla was najwyraźniej bardzo ciekawe, bo znalazło się na 7. miejscu rankingu. Mnie samej miło zagląda się do tego rodzaju wpisów – szczególnie teraz, kiedy moje włosy są znacznie krótsze i już trochę tęsknię za tym, by odrosły.


Miejsce 6: Pytania do eksperta: testowanie kosmetyków na zwierzętach – zakazane czy wciąż dozwolone?


Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ten wpis osiągnie aż taki sukces – wydawać by się mogło, że początkowo nie cieszył się aż takim zainteresowaniem, z czasem jednak coraz więcej z was zaczęło do niego zaglądać. Rozmawiam w nim z panią Pauliną Surowiec, aplikantem radcowskim, która wyjaśniła mi wiele ważnych kwestii dotyczących testowania kosmetyków na zwierzętach, m.in. tego, czy firmy mogą testować swoje produkty na zwierzętach w krajach nie objętych zakazem, jak sprawdza się bezpieczeństwo kosmetyków i dlaczego wciąż na tak wielu opakowaniach kosmetycznych widnieje informacja, że produkt nie był testowany na zwierzętach. Polecam go szczególnie osobom, dla których nie bez znaczenia jest dobrostan zwierząt.


Miejsce 5: Tego nie polecam, czyli 7 błędów w mojej pielęgnacji włosów


Mówi się, że najlepiej uczyć się na własnych błędach, dlaczego jednak nie macie uczyć się na moich? ;) Przez lata działałam na znaczną szkodę swoich włosów, co sprawiło, że stały się matowe, zniszczone i masowo wypadały. Dopiero od kilku lat wiem, jak o nie zadbać. Ten wpis to przestroga: nie idźcie drogą, którą podążałam przez lata…


Miejsce 4: Blorange – fryzjerski hit 2017 roku?


Blond i pomarańcz? Ten trend, okrzyknięty hitem, mocno mnie zdziwił, a i większość z was pisała w komentarzach, że na pewno nie zdecydowałaby się na taką koloryzację. Widać moda na ten odcień trwała krótko, bo dziś już prawie się o nim nie wspomina. Mnie, jeśli już, dużo bardziej podobają się włosy w kolorze różowym niż „blorange”.


Miejsce 3: Karboksyterapia skóry głowy – moje wrażenia z zabiegu (fotorelacja) | Jak karboksyterapia pomaga na wypadanie włosów?


Podium otwiera fotorelacja z mojego zabiegu karboksyterapii skóry głowy – w tym wpisie zobaczycie, na czym polega, ile kosztuje, czy jest bolesny i jakie daje efekty. Po kilku miesiącach opisałam też swoje wrażenia po całej serii zabiegów – możecie je przeczytać tutaj.


Miejsce 2: Wady delikatnych szamponów dla dzieci | Dlaczego ograniczyłam stosowanie Babydream?


Drugie miejsce pod kątem oglądalności w 2017 roku zajął wpis na temat tego, czy dorośli mogą używać szamponów dla dzieci i dlaczego ja z nich zrezygnowałam. To dość długi i – mam nadzieję – mocno merytoryczny wpis poświęcony kosmetykom do mycia włosów, w którym przekonuję was, że jeśli macie włosy cienkie, łamliwe i/lub zniszczone, powinniście sięgać po łagodne szampony, ale niekoniecznie te dziecięce. Czym się różnią i jak je znaleźć? Które drogeryjne szampony są łagodne? O tym między innymi przeczytacie w poniższym wpisie.


Miejsce 1: Jak oddać włosy na perukę dla osób po chemioterapii? | Magda oddaje włosy (fotorelacja)


Pierwsze miejsce zajął wpis pokazujący jak moja dobra koleżanka Magda oddała włosy na perukę dla osób po chemioterapii. W fotorelacji mogliście zobaczyć, jak dokładnie – krok po kroku – wygląda ten proces, a także dowiedzieć się, jakie włosy i w jaki sposób można oddawać do zajmującej się tym fundacji. Po tej wizycie sama byłam chętna ściąć włosy i przekazać je na perukę, ale okazało się, że mimo że można oddawać włosy farbowane, to rozjaśnianych już nie. To mnie niestety dyskwalifikuje, ale wierzę, że mój wpis zainspiruje kogoś, by zdecydować się na ten piękny gest!


Który z tych wpisów wydaje się wam najciekawszy? Jakie posty najbardziej lubicie czytać? Co chcielibyście widzieć na moim blogu w 2018 roku: więcej porad, fotorelacji, a może recenzji, przepisów na domowe kosmetyki czy inspiracji? Czekam na wasze opinie!

Zapraszam także na fanpage i Instagram!


Polecam:

środa, 27 grudnia 2017

Najlepsze kosmetyki do włosów 2017 roku


To już tradycja, że co roku jednym z ostatnich wpisów na moim blogu jest ten, który podsumowuje najlepsze kosmetyki do włosów, z którymi zetknęłam się w ciągu minionych dwunastu miesięcy. Nie inaczej będzie tym razem, chociaż muszę przyznać, że obecnie nie testuję ich już tak wiele jak w przeszłości. Wynikało to ostatnio trochę z braku czasu, a trochę z większej świadomości potrzeb moich włosów i wiedzy, które składniki wybierać, a których lepiej nie używać.

Tradycyjnie też unikam pisania o tak zwanych bublach kosmetycznych, które się u mnie nie sprawdziły – o tym, dlaczego o nich nie piszę, możecie dowiedzieć się tutaj.

Zapraszam na krótki przegląd produktów, które w mojej opinii okazały się najlepszymi kosmetykami 2017 roku w kategoriach: odżywka, maska, szampon, olejek i wcierka!

Odżywka: Schwarzkopf, Gliss Kur, Odżywka do włosów Serum Deep-Repair


Pamiętam, że dość długo stała u mnie schowana w szafce, zanim ją otworzyłam, bo wydawało mi się, że to typowy produkt drogeryjny z niższej półki, wypchany silikonami i oblepiający włosy. Dałam się chyba zmylić opakowaniu i firmie, która kojarzy mi się z kosmetykami, które stosowałam przez lata: łatwo dostępne, niezbyt odżywcze i pełne obietnic producenta, które nie są niczym sensownym poparte. Tymczasem odżywka Serum Deep-Repair okazała się małą, niedrogą perełką – duża w tym zasługa protein, które zazwyczaj świetnie sprawdzają się na moich włosach.


Maska: Vichy, Dercos, Odżywczo-regenerująca bogata maska do włosów suchych i zniszczonych


Kolejny przykład na to, że produkt drogeryjny, w dodatku znanej firmy, nie musi być wypchany silikonami czy alkoholem. Maska z serii Dercos Vichy ma naprawdę dobry, bogaty skład i może zregenerować włosy – na moje działała świetnie i jedyne, co bym w niej zmieniła, to nieco zbyt wysoka cena. A może przesadzam? Oceńcie sami.


Szampon: odżywka myjąca Ziaja z olejkami ylang-ylang i paczulą


Kto by pomyślał, że za najlepszy szampon roku uznam… odżywkę? Ta jest jednak świetna i po raz kolejny utwierdziła mnie w przekonaniu, że kosmetyki do włosów Ziaji są naprawdę fantastyczne. Odżywka ma prosty, dobry skład, nie zawiera mocnych detergentów, świetnie myje, nie obciąża i nie powoduje nadmiernego przetłuszczania. Dla mnie produkt na medal!


Długo zastanawiałam się też nad tym, czy w tej kategorii nie powinien wygrać ziołowy szampon Swati Ayurveda, który stosowałam na początku roku, ale wydaje mi się, że myjąca odżywka Ziaji jest bardziej uniwersalna i może przypaść do gustu większej liczbie osób. Mimo to muszę jednak zaznaczyć, że szampon Swati Ayurveda to drugi w kolejności produkt myjący do włosów, który chciałabym wyróżnić – zarówno za świetny, bogaty skład, w którym brak mocnych detergentów, jak i za fantastyczne działanie oraz… uroczy wygląd i przyjemny zapach.


Olejek: Swati Ayurveda, Olejek rewitalizujący do włosów


Kolejna kategoria i znów ta sama firma: Swati Ayurveda. W 2017 roku używałam ich dwóch produktów i oba okazały się świetne. Olejek rewitalizujący do włosów zawiera mieszankę wyłącznie wartościowych olejów i ekstraktów. Sprawiał, że moje włosy były odżywione, bardziej gładkie i lśniące. Dodatkowo nakładałam go też na skórę głowy – koił ją i znacząco zmniejszył wówczas jej podrażnienia i swędzenie.


Wcierka: Farmona, Odżywka wzmacniająco-regenerująca do włosów zniszczonych i wypadających Radical


Muszę przyznać, że odżywka Farmony, którą stosowałam w pierwszej połowie roku, nie miała za dużej konkurencji, ponieważ w ciągu minionych dwunastu miesięcy używałam niewielu wcierek. Ta konkretna była jednak najlepsza i sprawdzała się bardzo dobrze: nie dość, że pomogła na wypadanie włosów, to jeszcze znacząco zminimalizowała u mnie świąd i podrażnienia skóry głowy. To głównie ten ostatni powód sprawił, że z pewnością kupię ją jeszcze raz w przyszłości.


Jestem ciekawa, czy znacie któryś z wybranych przeze mnie kosmetyków: może część z nich już używałyście, a inne planowałyście kupić? Co było waszym hitem do włosów 2017 roku? Czekam na wasze opinie!


Polecam:

sobota, 16 grudnia 2017

Recenzja: Termissa, Nawilżająca odżywka do włosów


Niedawno recenzowałam szampon do włosów marki Termissa, teraz przyszła pora na odżywkę z tej samej serii. Czy faktycznie nawilża i czy warto ją kupić?

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Takie samo, jak w przypadku szamponu: plastikowa butelka z korkiem zamykanym na klapkę. Korek można odkręcić. Butelka włożona jest w kartonowe opakowanie.

Zapach

Bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny.


Skład

Aqua (woda), Isopropyl Palmitate (emolient), Behentrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Cetyl Alcohol (emolient), Butyrospermum Parkii (Shea Butter) (masło shea), D-Pantenol (nawilżacz), Cocamidopropyl Betaine (łagodna substancja myjąca), Sorbitan Laurate (emulgator), Cetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Avena Sativa Extract (ekstrakt z owsa), Phenoxyethanol (konserwant), DMDM Hydantoin (konserwant), Methylparaben (konserwant), Propylparaben (konserwant), Propylene Glycol (humektant), Hexamidine Diisethionate (substancja bakteriobójcza), Parfum (zapach), Lactic Acid (kwas mlekowy, nawilża).

Jedynym minusem jest spora ilość konserwantów – aż 6 składników. Pozostałe, zgodnie z nazwą odżywki, w większości działają nawilżająco lub emolientowo. Odżywka z takim składem na pewno będzie więc nawilżać i natłuszczać.



Działanie

Odżywka działała na moich włosach tak dobrze, że zaczęłam używać jej głównie w dniach, w których szczególnie zależało mi na ładnym wyglądzie fryzury. Włosy były po niej mocno wygładzone, sprężyste i faktycznie nawilżone, a przede wszystkim ładnie się układały.

Konsystencja i wydajność

Odżywka jest naprawdę gęsta – momentami było mi nawet trudno wycisnąć ją z opakowania i musiałam odkręcać całkowicie korek. Dzięki temu jednak łatwo wmasowuje się ją we włosy, nie spływa z nich ani z dłoni. Jej wydajność oceniam na bardzo wysoką.

Cena i dostępność

Cena odżywki to 28,55 zł. Można zamówić ją przez internet, na przykład na stronie producenta.

Podsumowanie

Jak dla mnie odżywka Termissa jest naprawdę dobrze sprawdzającym się produktem w przystępnej cenie. Przyda się szczególnie osobom o włosach suchych, wymagającym nawilżenia i natłuszczenia.


poniedziałek, 11 grudnia 2017

Swędzenie skóry głowy – 13 powodów. Jak sobie radzić ze świądem?


Swędzenie, pieczenie i podrażnienie skóry głowy mogą mieć różne przyczyny: od banalnych, jak przesuszenie skóry, do poważnych, jak choroby, których konsekwencją jest nawet permanentne łysienie. Dlatego świąd trzeba bezwzględnie diagnozować i leczyć u specjalisty, zamiast stosować domowe metody czy łudzić się, że w końcu samo przejdzie.

Sama zmagam się z tym problemem od dłuższego czasu – w moim przypadku powodem jest nadwrażliwość skóry i jej miejscowe przesuszenie, a stan ten nasila się m.in. pod wpływem stresu. Radzę sobie z nim na różne sposoby, w tym za pomocą zaleconego przez trychologa specjalnego peelingu.

W swędzeniu skóry głowy najgorsze jest to, że drapanie powoduje podrażnienia i stany zapalne i koło się zamyka: drapiemy, podrażniamy, znowu swędzi i tak w kółko... Często też trudno jest zorientować się, co jest powodem świądu, ponieważ czynników go powodujących jest naprawdę wiele.

13 powodów swędzenia skóry głowy

Jeśli myśleliście, że dam wam jeden przepis na pokonanie świądu, to z przykrością informuję, że nie ma tak łatwo – powodów swędzenia skóry głowy jest wiele i czasem trudno jest dociec, co konkretnie go u nas powoduje. W większości przypadków jest to łupież, alergia lub niewłaściwa pielęgnacja, ale bywa, że problem jest poważniejszy i bardziej złożony, a swędzenie mogą powodować rozmaite choroby, także pasożytnicze.

Oto kilka najpopularniejszych powodów mogących powodować świąd skóry głowy.

Łupież

Łupież to jedna z najczęstszych przyczyn swędzenia skóry głowy. Swędzenie zazwyczaj wywołuje nie suchy, a tłusty łupież, który nie sypie się, tylko jest zatrzymywany na skórze przez nadmiar sebum. Drapanie się dodatkowo podrażnia skórę głowy, na której widoczne są zaczerwienienia. Taki problem prowadzi też często do przedwczesnego wypadania włosów, dlatego trzeba go jak najszybciej zacząć leczyć.

Łojotok

Jeśli nasze włosy nadmiernie się przetłuszczają, powodem swędzenia skóry głowy może być łojotok. Dzieje się tak, ponieważ końcowe części mieszków włosowych zatykają się łojem, który nie pozwala skórze „oddychać” i powoduje swędzenie. Ten stan jest również groźny, gdyż może powodować łysienie łojotokowe.

Łojotokowe zapalenie skóry

W ŁZS nadmiar łoju prowadzi do podrażnienia i stanu zapalnego skóry, a także jej zaczerwienienia. To powoduje, że skóra zaczyna swędzieć. Nieleczone łojotokowe zapalenie skóry może nasilać wypadanie włosów.

Łuszczyca

Łuszczyca to przewlekła choroba zapalna, którą można rozpoznać po drobnych łuskach lub białych płatkach na powierzchni skóry. Może powodować świąd i poza skórą głowy jej wykwity pojawiają się też m.in. na kolanach, łokciach, stopach, plecach czy pośladkach.

Zapalenie mieszków włosowych 

Zakażenie mieszków bakteriami gronkowca złocistego lub paciorkowca ropnego także może powodować swędzenie. Poza świądem a skórze pojawiają się wówczas też krostki wypełnione ropą, zaczerwienienie, a nawet odczuwa się ból.

Grzybica

Tej choroby chyba nikomu nie trzeba przedstawiać – poznamy ją po okrągłych swędzących zmianach na głowie, z których wypadają włosy. Zazwyczaj powodem są grzyby zwane dermatofitami.

Atopowe zapalenie skóry

Schorzenie to dotyczy całej skóry, może więc dotyczyć także głowy. Swędzenie i podrażnienie to jeden z jej objawów.

Choroby pasożytnicze

Świerzb i wszawica to kolejne choroby, które mogą powodować przemożną chęć drapania skóry głowy. Co gorsza, drapanie się – na przykład w przypadku świerzbu – powoduje roznoszenie pasożytów i rozprzestrzenianie choroby na inne części ciała.  

Liszaj


Ta przewlekła choroba skóry także prowadzi do świądu, któremu towarzyszą grudkowe zmiany na skórze. Chorzy odczuwają także pieczenie.

Zaburzenia hormonalne

Skóra głowy może swędzieć z powodu rozmaitych zaburzeń wewnętrznych, na przykład hormonalnych. Najpowszechniejszym z nich jest niedoczynność tarczycy.

Czynniki zewnętrzne

Brzmi dziwnie, ale naprawdę jest to możliwe: świąd może też zależeć od zmian temperatur. Kiedy? Między innymi zimą, gdy siedzimy w ogrzewanych pomieszczeniach – skóra głowy może się wówczas przesuszać i swędzieć. Innym czynnikiem jest wilgoć: jeśli przykładowo intensywnie ćwiczymy, możemy czuć wzmożone swędzenie skóry głowy.

Alergia

Alergia w tym przypadku może być związana z używanymi kosmetykami, farbami do włosów, a nawet proszkami do prania czy płukania oraz określonymi pokarmami. Jeśli chodzi o farby, z tego powodu przed farbowaniem zawsze warto wykonać próbę uczuleniową.

Zła pielęgnacja

Mam tutaj na myśli szereg czynników, które mogą przesuszać i podrażniać skórę głowy, powodując świąd. Może to być źle dobrany kosmetyk, np. szampon, płukanie głowy zbyt gorącą wodą, częste suszenie gorącym nawiewem, a także niedokładne spłukiwanie kosmetyków.

Tutaj Wam pokazuję, gdzie mnie najczęściej swędzi skóra głowy :)

Swędzenie skóry głowy – co robić?

Pewnie nikogo nie zaskoczę: trzeba iść do lekarza, najlepiej do dermatologa lub trychologa. Specjalista obejrzy skórę głowy (idealnie, gdyby zrobił to odpowiednim narzędziem, na przykład mikrokamerą lub chociaż lupą) i w zależności od problemu dobierze odpowiednie leczenie.

Odradzam natomiast leczenie się na własną rękę – jeśli świąd jest naprawdę intensywny i dokucza od dłuższego czasu, to nie ma rady, trzeba odwiedzić lekarza, gdyż stosowanie domowych metod może w tym przypadku tylko pogłębić problem, a nawet spowodować poważny ubytek włosów, czasem nawet nieodwracalny.

Jeśli jednak wiemy, że swędzenie nie ma u nas podstaw typowo chorobowych i specjalista orzeknie, że leczenie jako takie nie jest potrzebne (maści z antybiotykiem, konkretne leki), możemy pomagać sobie doraźnie i profilaktycznie, by nie pogłębiać problemu i walczyć ze świądem na co dzień. Oto konkretne wskazówki, które pomagają w walce ze swędzeniem skóry głowy:
  • unikanie alergenów – wykonywanie prób uczuleniowych przed farbowaniem włosów, czytanie składów produktów i eliminowanie składników uczulających, a jeśli podejrzewamy, że uczula nas konkretny proszek do prania lub płyn do płukania, zmienienie ich na inne, np. hipoalergiczne;
  • unikanie stresu – sama mam wrażenie, że moje swędzenie skóry głowy nasila właśnie ten czynnik, a to, że faktycznie stres może powodować świąd, potwierdziłam u trychologa;
  • dbanie o przybory higieniczne, którymi dotykamy skóry głowy – chodzi o regularne czyszczenie szczotek, grzebieni czy spinek, by nie przenosić z nich na głowę drobnoustrojów (przy okazji odsyłam do wpisów o tym, jak dobrze wyczyścić szczotkę z naturalnego włosia i jak myć Tangle Teezer).
  • suszenie włosów po myciu letnim nawiewem – ciepło i wilgoć to bowiem idealne warunki do namnażania się drożdżaków, a gorący nawiew może powodować przesuszenie skóry (oba czynniki prowadzą do świądu);
  • unikanie kosmetyków podrażniających skórę głowy – mogą to być na przykład szampony z mocnymi detergentami w składzie;
  • picie przynajmniej 2 litrów wody dziennie – świąd może powodować nadmierne wysuszanie się skóry, warto więc dbać o nawodnienie organizmu.

Czy problem swędzenia skóry głowy was dotyczy? Jak sobie z nim radzicie?

czwartek, 7 grudnia 2017

Recenzja: L’oreal, odżywka „Odnowa włosa” Pro Fiber


Serię Pro Fiber – odżywkę i szampon – zaczęłam testować w marcu, gdy przez cały miesiąc stosowałam tylko i wyłącznie kosmetyki fryzjerskie i trychologiczne. Od początku zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Teraz, po około dwunastu tygodniach testowania (w międzyczasie odstawiłam je na bok i wstrzymałam się z oceną), chciałabym Wam opisać, jak sprawdziła mi się odżywka z tej serii i czy warto ją kupić.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Plastikowa butelka o ciekawym, wydłużonym kształcie. Niestety, korka nie da się odkręcić, ale opakowanie można postawić na nim do góry nogami, co ułatwia pod koniec testowania spływanie odżywki.

Zapach

Mocny, słodki i wyrazisty. Mnie się bardzo podoba.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Glycerin (gliceryna), Behentrimonium Methosulfate (ułatwia rozczesywanie), Aminopropyl Triethoxysilane (składnik mający pogrubiać włosy), Amodimethicone (silikon usuwalny za pomocą łagodnych szamponów), Behentrimonium Choride (konserwant, antystatyk), Phenoxyethanol (konserwant), Lacid Acid (kwas mlekowy), Isopropyl Alcohol (wysuszający alkohol), Trideceth-6 (emulgator), Chlorhexidine Digluconate (substancja bakteriobójcza), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Citronellol (składnik zapachowy), Cetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Geraniol (składnik zapachowy), Benzyl Alcohol (wysuszający alkohol), Limonene (składnik zapachowy), Hydroxycitronellal (składnik zapachowy), 2-oleamido-1,3-octadecanediol (emulgator, kondycjoner), Benzyl Salicylate (konserwant), Citric Acid (reguluje pH), Parfum (zapach).

Dawno – w tak krótkim składzie – nie widziałam tylu konserwantów, wysuszających włosy alkoholi i składników zapachowych. Zatrzęsienie. Poza jednym składnikiem, który – według tego, co wyczytałam na zagranicznych stronach – producent opisuje jako element wpływający na pogrubienie włosów, nie ma tu nic nadzwyczajnego. Trochę emolientów, antystatyków i gliceryna. W porównaniu do wielu innych kosmetyków ten skład wypada naprawdę blado.


Działanie

I tu niespodzianka, bo pomimo wątpliwego składu odżywka Pro Fiber działała na moje wlosy naprawdę dobrze: wygładzała włosy, sprawiała, że były puszyste, może nawet zauważałam efekt pogrubienia, o którym pisze producent. Byłam zadowolona z jej działania tym bardziej, że bardzo zmiękczała włosy – i chociaż moje są miękkie z natury, po tym kosmetyku stawały się jeszcze przyjemniejsze.

Niestety, po wielu tygodniach stosowania tego i innych produktów z Isopropyl czy Benzyl Alcohol w składzie, zauważyłam, że włosy zaczęły mi się przesuszać. Nie twierdzę, że to wina tylko tej odżywki, ale jestem pewna, że była jedną z „cegiełek”, które przyczyniły się do tego stanu. Tym bardziej, że zawiera aż dwa wysuszające alkohole. Dlatego uważam, że efekt doraźny był super, ale na dłuższą metę – dla mnie nie jest to jednak odpowiedni produkt.

Konsystencja i wydajność

Odżywka starczyła mi na około 3-miesiące stosowania. Sięgałam po nią mniej więcej co 2-4 mycia.

Cena i dostępność

Odżywka kosztuje około 67 zł za 200 ml. Moim zdaniem to dość wysoka cena. Kupimy ją w salonach fryzjerskich lub przez internet.

Podsumowanie

Mam bardzo mieszane odczucia co do tej odżywki. Z jednej strony podobał mi się – przynajmniej przez kilka pierwszych tygodni – efekt, jaki dawało jej użycie, z drugiej zaś – ten skład zdecydowanie nie zachęca. Według mnie to produkt, który można mieć w szafce na większe wyjścia, kiedy chcemy, aby włosy wyglądały ładnie, ale nie na co dzień. W pozostałe dni wolałabym sięgać po coś lepszego pod względem składu.

Znacie tę odżywkę Pro Fiber? Chciałybyście ją przetestować?


Polecam:

niedziela, 3 grudnia 2017

„Aqua with infusions of…” – co to znaczy i czy kosmetyki, które ją zawierają, to wielka ściema?


Kiedy kilka lat temu w Polsce rozpoczął się boom na kosmetyki rosyjskie, nie od razu mu się poddałam. Z czasem jednak, z ciekawości i po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji, zdecydowałam się zamówić kilka produktów właśnie z tego rejonu świata (głównie marki Agafii) przez internet. Efekt był taki, że niektóre z nich (na przykład Aktywne serum ziołowe na porost włosów czy Maska do włosów z glinką) sprawdziły się u mnie naprawdę dobrze, inne zaś (na przykład Łopianowa maska do włosów) – co najwyżej średnio. Ta ostatnia może nie bez powodu okazała się klapą, bo na pierwszym miejscu jej składu widnieje określenie „aqua with infusions”. Co to oznacza?

„Aqua with infusions of”, czyli woda z wyciągiem z roślin

Określenie „Aqua with infusions of” możemy spotkać zwykle na początku składów kosmetyków, zazwyczaj tych, które stawiają na naturalność. Oznacza, że w produkcie użyto hydrolatu z domieszką użytych w dalszej części składu elementów – głównie ziół i owoców. Innymi słowy jest to woda z ekstraktami, ponieważ w hydrolatach ilość składników czynnych jest naprawdę znikoma i może wynosić maksymalnie 5% przy składnikach aktywnych i 0,02-0,5% przy olejkach eterycznych. Bogactwem nazwać tego nie można.


Warte kupna czy nie?

Czy w związku z tym kosmetyki, które zamiast „pełnoprawnych” składników zawierają „aqua with infusions” to ściema i nie warto ich kupować? Moim zdaniem i tak, i nie.

Z jednej strony kosmetyki, których jedynym składnikiem jest hydrolat, po prostu nie mogą być wybitne – działają bardzo słabo i nie wierzę, by mogły na dłuższą metę regenerować włosy i poprawiać ich kondycję (albo poprawa ta będzie minimalna).

Z drugiej zaś, hydrolat też ma określone działanie, a nie wszystkie składniki można i należy stosować w większym stężeniu z uwagi na to, że mogą uczulać i podrażniać. Ściemą bym ich więc nie nazwała – producent podaje przecież wyraźnie w składzie INCI, z czym mamy do czynienia. A to, że wielu konsumentów nie rozumie tego zwrotu, to już inna sprawa…

Muszę jednak przyznać, że lista „aqua with infusions of…” może wprowadzić w błąd – zazwyczaj w pośpiechu patrzymy tylko na słowo „aqua” na początku składu (woda występuje przecież prawie zawsze na początku składów kosmetyków), a potem na długą listę składników aktywnych, ciesząc się, że produkt jest taki bogaty…

Jestem ciekawa, czy wiedziałyście wcześniej, co oznacza określenie „aqua with infusions of…” i czy używacie kosmetyków, których lista INCI zaczyna się od tego zwrotu? Co o nich myślicie?


Polecam:

Popularne w tym miesiącu: