Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejowanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 stycznia 2019

Szampon/odżywka/maska KOKOSOWA a szampon/odżywka/maska Z OLEJEM KOKOSOWYM – czym się różnią?


W tytule tego wpisu wykorzystałam olej kokosowy, ponieważ jest jednym z popularniejszych, jednak równie dobrze mogłam napisać: arganowy, macadamia, z pestek malin czy lniany. Nie o konkretny olej tu bowiem chodzi, ale o olej w ogóle.

W tym wpisie chciałabym zwrócić waszą uwagę na drobną różnicę w nazewnictwie stosowaną przez producentów kosmetyków – nie tylko tych do włosów, ale też twarzy czy ciała. Różnicę tak niewielką, że przypuszczam, iż dla większości konsumentów jest ona zupełnie niezauważalna. Mimo to jednak znacząco wpływa na to, jakiego produktu używamy. Jaka jest więc różnica pomiędzy kosmetykiem arganowym, kokosowym czy lnianym a kosmetykiem z olejem arganowym, kokosowym czy lnianym?

„Olejowy” a „z olejem”

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze – to popularne powiedzenie sprawdza się i w tym przypadku. Wszystko sprowadza się do składu kosmetyku, a więc częściowo też tego, ile producent musi zapłacić za jego wytworzenie. W składzie znajdują się bowiem składniki tańsze i droższe.

Przykładowo olej arganowy jest składnikiem dość drogim. Jeśli występuje na początku składu, oznacza to, że w szamponie, odżywce czy masce jest go sporo. Jednocześnie taki skład będzie też oznaczał stosunkową wyższą cenę produktu, który najprawdopodobniej będzie miał w nazwie „arganowy”.

Zupełnie inaczej jest, gdy producent doda do kosmetyku tylko odrobinę oleju, a tym samym znajdzie się on przy końcu składu, zwykle hen, hen za zapachem. Wówczas na opakowaniu znajdziemy prędzej napis „z olejem arganowym”. Nie trzeba dodawać, że w takim przypadku będzie go tak mało, że nie ma co liczyć na jego właściwości regenerujące…

Podobne chwyty widziałam przy kosmetykach z innymi rodzajami olejów. To nie reguła, ale zwykle tak to właśnie wygląda. Niby drobiazg, ale pokazuje, że grunt to mieć rozeznanie w czytaniu składów – dzięki temu nikt nas nie nabierze na podobne gierki :)


Zwróciłyście kiedyś uwagę na ten drobny szczegół?
Co myślicie o takim nazewnictwie?
A może znacie inne podobne chwyty firm kosmetycznych?

Zobacz też:

wtorek, 5 czerwca 2018

Recenzja: Alteya Organics, Odżywka do włosów na bazie olejków z lawendy


Raz czytam, że jest to odżywka, innym razem – maska lub masło do włosów. Ocenienie, jak powinno się określać ten produkt, jest tym trudniejsze, że jego skład i konsystencja przywodzi na myśl jeszcze coś innego: mieszaninę olejów. Będę się jednak trzymać tego, co producent napisał na odwrocie opakowania na polskiej naklejce i nazywać kosmetyk odżywką, chociaż zupełnie mi to określenie do niego nie pasuje.

Oceny cząstkowe: dobry, neutralny, słaby.

Opakowanie

Maleńki słoiczek (o jego niewielkich rozmiarach mogą zaświadczyć poniższe zdjęcia) z ciemnego szkła o pojemności 50 ml w kartonowym pudełku. Zabezpieczony od środka dodatkową dość mocną tekturką. Na opakowaniu znajdziemy sporo informacji, w tym różne zastosowania kosmetyku, a także opisane składniki, które są w nim zawarte.


Zapach

Bardzo silnie lawendowy – dla mnie to duża zaleta, bo bardzo lubię zapach lawendy, jeśli jednak ktoś za nim nie przepada lub nie lubi mocnych zapachów kosmetyków, to raczej nie będzie zadowolony. Dla mnie wąchanie jej było samą przyjemnością – pachnie jak czysty olejek lawendowy.



Skład

Vitellaria paradoxa/Organic Shea butter (organiczne masło shea), Simmondsia chinensis/Organic Jojoba Oil (olej jojoba), Lavandula angustifolia/Organic Lavender Oil (olej lawendowy), Olea Europaea/Organic Olive Oil (oliwa z oliwek), Vitamin E (witamina E), Citrus Bergamina/Bergamont Oil (olej z bergamotki),  Citrus Limon Organic Lemon Oil (olej cytrynowy),  Citrus Sinenis /Organic Sweet Orange Oil (organiczny olej ze słodkiej pomarańczy), Citrus Paradise/Grapefruit Oil (olej grejpfrutowy), Citrus Reticulate/Tangerine Oil (olej mandarynkowy).

Bardzo ciekawy i naprawdę dobry skład bez zawartości barwników, sztucznych zapachów ani konserwantów, a nawet bez wody. Duża ilość organicznego masła shea – jak sądzę – przyczyniła się do stałej konsystencji tego kosmetyku. Sporo tu też olejów z cytrusów, a także tytułowy lawendowy, który nadaje produktowi mocny, wyrazisty zapach.


Działanie

Kosmetyk można stosować jako odżywkę przed myciem głowy, maseczkę pod czepek lub też na suche włosy – szczególnie na końcówki jako zabezpieczenie. Producent zachęca też do wcierania go w skórę głowy.

Ja stosowałam tę odżywkę tak jak olej do włosów: najpierw lekko podgrzewałam odrobinę w kąpieli wodnej, aby się rozpuścił, a następnie nakładałam na włosy. Myślę, że wzmacniała i odżywiała je, sprawiając, że stawały się bardziej błyszczące i zdrowe, nawilżone i sprężyste.

Konsystencja i wydajność

Odżywka ma konsystencję stałą – tak jak masło shea albo olej kokosowy. Żeby jej użyć, należy ją rozgrzać (w dłoniach lub w kąpieli wodnej). Jest to mieszanka olejów, a więc w dotyku kosmetyk jest tłusty. Jego wydajność jest wysoka – ja rozpuszczałam mniej więcej łyżeczkę produktu naraz i ta ilość spokojnie wystarczała mi na pokrycie włosów. Trzeba jednak przyznać, że opakowanie zawiera tylko 50 ml produktu.


Cena i dostępność

Tutaj zaczynają się schody: odżywka nie jest ani tania, ani łatwo dostępna. Kupimy ją wyłącznie przez internet, a i z tym bywają problemy. Jej cena to około 60 zł.

Podsumowanie

Moim zdaniem to bardzo dobry kosmetyk dla osób o włosach osłabionych, łamliwych, wymagających regeneracji i wzmocnienia. Stosowana regularnie powinna pomóc je wzmocnić i odżywić. Czy jest warta tak wysokiej ceny? I tak, i nie. Z jednej strony jej skład jest naprawdę świetny, a sama odżywka stanowi ciekawy element pielęgnacji – szczególnie dla osób, które nie miały dotąd styczności z kosmetykami w formie stałej. Z drugiej zaś produkt jest naprawdę maleńki i mam wrażenie, że przy długich i gęstych włosach bardzo szybko się skończy. Odżywka ta może być też problematyczna dla osób niecierpliwych, ponieważ za każdym razem trzeba ją rozpuszczać przed użyciem :)

Co sądzicie o kosmetykach do włosów w takiej formie? Byłybyście skłonne wydać 60 zł na tak niewielką odżywkę? 


Polecam: 


  • Jak prawidłowo używać maski do włosów? 12 zasad!
  • Najlepsza metoda na pozbycie się rozdwojonych końcówek bez ścinania włosów na długości
  • Jak kupić idealną suszarkę?
  • niedziela, 14 stycznia 2018

    Nie tylko kosmetyki do włosów, czyli czym jeszcze można olejować? | Nieoczywiste produkty idealne do olejowania włosów


    Czy włosy można olejować tylko kosmetykami do tego celu przeznaczonymi? Nawet ktoś, kto się słabo zna na tym temacie, odpowie pewnie, że nie – przecież możemy użyć do tego nawet kuchennej oliwy, która kosmetykiem jako takim nie jest (więcej o oliwie pisałam we wpisie „Jak znaleźć idealny dla siebie olej do olejowania włosów?”). Na tym jednak nie koniec, bo do olejowania możemy używać szerokiej gamy produktów.

    Myślę, że dla wielu osób, szczególnie początkujących, ten wpis będzie wskazówką, zaś dla tych bardziej zaawansowanych – mam nadzieję – inspiracją i pomysłem na to, jak zaoszczędzić pieniądze, poszerzyć swoją gamę produktów do olejowania i mieć do nich łatwiejszy dostęp.

    Czym można olejować włosy poza przeznaczonymi do tego olejami?

    Produkty, które są stricte przeznaczone do włosów, to przede wszystkim naturalne oleje i olejki – mieszanki olejów i innych składników. Na ich opakowaniach jest zwykle napisane, że można stosować je na włosy i/lub skórę głowy. Działają różnie w zależności od tego, jakie mamy włosy, a przede wszystkim w zależności od składu takiego kosmetyku. To jednak nie oznacza, że produkty do olejowania znajdziemy w sklepach wyłącznie w dziale z kosmetykami do włosów.

    Jest bowiem cała gama produktów, które nie mają przeznaczenia do włosów, a mimo to świetnie się do nich nadają. Szukajmy ich przede wszystkim w działach z kosmetykami do ciała i twarzy, dla dzieci, a nawet wśród kosmetyków męskich, np. do pielęgnacji brody. Ale uwaga: ich składy mogą nie nadawać się do skóry głowy, dla bezpieczeństwa więc radzę nakładać je tylko na włosy.

    Na co zwracać uwagę przy ich wyborze?

    Co powinien zawierać dobry kosmetyk do olejowania włosów?

    To zależy, do czego dążymy. Generalnie dobrze jest, jeśli produkt jest naturalny, tzn. zawiera mieszankę naturalnych olejów. Tego typu kosmetyki najszybciej znajdziemy na dziale z produktami dla dzieci, ale o tym za chwilę.

    Możemy szukać w nich także witamin, filtrów UV, ekstraktów roślinnych i antyoksydantów, a także dodatkowych emolientów (z moich obserwacji wynika, że najczęściej są to: Caprylic/Capric Triglyceride, Isopropyl Myristate i Isopropyl Palmitate występujące zazwyczaj na początku składów np. kosmetyków do twarzy lub ciała).

    O tym, jak czytać składy i rozpoznawać różne składniki, przeczytacie w tym wpisie: Lista INCI | Ponad 300 składników kosmetyków wraz z opisami!

    Kosmetyki idealne do olejowania – przykłady

    Szukajmy przede wszystkim wśród oliwek do pielęgnacji niemowląt – te najczęściej składają się wyłącznie z kilku naturalnych olejów i nie mają sztucznych dodatków. Jak widzicie na zdjęciu, mnie udało się też znaleźć idealne składowo produkty do olejowania w postaci olejku na ciemieniuszkę i maści do pielęgnacji brodawek sutkowych (!), a także dziecięcego olejku do kąpieli i oliwki do pielęgnacji. Można je znaleźć w drogeriach i supermarketach, a kosztują tylko kilka złotych.


    Szukajmy też wśród olejków i balsamów przeznaczonych do pielęgnacji brody u mężczyzn: ich składy często przypominają kosmetyki do olejowania włosów, a nierzadko są nawet od nich lepsze. Takie produkty są coraz łatwiej dostępne i z tego, co mi wiadomo, weszły już do sprzedaży w wielu drogeriach i supermarketach.


    Kolejna grupa produktów to olejki przeznaczone do twarzy. Tutaj musimy uważać, ponieważ producenci lubią do takich produktów dokładać dodatkowe składniki, np. elementy zapachowe czy silikony. Te ostatnie znajdziemy też w olejach przeznaczonych do włosów, więc nie musimy się ich obawiać – wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od danego kosmetyku. Dodatki zapachowe też zresztą w olejach do włosów nie są rzadkością. Zaletą kosmetyków do twarzy, które sprawdzą się do olejowania, jest to, że zawierają one często także witaminy i przeciwutleniacze, a także filtry przeciwsłoneczne. Szukajmy więc produktów, które zawierają np.:
    • Panthenol – witamina B5,
    • Tocopheryl Acetate, Tocopherol – witamina E, przeciwutleniacz,
    • Ethyl Oleate, Ethyl Linoleate, Ethyl Linoleate – witamina F,
    • Ascorbyl Acid – przeciwutleniacz,
    • Ascorbyl Palimtate – przeciwutleniacz,
    • Benzophenone-3 – filtr, zatrzymuje UVA,
    • Benzophenone-4 – filtr, zatrzymuje UVA i UVB,
    • Titanium Dioxide – filtr UV,
    • Hexyl Benzoate – filtr UV.


    Kolejna podgrupa to kosmetyki do pielęgnacji ciała, wśród których coraz częściej można spotkać olejki. Nierzadko są to bardzo dobre mieszanki naturalnych olejów, bez żadnych dodatków. W nich także szukajmy wcześniej wymienionych składników.


    Po co olejować włosy kosmetykami, które nie są do tego przeznaczone?

    Powody są trzy. Po pierwsze, takie kosmetyki są często dużo tańsze niż oleje przeznaczone do włosów – wiele z nich ma proste składy i można je znaleźć w działach z kosmetykami dla dzieci lub mężczyzn, które – mam wrażenie – mają zwykle przystępniejsze ceny niż produkty dla kobiet. Dzięki temu też będziemy mogli zaopatrzyć się w większą ilość olejków, a różnorodność w olejowaniu jest dość istotna (w końcu każdy olej ma nieco inne właściwości i inaczej działa).

    Po drugie – mamy dzięki temu większy wybór. Kosmetyków, którymi można olejować włosy, jest na rynku bardzo dużo i naprawdę nie musimy ograniczać się wyłącznie do produktów „włosowych”. Tym bardziej, że w odróżnieniu od nich mają często dodatkowe, dobre składniki, na przykład witaminy i antyutleniacze.

    Po trzecie – to daje nam więcej możliwości. Na pewno wiecie, jak trudno jest znaleźć naprawdę dobry olej do włosów. Często trzeba zamawiać go przez internet lub szukać w sklepach z naturalnymi kosmetykami, a jak wiadomo nie w każdym mieście jest do nich łatwy dostęp. Tymczasem dobre składowo kosmetyki, które nadają się do włosów, znajdziemy w większości drogerii.

    Jestem ciekawa, czy skorzystacie z moich porad. A może macie w domu kosmetyki, które nadają się do olejowania, a nawet o tym nie wiedziałyście? Podzielcie się ze mną swoimi spostrzeżeniami: czy uważacie, że olejowanie włosów produktami do tego nie przeznaczonymi to dobry pomysł? A może już to robicie (jeśli tak, jakie są efekty)? Czekam na wasze opinie w komentarzach!

    Polecam też inne moje wpisy o olejowaniu:

    niedziela, 17 września 2017

    Recenzja: Dabur, Amla, Olejek do włosów blond Jasmine Hair Oil


    Olejek Amla Jasmine zamówiłam już dawno temu przez internet, korzystając z dnia darmowej dostawy. Już wtedy rozjaśniałam włosy do blondu i potrzebowałam takiego produktu, który będzie dla nich odpowiedni. Niestety, wtedy jeszcze nie wzięłam pod uwagę tego, że tego typu olejek może wpływać na żółknięcie włosów.

    Oceny cząstkowe: dobry, neutralny, słaby.

    Opakowanie

    Wygodna plastikowa odkręcana butelka w kartonowym opakowaniu. Mieści 200 ml olejku. Wolę takie rozwiązanie w tego typu kosmetyku niż atomizery czy opakowania z mikrodozownikiem. Zastanawia mnie tylko dlaczego – skoro olejek jest do blondu – na opakowaniu widnieje podobizna brunetki…

    Zapach

    Bardzo intensywny, chemiczno-ziołowy, ciężki i charakterystyczny. Gdy użyłam go po raz pierwszy do olejowania włosów, mój (wówczas jeszcze) narzeczony, przechodząc obok, zapytał, co tak dziwnie pachnie. Zadałam mu więc pytanie, czy ta woń wydaje mu się ładna czy nie, a on na to zdecydowanie i od razu odpowiedział, że to drugie. Indyjskie kosmetyki chyba już to do siebie mają, że ich zapach jest zwykle mocny i duszący i trudno się do niego szybko przyzwyczaić.


    Skład

    Mineral oil (Paraffinum Liquidum) (parafina), Canola oil (olej canola otrzymywany z rzepaku), Elaeis guineensis oil (olej palmowy – olejowiec gwinejski), Phyllanthus emblica (Amla ) extract (amla), Perfume (Jasmine) (zapach), Isopropyl Myristate (emolient), Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Phenyl trimethicone (silikon usuwalny za pomocą łagodnych detergentów myjących), Butyl Methoxydibenzolmethane (filtr UV), Rosmarinus officinallis oil (olej z rozmarynu), Tocopheryl Acetate (antyoksydant), Tertiary Butyl Hydroquinone (zapach), D&C Yellow No. 11 (Ci 47000) (żółty barwnik), D&C Green No. 6 (Ci 61565) (zielony barwnik).

    Nie za bardzo wiedziałam, jakim kolorem w składzie zaznaczyć parafinę: z jednej strony nie jest to olej roślinny, w związku z czym nie zawiera substancji odżywczych, z drugiej zaś – wykazuje świetne właściwości okluzyjne, dzięki czemu świetnie ochrania włosy, zapobiega utracie wilgoci, wygładza i minimalizuje puszenie. Wiele z nas nakłada ją na włosy w czystej postaci głównie w celu ich dociążenia i okiełznania.

    Pozostaje jednak pytanie, czy jeśli na pierwszym miejscu składu jest parafina, to czy ona przypadkiem nie utrudnia lub wręcz uniemożliwia wchłanianie przez włosy pozostałych substancji zawartych w olejku?

    Pisząc o składzie, nie sposób nie wspomnieć o tytułowej amli. Jest to roślina często wykorzystywana w medycynie ajurwedyjskiej ze względu na swoje odmładzające właściwości. Amla działa też świetnie na cebulki włosów, pomaga przy wypadaniu włosów, nadaje połysk, działa jak antyoksydant, a przy tym jest najbogatszym znanym źródłem witaminy C.

    Czy więc skład olejku Amla Jasmine jest dobry, czy zły? Ja uznaję go za średni: z taką dawką parafiny będzie zapewne dobrze działał doraźnie, jeśli jednak chcemy odżywić i wzmocnić włosy, warto sięgnąć po coś innego. Trzeba też zaznaczyć, że na każdego parafina może działać nieco inaczej – łącznie z tym, że u wielu zwyczajnie przeciąża włosy, które po jej użyciu stają się zbyt oklapnięte i przylizane.


    Działanie

    Wbrew polskiej naklejce na opakowaniu nie nakładałam olejku na skórę głowy w obawie przed tym, jak może zadziałać na nią parafina. Do odżywiania cebulek wolę używać wcierek lub kosmetyków z innym, bogatszym składem. Amlę nakładałam na włosy zazwyczaj na godzinę lub dwie, często pod turban termalny. Nie stosowałam się do wspomnianej już naklejki także z tego powodu, że możemy wyczytać z niej takie farmazony, jak to, że olejek Amla „odbudowuje rozdwojone końcówki”. Serio?...

    Niestety, z czasem zauważyłam, że olejek wpływa na żółknięcie moich włosów, stosowałam go więc sporadycznie. Od czasu do czasu sprawdzał się jednak całkiem nieźle, jednak jego zapach skutecznie utrudniał użytkowanie.

    Konsystencja i wydajność

    Dość rzadki, oleisty, ale naprawdę bardzo wydajny – mam wrażenie, że go prawie nie ubywa z butelki mimo wielu miesięcy stosowania (chociaż nie sięgałam po niego zbyt regularnie).


    Cena i dostępność

    Olejek Amla Jasmine kosztuje zazwyczaj około 20-30 zł. Dostaniemy go najszybciej przez internet, a także na stoiskach z kosmetykami indyjskimi i naturalnymi (o dziwo, bo przecież taki naturalny to on wcale nie jest).

    Podsumowanie

    Olejek Amla Jasmine może być dobrym kosmetykiem na zimę, jeśli chcemy ochronić włosy przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi – duża ilość parafiny i silikonów, a także oleje na pewno nam w tym pomogą. Polecałabym jednak nakładać go na włosy od czasu do czasu – nie za często, żeby ich nie obciążył. Warto stosować go na zmianę z czymś bardziej odżywczym, na przykład zwykłym czystym olejem.

    Czy więc warto kupić ten kosmetyk? Wszystko zależy od tego, czego szukamy: jeśli chcemy dociążyć włosy i zapobiec ich puszeniu, olejek Amla Jasmine będzie świetnym wyborem, jeśli zaś poszukujemy czegoś do wzmocnienia i odżywienia włosów, polecałabym raczej sięgnąć po coś o bogatszym składzie bez parafiny. 

    Znacie tej olejek? Czy zwracacie uwagę na zapach kosmetyków?

    Polecam:

    niedziela, 2 lipca 2017

    Co mi dało olejowanie włosów i jak robić to prawidłowo?


    Olejowanie włosów to czynność, którą – z różną regularnością – wykonuję od prawie czterech lat. Wypróbowałam przez ten czas różne metody i wciąż najbardziej lubię tę najprostszą, czyli nakładanie oleju na suche włosy i zmywanie go po godzinie lub dwóch. 

    Kiedy czytam komentarze (na moim blogu i nie tylko) lub maile niektórych dziewczyn na temat olejowania, które dopiero zaczynają to robić, zawsze przypomina mi się, jak trudno – podobnie jak wielu z nich – było mi wybrać odpowiedni sposób, a przede wszystkim olej, który byłby odpowiedni dla moich włosów. Ten proces był długi i mogłabym podzielić go na kilka etapów:
    1. Etap pierwszy: na oślep. Na początku byłam na tyle zielona w temacie, że nie wiedziałam nawet o tym, że każdy olej działa nieco inaczej. Zaczęłam – ku swojemu nieszczęściu – od oleju kokosowego i kończyło się to (wielokrotnie!) katastrofą, o czym dokładniej pisałam we wpisie: „Olejowanie włosów: dlaczego warto?”. Ten etap trwał kilka tygodni.
    2. Etap drugi: przesada. Z czasem zaczęłam testować inne oleje, które dawały o wiele lepsze rezultaty: lniany, macadamia, ze słodkich migdałów, a także zwykłą, pożyczaną z kuchni oliwę z oliwek. To był mój czas włosowych eksperymentów, wypróbowałam więc chyba wszystkie metody olejowania, o jakich wówczas słyszałam. Olejowałam wtedy włosy przed każdym myciem – z czasem dzięki m.in. temu zabiegowi zaczęły mniej się puszyć, były zdrowsze, bardziej nawilżone i wygładzone.
    3. Etap trzeci: równowaga. Po wypróbowaniu różnych sposobów uznałam, że najbardziej lubię ten, który wymaga najmniej pracy, czyli olejowania na sucho. Znalazłam też swój złoty środek jeśli chodzi o czas olejowania – zauważyłam, że olejowanie na noc się u mnie nie sprawdza, a najlepsze efekty daje nakładanie oleju na godzinę do trzech. Praktyka czyni mistrza!
    4. Etap czwarty: świadoma zmiana. Przez długi czas olejowania nawet kilka razy w tygodniu zauważyłam, że moje włosy nie wymagały już tak częstego pokrywania olejem. Z czasem zaczęły być zbyt przyklapnięte, gumowate. Wiedziałam, że to znak, by ograniczyć olejowanie i zaczęłam robić to maksymalnie raz w tygodniu, najczęściej w weekend.
    5. Etap piąty: brak olejowania. Kilka miesięcy temu, trochę z braku czasu, a trochę z lenistwa, mocno ograniczyłam olejowanie. Do tego stopnia, że przez wiele tygodni nie wykonywałam go wcale. Na początku nie widziałam różnicy, ale po pewnym czasie włosy zaczęły się bardziej puszyć, stały się zbyt lekkie, niedociążone, mało mięsiste.
    6. Etap szósty: powrót córki marnotrawnej. Teraz obiecałam sobie powrócić do regularnego olejowania – chociaż co weekend, aby przywrócić włosom dawny stan.

    Co mi dało olejowanie włosów i jak olejuję je obecnie?

    Z perspektywy czasu wiem, że ten drobny zabieg znacznie poprawił stan moich włosów – sprawił, że stały się mocniejsze, bardziej wygładzone, śniące i zdrowsze, znacznie mniej się puszyły, a także przestały się elektryzować. Moje włosy dzięki olejowaniu nie rozdwajają się, nie łamią i nie kruszą. Mogę nie obcinać ich przez pół roku albo i dłużej i wciąż nie ma na nich ani jednego rozdwojenia!

    Obecnie olejuję włosy raz w tygodniu na sucho, następnie zmywam olej delikatnym szamponem, po czym nakładam na nie maskę lub odżywkę. Dodatkowo po każdym myciu i wysuszeniu nakładam na końcówki nieco czystego oleju lub olejowego serum. Kiedyś zabezpieczałam końcówki codziennie przed wyjściem z domu, ale odkąd moje włosy są na tyle wzmocnione, że przestały się rozdwajać, robię to tylko po myciu.

    Jak dobrze olejować włosy?

    Z moich obserwacji wynika, że podstawą dobrego olejowania jest spełnienie trzech najważniejszych warunków:
    1. Znalezienie odpowiedniego dla siebie oleju.
    2. Znalezienie odpowiedniej dla siebie metody olejowania.
    3. Odkrycie, jaki czas olejowania najlepiej się sprawdza na naszych włosach.

    Poznanie tych trzech elementów to oczywiście kwestia wielu prób i błędów, na które trzeba być przygotowanym. Jeśli chodzi o pierwszy punkt, to mam wrażenie, że teraz dziewczyny mają nieco łatwiej, ponieważ w internecie jest sporo porad dotyczących tego, jak znaleźć dla siebie idealny olej (sama dokładnie pisałam o tym tutaj). Dodatkowo na rynku pojawiły się kosmetyki, które są przeznaczone do konkretnego rodzaju włosów, na przykład odpowiednie dla ich porowatości (mamy więc chociażby maski Anwen, o których jest głośno już od kilku miesięcy). Istnieją też oleje, które można dobrać w zależności od tego, czy nasze włosy są nisko-, średnio- czy wysokoporowate – na przykład Nanoil, których sama używam od ponad miesiąca. To mieszkanki olejów i zdrowych dla włosów dodatków. Moim ulubionym jest póki co ten do włosów wysokoporowatych, który – poza olejami – zawiera także tak uwielbianą przeze mnie keratynę. Takie produkty to dobry wybór dla osób, które nie wiedzą, jaki olej służy ich włosom, a także dla tych, którzy poszukują mieszanek olejów wzbogacanych dodatkowymi składnikami. Ja lubię zarówno czyste oleje, jak i takie mieszanki – najważniejsze, aby nie miały w swoim składzie silikonów, bo te do olejowania nie są potrzebne, a wręcz przeszkadzają (tutaj spis dobrych olejów bez silikonów).



    Drugi element, czyli znalezienie odpowiedniej metody olejowania, to kolejna kwestia do przetestowania. Ja radzę zacząć od tych najprostszych (wszystkie opisałam tutaj) i ewentualnie stopniowo testować te bardziej udziwnione, by znaleźć idealną dla siebie. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że to co najprostsze, jest najlepsze, a tych wymagających więcej pracy z czasem po prostu nie chce się już powtarzać. Pamiętajmy tylko, aby każdą z nich wykonać chociaż kilka razy, żeby wyrobić sobie pełne zdanie co do efektów – jeden raz może nie być miarodajny.

    Trzecia sprawa, czyli czas olejowania, to też kwestia indywidualna. Mnie, jak już pisałam, olejowanie na noc się nie sprawdza – moje włosy są po nim zazwyczaj oklapnięte u góry i spuszone na końcach, czyli wyglądają najgorzej, jak to tylko możliwe. Najlepiej więc spróbować olejować na godzinę, na kilka godzin i na noc, by ocenić, co się najlepiej sprawdza.

    Niestety, znalezienie idealnego dla siebie oleju, czasu olejowania i metody (a także regularności, czyli tego, jak często olejujemy – co moim zdaniem jest czwartą ważną w tym temacie kwestią) nie są nam dane raz na zawsze – systematyczne dbanie o włosy, a nawet pory roku zmieniają je na tyle, że po jakimś czasie może się okazać, że musimy szukać nowych rozwiązań. I dobrze – inaczej byłoby nudno ;) Ja po wielu miesiącach olejowania przed każdym myciem przeszłam na olejowanie raz w tygodniu. Może się okazać, że olej, który do tej pory był świetny, nagle zaczyna działać odwrotnie i trzeba będzie go zmienić. Podobnie jak metoda lub czas olejowania. Wtedy trzeba rozpocząć poszukiwania na nowo!

    Olejowanie – ważne zasady

    Na koniec kilka rad, które kieruję głównie do osób początkujących w olejowaniu. Żałuję, że sama nie znałam ich kilka lat temu, ponieważ oszczędziło by mi to sporo czasu i błędów!
    1. O ile twoje włosy nie są gładkie i niskoporowate, nie zaczynaj od oleju kokosowego.
    2. Jeśli olejujesz włosy na mokro, dobrze odsącz je z wody zanim nałożysz olej.
    3. Próbuj olejować też skórę głowy, ale nakładaj na nią mało oleju i nie rób tego wtedy, gdy masz naprawdę brudne, dawno nie myte włosy. Jeśli olejowanie skóry głowy nie sprawdza się u Ciebie (na przykład włosy, zamiast się wzmacniać, bardziej wypadają), nie rób tego na siłę albo zmień do tego olej. Takie olejowanie nie jest dla każdego.
    4. Testuj zarówno czyste oleje, jak i dobre składowo mieszanki.
    5. Nie przesadzaj z ilością oleju – zazwyczaj na całe włosy powinno wystarczyć go tyle, ile mieści się w zagłębieniu dłoni.
    6. Dobrze rozprowadź olej na włosach – palcami lub grzebieniem o szeroko rozstawionych ząbkach.
    7. Olej zmywaj delikatnym szamponem (jakim i dlaczego – o tym pisałam tutaj).
    8. Pamiętaj, że niektóre oleje zmieniają kolor włosów (więcej tutaj).
    9. Staraj się wzmacniać efekt olejowania, podgrzewając lekko włosy suszarką lub używając turbanu termalnego.
    10. Nie zrażaj się niepowodzeniami – one były, są i będą!

    czwartek, 30 marca 2017

    Olejowanie włosów olejem z nasion chia – jak to robić i dlaczego warto?


    Pierwszy raz z nasionami chia zetknęłam się półtora roku temu – do dziś uwielbiam przygotowywać sobie z nich pyszny pudding według przepisu, który opisałam we wpisie na temat zdrowych słodyczy (polecam szczególnie na śniadanie). Od kilku tygodni testuję też olej z nasion chia, który dodaję często do sałatek (jest świetny na zimno), a także stosuję go do olejowania włosów i skóry głowy. Jest dużo łagodniejszy w smaku (i zapachu) niż olej z czarnuszki, który testowałam wcześniej.

    Chia to inaczej szałwia hiszpańska – roślina pochodząca z Meksyku. Wytwarzany z ziaren olej zawiera dużo wielonienasyconych niezbędnych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6 w proporcji 3:1. Zaliczamy go do bio-olejów, czyli takich, które są dobrze przyswajane przez skórę.

    Olej z nasion chia ma delikatny zapach i żółty kolor. Należy go przechowywać w lodówce w temperaturze 5-10°C.

    Co zawiera olej z nasion chia?

    Poza wspomnianymi już omega-3 i omega-6 olej z nasion chia to bogactwo witamin z grupy B, cynku, a także antyoksydantów, w tym witaminy E i flawonoidów. Działa przeciwzapalnie i reguluje pracę skóry trądzikowej oraz tłustej. Wnika on zresztą w głąb skóry, nawilżając ją, regenerując i wzmacniając jej barierę lipidową. Zapobiega też destrukcji DNA.

    Jeśli chodzi o pielęgnację włosów, to warto go używać, by nadać im miękkość, połysk i jedwabistość. Olej z nasion chia eliminuje też suchość skóry. Uważa się, że dzięki silnym właściwościom antyoksydacyjnym i ochronnym jest świetnym olejem na lato.

    Tak wyglądają nasiona chia

    Co zaobserwowałam po olejowaniu włosów olejem z nasion chia?

    Moje włosy po zastosowaniu tego oleju są gładkie, miękkie i ładnie się błyszczą. Olej ułatwia ich rozczesywanie, zapobiega plątaniu, odżywia i regeneruje. Moja skóra głowy także dobrze go toleruje, a ponieważ miewam problemy z jej przesuszaniem i swędzeniem, jest świetnym remedium na tego typu dolegliwości.

    Olej z nasion chia zawsze dobrze się zmywa z moich włosów, nie obciążając ich ani nie powodując przetłuszczania.

    Jak olejować włosy olejem z nasion chia?

    Zwykle nie mam czasu ani ochoty na kombinowanie i olejuję na sucho: wmasowuję we włosy i skórę głowy trochę oleju, wiążę włosy, owijam foliówką i ręcznikiem, a potem zmywam po godzinie lub dwóch. Od czasu do czasu olejuję też z użyciem turbanu termalnego – szczególnie gdy jest chłodniej, miło się w nim chodzi po domu :)

    Olej z nasion chia można też stosować na wiele innych sposobów, na przykład na mokro.

    Olej z nasion chia – ile kosztuje i gdzie go kupić?

    Cena oleju z nasion chia to około 20 zł za 50 ml w sklepach z półproduktami. Za buteleczkę 250 ml – taką, jak na zdjęciu – zapłacimy przeciętnie około 50 zł. Na szczęście olej ten jest bardzo wydajny – ja korzystałam z niego do jedzenia i do pielęgnacji włosów i starczył mi na kilka tygodni.


    Znacie olej z nasion chia? Jakie są Wasze opinie na jego temat?

    Polecam też:

    Popularne w tym miesiącu: