niedziela, 23 lipca 2017

Jak wyznaczyć idealne miejsce na przedziałek?

fot. instagram.com/kenpaves

Na środku głowy, po lewej czy po prawej stronie – gdzie najlepiej nosić przedziałek?
Muszę przyznać, że nigdy zbyt dokładnie się nad tym nie zastanawiałam, ponieważ mając w pamięci to, że włosy łatwo się odkształcają i wycierają, a także zwyczajnie niszczą, jeśli nosimy je zawsze tak samo, sama układam swój przedziałek w różnych miejscach. Raz jest więc idealnie na środku głowy, innym razem przesuwam go o kilka centymetrów w jedną lub drugą stronę. Okazuje się jednak, że – przynajmniej według fryzjera gwiazd, Kena Pavesa – u każdego można wytyczyć idealne miejsce na przedziałek, które nie tylko pasuje do danej twarzy, ale też „odejmuje lat”. Jak to zrobić?

Przedziałek zależny od brwi

Być może dla większości osób brwi i włosy nie mają ze sobą większego związku (no, może poza kolorem), ale to właśnie na brwi powinniśmy według Pavesa zwrócić największą uwagę, gdy chcemy wytyczyć najlepszą dla siebie linię przedziałka. Stylista radzi, aby przedziałek zaczynać bowiem w najwyższym punkcie brwi – tam, gdzie ich łuk się załamuje. To najprostszy sposób na to, by wybrać dla niego najlepsze miejsce.

Paves zwrócił też uwagę, że zakładając kilka kosmyków za jedno ucho uwydatnimy kości policzkowe i optycznie wyszczuplimy twarz.

Eksperci radzą też, aby miejsce wyznaczania przedziałka wiązało się z uwydatnieniem lepszego i zakryciem gorszego profilu twarzy – do tego zresztą przyda się dłuższa grzywka.

Gęstość włosów a przedziałek

Sporo mówi się też o tym, że linia przedziałka powinna być uzależniona od objętości włosów. Osoby o bardzo rzadkich włosach, którym brakuje puszystości, powinny wyznaczać przedziałek z boku głowy, a te o grubych i gęstych – na środku.

To tyle teorii, praktyka jednak pokazuje, że każdy z nas ma inne przyzwyczajenia i gusta. Może się więc okazać, że powyższe porady będą odpowiednie tylko dla niektórych. Ja sama najlepiej czuję się, gdy mój przedziałek jest blisko środka głowy, a najgorszej – jeśli znajduje się bardzo blisko lewego lub prawego ucha (ta opcja jest dla mnie niepraktyczna, ponieważ włosy w takim ułożeniu często opadają mi na twarz).

Jestem ciekawa, jak Wy wyznaczacie linię swojego przedziałka. Kombinujecie, testujecie różne ułożenia, czy może robicie to intuicyjnie? Co myślicie o tym, by linię przedziałka uzależniać od najwyższego punktu brwi?


Polecam: 

czwartek, 13 lipca 2017

Recenzja: Regenerum, Regeneracyjne serum do włosów


Zanim zaczęłam stosować Regenerum, słyszałam wiele dobrego o produktach z tej linii. Tym bardziej ochoczo zabrałam się więc za testowanie. Okazało się, że letnia pora jest idealna na stosowanie tego kosmetyku – może się przydać właśnie teraz, w słoneczne dni. W recenzji tłumaczę dokładnie, o co chodzi.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Wykonane z miękkiego tworzywa, można je postawić na korku i łatwo wycisnąć produkt ze środka. Wady? Nieprzeźroczystość opakowania i nieodkręcany korek, ale w tym przypadku to drobiazgi, ponieważ nie miałam żadnych problemów ze zużyciem serum do końca.

Zapach

Przyjemny dla nosa i nie męczący. Troszeczkę przypomina mi lekko mydlaną woń kosmetyków Ziaja, którą bardzo lubię.


Skład

Aqua (woda), Cetyl Alcohol (emolient), Silicone Quaternium-16/Undeceth-11/Butyloctanol/Undeceth-5 (kondycjoner), Stearyl Alcohol (nawilża, natłuszcza), Glycerin/Hydrolyzed Ceratonia Siliqua Seed Extract/Zea Mays Starch (gliceryna, hydrolizowany ekstrakt z nasion chleba świętojańskiego – karob, skrobia kukurydziana), Behentrimonium Chloride/Isopropyl Alcohol (konserwant, antystatyk i wysuszający alkohol), Dimethicone (silikon zmywalny łagodnymi szamponami), Panthenol (pantenol), Ricinus Communis Seed Oil (olejek rycynowy), Butylene Glycol/Glycine Soja Germ Extract/Triticum Vulgare Germ Extract (rozpuszczalnik, ekstrakt z nasion soi, ekstrakt z nasion pszenicy), Tocopherol (witamina E), Parfum (zapach), Disodium EDTA (związek kompleksujący jony metali), Benzyl Alcohol/Methylchloroisithiazolinone/Methylisothiazolinone (wysuszający alkohol i konserwanty), Citric Acid (reguluje pH).

Wyraźnie widać, że odżywka ma charakter emolientowo-humektantowy, zawiera także wiele cennych składników. Moją uwagę zwrócił przede wszystkim karob, czyli hydrolizowany ekstrakt z nasion chleba świętojańskiego, który wzmacnia i regeneruje włosy dzięki bogatej zwartości aminokwasów i peptydów. Dodatkowo znajdziemy tutaj sporo innych ekstraktów, a także składniki chroniące włosy przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym.

Trochę martwi mnie jednak dość wysoko pojawiający się w składzie Isopropyl Alcohol, który działa na włosy wysuszająco (pod koniec listy znajduje się jeszcze jeden podobny składnik, ale myślę, że on występuje tu w śladowej ilości).


Działanie

Byłam zadowolona z użycia tego serum. Nie mogę wprawdzie napisać, że działało fenomenalnie, jednak na moich włosach naprawdę dobrze się sprawdzało. Nakładałam je czasem tylko na chwilę (2-3 minuty), zazwyczaj jednak tak, jak radzi producent na opakowaniu: na 5-10 minut. Zawsze zmiękczało moje włosy, ułatwiało rozczesywanie, nadawało połysk. Włosy ładnie się po nim układały, nie były zbyt lekkie, nie elektryzowały się. Pod koniec używania tego kosmetyku zaczynałam nawet żałować, że już się kończy.

Konsystencja i wydajność

Serum ma średnio gęstą konsystencję i mleczny kolor. Opakowanie mieści 125 ml, co wystarczyło mi mniej więcej na miesiąc stosowania.


Cena i dostępność

Serum kosztuje około 15 zł. Dostaniemy je bez trudu stacjonarnie, na przykład w Rossmannie.

Podsumowanie

Myślę, że dzięki składnikom chroniącym włosy przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym, takim jak ekstrakt z kiełkujących nasion pszenicy i witaminie E, odżywka Regenerum będzie dobrym wyborem szczególnie na lato. Z ostrożnością powinny ją używać osoby o włosach przesuszonych, sprawdzi się jednak na tych, które wymagają ochrony i regeneracji.

Znacie kosmetyki Regenerum? Co o nich sądzicie?



Polecam:

środa, 5 lipca 2017

Recenzja: Ziaja, odżywka myjąca z olejkami ylang-ylang i paczulą (no schampoo do włosów bardzo suchych i zniszczonych)


Kilka lat temu podjęłam kilka prób mycia włosów odżywką. Niestety, za każdym razem kończyło się to klapą: włosy bardzo szybko się po tym przetłuszczały, były oklapłe i wyglądały na nieświeże. Po trzech czy czterech takich podejściach po prostu się poddałam uznając, że to nie dla mnie. Kiedy więc w moje ręce wpadła odżywka myjąca Ziaji, miałam mieszane uczucia: z jednej strony ucieszyłam się, że trafiłam na nowy produkt do mycia włosów bez silnych detergentów, z drugiej zaś – czułam, że może się on u mnie nie sprawdzić. Cóż, pozostało mi tylko spróbować.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Typowe dla Ziaji, czyli minimalistyczne. Byłoby idealne, gdyby było przeźroczyste. Wielki plus za odkręcany korek i miękki plastik, który w razie czego można lekko ścisnąć, by wydobyć resztkę odżywki.

Zapach

Lekko mydlany, według mnie charakterystyczny dla kosmetyków do włosów Ziaji. Intensywny, ale przyjemny.


Skład

Aqua (woda), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (antystatyk, konserwant), Coco Glucoside (bardzo łagodny detergent), Isopropyl Myristate (emulgator), Behetrimonium Chloride (antystatyk, konserwant), Cetyl Esters (poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku), Panthenol (pantenol), Sodium Benzoate (konserwant), Parfum (zapach), Limonene (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Citric Acid (reguluje pH).

Jak na odżywkę myjącą, to jest naprawdę nieźle: dwa delikatne detergenty, emolient, pantenol, antystatyki, a do tego konserwant. Nie potrzeba niczego więcej.


Działanie

Traktowałam ją jak szampon, tzn. po niej jeszcze na chwilę nakładałam na włosy odżywkę lub maskę. Po takiej pielęgnacji moje włosy były w o wiele lepszym stanie niż w ciągu ostatnich tygodni, kiedy traktowałam je często szamponami z silnymi detergentami: odzyskały swoją gładkość, o wiele mniej się puszyły i były dociążone. Do tego ładnie błyszczały.

Dodam jeszcze, że po tej odżywce moje włosy były niesamowicie miękkie i zyskiwały „śliskość” już w trakcie mycia – nie plątały się i można było je na mokro spokojnie przeczesać palcami.

Konsystencja i wydajność

Musimy się przyzwyczaić do tego, że jest to produkt zupełnie inny niż szampon: dość gęsty, nie pieniący się i przez to trudniejszy do rozprowadzenia na skórze i włosach. Zdarzało się, że byłam zmuszona zużywać spore ilości odżywki, aby dokładnie umyć głowę. Dlatego jej wydajność nie jest tak duża, jak zwykłego szamponu, jednakże ja korzystałam z niej dość regularnie przez około 1,5 miesiąca.

Cena i dostępność

Cena myjącej odżywki Ziaji jest śmiesznie niska – zapłacimy za nią około 5-6 zł. Powinna być dostępna zarówno przez internet, jak i w stacjonarnych drogeriach.

Podsumowanie

Przy takiej cenie to grzech nie spróbować – dlatego polecam tę odżywkę wszystkim, a szczególnie osobom, których włosy są cienkie, suche i zniszczone. Ja po kilku tygodniach jej stosowania widzę różnicę w wyglądzie moich włosów i zdecydowanie będę jeszcze wracać do tego produktu.

A tak na marginesie: ja nie próbowałam, ale podobno świetnie działa nawet wtedy, gdy nie nałożymy już nic po niej na włosy. Nie ma się co dziwić, w końcu to odżywka. Z tego powodu będzie świetną opcją na wyjazdy – o jeden kosmetyk mniej w walizce!


Znacie odżywkę myjącą z olejkami ylang-yland i paczulą Ziaji? Lubicie myć włosy odżywkami? Która jest waszą ulubioną? Po tym kosmetyku zapragnęłam wrócić do próbowania mycia włosów odżywkami!

Polecam:

niedziela, 2 lipca 2017

Co mi dało olejowanie włosów i jak robić to prawidłowo?


Olejowanie włosów to czynność, którą – z różną regularnością – wykonuję od prawie czterech lat. Wypróbowałam przez ten czas różne metody i wciąż najbardziej lubię tę najprostszą, czyli nakładanie oleju na suche włosy i zmywanie go po godzinie lub dwóch. 

Kiedy czytam komentarze (na moim blogu i nie tylko) lub maile niektórych dziewczyn na temat olejowania, które dopiero zaczynają to robić, zawsze przypomina mi się, jak trudno – podobnie jak wielu z nich – było mi wybrać odpowiedni sposób, a przede wszystkim olej, który byłby odpowiedni dla moich włosów. Ten proces był długi i mogłabym podzielić go na kilka etapów:
  1. Etap pierwszy: na oślep. Na początku byłam na tyle zielona w temacie, że nie wiedziałam nawet o tym, że każdy olej działa nieco inaczej. Zaczęłam – ku swojemu nieszczęściu – od oleju kokosowego i kończyło się to (wielokrotnie!) katastrofą, o czym dokładniej pisałam we wpisie: „Olejowanie włosów: dlaczego warto?. Ten etap trwał kilka tygodni.
  2. Etap drugi: przesada. Z czasem zaczęłam testować inne oleje, które dawały o wiele lepsze rezultaty: lniany, macadamia, ze słodkich migdałów, a także zwykłą, pożyczaną z kuchni oliwę z oliwek. To był mój czas włosowych eksperymentów, wypróbowałam więc chyba wszystkie metody olejowania, o jakich wówczas słyszałam. Olejowałam wtedy włosy przed każdym myciem – z czasem dzięki m.in. temu zabiegowi zaczęły mniej się puszyć, były zdrowsze, bardziej nawilżone i wygładzone.
  3. Etap trzeci: równowaga. Po wypróbowaniu różnych sposobów uznałam, że najbardziej lubię ten, który wymaga najmniej pracy, czyli olejowania na sucho. Znalazłam też swój złoty środek jeśli chodzi o czas olejowania – zauważyłam, że olejowanie na noc się u mnie nie sprawdza, a najlepsze efekty daje nakładanie oleju na godzinę do trzech. Praktyka czyni mistrza!
  4. Etap czwarty: świadoma zmiana. Przez długi czas olejowania nawet kilka razy w tygodniu zauważyłam, że moje włosy nie wymagały już tak częstego pokrywania olejem. Z czasem zaczęły być zbyt przyklapnięte, gumowate. Wiedziałam, że to znak, by ograniczyć olejowanie i zaczęłam robić to maksymalnie raz w tygodniu, najczęściej w weekend.
  5. Etap piąty: brak olejowania. Kilka miesięcy temu, trochę z braku czasu, a trochę z lenistwa, mocno ograniczyłam olejowanie. Do tego stopnia, że przez wiele tygodni nie wykonywałam go wcale. Na początku nie widziałam różnicy, ale po pewnym czasie włosy zaczęły się bardziej puszyć, stały się zbyt lekkie, niedociążone, mało mięsiste.
  6. Etap szósty: powrót córki marnotrawnej. Teraz obiecałam sobie powrócić do regularnego olejowania – chociaż co weekend, aby przywrócić włosom dawny stan.

Co mi dało olejowanie włosów i jak olejuję je obecnie?

Z perspektywy czasu wiem, że ten drobny zabieg znacznie poprawił stan moich włosów – sprawił, że stały się mocniejsze, bardziej wygładzone, śniące i zdrowsze, znacznie mniej się puszyły, a także przestały się elektryzować. Moje włosy dzięki olejowaniu nie rozdwajają się, nie łamią i nie kruszą. Mogę nie obcinać ich przez pół roku albo i dłużej i wciąż nie ma na nich ani jednego rozdwojenia!

Obecnie olejuję włosy raz w tygodniu na sucho, następnie zmywam olej delikatnym szamponem, po czym nakładam na nie maskę lub odżywkę. Dodatkowo po każdym myciu i wysuszeniu nakładam na końcówki nieco czystego oleju lub olejowego serum. Kiedyś zabezpieczałam końcówki codziennie przed wyjściem z domu, ale odkąd moje włosy są na tyle wzmocnione, że przestały się rozdwajać, robię to tylko po myciu.

Jak dobrze olejować włosy?

Z moich obserwacji wynika, że podstawą dobrego olejowania jest spełnienie trzech najważniejszych warunków:
  1. Znalezienie odpowiedniego dla siebie oleju.
  2. Znalezienie odpowiedniej dla siebie metody olejowania.
  3. Odkrycie, jaki czas olejowania najlepiej się sprawdza na naszych włosach.

Poznanie tych trzech elementów to oczywiście kwestia wielu prób i błędów, na które trzeba być przygotowanym. Jeśli chodzi o pierwszy punkt, to mam wrażenie, że teraz dziewczyny mają nieco łatwiej, ponieważ w internecie jest sporo porad dotyczących tego, jak znaleźć dla siebie idealny olej (sama dokładnie pisałam o tym tutaj). Dodatkowo na rynku pojawiły się kosmetyki, które są przeznaczone do konkretnego rodzaju włosów, na przykład odpowiednie dla ich porowatości (mamy więc chociażby maski Anwen, o których jest głośno już od kilku miesięcy). Istnieją też oleje, które można dobrać w zależności od tego, czy nasze włosy są nisko-, średnio- czy wysokoporowate – na przykład Nanoil, których sama używam od ponad miesiąca. To mieszkanki olejów i zdrowych dla włosów dodatków. Moim ulubionym jest póki co ten do włosów wysokoporowatych, który – poza olejami – zawiera także tak uwielbianą przeze mnie keratynę. Takie produkty to dobry wybór dla osób, które nie wiedzą, jaki olej służy ich włosom, a także dla tych, którzy poszukują mieszanek olejów wzbogacanych dodatkowymi składnikami. Ja lubię zarówno czyste oleje, jak i takie mieszanki – najważniejsze, aby nie miały w swoim składzie silikonów, bo te do olejowania nie są potrzebne, a wręcz przeszkadzają (tutaj spis dobrych olejów bez silikonów).



Drugi element, czyli znalezienie odpowiedniej metody olejowania, to kolejna kwestia do przetestowania. Ja radzę zacząć od tych najprostszych (wszystkie opisałam tutaj) i ewentualnie stopniowo testować te bardziej udziwnione, by znaleźć idealną dla siebie. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że to co najprostsze, jest najlepsze, a tych wymagających więcej pracy z czasem po prostu nie chce się już powtarzać. Pamiętajmy tylko, aby każdą z nich wykonać chociaż kilka razy, żeby wyrobić sobie pełne zdanie co do efektów – jeden raz może nie być miarodajny.

Trzecia sprawa, czyli czas olejowania, to też kwestia indywidualna. Mnie, jak już pisałam, olejowanie na noc się nie sprawdza – moje włosy są po nim zazwyczaj oklapnięte u góry i spuszone na końcach, czyli wyglądają najgorzej, jak to tylko możliwe. Najlepiej więc spróbować olejować na godzinę, na kilka godzin i na noc, by ocenić, co się najlepiej sprawdza.

Niestety, znalezienie idealnego dla siebie oleju, czasu olejowania i metody (a także regularności, czyli tego, jak często olejujemy – co moim zdaniem jest czwartą ważną w tym temacie kwestią) nie są nam dane raz na zawsze – systematyczne dbanie o włosy, a nawet pory roku zmieniają je na tyle, że po jakimś czasie może się okazać, że musimy szukać nowych rozwiązań. I dobrze – inaczej byłoby nudno ;) Ja po wielu miesiącach olejowania przed każdym myciem przeszłam na olejowanie raz w tygodniu. Może się okazać, że olej, który do tej pory był świetny, nagle zaczyna działać odwrotnie i trzeba będzie go zmienić. Podobnie jak metoda lub czas olejowania. Wtedy trzeba rozpocząć poszukiwania na nowo!

Olejowanie – ważne zasady

Na koniec kilka rad, które kieruję głównie do osób początkujących w olejowaniu. Żałuję, że sama nie znałam ich kilka lat temu, ponieważ oszczędziło by mi to sporo czasu i błędów!
  1. O ile twoje włosy nie są gładkie i niskoporowate, nie zaczynaj od oleju kokosowego.
  2. Jeśli olejujesz włosy na mokro, dobrze odsącz je z wody zanim nałożysz olej.
  3. Próbuj olejować też skórę głowy, ale nakładaj na nią mało oleju i nie rób tego wtedy, gdy masz naprawdę brudne, dawno nie myte włosy. Jeśli olejowanie skóry głowy nie sprawdza się u Ciebie (na przykład włosy, zamiast się wzmacniać, bardziej wypadają), nie rób tego na siłę albo zmień do tego olej. Takie olejowanie nie jest dla każdego.
  4. Testuj zarówno czyste oleje, jak i dobre składowo mieszanki.
  5. Nie przesadzaj z ilością oleju – zazwyczaj na całe włosy powinno wystarczyć go tyle, ile mieści się w zagłębieniu dłoni.
  6. Dobrze rozprowadź olej na włosach – palcami lub grzebieniem o szeroko rozstawionych ząbkach.
  7. Olej zmywaj delikatnym szamponem (jakim i dlaczego – o tym pisałam tutaj).
  8. Pamiętaj, że niektóre oleje zmieniają kolor włosów (więcej tutaj).
  9. Staraj się wzmacniać efekt olejowania, podgrzewając lekko włosy suszarką lub używając turbanu termalnego.
  10. Nie zrażaj się niepowodzeniami – one były, są i będą!

Popularne w tym miesiącu: