Rzadko
kiedy kupuję i testuję kosmetyki w parach, używając od razu całego zestawu. Tym
razem było inaczej – przez miesiąc średnio 2-3 razy w tygodniu stosowałam szampon do włosów suchych i zniszczonych Re:scue Halier oraz odżywkę z tej samej serii. Jakie były
efekty?
Oceny
cząstkowe: dobry, neutralny, słaby.
Opakowanie
Z
pompką, która dozuje dość małą ilość kosmetyku – na szczęście można ją odkręcić
i ja tak najczęściej robiłam, bo tak było mi wygodniej. Produkty zapakowane są
w kartoniki, dołączono do nich też ulotki z informacjami.
Zapach
Tak
delikatny, że prawie niewyczuwalny. Przyjemny, a na pewno nie męczący.
Skład
Skład
szamponu: Aqua (woda), Sodium Lauroyl Sarcosinate (detergent
anionowy, nieco łagodniejszy niż SLS), Sodium
Lauryl Sulfoacetate (detergent anionowy) ,Cocamidopropyl Betaine (łagodna substancja myjąca), Sodium Methyl Cocoyl Taurate (oczyszcza
i odtłuszcza, tworzy pianę), Cetraria
Islandica Extract (ekstrakt z płucnicy islandzkiej), Rubus Arcticus Fruit Extract (ekstrakt z
owoców jeżyny arktycznej), Polyglutamic
Acid Synthetic Fluorphlogopite (kondycjoner), Panthenol
(pantenol), Phenoxyethanol (konserwant), Titanium Dioxide (chroni przed
promieniowaniem UV), Tin Oxide
(chroni przed promieniowaniem UV), Xanthan
Gum (emulgator, zagęstnik), Parfum
(zapach), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride
(antystatyk, odżywia, wzmacnia włosy), Ethylhexylglycerin
(konserwant), Citric Acid (reguluje
pH), Butylphenyl Methylpropional
(składnik zapachowy), Limonene
(składnik zapachowy), Linalool
(składnik zapachowy).
Całkiem
niezły: poza składnikami myjącymi znajdziemy tu aż dwa chroniące przed
promieniowaniem słonecznym, do tego kondycjonery i ekstrakty: z płucnicy
islandzkiej (hamuje nadmierne wydzielanie łoju, działa przeciwzapalnie,
odtruwająco, oczyszczająco i nawilżająco) oraz z owoców jeżyny arktycznej
(działa nawilżająco i odżywiająco). Czyli zgodnie z obietnicą producenta.
Faktycznie
skład odżywki do włosów suchych i ziszczonychRe:scue Halier nastawiony
jest na nawilżanie: znajdziemy tu i humektanty, i emolienty (w tym naprawdę
silnie nawilżający kwas poliglutaminowy!). Do tego odrobina oleju arganowego i
ekstraktów, z których n uwagę zasługuje szczególnie ten z płucnicy islandzkiej
(działa odtruwająco, nawilżająco, antyseptycznie, oczyszczająco i
przeciwzapalnie). Podobnie jak w szamponie w odżywce znajdziemy dwa
konserwanty.
Działanie
Szampon
nakładałam na dłonie, mieszałam z wodą i używałam do skóry głowy, pozwalając,
by piana spływała też na końcówki. Potem – po spłukaniu szamponu – na końce
nakładałam odżywkę i trzymałam ją na włosach zwykle 2-3 minuty. Po takich
zabiegach włosy były miękkie, puszyste i nawilżone. Dobrze się układały, nie
puszyły. Były też błyszczące.
Konsystencja i
wydajność
Zarówno
szampon, jak i odżywka, są dość rzadkie, ale dzięki temu można je wydobyć z
opakowania za pomocą pompki. Mi starczyły na miesiąc regularnego używania.
Cena i
dostępność
Szampon
kosztuje 79 zł, a odżywka – 89 zł. Oba produkty są odstępne na stronie www.halier.pl. Z tego, co wiem, niestety nie kupimy
zestawu stacjonarnie.
Podsumowanie
Na
pewno nie są to kosmetyki na każdą kieszeń – wiem, że wiele osób poszukuje
tańszych produktów, kosztujących maksymalnie 20-30 zł. Jeśli jednak
chciałybyście wypróbować coś, co dobrze nawilża i zatrzymuje wilgoć we włosach,
a jednocześnie nie zawiera alkoholu, to nie pozostaje mi nic innego, jak
polecić właśnie ten zestaw.
Włosy
suche, matowe i szorstkie potrzebują nawilżenia – o tym, jak je pielęgnować,
już pisałam, odsyłam więc do wpisu poświęconego najlepszym maskom nawilżającym do włosów. Znajdziecie tam też
informacje, jak znaleźć substancje nawilżające w kosmetykach i jak ocenić, czy
nasze włosy ich potrzebują.
Tym
razem skupmy się więc na odżywkach – znalazłam takie, które bez trudu kupimy w
drogeriach (głównie w Rossmannie) i zapłacimy za nie od 6 do maksymalnie 25 zł.
Uporządkowałam je w kolejności rosnącej począwszy od najtańszych do
najdroższych. Z uwagi na to, że humektanty mogą puszyć włosy, lepiej stosować je nie częściej niż raz w tygodniu.
Najlepsze odżywki nawilżające
– zestawienie
Isana,
Odżywka z limonką i aloesem – zawiera składniki ze wszystkich ważnych grup, w
tym kilka nawilżaczy: sok z aloesu, gliceryna, pantenol, glikol propylenowy.
Cena: ok. 6 zł/300 ml, dostępna w Rossmannie.
Alterra,
Odżywka z granatem i aloesem – w składzie ma glicerynę, ekstrakt z aloesu i
pantenol. Cena: ok. 9,50 zł/200 ml. Można ją znaleźć w Rossmannie.
Isana,
Odżywka Professional Oil Care Spulung – ma wysoko w składzie glikol
propylenowy, a niemalże tuż za nim hydroksycelulozę i dalej pantenol. Cena: ok.
10 zł/200 ml. Do kupienia w Rossmannie.
Isana,
Odżywka Professional Repair Nutrition Spulung – podobnie jak wersja Professional
Oil Care Spulung zawiera glikol propylenowy, hydroksycelulozę, pantenol, a do
tego odrobinę gliceryny. Cena: ok. 10 zł/200 ml. Do kupienia w Rossmannie.
Petal
Fresh, Odżywka do włosów Tea Tree (drzewo herbaciane) – na drugim miejscu w
składzie (po wodzie) ma glicerynę, dalej – pantenol. Cena: około 20 zł/355 ml.
Można ją znaleźć w Rossmannie.
Sylveco,
Wygładzająca odżywka do włosów – znajdziemy w niej nawilżający cukier,
glicerynę, pantenol i kwas mlekowy. Cena: ok. 25 zł/300 ml. Dostępna w Naturze
i Hebe.
A
jakie są wasze ulubione odżywki nawilżające do włosów? Co byście dodały do tej
listy?
Raz
czytam, że jest to odżywka, innym razem – maska lub masło do włosów. Ocenienie,
jak powinno się określać ten produkt, jest tym trudniejsze, że jego skład i
konsystencja przywodzi na myśl jeszcze coś innego: mieszaninę olejów. Będę się
jednak trzymać tego, co producent napisał na odwrocie opakowania na polskiej
naklejce i nazywać kosmetyk odżywką, chociaż zupełnie mi to określenie do niego
nie pasuje.
Oceny
cząstkowe: dobry, neutralny, słaby.
Opakowanie
Maleńki
słoiczek (o jego niewielkich rozmiarach mogą zaświadczyć poniższe zdjęcia) z ciemnego szkła o pojemności 50 ml w kartonowym pudełku. Zabezpieczony od środka dodatkową dość mocną tekturką. Na
opakowaniu znajdziemy sporo informacji, w tym różne zastosowania kosmetyku, a
także opisane składniki, które są w nim zawarte.
Zapach
Bardzo
silnie lawendowy – dla mnie to duża zaleta, bo bardzo lubię zapach lawendy,
jeśli jednak ktoś za nim nie przepada lub nie lubi mocnych zapachów kosmetyków,
to raczej nie będzie zadowolony. Dla mnie wąchanie jej było samą przyjemnością
– pachnie jak czysty olejek lawendowy.
Bardzo
ciekawy i naprawdę dobry skład bez zawartości barwników, sztucznych zapachów
ani konserwantów, a nawet bez wody. Duża ilość organicznego masła shea –
jak sądzę – przyczyniła się do stałej konsystencji tego kosmetyku. Sporo tu też
olejów z cytrusów, a także tytułowy lawendowy, który nadaje produktowi mocny,
wyrazisty zapach.
Działanie
Kosmetyk
można stosować jako odżywkę przed myciem głowy, maseczkę pod czepek lub też na
suche włosy – szczególnie na końcówki jako zabezpieczenie. Producent zachęca też
do wcierania go w skórę głowy.
Ja
stosowałam tę odżywkę tak jak olej do włosów: najpierw lekko podgrzewałam
odrobinę w kąpieli wodnej, aby się rozpuścił, a następnie nakładałam na włosy.
Myślę, że wzmacniała i odżywiała je, sprawiając, że stawały się bardziej
błyszczące i zdrowe, nawilżone i sprężyste.
Konsystencja i
wydajność
Odżywka
ma konsystencję stałą – tak jak masło shea albo olej kokosowy. Żeby jej użyć,
należy ją rozgrzać (w dłoniach lub w kąpieli wodnej). Jest to mieszanka olejów,
a więc w dotyku kosmetyk jest tłusty. Jego wydajność jest wysoka – ja
rozpuszczałam mniej więcej łyżeczkę produktu naraz i ta ilość spokojnie
wystarczała mi na pokrycie włosów. Trzeba jednak przyznać, że opakowanie
zawiera tylko 50 ml produktu.
Cena i
dostępność
Tutaj
zaczynają się schody: odżywka nie jest ani tania, ani łatwo dostępna. Kupimy ją
wyłącznie przez internet, a i z tym bywają problemy. Jej cena to około 60 zł.
Podsumowanie
Moim zdaniem to bardzo dobry
kosmetyk dla osób o włosach osłabionych, łamliwych, wymagających regeneracji i
wzmocnienia. Stosowana regularnie powinna pomóc je wzmocnić i odżywić. Czy jest warta tak wysokiej ceny? I tak,
i nie. Z jednej strony jej skład jest naprawdę świetny, a sama odżywka stanowi
ciekawy element pielęgnacji – szczególnie dla osób, które nie miały dotąd
styczności z kosmetykami w formie stałej. Z drugiej zaś produkt jest naprawdę
maleńki i mam wrażenie, że przy długich i gęstych włosach bardzo szybko się
skończy. Odżywka ta może być też problematyczna dla osób niecierpliwych, ponieważ za każdym razem trzeba ją rozpuszczać przed użyciem :) Co sądzicie o kosmetykach do włosów w takiej formie? Byłybyście skłonne wydać 60 zł na tak niewielką odżywkę?
To
już czwarta recenzja odżywki Cece of Sweden, którą mam okazję napisać na ten
blog. Pozostałe trzy możecie podejrzeć pod poniższymi linkami, a przyznam
szczerze, że warto, bo – przynajmniej u mnie – przynajmniej dwie z nich
sprawdziły się naprawdę bardzo dobrze:
Gdy
więc wraz z paczką „Box Only you” otrzymałam do testów nową odżywkę tej
marki, bardzo się ucieszyłam wierząc, że i z niej będę zadowolona. Oto moje obserwacje.
Oceny
cząstkowe: dobry, neutralny, słaby.
Opakowanie
Wielki
plus za przeźroczystość opakowania, bo dzięki temu wiedziałam, jak dużo odżywki
jest jeszcze w środku. Butelka ma odkręcany korek – i dobrze, bo inaczej trudno
byłoby mi wycisnąć odżywkę ze środka… ale o tym napiszę za chwilę, w części
poświęconej konsystencji tego kosmetyku.
Zapach
Uwielbiam
zarówno smak, jak i zapach kokosa, więc jak dla mnie odżywka pachnie cudownie:
kokosowo z lekką domieszką jakiegoś słodkiego dodatku. Bardzo lubiłam ten zapach.
Nie
byłam pewna, do jakiej kategorii kolorystycznej zaliczyć tę odżywkę (zielonej
–dobry – czy niebieskiej – średni), ponieważ z jednej strony mamy tu naprawdę
sporą ilość świetnych substancji, ale z drugiej – pod koniec składu znajdują
się aż dwawysuszające alkohole. Ostatecznie
nadałam produktowi kolor zielony, ale zastrzegam, że te dwa alkohole się w nim
znajdują i trzeba korzystać z niego z rozwagą. Myślę, że jest ich niewiele, ale
jeśli ktoś ma suche włosy, to powinien na nie uważać i nie używać tego takiego
kosmetyku po każdym myciu.
Przejdźmy
do plusów, bo jest ich sporo: przede wszystkim naprawdę dużo, bo aż pięć,
olejów, do tego Quaternium-87, którego
działanie obejmuje nadawanie objętości, miękkości i połysku, wygładzanie, a
także ułatwianie rozczesywania, czy kondycjonujący i odżywiający Stearamidopropyl Dimethylamine na czele
składu.
Jest
tu też jeden silikon – dla jednych będzie to plus, dla innych minus, trzeba
jednak zaznaczyć, że nie jest on silny i zmyje się z włosów pod wpływem
działania łagodnego szamponu.
Generalnie
skład odżywki jest emolientowo-nawilżający, jest to więc dobry wybór dla osób,
które szukają kosmetyku bez zawartości protein.
Działanie
Kiedyś,
jak miałam bardzo zniszczone włosy, olej kokosowy bardzo mi je puszył i nie
mogłam go używać. Było mi wtedy szkoda, bo bardzo go lubię chociażby za sam
zapach, ale niestety – nie dało rady go stosować. Teraz sięgam po niego bez
większych obaw, przynajmniej w kosmetykach. Ta odżywka jest na to dowodem, bo
świetnie się na moich włosach spisywała: były po niej gładkie, sypkie, lśniące,
ładnie się układały i nie puszyły. Nakładałam ją zgodnie z zaleceniami na 2-3
minuty po myciu, a następnie spłukiwałam.
Konsystencja i
wydajność
Tutaj
mały zgrzyt: odżywka jest bardzo gęsta i kleista, przez co jej wydobycie z
opakowania było dla mnie dość trudne. Za każdym razem odkręcałam korek,
odwracałam butelkę do góry nogami i kilkakrotnie mocno uderzałam w jej tył, by
– po kilkunastu sekundach – doczekać się wypłynięcia (a raczej wypadnięcia)
odrobiny produktu. Wydajność odżywki jest jednak spora, na pewno – o ile ktoś
nie ma bardzo gęstych i długich włosów – starczy na kilka tygodni.
Cena i
dostępność
Odżywka
kosztuje około 20 zł. Możemy ją kupić m.in. w niektórych drogeriach internetowych.
Podsumowanie
Szczerze polecam tę odżywkę, bo to kosmetyk wart uwagi.
Nawet jeśli wasze włosy źle reagują na olej kokosowy, warto ją wypróbować,
ponieważ nagromadzenie innych olejów, a więc emolientów, powinno załagodzić
teoretycznie puszącego „kokosa”. U mnie tak właśnie było.
Miałyście okazję przetestować
tę odżywkę? Lubicie olej kokosowy w kosmetykach?
Widząc ten tytuł, wiele z was pewnie wzruszyła
ramionami i uznała, że "co jak co, ale odżywki i maski nakładać to ja już
umiem". Bo co w tym trudnego? Podobnie jak mycie głowy jest to czynność wręcz
automatyczna. Tymczasem odżywkę lub maskę owszem, można nałożyć nieprawidłowo,
a co więcej – ze znaczącą szkodą dla włosów i/lub skóry. Zastanawiałyście się
na przykład, czy jak na kosmetyku jest napisane „zmyć po 5 minutach”, to czy
można ten czas wydłużyć do 20 czy 30 minut? Albo czy maskę lub odżywkę można
wcierać we włosy? I czy te krótkie, sięgające na przykład do brody, też
wymagają aż takiej pielęgnacji?
W ramach cyklu „Pytania do eksperta”, z których poprzednie wpisy znajdziecie w
dziale „Porady”, o prawidłowe stosowanie masek i odżywek zapytałam Zespół
Product Managerów i Specjalistek ds. Wdrożeń L'biotica. Oto czego się dowiedziałam!
Wiele osób nie stosuje
masek ani odżywek, a jedynie myje włosy szamponem (lub używa ich sporadycznie).
Jak taki brak pielęgnacji wpływa na włosy?
Zespół L'biotica: Trudno
udzielić ogólnej odpowiedzi na takie pytanie, ponieważ wszystkie nasze zwyczaje
pielęgnacyjne wynikają z różnego rodzaju włosów i różnych ich potrzeb. Generalizując,
współczesny tryb życia, konieczność perfekcyjnego wyglądu od rana do wieczora,
stosowanie całej gamy preparatów stylizujących i z drugiej strony
zanieczyszczenie środowiska, przebywanie w klimatyzowanych pomieszczeniach
wymuszają na nas częste mycie głowy, wręcz codzienne.
Jeżeli
przy codziennym myciu włosów i głowy nie będziemy stosowali preparatów
pielęgnacyjnych, to w większości przypadków doprowadzi to do wysuszenia i
uszkodzenia włosów, spadku ich odporności na mechaniczne zabiegi takiej jak
suszenie, czesanie, prostowanie czy kręcenie. Również skóra głowy stanie się
bardziej podatna na przesuszenie, podrażnienie. Nasze włosy wymagają zabiegów
pielęgnacyjnych, jak skóra kremów. Maski i odżywki pomagają rozczesać włosy,
zwiększyć ich elastyczność, czyli uodpornić na uszkodzenia. Jaka to będzie
pielęgnacja, czy codzienne stosowanie odżywki, czy raz w tygodniu olejowanie
włosów, to zależy od rodzaju włosów….
Jak często powinniśmy
nakładać maski i odżywki? Czy idealnie jest sięgać po nie po każdym myciu włosów?
Nasze
włosy potrzebują substancji odżywczych takich jak naturalne oleje roślinne czy
kondycjonery z powinowactwem do włosa, które wbudowują się w zniszczone miejsca
na powierzchni lub we wnętrzu włosa. Włos jest zbudowany z warstwy korowej i
osłonki. Osłonka składa się ze spłaszczonych komórek – łusek, które ułożone są
warstwowo. W zdrowym włosie łuski sklejone są lipidowym spoiwem. Ponadto
osłonka włosa pokryta jest sebum, które chroni włos przed utratą wody. Zbyt duża ilość sebum sprawia, że włosy się
przetłuszczają i są wiotkie, a zbyt mała – że stają się suche i sztywne,
zawierają zbyt mało wody, przez co zmniejsza się ich elastyczność, pojawiają
się uszkodzenia.
Idealnie
byłoby stosować odżywki po każdym myciu, ponieważ kolejne mycie zmywa odżywkę.
Ponadto codziennie stosowana odżywka chroni nasze włosy przez nowymi
zniszczeniami mechanicznymi poprzez obecność kondycjonerów ułatwiających
rozczesywanie zarówno na mokro jak, i na sucho. Maski można stosować w
zależności od potrzeb, raz albo dwa razy w tygodniu, ale trzeba pamiętać, że
efekty pojawiają się dopiero po pewnym czasie regularnego stosowania, choć na
szczęście są trwałe. Trzeba też pamiętać, że nadmiar preparatów regenerujących
może doprowadzić do powstania depozytu „build-up”.
Czym grozi nakładanie maski
lub odżywki na skórę głowy (zakładając, że kosmetyk nie jest do tego
przeznaczony)?
Wszystkie
kosmetyki są bezpieczne. Przechodzą przez badania dermatologiczne, polegające na
tym, że wyrób w postaci użytkowej nanosi się na bibułki filtracyjne o średnicy
12 mm, które przymocowuje się za pomocą hypoalergicznego plastra chirurgicznego
na ramieniu lub w okolicy między łopatkowej. W celu zobiektywizowania wyników
badań wykonuje się dwie próby kontrolne: próbę „ślepą” oraz próbę z wykorzystaniem
wody. Pierwszego odczytu dokonuje się po upływie 24 h, po 30 minutach od
zdjęcia plastra. Drugiego odczytu dokonuje się po 48 h, a w przypadku
wątpliwości również po 72 h. Lekarz dermatolog na podstawie obserwacji odczynu
skóry ocenia tolerancję skóry na badany preparat. Również receptura produktu
podlega bardzo dokładniej analizie pod względem toksykologicznym, matematycznie
wyliczane jest bezpieczeństwo stosowania kosmetyku.
Dlatego
nikomu nie zaszkodzi, jeśli kremem pod oczy posmaruje twarz czy umyje ciało
płynem do higieny intymnej. Problem leży w oczekiwanym efekcie. Krem pod oczy
będzie zawierał składniki aktywne działające na worki i cienie pod oczami, a
płyn do higieny intymnej będzie miał precyzyjnie dobrane pH i delikatne
składniki myjące, ale będzie mniej intensywnie pachniał. Podobnie z produktami
do pielęgnacji włosów i skóry głowy, należy je stosować zgodnie z zaleceniami
producenta, bo tylko wtedy osiągniemy deklarowany efekt.
Maski
i odżywki przeznaczone do pielęgnacji włosów zawierają kondycjonery, składniki
regeneracyjne, które wygładzają powierzchnię włosa, nabłyszczają, zwiększają
elastyczność, zmniejszają elektryzowanie. Produkty, które mają działać również
na skórę głowy, będą zawierały dodatkowo składniki nawilżające skórę, łagodzące.
Czy osoby o krótkich
włosach, sięgających na przykład do brody, również powinny nakładać na nie
maski i odżywki?
Długość
włosa nie ma znaczenia w kwestii jakości, tylko rozsądnie dobranej ilości. Po
postu długie włosy wymagają znacznie więcej kosmetyku. Ewentualnie więcej uwagi
trzeba poświęcić końcówkom włosów długich, ponieważ są bardziej narażone na
uszkodzenia. W przypadku krótkich włosów warto je zabezpieczać po
to, aby zniszczenia nie przeniosły się w górę włosa.
Słyszałam kiedyś, że tak,
jak w przypadku chusteczki zamoczenie jej jednego rogu powoduje, że cała
chusteczka nasiąka płynem, podobnie nałożenie maski lub odżywki tylko do połowy
długości włosów powoduje, że ich reszta również „nasiąka” substancjami
zawartymi w kosmetyku. Czy to prawda?
Z
tym nasiąkaniem chusteczki sprawa również nie jest taka oczywista, bo wszystko
zależy… od materiału, z jakiego wykonana jest chusteczka, i preparatu, którym
chcemy ją nasączyć. Jeśli chusteczka będzie bawełniana, a preparat o sporej
gęstości, to „wędrówka” kosmetyku nie będzie tak oczywista. A również takie
własności bierze się pod uwagę projektując recepturę kosmetyku.
Na
przykład tworząc krem pod oczy, aplikowany w bliskim sąsiedztwie spojówki oka,
stosujemy emolienty, które prawie nie migrują, aby zapobiec dostaniu się
kosmetyku do oczu. Natomiast przy produktach, gdzie takie parametry nie są tak
istotne, kładziemy nacisk na inne właściwości i emolient może migrować, jeśli
jednocześnie daje doskonały efekt nawilżający czy natłuszczający.
W
większości kosmetyków do włosów również występuje pewna migracja, zwłaszcza na
mokrych włosach, ale jest ona ograniczona gęstością preparatu i jego składem.
Raczej trudno by było zrobić maskę czy odżywkę, która „powędruje” sama, wbrew
sile grawitacji, na całej długości włosa, aż do skóry głowy. Ciekawostką może
być farbowanie włosów w poziome paski, tu nie możemy sobie pozwolić na migrację
farby i daje się to osiągnąć.
Wiele dziewczyn po
nałożeniu maski lub odżywki trze włosy, by dobrze rozprowadzić kosmetyk – czy
to nie niszczy włosów? Jak powinno się prawidłowo nakładać takie kosmetyki?
Tarcie
włosów zawsze jest dla nich niekorzystne. Mokre włosy mają rozchylone łuski,
przez co są słabsze i bardziej podatne na mechaniczne uszkodzenia. Nawet
pocieranie końcówkami włosów o ramiona na przestrzeni miesięcy prowadzi do ich
niszczenia, łamania i rozdwajania się. Z włosami należy obchodzić się delikatnie,
zarówno podczas mycia, suszenia, jak i czesania. Wystarczy po nałożeniu maski
delikatnie pomasować włosy, założyć turban albo czepek foliowy (termocap),
który dodatkowo sprawi, że maska zostanie lekko podgrzana ciepłem naszego
ciała, co dodatkowo pomaga zadziałać składnikom aktywnym.
Zazwyczaj na większości
opakowań masek i odżywek producenci piszą, żeby trzymać je na włosach około 5
minut. Wiele dziewczyn jednak trzyma je dłużej, na przykład 20-30 minut. Czy to
dobre dla włosów? Czy w ten sposób są w stanie więcej na takim kosmetyku
skorzystać? A może po upływie określonego czasu włosy nie czerpią już więcej substancji
odżywczych?
Zwykła
logika i intuicja podpowiadają, że wydłużenie czasu aplikacji (oczywiście nie w
nieskończoność) może w jakimś stopniu wzmocnić efekt. Nie ma jeszcze metod
badawczych pozwalających określić optimum czasu stosowania. Czas ten jest wyznaczany
na podstawie badań składników aktywnych oraz badań aplikacyjnych preparatów.
Producenci, w czasach kiedy na nic nie mamy czasu, dążą do stworzenia
produktów, które w jak najkrótszym czasie dadzą jak najbardziej spektakularny
efekt. Poza tym jeśli chodzi o czas aplikacji, to jest to cecha osobnicza:
jedne włosy potrzebują mniej czasu na wchłonięcie składników aktywnych, inne
więcej. Dobrze jest, znając swoje włosy i ich potrzeby oraz sposób użycia
kosmetyku, dobrać czas odpowiedni dla siebie.
Jestem ciekawa, czy któreś
z poruszanych w wywiadzie zagadnień was zaskoczyło lub okazało się nowością?
Jak często korzystacie z masek i odżywek i czy – zgodnie z powyższymi
wytycznymi – robicie to prawidłowo?
Każda
z was, która rozjaśnia lub farbuje włosy na jasne odcienie, pewnie się ze mną zgodzi, że
kosmetyków tonujących blond jest w drogeriach stacjonarnych jak na
lekarstwo, a jeśli już są, to zazwyczaj słabo działające odżywki w sprayu lub
szampony naszpikowane silnymi detergentami. Kiedyś miałam więc spory problem z
dorwaniem tego typu dobrych kosmetyków, do czasu aż odkryłam odżywkę Davines. W
moim przypadku okazała się niezbędna, ponieważ moje włosy dość szybko zmieniają
kolor na coraz bardziej żółty (sporo winy za to ponosi olejowanie). Parokrotnie
już pokazywałam wam ten produkt na blogu i Instagramie, długo z uporem maniaka (i błędnie!) nazywając go
„maską”. Wszystko przez typowe dla masek opakowanie. Dość dobrze go już przetestowałam i dziś chciałabym napisać wam o nim coś więcej.
Oceny
cząstkowe: dobry, neutralny, słaby.
Opakowanie
Niby
odżywka, a słoik wygląda, jakby skrywał maskę. Jest jednak wygodny, łatwo się
odkręca i nie sprawia problemów.
Zapach
Bardzo
go lubię, chociaż jest intensywny i trudny do zdefiniowania. Wydaje mi się
jednak, że ma w sobie coś tak charakterystycznego, że wszędzie bym go rozpoznała.
Jest słodki i lekko mdławy zarazem.
Aż
siedem substancji działających konserwująco to naprawdę sporo jak na tak krótki
skład. Na dłuższy też. To jedyny minus tej odżywki i szczerze mówiąc nie wiem,
dlaczego producent zdecydował się upchać tu aż tyle konserwantów. Gdyby
znajdowała się w tubce, a nie słoiku, pewnie byłoby ich mniej (słoiki są
najmniej higienicznym typem opakowania, bo wkładamy do kosmetyku ręce i
nadkażamy go). Wprawdzie jest tu też kilka parabenów,
o których zaletach już wam pisałam, ale jednak… lekka przesada.
Poza
nimi skład jest bardzo dobry: znajdziemy tu – poza fioletowym barwnikiem, który
działa tonizująco na jasne włosy – także proteiny, emolienty i nawilżacze. Do
tego filtry UV i witaminę E, która też działa ochronnie przed promieniami
słonecznymi.
Działanie
Dla
mnie bardzo dobre: odżywka faktycznie ochładza kolor jasnych włosów,
jednocześnie je pielęgnując. Nie wysusza, nie niszczy, włosy są po niej
odżywione, ładnie się układają, błyszczą i łatwo rozczesują. Zdecydowanie wolę
ją niż każdy inny tonizująco działający kosmetyk, który testowałam do tej pory.
Konsystencja
i wydajność
Ja
używam tej odżywki najczęściej raz w tygodniu, a najrzadziej – raz na trzy
tygodnie. Starcza mi na kilka miesięcy. Ma piękny, intensywnie szafirowy kolor.
Cena i dostępność
Niestety,
produkty Davines to kosmetyki fryzjerskie i kupimy je wyłącznie we fryzjerskich
sklepach. Ja w tę odżywkę zaopatruję się zawsze w hurtowni „Fale, loki, koki”,
ponieważ jedną z jej filii mam nieopodal domu. Niestety, za każdym razem
okazuje się, że nie ma jej na stanie i muszę czekać, aż przywiozą ją dla mnie z
magazynów. To często trwa tydzień, a czasem nawet dwa… Cena też jest wysoka –
odżywka kosztuje 90-100 zł.
Podsumowanie
Mimo
wysokiej ceny i trudnej dostępności wykańczam już drugie opakowanie tej
odżywki, tak bardzo ją lubię. Póki co to najlepszy kosmetyk ochładzający blond,
z jakim miałam do czynienia. Polecam każdemu, kto chce unikać silnych
detergentów w tonizujących szamponach i szuka kosmetyku, który nie tylko będzie
pozwalał unikać żółtych tonów we włosach, ale też będzie je faktycznie pielęgnował.