niedziela, 13 maja 2018

Strzyżenie włosów – po czym poznamy dobrego fryzjera? | 5 umiejętności, którymi powinien cechować się fachowiec


Chyba każda z nas ma jakieś nieprzyjemne doświadczenia związane z wizytą u fryzjera – ile to razy czytałam w komentarzach czy wiadomościach prywatnych opinie rozżalonych dziewczyn, które wróciły do domu z za krótkimi, źle obciętymi lub nieodpowiednio ufarbowanymi włosami… (przy okazji przypominam, że w wyjątkowych przypadkach można reklamować usługę fryzjerską). Czasem takie sytuacje są winą klientek, które nie potrafią jasno i precyzyjnie określić swoich oczekiwań, innym zaś – samych fryzjerów. I właśnie na tym ostatnim aspekcie chciałabym się skupić w tym wpisie.

Zadajmy więc sobie pytanie: po czym poznać, że fryzjer jest fachowcem i nie wybiegniemy od niego z płaczem? Niestety, nie wiadomo tego od momentu przekroczenia progu salonu – na ogół to, jaki jest dany fryzjer, okazuje się już podczas wizyty. Nie ma też co liczyć na to, że bardzo drogi fryzjer, przez wielu określany „najlepszym w mieście”, faktycznie okaże się taki idealny – przekonałam się o tym osobiście i widzę to po wielu opiniach moich czytelniczek.

Warto jednak znać kilka zasad, po których rozpoznamy dobrego fachowca – jeśli się do nich stosuje, możemy być spokojniejsze o to, co mamy na głowie. Oto 5 według mnie najważniejszych.

1. Przejmuje inicjatywę, ale uwzględnia preferencje klientki

Co przez to rozumiem? Przede wszystkim najpierw pyta o to, jakie są nasze dokładne oczekiwania, jak się do tej pory strzygłyśmy i co nam ewentualnie nie odpowiada. Potem wyraża swoje zdanie i – jeśli to konieczne – proponuje coś od siebie. W skrócie: zamiast zapytać „jak obcinamy?”, pyta – „Jak była pani ostatnio strzyżona” i potrafi doradzić.
Dzięki temu mamy pewność, że:
  • zna się na swojej pracy,
  • nie traktuje wszystkich klientek jak klonów, do każdego podchodzi indywidualnie,
  • nie idzie na łatwiznę, byle tylko jak najszybciej skończyć, zależy mu na tym, by klientka była zadowolona i wyglądała jak najlepiej.

Jeśli fryzjer pyta was tylko „to jaką by pani chciała fryzurę?” i po usłyszeniu odpowiedzi bez zastrzeżeń sięga po nożyczki, to albo trafiłyście w dziesiątkę i ta fryzura faktycznie jest świetnym pomysłem, albo… lepiej wiać.

2. Ustala kształt fryzury przed myciem głowy klientki

Jeśli byłyście kiedyś u fryzjera, który najpierw umył wam głowę, a dopiero potem pytał o to, jak chcecie być obcięte, to na pewno wiecie, co mam na myśli. Kiedy włosy są mokre, fryzjer nie jest w stanie ocenić, jak się układają, dokąd powinny być skrócone i w jakiej fryzurze wam do twarzy. Takie szczegóły ustala się na samym początku.

3. Przekonuje do konkretnego cięcia lub koloryzacji realistycznymi argumentami

Tutaj zasada jest prosta: zamiast mówić ogólnikami typu „obetnę troszeczkę”, wyraża się jasno – „proponuję obciąć pani włosy do ramion, dzięki czemu fryzura zyska na lekkości”. Chodzi o konkrety: „troszeczkę” dla każdego znaczy coś innego. Fryzjer może mieć przez to na myśli ścięcie znacznie większej ilości włosów niż klientka sobie życzy i… chyba właśnie przez to są nieporozumienia.

Jeśli fryzjer nie jest konkretny, dopytajmy o szczegóły zanim chwyci za nożyczki. Jeśli doradza znaczącą zmianę fryzury, porozmawiajmy o argumentach: dlaczego uważa, że to dobry pomysł? Czy może to jakoś uzasadnić? Czy tylko „tak mu się wydaje, że to będzie nam pasować”? Bazowanie na rzeczowych argumentach powinno być podstawą i dla nas, klientek, i dla fryzjera.

4. Umie dobrać fryzurę do kształtu twarzy klientki

Wiem, że są klientki, które sugerują się fryzurami gwiazd lub tymi, które są akurat modne, i proszą o takie właśnie cięcie. Niestety, to co pasuje Jessicy Albie czy Jennifer Aniston niekoniecznie musi wyglądać równie pięknie na nas… i odwrotnie! Fryzura powinna pasować do naszego kształtu twarzy i trybu życia, a także do rodzaju naszych włosów. A fryzjer powinien umieć doradzić klientce inne cięcie jeśli wie, że to, które chce, okaże się dla niej katastrofą. Bo powinien to wiedzieć.

5. Napręża włosy przy obcinaniu i obcina je pod kątem prostym

To taki techniczny niuans, ale oddziela dobrych fryzjerów od złych. Serio, inaczej cięcie jest po prostu krzywe. Podobnie krzywe będzie, jeśli fryzjer nie stoi na wprost obcinanego pasma.

Czy wasi fryzjerzy spełniają te zasady? Zwracałyście na nie wcześniej uwagę?

PS. Mój blog znalazł się w rankingu najlepszych blogów poświęconych pielęgnacji włosów, będzie mi bardzo miło, jeśli na mnie w nim zagłosujecie! Głosowanie odbywa się tutaj i potrwa do 17 maja, można oddawać jeden głos dziennie :)

Polecam też:

piątek, 4 maja 2018

Recenzja: Cece of Sweden, Hello Nature, odżywka do włosów Coconut Oil


To już czwarta recenzja odżywki Cece of Sweden, którą mam okazję napisać na ten blog. Pozostałe trzy możecie podejrzeć pod poniższymi linkami, a przyznam szczerze, że warto, bo – przynajmniej u mnie – przynajmniej dwie z nich sprawdziły się naprawdę bardzo dobrze:

  • Cece of Sweden, Cece Med, odżywka do włosów suchych i zniszczonych z jedwabiem 
  • Cece od Sweden, Cece Med, Argan conditioner (odżywka z olejem arganowym do włosów suchych i zniszczonych)
  • Cece of Sweden, Cece Med, odżywka do włosów Prevent Hair Loss

  • Gdy więc wraz z paczką  „Box Only you” otrzymałam do testów nową odżywkę tej marki, bardzo się ucieszyłam wierząc, że i z niej będę zadowolona. Oto moje obserwacje. 

    Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

    Opakowanie

    Wielki plus za przeźroczystość opakowania, bo dzięki temu wiedziałam, jak dużo odżywki jest jeszcze w środku. Butelka ma odkręcany korek – i dobrze, bo inaczej trudno byłoby mi wycisnąć odżywkę ze środka… ale o tym napiszę za chwilę, w części poświęconej konsystencji tego kosmetyku.

    Zapach

    Uwielbiam zarówno smak, jak i zapach kokosa, więc jak dla mnie odżywka pachnie cudownie: kokosowo z lekką domieszką jakiegoś słodkiego dodatku. Bardzo lubiłam ten zapach.


    Skład

    Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Glycerin (gliceryna), Dimethicone (silikon zmywalny łagodnym szamponem), Stearamidopropyl Dimethylamine (odżywia, kondycjonuje, działa antystatycznie), Behentrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Quaternium-87 (antystatyk, nadaje miękkość, połysk, ułatwia rozczesywanie, nadaje objętość), Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Simmonosia Chinensis (Jojoba) Seed Oil (olej jojoba), Macadamia Ternifolia Seedoil (olej macadamia), Tocopheryl Acetate (witamina E), Panthenol (pantenol), Ceteareth-20 (emulgator), Isopropyl Alcohol (alkohol, którym może wysuszać włosy), Propylene Glycol (rozpuszczalnik, nawilżacz), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexyglycerin (konserwant), Citric Acid (wpływa na pH), Parfum (zapach), Benzyl Alcohol (alkohol, którym może wysuszać włosy), Hydroxycitronellal (składnik zapachowy).

    Nie byłam pewna, do jakiej kategorii kolorystycznej zaliczyć tę odżywkę (zielonej –dobry – czy niebieskiej – średni), ponieważ z jednej strony mamy tu naprawdę sporą ilość świetnych substancji, ale z drugiej – pod koniec składu znajdują się aż dwa wysuszające alkohole. Ostatecznie nadałam produktowi kolor zielony, ale zastrzegam, że te dwa alkohole się w nim znajdują i trzeba korzystać z niego z rozwagą. Myślę, że jest ich niewiele, ale jeśli ktoś ma suche włosy, to powinien na nie uważać i nie używać tego takiego kosmetyku po każdym myciu.

    Przejdźmy do plusów, bo jest ich sporo: przede wszystkim naprawdę dużo, bo aż pięć, olejów, do tego Quaternium-87, którego działanie obejmuje nadawanie objętości, miękkości i połysku, wygładzanie, a także ułatwianie rozczesywania, czy kondycjonujący i odżywiający Stearamidopropyl Dimethylamine na czele składu.

    Jest tu też jeden silikon – dla jednych będzie to plus, dla innych minus, trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest on silny i zmyje się z włosów pod wpływem działania łagodnego szamponu.

    Generalnie skład odżywki jest emolientowo-nawilżający, jest to więc dobry wybór dla osób, które szukają kosmetyku bez zawartości protein.


    Działanie

    Kiedyś, jak miałam bardzo zniszczone włosy, olej kokosowy bardzo mi je puszył i nie mogłam go używać. Było mi wtedy szkoda, bo bardzo go lubię chociażby za sam zapach, ale niestety – nie dało rady go stosować. Teraz sięgam po niego bez większych obaw, przynajmniej w kosmetykach. Ta odżywka jest na to dowodem, bo świetnie się na moich włosach spisywała: były po niej gładkie, sypkie, lśniące, ładnie się układały i nie puszyły. Nakładałam ją zgodnie z zaleceniami na 2-3 minuty po myciu, a następnie spłukiwałam.

    Konsystencja i wydajność

    Tutaj mały zgrzyt: odżywka jest bardzo gęsta i kleista, przez co jej wydobycie z opakowania było dla mnie dość trudne. Za każdym razem odkręcałam korek, odwracałam butelkę do góry nogami i kilkakrotnie mocno uderzałam w jej tył, by – po kilkunastu sekundach – doczekać się wypłynięcia (a raczej wypadnięcia) odrobiny produktu. Wydajność odżywki jest jednak spora, na pewno – o ile ktoś nie ma bardzo gęstych i długich włosów – starczy na kilka tygodni.

    Cena i dostępność

    Odżywka kosztuje około 20 zł. Możemy ją kupić m.in. w niektórych drogeriach internetowych. 

    Podsumowanie

    Szczerze polecam tę odżywkę, bo to kosmetyk wart uwagi. Nawet jeśli wasze włosy źle reagują na olej kokosowy, warto ją wypróbować, ponieważ nagromadzenie innych olejów, a więc emolientów, powinno załagodzić teoretycznie puszącego „kokosa”. U mnie tak właśnie było. 


    Miałyście okazję przetestować tę odżywkę? Lubicie olej kokosowy w kosmetykach?

    Polecam:

  • Jak wyznaczyć idealne miejsce na przedziałek?
  • Najlepsze wyszukiwarki składników kosmetyków
  • Jak oszukują nas producenci kosmetyków?

    • niedziela, 29 kwietnia 2018

      Aktualizacja włosów – zima 2018 | Fotorelacja z ostatnich miesięcy


      Tę zimę zapamiętam jako wyjątkowo krótką i ciepłą, czyli prawie idealną! Muszę przyznać, że to dla mnie najgorsza pora roku i zawsze z utęsknieniem czekam na wiosnę. Tej w 2018 nie ma wcale, bo w zasadzie od razu „przeskoczyliśmy” do lata – tym lepiej! Pogoda jest przepiękna i trudno sobie obecnie wyobrazić, że jeszcze miesiąc temu chodziliśmy w zimowych kurtkach.

      Jeśli chodzi o włosy, to na początku tego roku zdążyły mi już nieco odrosnąć po drastycznym i pamiętnym obcięciu, które opisałam w rocznym podsumowaniu. Gdy sięgnęły kilka centymetrów za ramiona, zyskały dociążenie i zaczęły się wreszcie lepiej układać. Na szczęście, bo od połowy września do grudnia strasznie się z nimi męczyłam: okazało się, że gdy są zbyt krótkie, stają się jeszcze lżejsze. W sumie jest to logiczne, ale nie wzięłam wcześniej pod uwagę, że będą AŻ TAK lekkie. Na co dzień wiązałam je więc lub upinałam, bo doprowadzały mnie do szału.  

      Pod koniec marca odwiedziłam moją fryzjerkę Martę, która zafarbowała i stonowała mi włosy. Jeśli czytacie mojego bloga regularnie, wiecie, że moje włosy mają taki pigment, który sprawia, że bardzo szybko zyskują ciepły odcień… którego nie cierpię. Kiedy więc farbuję je na chłodny blond, dość szybko robią się coraz bardziej żółte. Oczywiście walczę z tym jak tylko mogę, stosując „fioletowe” kosmetyki (na przykład moją ukochaną maskę Davines), jednak na dłuższą metę odcień i tak się ociepla. Aby więc go zmienić i pokryć odrosty, udaję się do mojej fryzjerki.



      Muszę wam tutaj wspomnieć, że Marta farbuje moje włosy zupełnie inaczej niż robili to do tej pory inni fryzjerzy, do których chodziłam: przede wszystkim nie nakłada farby na całe włosy, tylko zabarwia je na zasadzie refleksów. Tym sposobem mój naturalny kolor włosów jest wpleciony w jaśniejszy, farbowany, a dzięki temu mogę spokojnie nie farbować włosów 5-6 miesięcy i odrosty nie są widoczne. Polecam wam ten sposób, bo dużo mniej niszczy włosy, a do tego wygląda lepiej i nie wymaga tak częstego odwiedzania fryzjera!

      Jeśli chodzi o nowości kosmetyczne, które ostatnio stosuję, to na pewno warto wspomnieć o peelingu Biovax Botanic, którego używam już od kilku tygodni i już mam prawie przygotowaną jego pełną recenzję. Póki co produkt ten świetne wypełnia u mnie lukę spowodowaną wykończeniem peelingu trychologicznego marki Alcantara.



      Generalnie – znowu, jeśli czytacie mnie regularnie, to wiecie – bardzo doceniam wszelkie kosmetyki do skóry głowy: szampon to trochę za mało żeby o nią zadbać, konieczna jest jakaś wcierka, a dobry peeling to już pełnia szczęścia. Tym bardziej, jeśli ktoś – tak jak ja – ma skórę głowy skłonną do podrażnień, która często swędzi.

      Zimą dokładnie przetestowałam także osławiony zestaw Hair Jazz, który (według producenta) trzykrotnie przyspiesza porost włosów. Od początku byłam nastawiona do niego sceptycznie i nie pomyliłam się. O moich obserwacjach i efektach możecie poczytać w recenzji kosmetyków Hair Jazz

      Kosmetyki, które (poza peelingiem) stosowałam tej zimy, możecie zobaczyć poniżej.

      Na koniec chciałabym jeszcze tylko dodać, że w drugiej połowie kwietnia blog zyskał 3 mln wyświetleń. Bardzo wam dziękuję za zaglądanie do mnie – ta liczba naprawdę robi wrażenie i bardzo mnie cieszy!

      Jakich kosmetyków używałam zimą?

      Styczeń i luty upłynęły mi pod znakiem testowania kosmetyków Hair Jazz – dopiero na początku marca zaczęłam sięgać po inne produkty. Dokończyłam więc szampon Regenerum, a z odżywek – Sea Mineral Moisture Organix i ochładzającą kolor włosów Davines.

      Do olejowania stosowałam w zasadzie wyłącznie Nanoil i maleńki różany Alteya Organic, a jako maskę – arganową GlySkinCare. Poza tym dokończyłam lotion oczyszczający skórę głowy MonRin, a także suchy szampon Klorane i olejek do końcówek Cameleo.


      Zimowe migawki z Instagrama


      A jak wam minęła zima? :)

      Zapraszam na: Facebook | Instagram

      Zobacz też:

      Popularne w tym miesiącu: