czwartek, 7 grudnia 2017

Recenzja: L’oreal, odżywka „Odnowa włosa” Pro Fiber


Serię Pro Fiber – odżywkę i szampon – zaczęłam testować w marcu, gdy przez cały miesiąc stosowałam tylko i wyłącznie kosmetyki fryzjerskie i trychologiczne. Od początku zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Teraz, po około dwunastu tygodniach testowania (w międzyczasie odstawiłam je na bok i wstrzymałam się z oceną), chciałabym Wam opisać, jak sprawdziła mi się odżywka z tej serii i czy warto ją kupić.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Plastikowa butelka o ciekawym, wydłużonym kształcie. Niestety, korka nie da się odkręcić, ale opakowanie można postawić na nim do góry nogami, co ułatwia pod koniec testowania spływanie odżywki.

Zapach

Mocny, słodki i wyrazisty. Mnie się bardzo podoba.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Glycerin (gliceryna), Behentrimonium Methosulfate (ułatwia rozczesywanie), Aminopropyl Triethoxysilane (składnik mający pogrubiać włosy), Amodimethicone (silikon usuwalny za pomocą łagodnych szamponów), Behentrimonium Choride (konserwant, antystatyk), Phenoxyethanol (konserwant), Lacid Acid (kwas mlekowy), Isopropyl Alcohol (wysuszający alkohol), Trideceth-6 (emulgator), Chlorhexidine Digluconate (substancja bakteriobójcza), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Citronellol (składnik zapachowy), Cetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Geraniol (składnik zapachowy), Benzyl Alcohol (wysuszający alkohol), Limonene (składnik zapachowy), Hydroxycitronellal (składnik zapachowy), 2-oleamido-1,3-octadecanediol (emulgator, kondycjoner), Benzyl Salicylate (konserwant), Citric Acid (reguluje pH), Parfum (zapach).

Dawno – w tak krótkim składzie – nie widziałam tylu konserwantów, wysuszających włosy alkoholi i składników zapachowych. Zatrzęsienie. Poza jednym składnikiem, który – według tego, co wyczytałam na zagranicznych stronach – producent opisuje jako element wpływający na pogrubienie włosów, nie ma tu nic nadzwyczajnego. Trochę emolientów, antystatyków i gliceryna. W porównaniu do wielu innych kosmetyków ten skład wypada naprawdę blado.


Działanie

I tu niespodzianka, bo pomimo wątpliwego składu odżywka Pro Fiber działała na moje wlosy naprawdę dobrze: wygładzała włosy, sprawiała, że były puszyste, może nawet zauważałam efekt pogrubienia, o którym pisze producent. Byłam zadowolona z jej działania tym bardziej, że bardzo zmiękczała włosy – i chociaż moje są miękkie z natury, po tym kosmetyku stawały się jeszcze przyjemniejsze.

Niestety, po wielu tygodniach stosowania tego i innych produktów z Isopropyl czy Benzyl Alcohol w składzie, zauważyłam, że włosy zaczęły mi się przesuszać. Nie twierdzę, że to wina tylko tej odżywki, ale jestem pewna, że była jedną z „cegiełek”, które przyczyniły się do tego stanu. Tym bardziej, że zawiera aż dwa wysuszające alkohole. Dlatego uważam, że efekt doraźny był super, ale na dłuższą metę – dla mnie nie jest to jednak odpowiedni produkt.

Konsystencja i wydajność

Odżywka starczyła mi na około 3-miesiące stosowania. Sięgałam po nią mniej więcej co 2-4 mycia.

Cena i dostępność

Odżywka kosztuje około 67 zł za 200 ml. Moim zdaniem to dość wysoka cena. Kupimy ją w salonach fryzjerskich lub przez internet.

Podsumowanie

Mam bardzo mieszane odczucia co do tej odżywki. Z jednej strony podobał mi się – przynajmniej przez kilka pierwszych tygodni – efekt, jaki dawało jej użycie, z drugiej zaś – ten skład zdecydowanie nie zachęca. Według mnie to produkt, który można mieć w szafce na większe wyjścia, kiedy chcemy, aby włosy wyglądały ładnie, ale nie na co dzień. W pozostałe dni wolałabym sięgać po coś lepszego pod względem składu.

Znacie tę odżywkę Pro Fiber? Chciałybyście ją przetestować?


Polecam:

niedziela, 3 grudnia 2017

„Aqua with infusions of…” – co to znaczy i czy kosmetyki, które ją zawierają, to wielka ściema?


Kiedy kilka lat temu w Polsce rozpoczął się boom na kosmetyki rosyjskie, nie od razu mu się poddałam. Z czasem jednak, z ciekawości i po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji, zdecydowałam się zamówić kilka produktów właśnie z tego rejonu świata (głównie marki Agafii) przez internet. Efekt był taki, że niektóre z nich (na przykład Aktywne serum ziołowe na porost włosów czy Maska do włosów z glinką) sprawdziły się u mnie naprawdę dobrze, inne zaś (na przykład Łopianowa maska do włosów) – co najwyżej średnio. Ta ostatnia może nie bez powodu okazała się klapą, bo na pierwszym miejscu jej składu widnieje określenie „aqua with infusions”. Co to oznacza?

„Aqua with infusions of”, czyli woda z wyciągiem z roślin

Określenie „Aqua with infusions of” możemy spotkać zwykle na początku składów kosmetyków, zazwyczaj tych, które stawiają na naturalność. Oznacza, że w produkcie użyto hydrolatu z domieszką użytych w dalszej części składu elementów – głównie ziół i owoców. Innymi słowy jest to woda z ekstraktami, ponieważ w hydrolatach ilość składników czynnych jest naprawdę znikoma i może wynosić maksymalnie 5% przy składnikach aktywnych i 0,02-0,5% przy olejkach eterycznych. Bogactwem nazwać tego nie można.


Warte kupna czy nie?

Czy w związku z tym kosmetyki, które zamiast „pełnoprawnych” składników zawierają „aqua with infusions” to ściema i nie warto ich kupować? Moim zdaniem i tak, i nie.

Z jednej strony kosmetyki, których jedynym składnikiem jest hydrolat, po prostu nie mogą być wybitne – działają bardzo słabo i nie wierzę, by mogły na dłuższą metę regenerować włosy i poprawiać ich kondycję (albo poprawa ta będzie minimalna).

Z drugiej zaś, hydrolat też ma określone działanie, a nie wszystkie składniki można i należy stosować w większym stężeniu z uwagi na to, że mogą uczulać i podrażniać. Ściemą bym ich więc nie nazwała – producent podaje przecież wyraźnie w składzie INCI, z czym mamy do czynienia. A to, że wielu konsumentów nie rozumie tego zwrotu, to już inna sprawa…

Muszę jednak przyznać, że lista „aqua with infusions of…” może wprowadzić w błąd – zazwyczaj w pośpiechu patrzymy tylko na słowo „aqua” na początku składu (woda występuje przecież prawie zawsze na początku składów kosmetyków), a potem na długą listę składników aktywnych, ciesząc się, że produkt jest taki bogaty…

Jestem ciekawa, czy wiedziałyście wcześniej, co oznacza określenie „aqua with infusions of…” i czy używacie kosmetyków, których lista INCI zaczyna się od tego zwrotu? Co o nich myślicie?


Polecam:

piątek, 1 grudnia 2017

Recenzja: Termissa, Nawilżający szampon do włosów


Od dawna poszukuję nowych szamponów, które nie zawierałyby SLS, SLES i innych mocnych detergentów. Dlatego z miłą chęcią zaczęłam testować szampon Termissa na bazie wody termalnej z Podhala – ten polski i chyba jeszcze mało popularny produkt okazał się być naprawdę wart uwagi.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Plastikowe i nieprzeźroczyste, ale wygodne w użytku: korek łatwo się odkręcał i nie zacinał, a szampon bez problemu można było z opakowania wycisnąć. Butelka pakowana jest w kartonowe pudełko – na jednym i drugim znajduje się informacja o produkcie, sposobie użycia oraz składzie.

Zapach

Bardzo przyjemny, lekko słodki i kojący. Nie nudził mi się mimo długiego stosowania szamponu.


Skład

Aqua (woda), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Sodium Lauroyl Lactylate (emolient, emulgator), Sodium Isostearoyl Lactylate (emolient, emulgator), Avena Sativa Kernel Extract (wyciąg z nasion owsa), Hydroxypropyltrimonium Honey (pochodna miodu), PEG-120 Methyl Glucose Trioleate (emolient, surfaktant), Propanediol (glikol roślinny, nawilża i konserwuje), Alcohol denat. (wysuszający alkohol), Oryza Sativa Extract (wyciąg z ryżu), Hydrolyzed Wheat Protein (hydrolizowane proteiny pszenicy), Phenethyl Alcohol (naturalny konserwant), Proline (aminokwas), Alanine (aminokwas), Serine (aminokwas), Citric acid (kwas cytrynowy, reguluje pH), Biotin (biotyna), Parfum (zapach), Benzyl Alcohol (wysuszający alkohol) (and) Salicylic Acid (and) (kwas salicylowy, działa przeciwzapalnie, oczyszcza) Glycerin (gliceryna, nawilża) (and) Sorbic Acid (konserwuje, dopuszczalny w naturalnych kosmetykach), Sodium Hydroxide (reguluje pH).

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to naprawdę imponująca ilość składników działających nawilżająco na włosy – od razu widać, że nazwa szamponu nie jest przypadkowa. Jest to coś, co warto podkreślić już na wstępie. Druga ważna sprawa to brak silnych detergentów – wiem, że wiele z was szuka takich produktów, nie tylko po keratynowym prostowaniu, więc warto o tym wspomnieć. Ja sama staram się częściej sięgać po takie łagodne szampony, a jak wszyscy wiemy, nie ma ich na rynku niestety zbyt wiele.

Skład szamponu Termissa jest zresztą bardzo bogaty: znajdziemy tu wspomniane już nawilżacze, aminokwasy i inne cenne dodatki, z których warto wyróżnić wyciąg z nasion owsa, który działa nawilżająco, zmiękczająco czy przeciwświądowo, a także wyciąg z ryżu o działaniu łagodzącym, nawilżającym i wzmacniającym. Z ciekawostek wspomnę też o pochodnej miodu – Hydroxypropyltrimonium Honey – którą też tu znajdziemy, a która przenika do wnętrza włosa, bardzo dobrze nawilża i zapobiega rozdwajaniu się końcówek.

Do tego plus za brak barwników i substancji zapachowych, a minus – za aż dwa wysuszające alkohole. Jeden z nich znajduje się pod koniec składu, więc pewnie nie ma go zbyt dużo. Myślę jednak, że w otoczeniu tak wielu nawilżaczy oba alkohole nie robią krzywdy, czego dowodzi zresztą efekt, który szampon daje na włosach – ale o tym za chwilę.


Działanie

Używałam go regularnie i byłam zadowolona z jego działania: dobrze domywał nawet włosy po olejowaniu, nawilżał, włosy były po nim dość błyszczące i wygładzone. Na szczęście nie zauważyłam, żeby widoczne w jego składzie alkohole przesuszały mi włosy, nie przyspieszał też przetłuszczania mimo bogatego składu.

Konsystencja i wydajność

Szamponu Termissa zaczęłam używać w pod koniec sierpnia, a kończę go dopiero w tym tygodniu – to pokazuje, że jest bardzo wydajny. Tym bardziej, że stosowałam go średnio 2 razy w tygodniu. Początkowo myślałam, że szybko się skończy, ponieważ jest bardzo rzadki – to jego drobny minus, bo może przeciekać przez palce, jeśli wylejemy go na dłoń. Idealnie nada się więc do metody kubeczkowej.

Pewnie zastanawiacie się, czy brak silnych detergentów sprawia, że szampon słabo się pieni – otóż odpowiadam, że nie, pieni się naprawdę dobrze. Ja nie widzę znaczącej różnicy.

Cena i dostępność

Szampon kupimy przez internet – głównie na stronie producenta. Żałuję, że nie stacjonarnie, przez to jego zakup nie jest tak prosty, jak produktów drogeryjnych. Jego cena nie jest wygórowana – kosztuje 30,27 zł.

Podsumowanie

Ten szampon to moje odkrycie w kategorii produktów bez silnych detergentów mijającego roku. Naprawdę dobrze się u mnie sprawdzał i uważam, że warto po niego sięgnąć. Także teraz, zimą, by nawilżyć włosy i skórę głowy. Obecnie testuję też odżywkę z tej samej serii i już wkrótce napiszę, czy jest również godna polecenia.


Znacie markę Termissa? Kupiłybyście ten szampon?

Popularne w tym miesiącu: