niedziela, 21 maja 2017

Niedziela dla włosów (9): szampon Gliss Kur i maska Kérastase


Minęły już wieki od ostatniego wpisu z serii „Niedziela dla włosów”, a patrząc na ilość wyświetleń dużo osób bardzo lubi tę serię, więc postaram się do niej przynajmniej od czasu do czasu wracać. Muszę przyznać, że już od dawien dawna nie eksperymentuję z włosami tak, jak na początku mojej fascynacji włosomaniactwem (to określenie wciąż przyprawia mnie o gęsią skórkę!) – mam na myśli stosowanie półproduktów i składników naturalnych – mimo to jednak korzystam z różnych kosmetyków i – uwierzcie mi – efekty ich użycia bywają naprawdę rozmaite…

Tym razem zastosowałam trzy produkty, a ich wybór był podyktowany chęcią zestawienia ze sobą kosmetyku taniego i łatwo dostępnego (szampon Gliss Kur) z drogim i trudniejszym do kupienia (maska Kérastase). Do zabezpieczania końcówek użyłam zaś Olejku w kremie Marion. Wszystkie te produkty możecie zobaczyć w moim koszyku zakupowym w sklepie Amfora, z którym obecnie współpracuję – taki koszyk umożliwia pokazanie innym swojego zamówienia, odłożenia finalizacji zamówienia na później (przyznam, że często brakowało mi tej funkcji w niektórych sklepach internetowych) czy skompletowania swojej zakupowej listy życzeń.

Po rozczesaniu włosów umyłam je więc szamponem Gliss Kur Fiber Therapy – to nowa seria firmy Schwarzkopf, którą miałam okazję poznać kilka tygodni temu na konferencji prasowej marki (szczegóły takich spotkań pokazuję zawsze na fan page’u). Szampon przeleżał trochę w szafce, ale wreszcie miałam okazję go użyć. Pierwsze wrażenie? Ładnie pachnie i dobrze oczyszcza, czyli działa tak, jak się spodziewałam.

Następnie odsączyłam włosy z wody i nałożyłam na nie nieco maski Kérastase Elixir K Ultime na 5 minut. Stosuję ją od kilku tygodni i muszę przyznać, że pachnie obłędnie, a jej zapach długo utrzymuje się na włosach.

Po kilku minutach zmyłam maskę, a odsączone w koszulkę włosy zostawiłam na chwilę, po czym podsuszyłam je lekko suszarką chłodnym nawiewem. Na końcu nałożyłam na nie odrobinę (to słowo klucz w przypadku tego kosmetyku!) olejku w kremie Marion – testuję go już od dawna i wiem, że przy większej ilości bardzo obciąża i skleja moje włosy.

W efekcie włosy były puszyste, świeże i wygładzone – łatwo się rozczesywały i nie plątały. Zdjęcie jak zwykle nie oddaje kolorystyki, szczególnie na czubku głowy, która wyszła bardzo ciemno, jednak myślę, że widać przynajmniej to wygładzenie. Będę dalej testować użyte tego dnia kosmetyki w innych konfiguracjach – ciekawe czy w towarzystwie innych produktów będą działały podobnie, czy zupełnie inaczej. 


Znacie kosmetyki, których użyłam? Który z nich najbardziej chcielibyście przetestować?

Polecam inne wpisy z tej serii:

czwartek, 18 maja 2017

Recenzja: Vichy, Dercos, Odżywczo-regenerująca bogata maska do włosów suchych i zniszczonych


W drugiej połowie kwietnia dostałam do testów kosmetyk marki Vichy – maskę Dercos, której działanie nakierowane jest na pielęgnację włosów suchych i zniszczonych. Tego typu produkty sprawdzają się na moich włosach najlepiej – każdy, kto farbuje włosy na blond, wie, że rozjaśnianie i farbowanie mocno na nie wpływa (nawet jeśli – tak jak ja – męczy się w ten sposób włosy jedynie dwa razy w roku), a do tego nie zawsze udaje mi się uniknąć używania suszarki (chociaż zwykle używam tylko letniego nawiewu). Regeneracja włosów zawsze mi się więc przydaje.

Wcześniej niejednokrotnie miałam już okazję używać kosmetyków Vichy, pierwszy raz jednak korzystałam z produktu do włosów tej marki. Byłam więc naprawdę ciekawa, jak się sprawdzi.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Odkręcany plastikowy słoiczek o pojemności 200 ml, który kupujemy w tekturowym opakowaniu z naklejką w języku polskim.

Zapach

Bardzo delikatny, trudny do opisania, lekko mdły i wyczuwalny tylko po podetknięciu maski pod sam nos. Nie pozostawia zapachu na włosach.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Paraffinum Liquidum (parafina – emolient), Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate (składnik myjący, zmiękcza i kondycjonuje), Cetyl Esters (wosk syntetyczny, emolient), Amodimethicone (silikon zmywalny łagodnym szamponem), Arginine (aminokwas), BHT (przeciwutleniacz), Caprylyl Glycol (zapobiega wysychaniu kosmetyku), Carthamus Tinctorius Oil (olej z nasion krokosza barwierskiego), Cetrimonium Chloride (ułatwia spłukiwanie kosmetyku), Chlorhexidine Digluconate (konserwant), Citric Acid (regulator pH), Cysteine (aminokwas), Ethylhexyl Methoxycinnamate (filtr UV), Glutamic Acid (działa antystatycznie, odżywia), Proline (wzmacnia cebulki włosów, przeciwdziała łysieniu), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży), Serine (aminokwas, wypełnia uszkodzenia, zapobiega elektryzowaniu się włosów), Trideceth-6 (emulgator), Parfum (zapach).

Już po powyższej kolorystyce widać, że skład maski jest naprawdę bardzo dobry. Na wstępie znajduje się wprawdzie tak nielubiana przez wielu parafina, zadałam sobie jednak nieco trudu, by przeczytać o niej najnowsze doniesienia, z których wynika, że składnik ten wbrew powszechnej opinii nie działa komedogennie (nie sprzyja powstaniu zaskórników), a zamiast tego wygładza, nadaje połysk i zapobiega elektryzowaniu się włosów. Parafina jest u wielu dziewczyn elementem niepożądanym w kosmetykach do twarzy, jednak bardzo lubianym w produktach do włosów (niektórzy kupują ją do tego specjalnie w aptece). Szczególnie maska na suche włosy może mieć ją w składzie i zadziała wówczas na nie bardzo korzystnie.
W masce znajdziemy także kilka ważnych dla zdrowia włosów aminokwasów (w tym argininę, która je wzmacnia,  i l-cysteinę, która działa antyoksydacyjnie, regenerująco i chroni przed szkodliwymi skutkami promieniowania UV), a także bogate w kwasy omega i witaminy oleje: z nasion krokosza barwierskiego, ze słodkich migdałów i z owoców dzikiej róży.


Działanie

Maskę stosowałam mniej więcej co 2-3 mycia, nakładając ją czasem tak, jak zaleca producent, czyli na minutę, a czasem (częściej) na dłużej, zazwyczaj do 5 minut. Przy takim składzie nie obawiałam się przesuszenia ani zbytniego obciążenia włosów i faktycznie, nic takiego nie miało miejsca. W zasadzie jedyne, co mogłabym zaliczyć do działania, które nie do końca mi odpowiadało, było to, że moje włosy, które są delikatne i miękkie i na ogół wymagają większego obciążenia, były po tej masce nieco zbyt lekkie. Poza tym produkt działał naprawdę pozytywnie: odżywiał, regenerował, nabłyszczał i zapobiegał elektryzowaniu. Przy długim i regularnym stosowaniu wierzę, że może naprawdę pomóc odbudować podniszczone włosy. Szczególnie biorąc pod uwagę jego skład.

Konsystencja i wydajność

Maska jest gęsta, ma biały kolor i według mnie jest bardzo wydajna. Na moje włosy wystarcza jej niewielka porcja.

Cena i dostępność

Stacjonarnie maska bywa droga (nawet 80 zł), ale przez internet kupimy ją dużo taniej – zazwyczaj kosztuje około 60 zł.

Podsumowanie

Według mnie maska Dercos – stosowana regularnie lub sporadycznie, jako pomoc w regeneracji włosów – to produkt godny polecenia wszystkim osobom, które chcą odżywić swoje włosy.

Kosmetyk zawiera całą gamę składników przydatnych zniszczonym (i nie tylko) włosom, nie obciążając ich przy tym. Będzie też dobrą bazą ochronną na lato, dzięki chociażby dużej dawce emolientów i filtrowi UV.

Znacie tę maskę? Co sądzicie o kosmetykach do włosów Vichy?

Więcej interesujących informacji o pielęgnacji suchych i zniszczonych włosów przeczytacie także w artykule na blogu Vichy: tutaj


Polecam:

niedziela, 14 maja 2017

Opowieści prawdziwe: najstraszniejsze historie fryzjerów


Praca fryzjera wcale nie jest tak lekka i przyjemna, jak się wielu wydaje – nie dość, że fryzjer jest zmuszony na co dzień obcować z różnymi, nie zawsze łatwymi w kontakcie klientami, cały dzień spędza w pozycji stojącej i pochylonej, a przy tym musi mieć talent i często podnosić swoje kwalifikacje (a przynajmniej powinien), to jeszcze jest to zawód wymagający dużych umiejętności interpersonalnych. Co więcej, fryzjerzy spotykają się w swojej pracy z różnymi problemami, z których często inni nie zdają sobie sprawy: brakiem higieny, ryzykiem związanym z zarażeniem się groźną chorobą…

Dla równowagi po niedawnym wpisie, w którym opisałam, czego u fryzjerów nie lubię, tym razem chciałabym zaprosić Was do przeczytania kilku historii, które pokazują tę profesję od zupełnie innej strony i – mam nadzieję – uwrażliwiają na to, że zawód fryzjera bywa naprawdę trudny.

Cytaty, które przetłumaczyłam i wykorzystałam w tym wpisie, pochodzą z dyskusji, która powstała jakiś czas temu na amerykańskim serwisie Reddit. Czytałam je z przerażeniem i uznałam, że są na tyle wstrząsające, a przy tym ciekawe, że warto je zacytować szerszemu gronu odbiorców.


„Pracowałam niegdyś jako recepcjonistka w salonie fryzjerskim. Pewnego dnia zadzwoniła do nas pewna pani, która zapytała, czy mamy u siebie fryzjerkę specjalizującą się w obcinaniu kręconych włosów. Umówiłam ją na wizytę. Okazało się, że była ona przeznaczona dla jej wnuczki. Kiedy rodzina przyszła o umówionej porze, zobaczyliśmy, że matka i babcia są białe, a wnuczka to Afroamerykanka. Najwyraźniej kobiety nie umiały i nie chciały się nauczyć, jak dbać o włosy dziewczynki, która miała na głowie ogromnego, skołtunionego kucyka. Dziewczynka była nieco opóźniona w rozwoju, a kobiety powiedziały, że nie umie myć sobie sama głowy. Jej zapach poczułam, gdy tylko weszła do salonu, a gdy fryzjerka zaczęła myć jej głowę i wylała na nią szampon, woń rozniosła się po wszystkich pomieszczeniach. To było jak cios w brzuch. Fryzjerka musiała podnosić głowę do góry, by chociaż na chwilę zaczerpnąć świeżego powietrza. Powiedziała później, że ogromne płatki łupieżu i brudu utworzyły na jej skórze i włosach skorupę. To, co powinno być 45-minutową wizytą, zamieniło się w pracę, która trwała ponad 4 godziny. Po wszystkim dziewczynka wyglądała świetnie. Było mi jej szkoda, bo było oczywiste, że jej matka i babcia nie zajmowały się nią należycie. Nawet nie umyły jej w domu głowy. Na końcu kupiły nawet kilka rekomendowanych przez fryzjerkę kosmetyków, ale dzień czy dwa dni później wszystko zwróciły” (girlofthewoods).

„Mój mąż jest fryzjerem. Któregoś dnia przyszedł do niego mężczyzna z dredami. Chciał je zgolić. Mąż rozsunął więc dredy, spojrzał na skórę głowy i zobaczył, że jest zielona! Zapytał więc klienta, kiedy ostatnio mył głowę, a ten odpowiedział, że „jakieś trzy lata temu”! Mąż zorientował się, że całą skórę głowy ma pokrytą warstwą ropy, polecił więc klientowi jak najszybciej udać się do lekarza” (anonim).

„Któregoś dnia przyszła do mnie pewna kobieta z 8-letnią córką, aby ją uczesać. Nie była zbyt miła, za to dziewczynka przeciwnie – przesłodka. Niestety, okazało się, że jej mama NIGDY nie zajmowała się jej włosami! Biedaczka miała tak brudne i skołtunione włosy, że pracowały nad nią w salonie trzy lub cztery osoby przez trzy godziny, aby chociaż udało się je przeczesać szczotką… Nigdy nie zapomnę tej uroczej dziewczynki i tego, jaka była wdzięczna za to, że ma wreszcie ładne włosy” (leavingNYCtoday).

„Musiałam kiedyś odmówić wizytę pewnej kobiecie, która umówiła się na usunięcie sztucznych włosów. Ten typ doczepek, który miała, powinno się nosić maksymalnie 3 miesiące. Nikt jej tego nie powiedział, więc nosiła je przez 7 miesięcy! Dla mnie miała tylko dwie opcje do wyboru: zgolić się na łyso albo obciąć włosy tuż przy skórze głowy. Niektórzy fryzjerzy nie powinni mieć praw do wykonywania zawodu” (hinky28).

„Moja mama była fryzjerką w latach 60., pracowała dla Vidala Sassoona (słynnego brytyjskiego fryzjera i stylisty). Były to czasy, gdy w modzie były fryzury beehive – ogromne natapirowane koki przypominające pszczeli ul. Klientki po jego wykonaniu nie myły głowy tygodniami, a jedynie sprayowały włosy, by fryzura się trzymała. To oznaczało, że miały w nich sporo pcheł, wszy, a nawet karaluchów, które raz na jakiś czas były u fryzjera wypłukiwane. Z jakiegoś powodu mamie to nie przeszkadzało, ja jednak nasłuchałam się o tym na tyle, że nigdy nie chciałabym pracować w podobnym zawodzie” (LibraryLuLu).

„Moja siostra jest fryzjerką i opowiadała, jak zaraziła się kiedyś w pracy świerzbem od jakiegoś dziecka. Jego matka wiedziała, że chłopiec jest chory, ale powiedziała jej o tym dopiero przy wyjściu. Fuj!” (82workthrowaway82)

„To było dawno temu, miałam umyć głowę i obciąć włosy pewnemu nastolatkowi. Wyglądał, jakby nie mył włosów przez wiele miesięcy… Po obcięciu chciałam zmoczyć mu włosy, ale woda po nich po prostu spływała, bo były tak naoliwione od niemycia! Widziałam już wiele w czasie swojej pracy, ale pierwszy raz doświadczyłam czegoś takiego” (bzookee).

„Proszę, myjcie się za uszami! Wiele osób o tym zapomina i ma tam żółty, biały, a czasami zielony brud! To obrzydliwe i śmierdzi” (pcbzelephant)

„Moja mama była kiedyś fryzjerką. Opowiadała mi, jak pewnego dnia do salonu wszedł mężczyzna z ptasią kupą na czubku i tyle głowy. Najwyraźniej nic nie poczuł” (skivian).

„Moja fryzjerka opowiedziała mi kiedyś smutną historię. Przyszła do niej klientka, która miała włosy za pośladki. Kobieta chciała oddać je na cele charytatywne. CAŁE. Poprosiła o ścięcie ich na bardzo krótko. Przez cały czas szlochała. Fryzjerka wciąż dopytywała, czy taka długość będzie w porządku, a klientka wciąż prosiła o krócej. Była bardzo zdeterminowana, by pomóc w ten sposób osobom chorym na raka. Prosiła, by ignorować jej łzy. Do salonu wchodzili w tym czasie inni klienci i pewnie myśleli, że fryzjerka z własnej woli oszpeca tę biedną kobietę” (PoopsieDoodles).

„Kiedy byłam spłukaną studentką, odwiedziłam tani zakład fryzjerski. Przede mną obsługiwana była starsza pani. W pewnym momencie powiedziała do fryzjerki: „A tak przy okazji, mam z tyłu głowy ogromnego czyraka. Czy może go pani wycisnąć?”. Fryzjerka zaczęła rozglądać się za jakimś narzędziem, a ja zaczęłam wpatrywać się w swoje uda, próbując nie zwymiotować” (turquoiseten).

„Kiedyś przyszedł do mojego salonu młody człowiek z mamą. Miał jakieś 8 lat i bardzo gęste kręcone włosy. Jego matka poprosiła, aby je zgolić. Zgodziłam się, to miało być moje ostatnie strzyżenie tego dnia i chciałam już iść do domu. Zabrałam się do pracy i okazało się, że pod tymi lokami chłopiec ma wszy. Ogromne. Prawdopodobnie dlatego jego matka chciała, abym ścięła mu włosy. Przerwałam strzyżenie i spędziłam kolejne 3 godziny na dezynfekowaniu salonu. Matka chłopca zadzwoniła później do nas skarżąc się, że nie dokończyłam swojej pracy i nie ścięłam dziecku włosów. Tłumaczyliśmy, że to byłoby nielegalne, ponieważ stanowiło zagrożenie rozprzestrzenienia się wszy po pomieszczeniu i zarażenia innych klientów. Kobieta uznała więc, że jesteśmy po prostu rasistami. To było zabawne” (sometimes_always).

„To się wydarzyło, jak byłam jeszcze w szkole. Do salonu przyszła niechlujnie wyglądająca kobieta. Chciała, aby umyć jej włosy i obciąć je. Miała otwarte wrzody na twarzy i szyi, więc i pewnie na skórze głowy. Jej włosy były posklejane od brudu, tworząc dredy. Byłam w trakcie nakładania jej odżywki, kiedy powiedziała, że od 15 lat ma HIV…” (scorpionbutt).

„Przyszła do mnie kiedyś klientka z długimi włosami. Chciała je tylko podciąć. Umyłam jej głowę, posadziłam na fotelu i zaczęłam czesać grzebieniem. Wtedy poczułam dziwny zapach i zauważyłam coś, co wyglądało jak sucha skóra głowy. Zaczęłam się przyglądać, a te drobinki okazały się być gindami…” (pixelmeow)

Co sądzicie o tych historiach? Słyszałyście kiedyś podobne? Jestem też ciekawa opinii fryzjerów i fryzjerek, którzy czytają mój blog: czy takie wydarzenia są w salonach rzadkością? Jakie są Wasze najgorsze doświadczenia z pracy?


Polecam:

Popularne w tym miesiącu: