niedziela, 20 stycznia 2019

Dlaczego warto opracować własny plan pielęgnacji włosów? 5 ważnych powodów


Idziesz umyć głowę i… po co sięgasz? Wiesz od razu, co zastosujesz, czy dopiero w łazience dumasz nad tym, którego szamponu użyć, jaką odżywkę do niego dobrać i kiedy ostatnio kładłaś na włosy maskę? Próbujesz sobie przypomnieć, jak dawno temu olejowałaś włosy? A może nie jesteś pewna, czy dziś jest ten dzień, w którym powinnaś sięgnąć po peeling do skóry głowy?

Plan pielęgnacji włosów jest właśnie po to, abyśmy nie musiały się zastanawiać nad takimi drobiazgami, a jednocześnie po to, by pielęgnacja była zrównoważona i niechaotyczna. By wyciągnąć z kosmetyków to, co najlepsze. I… przestać tracić czas.

Dlaczego więc warto przygotować własny plan pielęgnacji włosów? Oto moje spostrzeżenia:

Pomaga zaoszczędzić czas i pieniądze

Plan pielęgnacyjny zakłada, że kupujemy minimalną ilość kosmetyków i stosujemy je regularnie obserwując, jak działają. Jeśli dobierzemy je odpowiednio do swoich włosów, ich porowatości, a także potrzeb, będą nam świetnie służyły i nie będziemy musiały biegać po sklepach i szukać kolejnych produktów. Czas zyskujemy też podczas mycia – odpada zastanawianie się „czego dziś użyję?” i „czy mogę użyć tej maski po tym szamponie skoro dwa dni temu zastosowałam tę odżywkę?”. Takie rzeczy sprawdzamy i rozpisujemy wcześniej – raz a porządnie. Potem wystarczy już tylko zajrzeć do planu.

Jest najlepszą opcją pielęgnacyjną dla włosów

To sposób na uniknięcie chaosu, uporządkowany i wyważony schemat postępowania, zapewniający włosom wszystkie niezbędne składniki odżywcze. Dzięki niemu unikniemy błędów (albo znacząco je zminimalizujemy). O co chodzi? Jeśli nie zapisujemy sobie, co stosowałyśmy przy poprzednim myciu, łatwo o pomyłki i na przykład zbyt częste sięganie po kosmetyki proteinowe, które mogą spowodować przeproteinowanie. Dzięki planowi będziemy też regularniej robić to, co często odsuwamy od siebie z lenistwa czy (często pozornego) braku czasu, np. olejować włosy.

Pozwala ocenić efekty pielęgnacji

Gdy używamy wielu kosmetyków naraz, z czasem nie wiemy i nie pamiętamy już, co się u nas sprawdziło, a co nie. Minimalistyczny plan pomaga zaobserwować, jak poszczególnie produkty działają na włosy. W razie problemów można go na bieżąco zmieniać i poprawiać – jeden kosmetyk zastąpić innym albo zwiększyć/zmniejszyć częstotliwość jego używania.

Pomaga oszczędzić… miejsce w szafce

Znacie tę sytuację, w której co rusz kupujecie nowe kosmetyki, a szafka w łazience zaczyna pękać w szwach? Przygotowanie planu oznacza trzymanie się go – wykorzystujemy to, co już mamy lub kupujemy produkty na najbliższe tygodnie i faktycznie po nie sięgamy. Nie ma używania co mycia innej odżywki z piętnastu, które stoją na półce, czy zastanawiania się, który z dziesięciu szamponów będzie tego dnia odpowiedni.

Zwiększa motywację do dbania o włosy

Jak coś mamy dokładnie rozpisane i obiecamy sobie, że skoro już poświęciłyśmy tyle czasu i energii na wybranie odpowiednich produktów i przygotowanie planu, to będziemy go stosować, znacznie łatwiej jest przestrzegać wyznaczonych reguł. I używać tego, co dla nas dobre – regularnie!

Przekonałam Was?
Trzymacie się jakiegoś planu pielęgnacji?
Czy bliższe jest wam raczej pójście na żywioł? ;)

Zobacz też:

czwartek, 17 stycznia 2019

Recenzja: Montibello, maska do włosów Total Repair


Zauważyłam, że maska ta ma bardzo dobre opinie w internecie i mimo wysokiej ceny jest często polecana. Byłam ciekawa, czy faktycznie warto po nią sięgnąć – tym bardziej, że nie znajdziemy jej w żadnej popularnej drogerii.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Typowe dla masek: odkręcany słoik o pojemności 200 ml. Wygodny, z krótkim opisem i dobrze widocznym składem.

Zapach

Według producenta „Ma elegancki i delikatny zapach kwiatowy, bardzo kosmetyczny, o bazie drewniano-piżmowej i lekko kwiatowej”. Według mnie zapach ten jest dziwny: ani nie słodki, ani nie ziołowy, ani nie kwiatowy… Miałam wrażenie, że pachnie bardziej plastikowym opakowaniem niż faktycznym kosmetykiem. Drewnem? Może odrobinę. Mimo wszystko jednak nie przeszkadza.

Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Lanolin Alcohol (emolient), Behetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Cetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Sodium PCA (humektant), Quaternium-80 (antystatyk, odżywia), Propylene Glycol (humektant), PPG-3 Benzyl Ether Myristate (emolient), Alanine (antystatyk, ułatwia rozczesywanie), Alaria Esculenta Extract (wyciąg z brązowych alg), Aspartic Acid (kwaśny aminokwas, chroni skórę), Butylene Glycol (humektant), Butylphenyl Methylpropional (składnik zapachowy), Carbocysteine (nawilża, zmiękcza), Dextrin (reguluje lepkość kosmetyku), Disodium EDTA (kompleksuje jony metali), DMDM Hydantoin (konserwant), Fructose (fruktoza), Glucose (glukoza), Glutamic Acid (antystatyk, odżywia), Hexyl Nicotinate (antystatyk), Hexylene Glycol (emulgator), Hydrolized Wheat Protein (hydrolizowane proteiny pszenicy), Iodopropynyl Butylcarbamate (konserwant), Isopropyl Alcohol (wysuszający alkohol), Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolized Wheat Protein (antystatyk, pogrubia, odżywia), Methicone (polimer, działa jak bariera ochronna), Parfum (zapach), Polyquaternium-10 (antystatyk, ułatwia rozczesywanie), Polyquaternium-22 (antystatyk), PPG-1 Trideceth-6 (emulgator), Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate (emolient), Sucrose (sacharoza), Urea (mocznik), VP/DMAPA Acrylates Copolymer (kondycjoner).

Dużo antystatyków jak na jeden produkt (aż dziesięć) – po tej masce włosy nie mają prawa się elektryzować. Zwróciłam też uwagę na składnik zapachowy znajdujący się zadziwiająco wysoko w składzie.

Poza tym maska ma zarówno emolienty, jak i proteiny i nawilżacze, czyli najważniejsze trio zostało zachowane. Do tego jeden ekstrakt, kilka ważnych drobiazgów takich jak mocznik i polimer, a także aminokwas. Brak tu silikonów i olejów.


Działanie

Maska odżywiała i wygładzała moje włosy, zapobiegała puszeniu i całkiem dobrze emulgowała oleje. Stosowałam ją przez kilka tygodni raz na kilka dni, nakładając ją na 10 minut po myciu głowy.

Konsystencja i wydajność

Nigdy w życiu nie widziałam maski do włosów o tak gęstej konsystencji! Kosmetyk jest jak zaprawa murarska, a do tego ciągnie się jak guma do żucia. Ma to swoje wady i zalety: z jednej strony sprawia, że kosmetyk nie spływa z włosów, a wręcz można je ułożyć dzięki nim na czubku głowy bez użycia gumki i niemalże przykleić tak, że prawie się nie zsuwają (serio!). Z drugiej zaś taka gęstość sprawia, że produkt trudniej jest na włosach rozprowadzić, przez co wydajność maski jest nieduża.


Cena i dostępność

Cena za maskę jest dość wysoka i waha się od 50 do nawet 70 zł za 200 ml. Produkty Montibello są dostępne w salonach fryzjerskich, sklepach fryzjerskich i przez internet.

Podsumowanie

Maska z nieco nietypowym składem, ale koniec końców całkiem dobra w działaniu. Może się sprawdzić na włosach, które łatwo obciążyć (nie zawiera olejów i silikonów), a także na zniszczonych (proteiny, aminokwas), ale trochę mniej do typowego odżywiania. Myślę, że dobrze jest stosować ją zamiennie z kosmetykiem bardziej odżywczym, o zawartości olejów i ekstraktów – taki duet może być dla włosów dobrym połączeniem.


Miałyście okazję używać jakiś kosmetyków Montibello?
Co myślicie o tej masce?

Zobacz też:


  • Jak zdiagnozować, czego potrzebują włosy?
  • Najlepsze metody na przyspieszenie porostu włosów – moje roczne obserwacje i ranking 
  • Jak wyczyścić Tangle Teezer?

    • niedziela, 13 stycznia 2019

      Szampon/odżywka/maska KOKOSOWA a szampon/odżywka/maska Z OLEJEM KOKOSOWYM – czym się różnią?


      W tytule tego wpisu wykorzystałam olej kokosowy, ponieważ jest jednym z popularniejszych, jednak równie dobrze mogłam napisać: arganowy, macadamia, z pestek malin czy lniany. Nie o konkretny olej tu bowiem chodzi, ale o olej w ogóle.

      W tym wpisie chciałabym zwrócić waszą uwagę na drobną różnicę w nazewnictwie stosowaną przez producentów kosmetyków – nie tylko tych do włosów, ale też twarzy czy ciała. Różnicę tak niewielką, że przypuszczam, iż dla większości konsumentów jest ona zupełnie niezauważalna. Mimo to jednak znacząco wpływa na to, jakiego produktu używamy. Jaka jest więc różnica pomiędzy kosmetykiem arganowym, kokosowym czy lnianym a kosmetykiem z olejem arganowym, kokosowym czy lnianym?

      „Olejowy” a „z olejem”

      Jak nie wiadomo, o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze – to popularne powiedzenie sprawdza się i w tym przypadku. Wszystko sprowadza się do składu kosmetyku, a więc częściowo też tego, ile producent musi zapłacić za jego wytworzenie. W składzie znajdują się bowiem składniki tańsze i droższe.

      Przykładowo olej arganowy jest składnikiem dość drogim. Jeśli występuje na początku składu, oznacza to, że w szamponie, odżywce czy masce jest go sporo. Jednocześnie taki skład będzie też oznaczał stosunkową wyższą cenę produktu, który najprawdopodobniej będzie miał w nazwie „arganowy”.

      Zupełnie inaczej jest, gdy producent doda do kosmetyku tylko odrobinę oleju, a tym samym znajdzie się on przy końcu składu, zwykle hen, hen za zapachem. Wówczas na opakowaniu znajdziemy prędzej napis „z olejem arganowym”. Nie trzeba dodawać, że w takim przypadku będzie go tak mało, że nie ma co liczyć na jego właściwości regenerujące…

      Podobne chwyty widziałam przy kosmetykach z innymi rodzajami olejów. To nie reguła, ale zwykle tak to właśnie wygląda. Niby drobiazg, ale pokazuje, że grunt to mieć rozeznanie w czytaniu składów – dzięki temu nikt nas nie nabierze na podobne gierki :)


      Zwróciłyście kiedyś uwagę na ten drobny szczegół?
      Co myślicie o takim nazewnictwie?
      A może znacie inne podobne chwyty firm kosmetycznych?

      Zobacz też:

      czwartek, 10 stycznia 2019

      Recenzja książki „Włos doskonały. Eliksiry, pomady i inne zaklęcia” Marty Klowan


      Mimo iż książka wyszła w zeszłym roku, natknęłam się na nią dopiero niedawno zupełnym przypadkiem, gdy robiłam zakupy w Empiku. Na początku nie planowałam jej kupować uznając, że pewnie niczego nowego się z niej nie dowiem, po jej przekartkowaniu zainteresowała mnie jednak na tyle, że powędrowałam z nią do kasy. Teraz jestem świeżo po jej przeczytaniu i chciałabym napisać wam, co o niej myślę.

      Na wstępie dodam tylko, że jest to kolejna po książce Anwen i Blondhaircare publikacja o włosach pisana przez blogerkę. Autorką książki jest bowiem Marta Klowan, którą możecie kojarzyć z bloga „Kokardka mysi”. Marta, jak sama o sobie pisze, jest dermofryzjerem, czyli łączy elementy dermatologii i kosmetologii fryzjerskiej z elementami fryzjerstwa klasycznego.

      Dane techniczne książki:
      • Autor: Marta Klowan
      • Tytuł: „Włos doskonały. Eliksiry, pomady i inne zaklęcia”
      • Wydawnictwo: Pascal
      • Liczba stron: 317
      • Cena: 39,90 zł

      Co znajdziemy w książce?

      Ta publikacja to tak naprawdę wycieczka po wszystkich najważniejszych dla włosów tematach. Znajdziemy tu rozdziały dotyczące pielęgnacji, odpowiedniego doboru kosmetyków, porady dotyczące porowatości włosów, ich zapuszczania, a także problemów skóry głowy. Dodatkowo jest tu też sporo informacji dotyczących stylizacji włosów, ich podcinania, a także dbania o włosy kręcone, które – jak wiadomo – potrzebują zupełnie innego traktowania niż proste. Wiele rozdziałów zawiera poglądowe zdjęcia, które bardzo wzbogacają treść książki.

      Zalety książki
      1. Informacje są wygodnie pogrupowane, a każdy rozdział zawiera naprawdę dużo konkretnych wiadomości – zarówno tych podstawowych, jak i bardziej złożonych. Jednocześnie nie ma tu „lania wody”, encyklopedycznych opisów ani rozdziałów typowo teoretycznych – wszystko przekłuwane jest w praktykę.
      2. Książka jest przejrzysta, łatwo w niej wszystko znaleźć, zawiera też dużo zdjęć, w tym poglądowych, ułatwiających zrozumienie danego zagadnienia (szczególnie w dalszych rozdziałach poświęconych stylizacji).
      3. Ogromną zaletą książki jest rozdział z konkretnymi planami pielęgnacji, które są dobrze rozpisane i dopasowane do różnych problemów i potrzeb. To zdecydowanie najmocniejsza strona tej publikacji!
      4. Rozdziały są przekrojowe – znajdziemy wśród nich zarówno takie, które dotyczą poszczególnych etapów pielęgnacji, jak i całe plany pielęgnacyjne, rady dotyczące stylizacji, zapuszczania włosów i problemów skóry głowy.
      5. Książka może być inspiracją dla osób początkujących, jak i świetnym ugruntowaniem wiedzy dla tych, którzy nieco lepiej rozeznają się w temacie pielęgnacji włosów.
      6. Książka jest naprawdę ciekawa i wciągająca – przynajmniej mnie nie nudziła, czytałam z przyjemnością.
      7. Podoba mi się też język, którym jest pisana – dzięki temu każdy rozdział czyta się tak, jakbyśmy rozmawiały z przyjaciółką-znawczynią :)


      Wady książki

      W zasadzie jedyną wadą, która przyszła mi do głowy w trakcie czytania, jest to, że brakuje mi w tej książce konkretnych przykładów kosmetyków (wymienionych z podaniem nazw firm). Myślę, że szczególnie dla osób początkujących taka ściągawka byłaby wybawieniem – na przykład w rozdziale poświęconym planowi pielęgnacyjnemu. Ale to tylko teoretyczna wada, ponieważ doskonale rozumiem, dlaczego w tego typu książkach nie podaje się żadnych marek: po pierwsze, nie chodzi o to, by promować jedne kosmetyki względem innych, a po drugie – przez to książka z czasem mogłaby się stać nieaktualna (kosmetyki zmieniają czasem składy lub są wycofywane z rynku).


      Moja opinia

      Pisząc zupełnie wprost: „Włos doskonały. Eliksiry, pomady i inne zaklęcia” to najlepsza książka o pielęgnacji włosów, jaką dotychczas czytałam. Jest dużo bardziej przystępna, praktyczna i tańsza niż recenzowana już przeze mnie jakiś czas temu „Trychologia kosmetyczna”, a jednocześnie – przynajmniej według mnie – ciekawsza i bardziej rozbudowana, a do tego zawierająca bardziej pogłębione informacje niż książka Anwen „Jak dbać o włosy?”, która jest skierowana raczej do początkujących.

      Jeśli jej jeszcze nie macie, a interesujecie się pielęgnacją włosów, to ja zdecydowanie rekomenduję kupienie właśnie tej pozycji. Początkujący dowiedzą się z niej wielu ciekawych rzeczy, a osoby bardziej zaawansowane mogą dzięki niej uporządkować swoją wiedzę i w miarę potrzeby wracać do poszczególnych rozdziałów. 


      Jestem ciekawa, czy któraś z was czytała już tę książkę?
      Co o niej sądzicie?
      A jeśli nie, czy chciałybyście ją kupić?

      Zajrzyj też tutaj:

    • Spotkanie z Anwen - promocja książki "Jak dbać o włosy"
    • Jak oddać włosy na perukę dla osób po chemioterapii? | Magda oddaje włosy (fotorelacja)
    • Kolagen i elastyna w pielęgnacji włosów 

      • niedziela, 6 stycznia 2019

        Czy szampon do włosów trzeba zmieniać? Jak często to robić?


        W przeszłości w moim rodzinnym domu, gdy byłam dzieckiem czy nastolatką, większość kosmetycznych zakupów była domeną mojej mamy. W tamtych czasach nikomu nie przychodziło do głowy, by spoglądać na składy kosmetyków, które dla typowego Kowalskiego były wówczas tak niepoznane, jak nierozszyfrowane hieroglify. Zdarzało się więc, że przez wiele miesięcy z rzędu cała rodzina myła głowę tym samym szamponem typu 2 w 1" (szampon i odżywka), pełnym silikonów i innych niepotrzebnych w produktach do mycia głowy dodatków. Po dłuższym stosowaniu takiego kosmetyku włosy, uwierzcie mi, były dalekie od ideału. 

        Na początku zacznijmy więc od sprawy podstawowej: tak, szampon do włosów warto zmieniać. Najlepiej korzystać z dwóch wymiennie (łagodnego i takiego, który zawiera mocniejsze detergenty i będzie skórę i włosy oczyszczał). Piszę „warto”, a nie „trzeba”, ponieważ po pierwsze nie jest to sprawa życia lub śmierci, a po drugie – zdaję sobie sprawę, że są na świecie takie osoby, które od lat stosują jeden i wciąż ten sam szampon i jest im z tym dobrze. Pytanie tylko, ile mogliby jednak zyskać na tej drobnej zmianie – mogłoby się okazać, że sporo!

        Druga sprawa: to nieprawda, że włosy przyzwyczajają się do szamponu i dlatego z czasem może on działać gorzej. Gorsze działanie wynika raczej ze zmieniających się potrzeb włosów i skóry lub innych czynników. Jakich?

        Dlaczego szampon warto zmieniać?

        Szampon należałoby zmieniać z kilku powodów:
        1. Włosy i skóra głowy potrzebują różnych składników – wprawdzie te odżywcze dostarczamy w maskach i odżywkach, jednak szampon też ma swój udział w pielęgnacji, często zawiera różnego rodzaju powlekacze, detergenty, które wpływają na włosy i skórę w określony sposób, a także różne dodatki.
        2. Włosy i skóra głowy wymagają zastosowania szamponów przeciwstawnych – jeśli wciąż używamy szamponu delikatnego, raz na jakiś czas zastąpmy go mocniejszym (i na odwrót). Chodzi o równowagę i nie przesadzanie w żadną stronę (oczyszczania lub jego braku).
        3. Po pewnym czasie mycia ciągle jednym produktem włosy mogą zacząć źle układać, puszyć, być bardziej matowe – mimo że ten sam kosmetyk na początku świetnie działał. Podobnie bywa w przypadku masek lub odżywek. Po prostu może się okazać, że dane składniki produktu z czasem spowodują przeproteinowanie lub przekarmienie włosów, ponieważ będą na niej „lądować” za często i w zbyt dużej ilości. Szczególnie jeśli nasz szampon ma wysoko w składzie różne składniki aktywne.
        4. Włosy i skóra z biegiem lat mogą się zmieniać, w tym także zmieniać się mogą ich potrzeby. Jest to podyktowane wiekiem, zmianami hormonalnymi, a nawet tym, jakiej wody używamy, gdzie żyjemy, jak często myjemy głowę, jakich kosmetyków używamy, czy farbujemy włosy i tak dalej. To, że jako nastolatki czy młode osoby borykałyśmy się z przetłuszczającymi się włosami nie oznacza przecież, że w późniejszym życiu wciąż będziemy mieć ten sam problem. Kosmetyk używany w liceum nie musi więc nam służyć na studiach czy po 40. roku życia.

        Jak często zmieniać szampon?

        Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Uważa się, że szampon warto zmieniać średnio co 1-2 miesiące. Tak naprawdę jednak nie chodzi tu o konkretne ramy czasowe, ale o to, by reagować na potrzeby włosów i nie katować ich cały rok (albo i dłużej) wciąż tym samym kosmetykiem.

        Oczywiście może się tak zdarzyć, że szampon jest idealnie dobrany do potrzeb skóry i włosów, odpowiada na aktualne problemy i świetnie je niweluje, a jego długotrwałe stosowanie przynosi dobre rezultaty. Od każdej teorii są jakieś odstępstwa. Jednak tutaj rozpatrujemy sytuację typową, gdy korzystamy wciąż z jednego, często wybranego na chybił-trafił kosmetyku z drogerii.

        Tak jak wspomniałam na początku: warto zaopatrzyć się w dwa szampony (łagodny i mocniejszy) i stosować je naprzemiennie w zależności od potrzeb włosów i skóry głowy. U większości osób oznacza to korzystanie na co dzień z szamponu łagodnego, a z mocniejszego (oczyszczającego) na przykład co 3-4 mycia.

        Takie dwa szampony zapewnią nam potrzebną równowagę. Jeśli przesadzimy z szamponami oczyszczającymi, możemy doprowadzić do podrażnień skóry i wysuszenia włosów, jeśli zaś z łagodnymi – może się okazać, że włosy i skóra nie będą dostatecznie oczyszczane.

        Dodam na koniec, że niedobrym pomysłem jest też – w przypadku dorosłych – korzystanie na co dzień z szamponów przeznaczonych dla dzieci. Takie produkty nie zmywają zbyt dokładnie warstwy hydrolipidowej, a ponadto nie rozpuszczają nadmiaru substancji powlekających, które mogą osadzać się na włosach z różnych kosmetyków (silikony, quaternia i PEG-i).


        Jeśli więc będziemy korzystać tylko i wyłącznie z szamponów dziecięcych, możemy doprowadzić do zaczopowania skóry, nasilenia świądu i dolegliwości łojotokowych. Nie warto przesadzać.

        Zajrzyj też:

          czwartek, 3 stycznia 2019

          Recenzja: Maria Nila, maska do włosów blond Sheer Silver Masque


          Wiele (szczególnie farbowanych) blondynek boryka się z żółknięciem włosów, które z czasem tracą swój ładny odcień. Ja mam tego pecha, że moje włosy mają ciepły pigment i bez dodatkowej pomocy nawet tydzień czy dwa po wizycie u fryzjera z chłodnego koloru zamieniają się w coraz bardziej słoneczny. Bardzo tego nie lubię, więc przynajmniej raz w tygodniu używam maski lub odżywki z fioletowym barwnikiem, których zadaniem jest ochłodzenie barwy włosów (a u swojej fryzjerki, którą odwiedzam średnio co 5 miesięcy, poza farbowaniem wykonuję też tonowanie koloru włosów).

          Testowałam już wiele kosmetyków z fioletowym barwnikiem przeznaczonych do ochładzania jasnych włosów. Wśród nich były te lepsze, do których potem chętnie wracałam, jak polecana już przeze mnie wielokrotnie odżywka Davines, a także te słabiej działające, jak Mgiełka niwelująca żółty odcień włosów Marion, która – choć miała bardzo dobry skład  średnio radziła sobie z tonowaniem.

          Dziś chciałabym pokazać wam mało znaną, ale naprawdę świetną maskę, która jest moim odkryciem ostatnich miesięcy. Ma ona tylko jedną wadę…  

          Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

          Opakowanie

          Chyba nie będzie przesadą, jak napiszę, że jest przepiękne. Zacznijmy od tego, że ma niebanalną i ciekawą nakrętkę, a do tego łączy w sobie moje ulubione kolory: czerń i fiolet, a do tego biel. Słoiczek jest bardzo wygodny, estetyczny i ma naklejkę z polskim tłumaczeniem.

          Zapach

          Typowy dla kosmetyków fryzjerskich: jest mało charakterystyczny, średnio intensywny, na pewno nie przeszkadza.



          Skład

          Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Polyglyceryl-3 Polyricinoleate (emulgator), Stearamidopropyl Dimethylamine (emulgator, nawilża, wygładza i odżywia włosy, działa łagodząco na skórę głowy), Glycerin (nawilża), Cetrimonium Chloride (konserwant lekko emulgujący, działa antystatycznie na włosy), Rubus Fruticosus Friut Extract (wyciąg z owoców jeżyny), Olea Europea Fruit Oil (oliwa z oliwek), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Amodimethicone/Morpholinomethyl Silsesquioxane Copolymer (kondycjoner), Helianthus Annuus Seed Oil (olej z nasion słonecznika), Moringa Pterygosperma Seed Oil (olej z nasion moringi olejodajnej), Phyllostachys Nigra Leaf Extract (ekstrakt z liści czarnego bambusa), Dimethicone (silikon, który można usunąć łagodnym szamponem), Dimethiconol (silikon, który można usunąć łagodnym szamponem), Propylene Glycol (rozpuszczalnik substancji nierozpuszczanych w wodzie), Behetrimonium Chloride (konserwant, ułatwia rozczesywanie włosów, zapobiega ich plątaniu i elektryzowaniu), Trideceth-5 (surfaktant), Acetum (ocet, zakwasza włosy), Pentaerythrityl Tetra-Di-T-Butyl Hydroxyhydrocinnamate (przeciwutleniacz, stabilizator), Linalool (składnik zapachowy), Limonene (składnik zapachowy), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Quaternium-95 (filtr UV, kondycjoner), Propanediol (stabilizator, emulgator, tworzy konsystencję), Lactic Acid (kwas mlekowy), Ethylhexylglycerin (konserwant), Phenoxyethanol (konserwant), Parfum (zapach), Acid violet 43 (barwnik).

          Maska ma skład emolientowo-humektantowy: zawiera dwa łagodne silikony, do tego sporo olejów i dwa ekstrakty, a także zakwaszający włosy ocet i nawilżającą glicerynę. Warto wyróżnić w składzie chociażby wyciąg z owoców jeżyny – silny antyoksydant, który działa przeciwzapalnie, nawilżająco, oczyszczająco, przeciwgrzybicznie i antybakteryjnie, a także stymulujący porost włosów olej z nasion moringi olejodajnej. Na końcu znajdziemy oczywiście fioletowy barwnik, który ochładza kolor włosów.


          Działanie

          Maskę trzymałam na włosach zwykle 10 minut, nakładając ją co tydzień lub co półtora tygodnia. Świetnie spełniała swoją funkcję: włosy po jej zastosowaniu zdecydowanie traciły cieplejsze refleksy, były optycznie jaśniejsze, wyglądały naturalniej, mniej żółto. Dodatkowo były też odżywione, miękkie, ładnie się układały. Bardzo lubiłam efekt, który dawała!

          Konsystencja i wydajność

          Tak naprawdę wystarczyła odrobina, by pokryć ¾ moich włosów. Maska starczyła mi więc na długo. Była dość gęsta, wygodna do nakładania (nie spływała) i oczywiście miała niebieski (fiołkowy?) kolor.



          Cena i dostępność

          Jedyną wadą maski Sheer Silver Masque Maria Nila jest jej cena – kosmetyk kosztuje bowiem ok. 111 zł za 250 ml. Nie wydaje mi się też, aby była dostępna stacjonarnie, może ewentualnie w sklepach fryzjerskich. Ja swoją mam ze strony hair2go.pl.

          Podsumowanie

          Po odżywce do blondu Davines maska Sheer Silver Masque Maria Nila będzie chyba drugim tak drogim produktem, do którego będę wracać mimo wysokiej ceny. Według mnie jest bowiem warta zakupu – świetnie działa, starcza na długo, a do tego – poza działaniem na kolor włosów – także je pielęgnuje. Polecam wszystkim dziewczynom, które walczą z „żółtkiem” na głowie!

          Zainteresowała was ta maska?
          Jaki jest wasz ulubiony kosmetyk do ochładzania blondu?

          PS. A obecnie testuję odżywkę Maria Nila z tej samej serii. Recenzja na pewno się pojawi :)


          Zobacz też:


        • Ombre z naturalnego koloru włosów | Farbowanie z użyciem Fibreplex
        • Najlepsza metoda na pozbycie się rozdwojonych końcówek bez ścinania włosów na długości
        • Co robić, gdy włosy się ciągną? | Jak rozciąganie włosów wpływa na ich stan? | Jak rozróżnić włosy elastyczne i sprężyste od tych, które się ciągną?

          • Popularne w tym miesiącu: