środa, 15 lutego 2017

Tego nie polecam, czyli 7 błędów w mojej pielęgnacji włosów


Uczymy się na błędach – głównie swoich. Ja tych włosowych mam na swoim koncie całe mnóstwo, a ich wyeliminowanie sprawiło, że moje włosy wyglądają teraz znacznie lepiej niż kiedyś (jak wyglądały dawniej zobaczycie chociażby w mojej MWH). Musiałam jednak małymi kroczkami wiele się nauczyć, zmienić sporo przyzwyczajeń i utartych schematów postępowania. Dziś opiszę Wam siedem głównych błędów, które popełniałam, a przez które moje włosy z roku na rok stawały się coraz bardziej zniszczone, spuszone i przerzedzone.

Nieodpowiednie używanie masek i odżywek

Zacznijmy od tego, że przez długi czas wcale nie używałam masek ani odżywek, uznając je za zbytnią fanaberię. Potem, wraz z mamą, zaczęłyśmy kupować Pantene Pro-V w strasznej kombinacji: szampon i odżywka w jednym. Zło tego połączenia każdą osobę świadomą pielęgnacji włosów powinno aż bić po oczach. Po takim myciu głowy włosy były jednocześnie przesuszone i przetłuszczone, a do tego łamliwe i osłabione.

Gdy z czasem zaczęłam nieśmiało korzystać z masek i odżywek, popełniałam karygodne błędy: nakładałam je niedokładnie, zazwyczaj siedząc w wannie, na całkowicie mokre, ociekające wodą włosy i zmywałam po krótkiej chwili. Dziwiłam się, że nie działają nie wiedząc, że problem tkwi nie w produktach, których używam, ale w tym, jak z nich korzystam.

Przy okazji przypominam, że napisałam już o tym, jak powinno się prawidłowo korzystać z masek do włosów. Temat wydaje się oczywisty, a jednak wiele z nas popełnia te same błędy.

Olejowanie niewłaściwym olejem

O swoich długich i burzliwych przeprawach z olejowaniem włosów olejem kokosowym już pisałam. Dodam więc tylko, że niewłaściwe olejowanie, o czym sama się przekonałam, nieodpowiednio przeprowadzone i złym olejem, prowadzi do tego, że włosy wyglądają gorzej niż przed zabiegiem. Moje były przez to jeszcze bardziej spuszone, nie układały się i sprawiały wrażenie matowych i postrzępionych. Gdy zmieniłam olej kokosowy na lniany, a potem makadamia, ze słodkich migdałów czy zwykłą oliwę z oliwek, było o wiele lepiej. Warto więc popróbować różnych metod olejowania i nie poddawać się w poszukiwaniu idealnego dla siebie oleju.

Dużym minusem było też w tym czasie niezabezpieczanie końcówek włosów, co prowadziło do tego, że łamały się one i wykruszały. 

Czesanie włosów na mokro

A właściwie powinnam napisać: szarpanie, ponieważ trudno było nazwać to zwykłym czesaniem. Mokre włosy są szczególnie narażone na uszkodzenia, a także na rozciąganie, które powoduje rozrywanie i niszczenie. Czesanie ich tuż po umyciu sprawiało, że urywały się i osłabiały. W dodatku używałam do tej czynności plastikowej szczotki, a po myciu głowy nie nakładałam odżywki. Dźwięk rozrywanych, szarpanych włosów do dziś powoduje, że mam ciarki na plecach.




Używanie szamponów z silnymi detergentami w składzie

Kiedyś moje mycie głowy było proste: wylewałam masę szamponu na dłoń i wcierałam w mokrą głowę. Bez rozcieńczania z wodą, bez zaprzątania sobie głowy składem kosmetyku i bez wiedzy na temat tego, że szorowanie włosów silnymi detergentami, a szczególnie końcówek, prowadzi do ich przesuszenia.

W efekcie moje włosy były suche, zniszczone i częściej się przetłuszczały. Szkoda, że nie znałam wtedy metody kubeczkowej, którą dziś stosuję.

Częste farbowanie farbami drogeryjnymi

Przez wiele lat farbowałam włosy na ciemno: na mojej głowie gościły już czerń, ciemny fiolet i miedź. Gdy kolor się wypłukiwał i stawał się zbyt jasny i matowy – co zwykle następowało w ciągu miesiąca – często sięgałam po kolejną farbę z drogerii, zazwyczaj tę najtańszą, i farbowałam nią włosy. Całe, nie tylko odrosty. Od czubka głowy po same końcówki. Nie żałowałam też farby na skórę głowy, przecież trzeba pokryć równomiernie całe włosy… Efekt? Przez dwa tygodnie włosy znów były błyszczące, a kolor głęboki, po czym stawały się coraz bardziej wypłowiałe, matowe i bez życia. Do tego były suche, łamliwe i wypadały na potęgę.

Nie robiłam też nigdy prób uczuleniowych, co skutkowało częstymi podrażnieniami, zadrapaniami i swędzeniem skóry głowy. I znów wzmożonym wypadaniem włosów.




Regularne używanie suszarki i prostownicy

Przyznaję: z prostownicy korzystałam dość krótko i zazwyczaj prostowałam tylko włosy przy twarzy. Wiedziałam, że może tylko pogłębić mój problem związany ze stanem włosów i zazwyczaj udawało mi się powstrzymać przed tym, by jej użyć. Ewentualnie, w chwilach największej desperacji, przeciągałam jeszcze prostownicę po wierzchnich pasmach.

Gorzej było z suszarką. Używałam jej długo, namiętnie i zawsze z użyciem gorącego, wręcz parzącego nawiewu. To był mój rytuał. Nie lubiłam go zbytnio, ale wiedziałam, że wysuszone w ten sposób włosy wyglądają znacznie lepiej niż pozostawione same sobie. Gdy nic z nimi nie robiłam, miałam na głowie szopę. Gdy suszyłam włosy, wciąż wyglądały źle, ale już nie tak tragicznie. Miałam więc do wyboru: albo będą prezentować się fatalnie, albo ciut lepiej niż fatalnie. Marna pociecha, ale zawsze coś.

Suszenie gorącym powietrzem to było błędne koło: włosy były przez to wysuszone na wiór i zniszczone, ale tylko suszenie sprawiało, że byłam w stanie patrzeć na nie w lustrze. Po każdym myciu głowy znów łapałam więc za suszarkę.




Nieodpowiednie spinki i spanie w rozpuszczonych włosach

Spinki to sprawa poboczna, bo nigdy nie używałam ich zbyt często. Ot, od czasu do czasu spięłam wystające kosmetyki wsuwką. To na pewno powodowało łamanie się włosów, ale nie w takim stopniu, jak nie wiązanie ich do snu. Każdy, kto mnie teraz czyta, pewnie zdaje sobie sprawę, że rozpuszczone w nocy włosy to świetna droga do tego, by je sobie zniszczyć. Oczywiście pod warunkiem, że robimy tak regularnie i mamy długie włosy. Dlaczego? Podczas snu nie kontrolujemy tego, co się z nimi dzieje: przygniatamy je, ciągniemy, ocieramy o poduszkę i wyrywamy. Przez to stają się zniszczone, osłabione i wypadają.

A jakie błędy wy popełniacie lub popełniałyście? Które przyzwyczajenia najtrudniej było Wam zwalczyć?

Na koniec zapraszam jeszcze na fan page i Instagram!

Polecam:

19 komentarzy :

  1. Szampony z SLSami, nieodpowiednie olejowanie no i przeproteinowanie włosów - to moje największe błędy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szampony z SLSami co każde mycie - oj, chyba jeden z największych grzeszków ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. rozczesuje włosy przed myciem, ale nei ukrywam że po też mi się zdarza, bo moje włosy się niemiłosiernie plączą i czesanie po wyschnięciu to najgorsze co mogę zrobić :( nie suszę, rzadko prostuję ale wróciłam do farbowania, odrostów samych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odrosty to luz w porównaniu to mojego dawnego stylu farbowania :)

      Usuń
  4. Mam z natury proste jak druty włosy. Zdarzało mi się wiele razy umyć je wieczorem i pójść spać, bo... i tak będą okej rano. Skutki są długofalowe, więc trudno powiedzieć, bym zauważyła widoczną różnicę, kiedy przestałam, ale jak sobie wyobrażę te trące o poduszkę otwarte łuski... brrr:P
    Moim grzechem do tej pory jest natomiast brak spray'u termoochronnego. Każdy lądował w najgłębszych kątach łazienki, bo nigdy nie trafiłam na taki, który by mi odpowiadał. Lubię stylizować włosy i nie ma mowy bym zrezygnowała z suszarki czy lokówki, bo wolę wyglądać ładnie na co dzień. No ale ten spray... moja zmora:P Zmobilizowałaś mnie trochę, by z tym problemem powalczyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A masz jakiś super godny polecenia spray? :)

      Usuń
  5. Mi nawet teraz zdarza się spać z rozpuszczonymi włosami (o zgrozo). Muszę spróbować tej metody kubeczkowej w myciu włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja najgorzej wspominam czesanie na mokro. Zmora każdego dnia. Nigdy miałam modne wtedy pasemka więc totalne sianko na głowie. Mylam włosy codziennie i za każdym razem gehenna.... szarpanie, rwanie, urywanie. No po prostu dramat ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja z kolei czeszę włosy na mokro (potem na sucho już bym ich nie rozczesała...), używam suszarki, bo gdy zostawiamy włosy do samoistnego wyschnięcia zwłaszcza jesienno-zimową porą to prosimy się o rozwój "syfu" na głowie (wilgotne środowisko temu sprzyja, może pojawić się łupież, ponoć osłabiane są również cebulki włosów), a na dodatek prostuję włosy od 15 lat codziennie i nie narzekam na ich stan :D Próbowałam spać również w związanych włosach, ale po 1,5 miesiąca takich praktyk miałam włosy niczym siano (normalnie mam gładkie i lśniące). Także ciężko o uniwersalne rady w kwestii pielęgnacji włosów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :) A ja wciąż suszę, tylko nie gorącym nawiewem :)

      Usuń
  8. Kilka błędów popełniałam i ja, ale się oduczyłam :)
    Z jednym tylko nie mogę się zgodzić - moje trzeba czesać na mokro, po odżywce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie największym grzeszkiem było chodzenie spać w mokrych włosach, brak zabezpieczenia końcówek i totalne zapominanie o skórze głowy

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakbym czytała o sobie...
    Popełniałam chyba je wszystkie. Jak dobrze, że to już za nami ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo fajna recenzja i muszę przyznać, że dość zachęcająca.
    Obserwuje kochana <3 Liczę na to samo :)
    Zapraszam : diamentoowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. ja byłam na tyle genialna, żeby rozjaśniać kręcone włosy najtańszym rozjaśniaczem, myć szamponem z Pantene i się wielce dziwić, ze moja pielęgnacja w ogole nie działa i produkty nie pomagają nic a nic ;p

    OdpowiedzUsuń

Popularne w tym miesiącu: