Kiedy kilka lat temu w Polsce
rozpoczął się boom na kosmetyki rosyjskie, nie od razu mu się poddałam. Z
czasem jednak, z ciekawości i po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji,
zdecydowałam się zamówić kilka produktów właśnie z tego rejonu świata (głównie
marki Agafii) przez internet. Efekt był taki, że niektóre z nich (na przykład Aktywne serum ziołowe na porost włosów czy
Maska do włosów z glinką) sprawdziły
się u mnie naprawdę dobrze, inne zaś (na przykład Łopianowa maska do włosów) – co najwyżej średnio. Ta ostatnia może
nie bez powodu okazała się klapą, bo na pierwszym miejscu jej składu widnieje
określenie „aqua with infusions”. Co to oznacza?
„Aqua with infusions of”, czyli woda z wyciągiem z roślin
Określenie „Aqua with infusions
of” możemy spotkać zwykle na początku składów kosmetyków, zazwyczaj tych, które
stawiają na naturalność. Oznacza, że w
produkcie użyto hydrolatu z domieszką użytych w dalszej części składu elementów
– głównie ziół i owoców. Innymi słowy jest to woda z ekstraktami, ponieważ w hydrolatach ilość składników
czynnych jest naprawdę znikoma i może wynosić maksymalnie 5% przy składnikach
aktywnych i 0,02-0,5% przy olejkach eterycznych. Bogactwem nazwać tego nie
można.
Warte kupna czy nie?
Czy w związku z tym kosmetyki,
które zamiast „pełnoprawnych” składników zawierają „aqua with infusions” to
ściema i nie warto ich kupować? Moim zdaniem i tak, i nie.
Z jednej strony kosmetyki,
których jedynym składnikiem jest hydrolat, po prostu nie mogą być wybitne –
działają bardzo słabo i nie wierzę, by mogły na dłuższą metę regenerować włosy
i poprawiać ich kondycję (albo poprawa ta będzie minimalna).
Z drugiej zaś, hydrolat też ma określone działanie, a nie
wszystkie składniki można i należy stosować w większym stężeniu z uwagi na to,
że mogą uczulać i podrażniać. Ściemą bym ich więc nie nazwała – producent
podaje przecież wyraźnie w składzie INCI, z czym mamy do czynienia. A to, że
wielu konsumentów nie rozumie tego zwrotu, to już inna sprawa…
Muszę jednak przyznać, że lista
„aqua with infusions of…” może wprowadzić w błąd – zazwyczaj w pośpiechu
patrzymy tylko na słowo „aqua” na początku składu (woda występuje przecież
prawie zawsze na początku składów kosmetyków), a potem na długą listę
składników aktywnych, ciesząc się, że produkt jest taki bogaty…
Jestem ciekawa, czy wiedziałyście wcześniej, co oznacza określenie
„aqua with infusions of…” i czy używacie kosmetyków, których lista INCI zaczyna
się od tego zwrotu? Co o nich myślicie?
Polecam:
