czwartek, 23 marca 2017

Czego najbardziej nie lubię u fryzjerów?


Fryzjer też człowiek: nie jest nieomylny, może mu się coś nie udać, może mieć gorszy dzień czy zły nastrój… Czasami. Powinien jednak zawsze być profesjonalny, mieć wiedzę i umiejętności, przestrzegać higieny i podstawowych praw konsumenta.

Ten wpis nie ma na celu nikogo obrażać – uważam, że w każdym zawodzie znajdują się zarówno profesjonaliści, jak i partacze. Każdy z nas w swoim zakresie powinien dążyć do tego, by stać się fachowcem w swojej dziedzinie. Jeśli się nie stara, nie szkoli i nie rozwija, szybko stanie w miejscu, a z czasem zabraknie mu kwalifikacji do wykonywania swoich obowiązków. We fryzjerstwie jest podobnie, o czym świadczą chociażby programy telewizyjne takie jak „Ostre cięcie” czy „Afera fryzjera”.

Przyznaję bez bicia: nie należę do tych kobiet, które lubią chodzić do fryzjera i traktują to jako relaks. I nie chodzi o to, że boję się zmian na głowie – szkoda mi po prostu czasu na to, by spędzić kilka godzin w fotelu (tyle czasem trwa farbowanie długich włosów). Do tego jeszcze czuję się niekomfortowo, gdy ktoś wokół mnie „skacze”, a nie każdy fryzjer ma w sobie dar zjednywania ludzi i sprawiania, że klient czuje się w salonie dobrze (i nie chodzi tu tylko o głośną muzykę, którą zmuszona jestem w wielu takich miejscach słuchać).

Jakich fryzjerów nie lubię i co męczy mnie lub denerwuje w ich zachowaniu? Zastanawiałam się ostatnio nad tymi pytaniami i oto, co przyszło mi do głowy.

Fryzjer jest niekompetentny

Takie zachowanie może przybierać różne formy. Przykładowo w tym roku miałam nieprzyjemność farbować włosy u fryzjerki, która zachowywała się, jakby pozjadała wszystkie rozumy: nie miała w sobie ani krzty pokory, była głośna, bezczelna i olewcza (to nie tylko moja opinia na temat tej pani). Najśmieszniejsze, że w ten sposób maskowała swój brak umiejętności – przy pracy wyraźnie pokazywała, że nie do końca wie, co robi, przyznała też, że nie wie, jaki kolor ostatecznie wyjdzie na moich włosach (!). Koleżance zaś, która u niej była, tak pofarbowała włosy, że po zmyciu koloru wcale nie było widać żadnej zmiany. Całą „operację” trzeba było więc powtórzyć, oczywiście ze szkodą dla włosów, zresztą przy akompaniamencie nieprzyjemnych odzywek fryzjerki. Podobnie zresztą potraktowała inną moją znajomą, z którą też się prawie pokłóciła. Na szczęście tak skrajne przypadki to rzadkość.

Tak jak wspomniałam, dobry fryzjer to fachowiec: zna się na swojej pracy i wie, co robić, aby osiągnąć zamierzony efekt. Potrafi odradzić coś klientce, jeśli uważa, że to jej zaszkodzi. Zna trendy, ale stosuje się do nich z głową. Umie doradzić, zaproponować korzystną zmianę, jego profesjonalizm wzbudza zaufanie i powoduje, że czujemy, że jesteśmy w dobrych rękach. Nie zmusza, nie naciska i nie forsuje na siłę swoich pomysłów. Umie wypracować kompromis pomiędzy tym, co chce klient, a tym, co będzie dla niego najlepsze. Pyta o oczekiwania, ale wykazuje się inwencją. Tacy fryzjerzy istnieją i jest ich sporo, ale w tym fachu – jak w każdym innym – pełno jest też takich „specjalistów”, którzy są niekompetentni i nieprofesjonalni.

Co przez to rozumiem? Wiele spraw. Chociażby to, że tego rodzaju fryzjer nie słucha, co się do niego mówi. Najlepszym przykładem jest często powtarzająca się u złych fryzjerów sytuacja, gdy wchodzimy do salonu z zamiarem podcięcia końcówek, a wychodzimy z niego z o połowę krótszą fryzurą. Albo nierówno przyciętymi włosami.

Kiepski fryzjer tnie poza tym wszystkich tak samo, nie potrafi nic zaproponować od siebie. Wykonuje różne usługi „na czuja”, na przykład kładzie klientce na włosy farbę i nie wie, jaki kolor w ten sposób wyjdzie na jej włosach (przeżyłam to nie raz!). Idzie na łatwiznę, nie szkoli się, nie wie, co we fryzjerstwie piszczy, a przede wszystkim nie zna się zupełnie na włosach. Jakiś czas temu koleżanka opowiadała mi, że fryzjerka, do której trafiła, nie wiedziała, co to jest Tangle Teezer. Czy ktoś, czyj zawód związany jest z włosami, może nie wiedzieć o istnieniu najpopularniejszej chyba szczotki do włosów?

Oczywiście idealnie byłoby, gdyby fryzjer znał się na składach kosmetyków, wiedział, co służy włosom i umiał doradzić, jak zadbać o nie w domu. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że takich fachowców jest niewielu. Jeśli ich znacie, to warto się ich trzymać!

Oczywiście nie uważam, że fryzjer musi być alfą i omegą. Tak samo jednak, jak oczekujemy od lekarza trafnej diagnozy swojej przypadłości, od ślusarza naprawienia zamka, a architekta funkcjonalnego zaplanowania rozkładu pomieszczeń domu, tak od fryzjera wymagamy pewnych związanych z jego zawodem usług. Każdy z nas jest (albo powinien być) ekspertem w dziedzinie, którą się zajmuje. Dobry fryzjer powinien się więc regularnie szkolić – o tym, czy nasz fryzjer to robi, mogą świadczyć daty na dyplomach wywieszonych w salonie.

Na marginesie dodam też, że wielu osobom przeszkadza to, że fryzjer podczas usługi wymyka się na zaplecze (zapalić, zjeść czy zrobić cokolwiek innego). Mnie to nie wadzi – szczerze mówiąc, jeśli i tak siedzę z farbą na głowie, to dlaczego miałby na siłę dotrzymywać mi towarzystwa? Też musi mieć chwilę, aby odpocząć. A ja w tym czasie i tak chętnie sięgam do torby po książkę :)

Fryzjer sprawia, że czujemy się niekomfortowo

Myślę, że fryzjer powinien mieć w sobie pewien balans i umieć wyczuć, czy klientka jest z tych, które chcą pogadać, czy raczej woli siedzieć cicho. Nikt nie wymaga od fryzjera zagadywania, plotkowania czy wciągania klientów w rozmowy o wakacjach czy pogodzie (a niektórzy wręcz tego nienawidzą i nie ma się co dziwić), dobry specjalista powinien jednak dokładnie omówić, co zamierza nam na głowie „zgotować”. Ale o tym już w kolejnym punkcie. Z drugiej strony ciągła cisza też bywa krępująca.

Czasem na niekomfortowość przebywania w danym salonie wpływają też inne czynniki. Pamiętam jak rok temu zostałam zaproszona do pewnego salonu w centrum Warszawy. Gdy weszłam, przedstawiłam się i powiedziałam, że jestem umówiona na wizytę, pani przy kontuarze spojrzała na mnie tak, jakbym co najmniej chciała kupić u nich kilogram ziemniaków. Na szczęście szybko zawołano fryzjerkę, która miała się mną zajmować – niezwykle miłą zresztą panią, która okazała się być właścicielką salonu – a mnie poproszono do ogromnej sali w środku. I kolejny zonk: musiałam chwilę poczekać, ale nikt nie zaproponował mi skorzystania z szatni czy szafki na kurtki, położyłam więc swoje wszystkie rzeczy na fotelu (a było tego sporo, bo była zima), obok którego polecono mi stanąć (tak… wyglądało to równie żałośnie, jak brzmi). Fotel ten stał w rogu i był oddalony od krzeseł, na których czesze się klientki, o kilka dobrych metrów, głupio mi więc było tak po prostu przedefilować tam i usiąść na którymś z nich. Tym bardziej, że w międzyczasie kilka stojących w rogach sali pań intensywnie mi się przyglądało. Myślę, że były to praktykantki, każda z nich była bowiem bardzo młoda. Stałam tak więc nie wiedząc, co zrobić z oczami. Czułam się bardzo niekomfortowo, bo czułam, że wszyscy na mnie patrzą, a nikt się nie odzywa. Być może dziewczyny dopiero się uczyły na fryzjerki, były tam nowe i nie wiedziały, jak się zachować przy klientce. Jakby było tego mało, po chwili podeszła do mnie jedna z fryzjerek i zabrała moje rzeczy mówiąc, że tu będą przeszkadzać, więc zaniesie je do szafy. Zupełnie tak, jakby uważała, że powinnam sama to zrobić, a przecież ja byłam tam pierwszy raz i nie wiedziałam, gdzie trzymają kurtki :) Złe pierwsze wrażenie na szczęście szybko minęło dzięki wspomnianej już właścicielce, która okazała się świetną profesjonalistką w swoim fachu.

Fryzjer szarpie

Dwa słowa, a wszystko jasne. Podam przykład: jednym z moich gorszych doświadczeń tego typu była nieprzyjemność korzystania z usług fryzjerki pewnego renomowanego salonu. Byłam w nim w ramach spotkania prasowego i mogłam skorzystać z usługi czesania włosów (sytuację tę już na blogu opisywałam). Fryzjerka (abstrahując od tego, że nic nie mówiła i nie potrafiła zaproponować nic od siebie, a w efekcie to, co stworzyła na mojej głowie, nadawało się do umycia po przyjściu do domu) przez całą wizytę straszliwie ciągnęła mnie za włosy, kręcąc je prostownicą. Była niewzruszona pomimo mojej obolałej miny i kilkukrotnego dawania do zrozumienia, że sprawia mi ból przez duże „b”. Jak się potem okazało, koleżanka, która była wówczas czesana na fotelu obok, trafiła jeszcze gorzej – jej druga fryzjerka tak spaliła włosy lokówką, że biedna musiała je potem obciąć, bo do niczego się już nie nadawały.

Dla równowagi podam jeszcze odwrotny przykład: w sierpniu podczas tonowania włosów trafiłam na fryzjerkę, u której przebywanie było prawdziwą przyjemnością. Nie tylko okazała się być prawdziwym fachowcem z ogromną wiedzą na temat pielęgnacji włosów, ale też zadziwiła mnie delikatnością przy czesaniu. Mycie głowy w jej wykonaniu to był prawdziwy relaksacyjny masaż!

No właśnie: mycie głowy. U fryzjera podczas tej czynności zwykle mam wrażenie, że ktoś wsadził mi głowę do miksera. I jeszcze te niewygodne w niektórych salonach myjki, po których przez długi czas boli mnie szyja!

Fryzjer popełnia podstawowe błędy i nie umie się komunikować

Znacie to uczucie, kiedy fryzjer najpierw myje Wam głowę, a dopiero potem pyta, jak chcemy obciąć włosy? Albo zaczyna farbować bez uściślenia, jaki będzie rezultat koloryzacji? Albo w końcu niby pyta o oczekiwania, ale wydaje się nie słuchać odpowiedzi? Ja coraz rzadziej trafiam już na takich pseudofachowców, ale może mam szczęście. A może to dzięki temu, że mieszkam w dużym mieście, a tutaj, chociażby za sprawą konkurencji, fryzjerzy częściej się szkolą i wielu z nich ma duże umiejętności. Takie sytuacje zdarzały się jednak w przeszłości mnie i wielu moim koleżankom.

Dobra komunikacja to też konkrety: dobry fryzjer nie powie „podetnę trochę końcówki”, lecz raczej będzie się starał uściślić i jasno wyrazić, co zamierza, np. „ma pani zniszczone włosy dotąd, proponuję ściąć 5 centymetrów”. Wtedy nie ma obawy, że klient go źle zrozumie i będzie niezadowolony, prawda?

Inne częste błędy, które obserwuję u fryzjerów, to: rozczesywanie długich włosów na mokro zaczynając tuż przy skórze, szorowanie głowy po myciu ręcznikiem, płukanie włosów gorącą wodą i suszenie parzącym wręcz nawiewem suszarki.

Fryzjer jest męczący

O co chodzi? Dla mnie męczący fryzjer na siłę stara się wciągnąć w rozmowę nawet najbardziej oporną klientkę. Będzie tak długo zadręczał ją opowieściami o swoich wakacjach, wypytywał o pracę czy wspominał o dzieciach kuzynki, aż ta albo się podda, albo ostentacyjnie zapuści żurawia w gazetę. To jest właśnie to wyczucie, które powinien mieć fryzjer, o którym już pisałam.

Inna sytuacja: fryzjer, który w kółko gada o tym samym. Naprawdę, są tacy, znam to z autopsji. Raz jedna fryzjerka, podczas farbowania moich włosów, co chwilę piszczała, jak bardzo podoba jej się kolor, który stworzyła na mojej głowie. Na początku grzecznie przytakiwałam, ale przy entym razie miałam ochotę zapytać: Ty tak na serio? Tym bardziej, że efekt jej pracy był marny, a włosy miejscami wydawały się być żółte.

Fryzjer stylizuje włosy bez pytania

Przyznaję: obecnie praktycznie każdy fryzjer, zanim chwyci po lakier, żeby wykończyć mi fryzurę, pyta, czy tego chcę. A ja nigdy nie chcę, bo po co? Mam proste włosy, nie potrzebuję ich usztywniać. Kiedyś jednak każda wizyta w salonie kończyła się tym, że wychodziłam z niego w kasku z włosów. Były tak sztywne i przylizane, że ani drgnęły na wietrze…

A Jakich fryzjerów Wy nie lubicie? Na co zwracacie uwagę podczas wizyty u fryzjera? Co Was najczęściej razi, męczy lub sprawia, że czujecie się na fotelu niekomfortowo?

Polecam:

18 komentarzy :

  1. Ogólnie nie lubię zbytnio wizyt u fryzjera. Nie lubię jak ktoś bawi się moimi włosami... Nie lubię pustych rozmów z praktycznie obcą osobą. A najbardziej nie lubię obcinania mi zamiast 1 cm, to 10 cm i to jeszcze krzywo (tak mi się kiedyś "przytrafiło")

    OdpowiedzUsuń
  2. Szarpanie włosów to norma, do tego mało, który fryzjer potrafi coś zaproponować od siebie. Ciężko o dobrego fryzjera.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja jestem przyszla fryzjerka. Cwiczymy na glowkach i na sobie nawzajem. Ale. Ale ja nienawidze jak moje wlosy chca obcinac, krecic i suszyc wlasnie goracym nawiewem. Jeatem wlosomaniaczka. Nie lubie goraca na moich wlosach, bo za chwile mam polamane konce w okroonym stanie ( wygladowym). Nie pytaja mnie o to czy ja chce scinac. Wiedza ze ja zapuszczam, aktualnie mam ok. 70 cm i chce dobic do 100 max. Ich to nie interesuje. Mam obciac albo je ciagle krecic bo dlugie mi nie pasuja chyba ze beda krecone. Ja wiem jak bede wygladala w krotkich zle bo mi sie wydluzy twarz a teraz podobam sie sobie i chlopakowi i to jest wazniejsze niz ich tam widzi mi sie. Caly czas sie bronie, ale momentami to juz mnie denerwuje taka nagonka na mnie.. fryzjer powinien moim zdaniem podporzadkowac sie klientowi nawet jesli mu to nie bedzie pasowac ale jesli chce to nie mozemy mu narzucic swojego..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to Ty znasz sprawę z drugiej perspektywy, bo ja mogę się wypowiadać tylko jako klientka :) Ale kto Cię namawia na obcięcie włosów, inne dziewczyny szkolące się na fryzjerki?

      Usuń
    2. Tak i sama nauczycielka tez. Caly czas siedza mi na glowie i "obetnij obetnij. Ladniej ci bedzie w krotkich! Albo je krec!" Wole swoje proste, chyba nieliczne sa osoby ktore doceniaja swoja strukture naturalna a ja uwielbiam swoje proste i nie chce krecic ich dodatkowo niszczac, wole dojsc do pieknych gladkich i dlugasnych :D

      Usuń
    3. Wg mnie powinnaś robić z własnymi włosami to, co Tobie pasuje :) Może powiedz im wyraźnie, że masz już dość ich komentarzy?

      Usuń
    4. Caly czas im mowie ze ja wiem swoje, ze nie i koniec. Ale czasem dochodze do wnioosku ze ja tez nie lubie fryzjerow :D dlatego do nich nie chodze, obcinam sie sama i mam nadzieje ze uklad wlosomaniaczka fryzjer w jednym bedzie dobry. Lepszy niz osoby ktore wlasciwie ida do zawodowki bo nic innego im nie zostaje a fryzjerstwo to "proscizna", nie jest, jesli chce sie byc dobrym w swoim fachu.

      Usuń
  4. Ja szczerze mówiąc rzadko bywam u fryzjera, jak nie wcale. Zdarzyło mi się, żeby fryzjerka zrobiła mi okropną fryzurę (okropna wygryziona grzywka i cieniowanie które wogle do mnie nie pasowało), ale zdarzało mi się wyjść naprawdę zadowoloną. Tak naprawdę poprosiłam o tę samą fryzurę, jednak zrobiła mi to osoba która naprawdę była zaangażowana w to abym była zadowolona. Włosy obcięte do tej długości co miały, grzywka na miejscu, a całość ładnie utrzymywała się dosłownie dwa lata bez stylizacji.

    A zdażało się również że prosząc o przycięcie końcówek, pani podcieła mi dosłownie 0,5 cm nie widziałam żadnej różnicy a szczerze mówiąc byłam przygotowana na nieco większe cięcie.
    Każda fryzjerka inna.

    Ale to było już bardzo dawno temu. Od ok 4 lat podcinam sama lub prosze najbliższą mi dostępną osobę o pomoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pokazuje, jak różnic są fryzjerzy :)

      Usuń
  5. Ja przez 12 lat niestety nie trafiłam na dobrego fryzjera. Teraz od nowego roku postanowiłam zrobić sobie przerwę, bo cały czas coś nie wychodziło, więc nie ma co próbować na siłę. Apropo włosów, to napisałam do Ciebie @ ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedynym fryzjerem, do ktorego mam 100 procent zaufania jest kuzynka mojej mamy.Fryzjerka z prawdziwego zdarzania. Niestety, mieszkam za granica i widujemy sie raz do roku.
    Dzisiaj wyslalam zdjecie moich wlosow kolezance. Jej komentarz? Sliczne, jak przyjedziesz na wakacje zajmiesz sie moimi wlosami....a ona jest fryzjerka. Zostawilam to bez komentarza.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam tyle złych doświadczeń u fryzjerów, że nie starczyłoby miejsca w komentarzu :D . Najgorsze z nich to bure i za ciemne włosy, zielone włosy (nie miałam wcześniej henny, fryzjerka z zerowym pojęciem mieszania kolorów), cięcie 20! cm z długości, zamiast wycieniowania :/ . Jak to wspominam to znowu się wściekam...

    OdpowiedzUsuń
  8. Trafić na odpowiedniego fryzjera to często nie lada wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię chodzić do fryzjera... za dużo złych doświadczeń: niekompetencja, niezadowolenie, łaska, nieumiejętność odpowiadania na pytania, doradzenia...

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy w życiu nie byłam u fryzjera. Chciałam iść raz wyrównać końce, znajoma polecała jakąś fryzjerkę... ale to, co było na głowie znajomej raczej nie zachęcało do odwiedzenia salonu, w którym to wykonano ;) Wiem, że kiedyś będę musiała się przekonać do wizyty bo jednak samej sobie nie daję rady przycinać włosów, a mama mieszka za daleko.

    PS Oglądałam kiedyś "Ostre cięcie". Przestałam po odcinku, w którym prowadzący opieprzyli fryzjerkę, że za mało obcięła, mimo że klientka wyraźnie powiedziała, że chce tylko końcówki. Tak mnie to zdenerwowało, że teraz jak widzę choćby reklamę to od razu przełączam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OOoo to ja tego nie widziałam!! Masakra. Pamiętam jakiś stary odcinek, w którym obcięli wszystkie fryzjerki na krótko i asymetrycznie. Słabo wyglądały...

      Usuń

Popularne w tym miesiącu: