niedziela, 27 grudnia 2015

Niedziela dla włosów (8): zabieg laminowania Marion


Ostatni wpis z serii „Niedziela dla włosów” pojawił się na moim blogu ponad pół roku temu – z jednej strony powodem jest brak czasu (głowę myję zazwyczaj w pośpiechu wieczorem i nie zawsze mam czas na kombinacje związane z kosmetykami, robieniem zdjęć czy opisywaniem wszystkiego), a drugiej zaś moja pielęgnacja włosów jest obecnie dość minimalistyczna i zazwyczaj wykorzystuję to, co akurat mam pod ręką.

Dziś jednak, tuż po świętach, miałam wreszcie trochę więcej czasu i zanim przyszli goście mogłam sięgnąć po coś, co zalegało w mojej szafce od wielu miesięcy – saszetkę „Zabieg laminowania Marion”. Zalegało, bo – chociaż byłam ciekawa jej działania – nieco przerażał mnie jej bardzo długi i nie całkowicie dobry skład. O tym jednak napiszę niedługo w recenzji. Saszetka leżała więc i leżała, a data przydatności do użycia była coraz bliżej, postanowiłam więc wreszcie ją przetestować.

Całą historię (sic!) muszę jednak zacząć od tego, że w Wigilię dostałam lokówkę Philips ProCare Auto Curler i już następnego dnia na pierwszy dzień świąt miałam okazję jej użyć. Kiedy więc dziś zaczęłam – nazwijmy to – rytuał pielęgnacyjny, musiałam najpierw rozczesać splątane loki. Do tego zadania została powołana szczotka z włosia dzika – i słusznie, bo całkiem nieźle sobie poradziła, chociaż rozczesane w ten sposób skręty zamieniły się w nastroszoną szopę. 

Następnie na skórę głowy nałożyłam odrobinę lotionu oczyszczającego MonRin, który wręcz pachnie świeżością, i pozostawiłam go na pięć minut. Głowę umyłam szamponem Natural marki Colway International – podtrzymuję swoją dobrą opinię o tym produkcie, jest naprawdę wydajny, ma idealną konsystencję, dobrze się pieni, nie podrażnia, a moje włosy są po nim długo świeże.


Na koniec odcisnęłam włosy w bawełnianą podkoszulkę (od dawna nie używam już do tego ręcznika) i nałożyłam jedną z dwóch saszetek „Zabieg laminowania Marion”, pozostawiając produkt na włosach przez 10 minut pod dołączonym do niego czepkiem. Postanowiłam nie wydłużać tego czasu i zrobić tak, jak producent radzi na opakowaniu, aby zobaczyć rzeczywisty efekt zabiegu na moich włosach. Po zmyciu kosmetyku pasma delikatnie nim pachniały.

Włosy wysychały naturalnie przez jakiś czas, a pod koniec, bo już zaczęło się robić późno i musiałam się spieszyć, dosuszyłam je lekko suszarką. Początkowo włosy były bardziej niż zwykle splątane i sztywne, ale zmieniały się na plus w miarę wysychania.


Na końcówki nałożyłam jeszcze jedną pompkę Olejku arganowego Bielendy i mogłam ocenić efekt… Jak dla mnie był on taki, jak zwykle! Włosy były wygładzone, lekko pachnące i sypkie. Jestem zadowolona z rezultatu, ale po saszetce Marion spodziewałam się chyba czegoś naprawdę ekstra.


PS. To już dwusetny wpis na moim blogu! :)

Inne NdW:

28 komentarzy :

  1. Muszę w końcu zacząć wycieranie mokrych włosów ręcznikiem:)
    Może kiedyś skuszę się na te saszetki:)
    Pozdrawiam i obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie ten zabieg jakoś w ogole nie kusi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja miałam ten zabieg, ale mama mi podkradła saszetkę, nic szczególnego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam zarówno tą saszetkę, jak i niebieską - obie niestety bardzo słabo się u mnie spisały ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do tej pory laminowałam włosy w domu żelatyną, tego Mariona jeszcze nie testowałam.
    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazwyczaj laminuje włosy żelatyna :-) ale przyznam, że dawno tego nie robiłam... Buziaki :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazwyczaj laminuje włosy żelatyna :-) ale przyznam, że dawno tego nie robiłam... Buziaki :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie ten zabieg wypadł dobrze tylko za pierwszym razem. Włosy były proste jak po użyciu prostownicy. Kolejne próby, chociaż w dużych odstępach czasowych, nie wypadły dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne włosy :D
    Ja nadal używam ręcznika :D Może głupio trochę, ale po 2 latach włosomaniactwa nie laminowałam jeszcze włosów saszetką z marion, trzeba to nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś go wypróbowałam, ale bardziej chyba zaszkodził moim włosom niż pomógł. Kolejnych 200 wpisów życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzisiaj też robiłam to laminowanie i się trochę zawiodłam -za pierwszym razem efekt był lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zastanawiałam się ostatnio nad tą maseczką, ale chyba sama sobie zrobię laminowanie, po domowemu ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam zamiar niedlugo wyprobowac ten zabieg jeszcze raz bo za pierwszym to byla totalna klapa :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie większy efekt rozprowstowania dał niebieski zabieg - ten z kolei dodał moim włosom sporej objętości, ale też bardzo swędziała mnie po nim głowa.

    OdpowiedzUsuń
  15. Również chciałam to zrobić, po żelatynie nie było żadnego efektu...
    Ale Ty robisz ostatnio dużo profesjonalnych zabiegów więc może Twoje włosy są tak zdrowe że takie "zwykłe" laminowanie nie zrobi im różnicy??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, może ta saszetka z laminowaniem ma niewiele wspólnego :P

      Usuń
  16. uzywalam tej saszetki tylko niebieskiej :)
    efekt u mnie taki sredni ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja używam żelatyny :) Ale Twoje włosy wyglądają super :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jeszcze nie laminowałam włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Laminowanie u mnie świetnie się sprawdza, dawno nie robiłam :) Zawsze jednak robię wersję domową czyli na odżywkę i żelatynę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w końcu domowej wersji nie próbowałam :)

      Usuń
  20. Może się skuszę, nigdy nie próbowałam takiego zabiegu, a moim włosom przyda się cokolwiek, nie musi być efektu wow :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zdecydowanie pod względem efektów lepsze jest laminowanie domowym sposobem. Szczerze polecam, choć będę próbowała teraz na lnianego glutka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie laminowałam jeszcze włosów z Marionem, ale laminowałam samą żelatyną ;)
    Ale efekt jak widzę podobny ;) Po żelatynie tylko większe wow jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nigdy nie laminowałam włosów ale może byłoby to dobre dla nich:)

    OdpowiedzUsuń

Popularne w tym miesiącu: