środa, 4 marca 2015

Jak zwalczyłam elektryzowanie się włosów?

Rolę elektryzujących się włosów grają na zdjęciu nastroszone szczotką baby hair ;)

Zima wprawdzie powoli się kończy (chociaż w Warszawie wczoraj spadł grad i słyszałam, że na południu Polski zrobiło się biało!), ale myślę, że sezon na ciepłe czapki, a co się z tym wiąże – na elektryzowanie się włosów,  jeszcze trochę potrwa. Moje włosy od pewnego czasu prawie wcale się nie elektryzują – dziś chciałabym Wam napisać, co pomogło mi zwalczyć ten problem.  

Dlaczego włosy się elektryzują?

Wroga dobrze jest najpierw poznać – jeśli będziemy znać przyczynę problemu, łatwiej będzie nam go zwalczyć :)

Włosy naładowane są jonami dodatnimi – jeśli napotkają one inne jony dodatnie (np. w drobinkach kurzu czy włóknach tkanin), odpychają się od siebie w efekcie czego włosy zaczynają się unosić. Zjawisko to obserwujemy szczególnie zimą, gdy przebywamy w klimatyzowanych lub ogrzewanych pomieszczeniach i nosimy czapki.

Na elektryzowanie najbardziej podatne są włosy suche, zniszczone, nie obciążone, czyste. To właśnie one najłatwiej się unoszą. Za pomocą właściwej pielęgnacji możemy jednak zmniejszyć elektryzowanie do minimum, a nawet całkowicie je wyeliminować.

Oto sposoby, które mi pomogły!

Nawilżanie włosów

Zimą włosy potrzebują przede wszystkim emolientów – substancji, które otaczają je specjalnym filmem nie pozwalającym na odparowanie wody. Nawilżone włosy, w przeciwieństwie do suchych, mniej się elektryzują, są cięższe i bardziej mięsiste.

Podstawą jest więc stosowanie emolientów z dodatkiem humektantów (tutaj pisałam, czym są humektanty i emolienty i jak je rozpoznać w składach kosmetyków). Tych drugich musimy jednak używać z umiarem – w przeciwnym razie włosy będą się bardzo puszyć (wyjaśniam tę zależność tutaj).

W odżywkach i maskach do włosów (których stosowanie jest niezbędne, by pozbyć się problemu z elektryzowaniem) szukam więc przede wszystkim następujących emolientów:
  • olejów (w składach nazwy zwykle kończą się słowem Oil – poza Mineral Oil, czyli parafiną),
  • maseł (np. Butyrospermum Parkii Butter – masło shea, Persea Gratissima Butter – masło awokado),
  • wosków (Cera Alba, Cera Flava, Euphorbia Cerifa (Candelilla) Wax),
  • estrów (Isopropyl Palmitate, Isopropyl Myristate),
  • alkoholi tłuszczowych (np. Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol),
  • ewentualnie silikonów (np. Dimethicone Copolyol, Lauryl Methicone Copolyol, Hydrolyzed Wheat Protein Hydroxypropyl Polysiloxane, silikony z PEG na początku, Amodimethicone, Dimethicone, Dimethiconol, Beheonoxy Dimethicone, Phenyl Trimethicone, Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Cyclohexasiloxane, Octamethyl Cyclotetrasiloxane).
Dla mnie zbawienne okazało się regularne olejowanie, dzięki któremu moje włosy nie tylko są oporne na elektryzowanie, ale stały się też bardziej gładkie, błyszczące i elastyczne.

Do nawilżania włosów przydają się też domowe maski przygotowane np. z miodu, oliwy i jogurtu. Z tych przepisów, które opisywałam na blogu, nawilżająco działają np.:
 Suszenie z jonizacją

Większość nowoczesnych suszarek ma funkcję jonizacji, która powoduje wytwarzanie jonów ujemnych neutralizujących jony dodatnie na włosach. Dzięki temu włosy się nie elektryzują, a ponadto są bardziej gładkie i lepiej się układają. Więcej o suszarkach i jonizacji znajdziecie w tym wpisie: Jak kupić idealną suszarkę?


Odpowiednie przybory do czesania

Przez wiele lat korzystałam z plastikowej szczotki, która nie tylko łamała mi włosy, ale też wzmagała ich elektryzowanie. Odkąd czeszę się naturalną szczotką z włosia dzika oraz Tangle Teezer, problem praktycznie znikł. Przeciwko elektryzowaniu polecane są też drewniane grzebienie.

Koszulka zamiast ręcznika

Tarcie włosów szorstkim ręcznikiem nie tylko je uszkadza, ale też wzmaga elektryzowanie – ja od wielu miesięcy wycieram włosy po myciu bawełnianymi materiałami, np. dużymi, nieużywanymi koszulkami. Najlepiej jest odsączyć w nie nadmiar wody i zostawić włosy do podeschnięcia, a następnie lekko podsuszyć chłodnym nawiewem suszarki z jonizacją.

Dociążanie włosów

Włosy, które są zbyt lekkie, łatwiej się elektryzują i unoszą po każdym zdjęciu czapki z głowy. Warto więc je dociążać za pomocą ulubionych olejków, silikonowego serum lub jedwabiu – ja od kilku miesięcy używam do tego zazwyczaj oleju arganowego, który średnio nadaje się u mnie do olejowania (często powoduje puszenie), świetnie jednak sprawdza się do zabezpieczania końcówek.

Odrobina olejku, serum czy jedwabiu dobrze sprawdzi się też do wygładzenia włosów, gdy akurat doświadczamy elektryzowania – zamiast nich możemy też użyć zwykłej wody. Wystarczy rozetrzeć kroplę produktu lub czystej wody w dłoniach i przejechać nimi po włosach, przyklepując je. Do takiego przygładzenia włosów możemy też użyć kremu. To je natychmiast dociąży i opadną.

Jeśli naturalna szczotka z włosia wzmaga elektryzowanie włosów (to się często dzieje), wystarczy po umyciu szczotki nałożyć na nią odrobinę odżywki do włosów – powinno pomóc (więcej na ten temat pisałam tutaj). 


Odżywki z substancjami elektrostatycznymi

W odżywkach warto poszukać składników, które wykazują działanie antystatyczne (zmniejszające lub neutralizujące ładunki elektryczne). Zaliczamy do nich między innymi:
  • kationowe związki powierzchniowo-czynne (najczęściej mają końcówkę Chloride, całą listę znajdziecie tutaj),
  • sodium PCA,
  • Stearamidopropyl Dimethylamine,
  • Parafina (Paraffinum liquidum),
  • Betaine, 
  • Lauramidopropyl betaine,
  • Lauramidopropylamine oxide,
  • Maltodextrin,
  • Polyquaternium-10, Polyquaternium -20, Polyquaternium -32, Polyquaternium -7,
  • Steartrimonium Methosulfate,
  • Sodium lauryl sarcosinate.
Łagodne szampony

Szampony zawierające silne detergenty mogą przesuszać włosy – suche pasma zaś są lekkie i łatwo poddają się elektryzowaniu. Myślę więc, że na mój brak problemów z elektryzowaniem wpływa też używanie delikatnych szamponów, np. opisywanych już przeze mnie Babydream czy Ajurwedyjskiego szamponu Orientany, a także mycie włosów sposobem OMO (odżywka – mycie – odżywka): nakładam odżywkę/maskę na długość włosów, po 20-30 minutach myję skórę głowy, pozwalając pianie spływać po włosach, a następnie nakładam odżywkę i spłukuję ją chłodną wodą. Dzięki temu końcówki włosów (które i tak są u mnie najbardziej suche) nie są narażone na detergenty zawarte w szamponach.

Wpis, w którym wyjaśniam, jak odróżnić silne detergenty od łagodnych, znajdziecie tutaj: SLS, SLES i inne detergenty w kosmetykach do włosów.

Inne sposoby zapobiegające elektryzowaniu włosów:
  • jeśli przebywasz w klimatyzowanych lub ogrzewanych pomieszczeniach, korzystaj z nawilżaczy (naturalnych lub elektrycznych) bądź kładź na kaloryferze mokry ręcznik,
  • noś czapki wykonane tylko z naturalnych materiałów,
  • unikaj syntetycznych ubrań,
  • pij dużo wody – włosy trzeba też nawilżać od wewnątrz,
  • stosuj płukanki octowe i lniane po myciu włosów,
  • spryskuj włosy antystatycznymi spray’ami (można je zrobić samodzielnie, np. mieszamy w buteleczce z atomizerem odrobinę aloesu, wywaru z siemienia lnianego i wody, możemy też dodać ulubiony olej, olejek eteryczny lub hydrolat),
  • nie dotykaj włosów zbyt często,
  • płucz czapki w płynach do płukania tkanin (wykazują one działanie antystatyczne),
  • regularnie szczotkuj włosy (dzięki temu rozprowadzisz na nich naturalne sebum, które je dociąży),
  • nie susz włosów gorącym nawiewem suszarki, odstaw prostownicę,
  • niewątpliwie na elektryzowanie pomaga też keratynowe prostowanie włosów.
A jakie są Wasze sposoby na elektryzujące się włosy?

Przydatne wpisy:

poniedziałek, 2 marca 2015

Czy warto pić drożdże? | Efekty 3-miesięcznej kuracji


Kurację polegającą na piciu drożdży stosowałam regularnie przez równe 3 miesiące. Przyznam szczerze, nie zawsze było łatwo! Dziś chciałabym Wam zrelacjonować, czy było warto i na czym dokładnie taka kuracja polega. A jeśli ktoś nie może znieść smaku drożdży do picia, na dole tego wpisu znajdzie rozwiązanie, które może pomóc :)

Jak drożdże wpływają na włosy i organizm?

Zacznijmy od tego, że drożdże to organizmy jednokomórkowe – grzyby, które rozkładają cukry proste. Dzięki tej właściwości z powodzeniem wykorzystuje się je w kuchni do pieczenia ciast lub pieczywa czy fermentacji alkoholu.

Drożdże zawierają m.in.:
  • witaminy z grupy B,
  • minerały (np. miedź, potas, mangan, selen, chrom, cynk, kobalt, fosfor, molibden, magnez, żelazo, jod, sód),
  • aminokwasy (tyrozyna, tryptofan, arginina, cystyna, alanina).

Pozytywne działanie drożdży na organizm jest naprawdę szerokie – warto wyróżnić np. to, że:
  • wzmacniają i regenerują organizm,
  • pomagają w leczeniu prostaty i zapobieganiu nowotworom,
  • wzmacniają włosy, skórę i paznokcie,
  • wpływają na pracę trzustki, zmniejszają apetyt na słodycze,
  • wspomagają leczenie łojotoku, trądziku i łupieżu,
  • likwidują zaparcia i zajady,
  • hamują siwienie włosów,
  • poprawiają przemianę materii,            
  • przywracają włosom sprężystość,
  • wzmacniają system nerwowy, dzięki czemu zapobiegają depresji.

Picie drożdży w kontekście poprawy stanu włosów ma najczęściej dwa cele: wzmocnienie ich (a więc zapobieganie wypadaniu) oraz przyspieszenie porostu. Drożdże mogą też pomóc wzmocnić paznokcie oraz oczyścić cerę (chociaż początkowo mogą przyczyniać się do zwiększonego pojawiania się wyprysków).

Jakie drożdże kupić i gdzie ich szukać?

Kupujemy zwykłe drożdże sklepowe – zazwyczaj piekarskie. Mogą też być piwne czy instant, ale te trudniej jest dostać (zauważmy, że 7 g drożdży instant to 25 g świeżych!). Drożdże znajdziemy w każdym sklepie spożywczym – zazwyczaj w lodówce na dziale z przetworami mlecznymi bądź w pobliżu pieczywa.

Ile kosztuje kuracja drożdżowa?

Jedno opakowanie drożdży (100 g) to kosz rzędu około 1 zł (ceny lekko się wahają w zależności od sklepu i producenta). Zakładając, że dziennie pijemy 1/3 kostki drożdży, miesięcznie wydamy na kurację około 10 zł. Koszt jest więc zbliżony do kuracji drożdżowymi tabletkami z apteki, ale skuteczność picia drożdży jest zwykle o wiele większa.


Real/Auchan, cena drożdży: 1,13 zł
Carrefour, cena drożdży: 0,85 zł, 0,89 zł, 1,19 zł
Czy drożdże tuczą?

Mimo powiedzenia „rosnąć jak na drożdżach”, kuracja z udziałem tych grzybów do specjalnie tuczących nie należy: 100 gram drożdży (kostka) zawiera około 100 kcal. Zazwyczaj spożywamy dziennie tylko połowę, 1/3 lub ćwiartkę takiej kostki – nie ma więc obaw, że przytyjemy.

Jak pić drożdże?

Porcja drożdży, jaką spożywamy w ciągu dnia, zależy od nas – zaleca się jednak pić od 1/6 do ½ kostki dziennie. Ja przez 3 miesiące piłam po 1/3 kostki – była to dla mnie ilość optymalna.

Drożdże należy rozdrobnić i zalać wrzątkiem – jest to konieczne, by je zabić (w innym przypadku mogą – jak to grzyby – panoszyć się w naszym układzie pokarmowym i powodować różne dolegliwości). Ilość wrzątku zależy od tego, ile drożdży pijemy naraz – ja na 1/3 kostki potrzebowałam około połowy szklanki.

Po zalaniu wrzątkiem napój dokładnie mieszamy i możemy wypić lub odstawić do wystygnięcia. Resztę drożdży przechowujemy w lodówce.



Dlaczego drożdży nie można słodzić?

Słodzenie drożdży może znacznie obniżyć ich działanie i przyswajalność dobroczynnych składników – do drożdży nie dodajemy więc żadnego cukru, słodkiego soku, miodu czy owoców! Lepiej też nie jeść niczego słodkiego godzinę przed i godzinę po wypiciu drożdży.

Jak zmienić smak drożdży?

Przyznaję szczerze – początkowo zakładałam, że wszystkie lamenty dziewczyn pijących drożdże i narzekających na ich smak są grubo przesadzone. „Przecież drożdże są pyszne, w dzieciństwie jadłam je czasem na surowo, gdy mama lub babcia piekły ciasto i bardzo mi smakowały” – myślałam pobłażliwie, czytając wpisy o „obrzydliwym smaku drożdży” na forach internetowych czy blogach. Błąd. Duży błąd. Drożdże w formie napoju są naprawdę ohydne i w niczym nie przypominają tych surowych!

Ale od początku. Picie drożdży zaczęłam chyba w sposób najgorszy z możliwych – o tym, że miałam zacząć kurację, przypomniałam sobie późno wieczorem w którąś listopadową niedzielę. Pobiegłam do kuchni, chwyciłam kostkę drożdży, odmierzyłam 1/3 i zalałam ją wrzątkiem. Oczywiście nie miałam już czasu czekać aż ostygną – próbowałam więc wypić napój na gorąco. Skończyło się na mdłościach i myślach „i ja mam to pić przez 3 miesiące? Nie dam rady!”.

Z każdym dniem jednak było coraz lepiej, a po 1-2 tygodniach ich picie weszło mi w krew. Nauczyłam się, że zimne drożdże są o wiele mniej intensywne w smaku niż gorące – po zalaniu ich wrzątkiem odstawiałam więc napój na kilka godzin do całkowitego ostygnięcia. Wtedy o wiele łatwiej było je przełknąć, a wręcz stawały się neutralne w smaku. Piłam je zawsze duszkiem. Próbowałam też dodawać do nich różne niesłodzone rzeczy (kawę, naturalne kakao, mleko), ale ostatecznie uznałam, że najlepiej pije mi się zwykłe, bez niczego.

Jak długo można pić drożdże?

Organizm szybko się przyzwyczaja – optymalny czas picia drożdży to maksymalnie 3 miesiące, po których robimy minimum miesiąc przerwy. Możemy też pić drożdże przez 3 tygodnie, a następnie zrobić tydzień przerwy – taki system też się sprawdza. Grunt, to robić odstępy i nie pić drożdży non stop.

Drożdży – jeśli pijemy zaledwie do pół kostki dziennie – nie da się przedawkować, gdyż zdecydowana większość zawartych w nich witamin rozpuszcza się w wodzie i w przypadku nadmiaru jest wydalana wraz z moczem.


Moja jednorazowa porcja drożdży

Co mi dała kuracja drożdżowa?

Pierwsze efekty kuracji zauważyłam po kilku tygodniach picia drożdży. Podsumowując ostatnie 3 miesiące mogę zaobserwować, że:
  • zaczęły mi wyrastać nowe włosy (baby hair są widoczne, czuję je też pod palcami, gdy dotykam skóry głowy),
  • wzmocniły mi się włosy (drożdże okazały się być dobrą kontynuacją kuracji z kozieradką, która zahamowała u mnie wypadanie włosów),
  • przyspieszył mi się porost włosów (w listopadzie wynosił około 1 cm, w kolejnych trzech miesiącach po około 2 cm; bardzo żałuję, że nie zrobiłam odpowiednich zdjęć, ale nic straconego – do drożdży jeszcze z pewnością wrócę),
  • nie choruję (być może to tylko przypadek, ale tej zimy nie przyplątało mi się dotychczas żadne przeziębienie),
  • odrobinę wzmocniły mi się paznokcie.

Nie zauważyłam natomiast żadnych zmian w kwestii:      
  • cery (nie miałam żadnego wysypu, cera jest gładka i nie sprawia problemów),
  • samopoczucia,
  • ochoty na słodycze (a szkoda),
  • zmniejszenia przetłuszczania się włosów (też szkoda, chociaż nie mam z tym aż takich problemów, więc może nie ma co narzekać).

Na koniec ważna informacja: drożdże to tylko suplement diety i nie zdziałają cudów, jeśli nasze wypadanie włosów czy zły stan skóry są efektem zmian hormonalnych. W takim przypadku niezbędna jest wizyta u lekarza i wykonanie potrzebnych badań. 

Brak spektakularnych efektów kuracji drożdżowej w kontekście włosów, skóry czy paznokci może być też znakiem, że zawarte w drożdżach witaminy zostały „ulokowane” w bardziej potrzebujących organach i dla innych części naszego ciała już ich po prostu „nie starczyło”. Warto bowiem wiedzieć, że dobroczynne substancje są dostarczane do skóry, włosów i paznokci na samym końcu, gdy nie brakuje ich nigdzie indziej. To dlatego jeśli brakuje nam witamin i minerałów, zauważamy, że nadmiernie wypadają nam włosy, skóra robi się szara i ziemista, a paznokcie zaczynają się łamać – w tych miejscach owe braki są widoczne od razu. Aby być zdrowym i ładnie wyglądać, niezbędna jest odpowiednia, bogata w dobroczynne dla zdrowia elementy dieta!



niedziela, 1 marca 2015

Zrób to sama: maska na włosy z granatem


Mam wrażenie, że granat nie jest zbyt popularny w kosmetyce, a szczególnie w zakresie pielęgnacji włosów. 
I chociaż pojawia się w jednej z bardziej znanych serii Alterry – szamponie, masce i odżywce "Granat i aloes" – to w domowej kosmetyce wciąż traktowany jest po macoszemu. A szkoda, bo ten oryginalny owoc naprawdę zasługuje na to, by wpisać się w nią na stałe.

Dlaczego warto używać owoców granatu na włosy?

Granat odżywia i nawilża włosy, stanowi też naturalny filtr UV. Jest źródłem witamin A, B, C i E, a także wielu minerałów i substancji odżywczych – znajdziemy w nim krzem, jod, magnes, fosfor, wapń i potas. Spośród wszystkich owoców zawiera najwięcej antyoksydantów, które eliminują wolne rodniki uszkadzające i niszczące komórki naszego ciała. Skórka granatu (ta środkowa, widoczna pomiędzy czerwonymi ziarnkami) działa natomiast przeciwzapalnie i zatrzymuje barwniki w keratynie włosów (zapobiega więc wypłukiwaniu się farby).

Maska z granatem – domowa czy sklepowa?

Niedawno przyjrzałam się trochę serii Alterry "Granat i aloes" – szczerze mówiąc trochę się dziwię popularności tych produktów, ponieważ każdy z nich zawiera wysuszający alkohol (maska i odżywka mają go aż na drugim miejscu składu). Dobre działanie produktów Alterry u wielu osób wynika niewątpliwie z tego, że alkohol jest równoważony wieloma emolientami. I chociaż rozumiem, że jego obecność w kosmetykach rekompensuje brak konserwantów, to jednak nie do końca jest dla mnie logiczne, dlaczego Alterra ma tak dobrą opinię i tak wiele dziewczyn sięga po produkty tej firmy zamiast wykorzystać inne, bardziej przyjazne włosom kosmetyki.

Tchnięta tą popularnością postanowiłam stworzyć domową maskę z granatem – bez alkoholu i zbędnych dodatków. Granat do tanich owoców nie należy, ale bez obaw – do przepisu potrzebujemy tylko niewielką jego część, reszta zostaje do zjedzenia :)


Przepis na maskę z granatu

Przy wymyślaniu składów masek kieruję się zwykle zasadą równowagi – staram się zawrzeć w nich emolienty, proteiny i humektanty. Maska z granatem opiera się głównie na tych dwóch ostatnich, dlatego przed jej zastosowaniem dobrze jest zagwarantować włosom porządne olejowanie.

Potrzebujemy:
  • około 2 łyżki ziaren granatu (mogą być ze skórką),
  • dwie łyżki jogurtu (proteiny),
  • kilka kropel zatężonego aloesu lub odrobina soku z aloesu (humektanty).

Składniki łączymy, a granat rozdrabniamy widelcem, by ziarna puściły sok. Mieszanka będzie dość rzadka, więc dla zagęszczenia i wzbogacenia warto wymieszać ją z ulubioną sklepową maską, najlepiej emolientową (ja wybrałam Biovax do włosów blond). Tak przygotowaną maskę nakładamy na włosy na około 20 minut do pół godziny, po czym spłukujemy. Włosy są po niej nawilżone, odżywione i bardzo miękkie.

Bez obaw, ziarna granatu są na tyle duże, że nie stanowią trudności przy wypłukiwaniu. Zaznaczam też, że maska nie farbuje – nie zauważyłam żadnych zmian kolorystycznych na swoich jasnych włosach (tym bardziej, że granat, jogurt i aloes wymieszałam z maską sklepową).

Granat z jogurtem i aloesem
Zagęszczamy maską sklepową
Gotowe!

Wykorzystywaliście kiedyś granat na włosy?

Inne wpisy z tej serii znajdziecie tutaj.

Popularne w tym miesiącu: