wtorek, 10 października 2017

Co mnie najbardziej irytuje w salonach fryzjerskich?


Po tym, jak wiele osób przeczytało mój wpis pt. „Czego najbardziej nie lubię u fryzjerów?”, postanowiłam wrócić do tego zagadnienia i przygotować tekst na podobny temat. Podobny, ale nie taki sam, salon fryzjerski to bowiem zupełnie coś innego niż fryzjer: na jego dobre funkcjonowanie składa się kilka czynników, które nie zawsze są bezpośrednio związane z celem, który chcemy osiągnąć, gdy go odwiedzamy. Innymi słowy, to nie salon nas czesze, ale to nie znaczy, że jego organizacja (jako miejsca) jest bez znaczenia. Od salonu oczekujemy też zupełnie czegoś innego niż od fryzjera – człowieka – i co innego może nas w nim denerwować. System działania, higiena, sposób umawiania wizyt, traktowanie klientów… jest naprawdę wiele elementów, w ramach których salon fryzjerski może zaliczyć poważną wpadkę. Oto, co mnie drażni w niektórych z nich.

Głośna muzyka w salonie fryzjerskim

Na szczęście takie salony są już rzadkością – a przynajmniej ja od pewnego czasu już na nie w Warszawie nie trafiam. Kiedyś jednak były plagą. To właśnie dlatego trudno mi było zrozumieć, jak można traktować pójście do fryzjera jako relaks: rozumiem, że to moment, kiedy robimy coś dla siebie, ale czy to jest przyjemne? Ja nie mogłam się nigdy odprężyć, gdy – poza szumem suszarek, co w salonie fryzjerskim jest oczywiście w pełni uzasadnione – musiałam jeszcze słuchać głośnych przebojów Radia Eska czy innych dance’owych hitów, za którymi nie przepadam.

Salon jest brudny i nie przestrzega się w nim higieny

Jeśli oglądaliście kiedykolwiek programy w stylu „Ostre cięcie”, to pewnie widzieliście, w jakim stanie są sprzęty trzymane w niektórych salonach fryzjerskich: nieoczyszczone z włosów szczotki i golarki, lepiące się grzebienie, brudne fartuchy, które fryzjerki zakładają klientom… Pamiętam odcinek, w którym pokazywano salon, którego właścicielka tak bardzo chciała zaoszczędzić, że zamiast ręczników papierowych używała naprawdę brudnych, poplamionych szmat. Niewiarygodne, że przyzwyczaiła się do nich na tyle, że nawet nie wyrzuciła ich przed przyjazdem telewizji…

Jak sięgam pamięcią, nie przypominam sobie, abym była świadkiem jakiegoś rażącego zaniechania higieny w salonach fryzjerskich, które odwiedzałam. Zawsze jednak z ciekawością patrzę na to, co fryzjerka, która mnie czesze, robi w przypadku na przykład upuszczenia na podłogę grzebienia lub szczotki.

Trudo umówić się na wizytę

Nie chodzi mi o to, że salon jest świetny i ma mnóstwo klientek, przez co zapisanie się na wizytę graniczy z cudem. Mam na myśli takie salony, do których trudno się dodzwonić, a wizyty są regularnie przekładane lub odwoływane. Kiedyś chodziłam do fryzjera, u którego większość prób zapisania się przez telefon wyglądała następująco:

- Dzień dobry, chciałabym się umówić na wizytę do Państwa.
- Dzień dobry, jasne, ale jest dopiero 11.00, ja jeszcze nie włączyłam systemu komputerowego, proszę zadzwonić za pół godziny, bo on się długo uruchamia.

Oczywiście za pół godziny system jeszcze nie działał, a ja przez najbliższe godziny tego dnia próbowałam złapać moment, w którym wreszcie ruszy. Zawsze mnie dziwiło, dlaczego zatem salon nie korzysta poza tym ze zwykłego papierowego kalendarza?

Salon jest źle zorganizowany

Dobry salon ma poczekalnię – koniec i kropka. Poczekalnię, w której klienci mogą usiąść, powiesić płaszcz i w spokoju poczekać na swoją kolej. Niekoniecznie trzeba im proponować coś do picia (chociaż byłoby miło), ale na pewno ktoś powinien każdą nowo wchodzącą do salonu osobę, jeśli jest kolejka, po prostu przywitać. To drobiazg, ale naprawdę świadczy o danym miejscu.

Pamiętam, jak kiedyś chodziłam do salonu fryzjerskiego, w którym zapominano o tym szczególe. Jeśli dwie fryzjerki były akurat zajęte, a wchodziła nowa klientka, nikt nie zwracał na nią uwagi, póki sama się o nią nie doprosiła. Wyobraźcie sobie, że przychodzicie na umówioną wizytę, a personel zachowuje się, jakbyście były niewidzialne: nikt nie mówi wam, kiedy będzie wasza kolej ani czy w ogóle zostaniecie przyjęte. Siadacie i czekacie, zdane na łaskę i niełaskę fryzjerek.

Wracając jednak do poczekalni: tak, byłam kiedyś w (dodajmy: bardzo znanym) warszawskim salonie – w którym poczekalni w zasadzie nie było. W zasadzie, bo w oczekiwaniu na swoją wizytę siedziałam na krześle na środku salonu, nie wiedząc kto i kiedy do mnie podejdzie. W dodatku była zima, a nikt nie wziął ode mnie kurtki, ściskałam ją więc przez dobrych kilkanaście minut na kolanach.

Notoryczne opóźnienia

Są takie salony, gdzie klientki umówione na konkretną porę są obsługiwane godzinę później, zawsze trzeba czekać i nigdy nie wiadomo, ile czasu przyjedzie nam czatować na niewygodnej kanapie w poczekalni (zazwyczaj bez łyka wody). Nie zrozumcie mnie źle: nie chodzi mi o piętnaście minut, bo to nie problem. Pół biedy, jeśli zdarza się to od czasu do czasu (bywa że trudno wyliczyć, ile zajmie konkretne strzyżenie czy farbowanie), wiem jednak, że są miejsca, w których takie postępowanie to standard. I dziwię się, że jeszcze mają klientów.

A co Was irytuje w salonach fryzjerskich? Zwracacie uwagę na kwestie, o których wspomniałam?

27 komentarzy :

  1. Chyba ze wszystkim irytującymi Cie sytuacjami spotkałam się osobiście...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oprócz tego, co wymieniłaś to:
    1. podmienianie kolorów, dużo salonów nie ma pełnej palety i zamiast powiedzieć klientce, że nie dadzą rady to mieszają jakieś inne i później gdy efekt odbiega od umowionego wpirają, że "takie ma Pani włosy, że tak chwyciły" albo "po kilku myciach będzie w porządku", "nigdy nie mogę zagwarantować koloru".
    2. Brak cennika. Im bardziej prestiżowy salon tym trudniej o uzyskanie jasnej odpowiedzi co do ceny. Umawiając się przez telefon nawet nie wiem czy będzie mnie stać na wizytę. Albo przed usługą wyceniają mnie na 200 a później mówią 250, bo ma pani geste wlosy i więcej farby poszło.
    3. wiekszośc fryzjerów jest jak z jednej farbyki, zero wyczucia stylu i smaku. O np. analizie 12 typów kolorystcyznych zapomnij...zaproponują Ci tylko to co potrafią zrobić nie ważne czy pasuje czy nie pasuje do ciebie. Uzyskanie lekkości we fryzurze to tylko potrafią zaproponować klasyczne cieniowanie, które uwierzcie mi często się nie sprawdza i niszczy włosy.
    4. nie pokazywanie palety Klientowi. Ustelenie ustne ze kobita chce złoty brąz to jest wielkie nic, bo każdy ma inne wyobrażenie koloru dla jednego będzie to ciemny blond dla innego jasny brąz, zdecydowanie lepiej wizualnie pokazać przykladowy kolor, by później nie było nieporozumień

    OdpowiedzUsuń
  3. Brud i brak przestrzegania podstawowych zasad higieny to chyba najgorsze co może być.

    OdpowiedzUsuń
  4. Koleżanka kiedyś opowiadała mi o salonie fryzjerskim, w którym nie dość, że źle ją potraktowano, to jeszcze fryzjerki urządząły sobie kącik prywatnych pogaduch z koleżankami z osiedla. Biedna, nasłuchała się patologicznych historii, okraszonych odpowiednim językiem oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie irytuje słaba organizacja. Nienawidzę siedzieć bezczynnie i czekać 20 minut, bo nikt nie może się mną zająć.

    nouw.com/roksanaryszkiewicz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, niestety często to wina innych klientek, chociaż nie zawsze...

      Usuń
  6. Ze wszystkim moge sie zgodzic, ale opoznienia to najczesciej wina klientow ktorzy przychodza 15 min pozniej i np jeszcze mowia ze chca jeszcze jakas dodatkowa usluge. Te 10 min spoznienia ok ale powyzej a juz w ogole pol godziny.. wtedy powinno sie odmowic i czarna lista (chyba ze jest powod tego) bo reszty klientow nie obchodzi dlaczego fryzjer ma opoznienie, wina jego i koniec..

    OdpowiedzUsuń
  7. zgadzam sie z Toba w 100%. Dorzuciłabym do tego jeszccze podcinanie koncowek - a w rzeczywistosci jest to kilka cm. no i kolor - czasem wychodzi zupelnie nie to,co mialo byc!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pisałam w tekście o tym, co mnie wkurza u niektórych fryzjerów, link na początku wpisu :)

      Usuń
  8. Ja jeszcze dorzucę (nagminne w jednym salonie, w którym zawsze są 2-3 praktykantki), że jedna myje mi włosy (od niechcenia, o masażu zapomnij), a druga przy niej stoi i rozmawiają szeptem, jakieś lekkie śmiechy - człowiek czuje się niekomfortowo i ma wrażenie, że cie obgadują.
    Dodam jeszcze nieestetyczne brudne ściany ;) Klientki siedząc opierają czubki butów o ścianę i się brudzi, ale warto co jakiś czas odmalować salon lub chociaż pomalować go (lub dolny fragment) farbą ceramiczną, którą można umyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo tak, ściany! Nie pomyślałam o nich :)

      Usuń
  9. Dodałabym obsługiwanie przez praktykantki - nie raz miałam przez nie zniszczone włosy, że już nie wspomnę, że połowa włosów jest pofarbowana, a druga połowa jest w ciapki... Przed każdym zapisaniem się do salonu podkreślam, że nie życzę sobie, by zajmowały się mną praktykantki - swoje już wycierpiałam :P

    OdpowiedzUsuń
  10. zapraszam do mnie :)
    https://plunkyravensphoot.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Z salonami fryzjerskimi jak i z fryzjerami mam również dziwne historie :( przeważnie są to nie miłe doświadczenia . Ale mogę jeszcze dodać co również mnie denerwuję jest to kącik do mycia włosów który nie jest intymny już tłumaczę . Byłam w pewnym salonie który został mi polecony świetny , super , będziesz zadowolona ,...No i jak tylko do niego weszłam to byłam nie mile zaskoczona jego małym wnętrzem (umawiałam się telefonicznie). No nic przyszłam wypróbuję . Były 2 stanowiska , 2 fryzjerki , jakieś siedzisko dla oczekujących i o zgrozo myjka do włosów zaraz przy tym siedzisku !!!! Salonik był tak mały ,a okazało się ,że klientów tak dużo ,że usługi szły taśmowo i siedzisko było cały czas pełne . Nie dość ,że okazało się ,że fryzjerki nie obsługują wedle zapisów tylko po kolei (klienci byli wymieszani z tymi co weszli z ulicy),a nie odmawiały wchodzącym tylko ich również obsługiwały. Ja się nie odzywałam bo zauważyłam ,że większość się zna i to takie towarzystwo wzajemnej adoracji. Ale wracając do tematu to kiedy nadeszła moja kolei i usiadłam do myjki to przeżyłam swój własny koszmar. Moje nogi prawie ,że dotykały innych klientów więc musiałam je podkulić,myjka była tak skierowana ,że ja na niej siedząc patrzyłam na innych ludzi ,a oni na mnie jakaś masakra. Niestety klienci siedzący w saloniku nie byli zainteresowani sobą , gazetami ,czy pstrykaniem na telefonie tylko moją osobą (bo to takie ciekawe jak ktoś komuś głowę myje). Więc przez całe mycie głowy Ci ludzie siedzieli i na mnie patrzyli .Koszmar ,to był dla mnie ogromny stres i nie powiem spociłam się z tego powodu,a ciśnienie na pewno mi tak wzrosło ,że i na pewno czerwona jak burak byłam. Nie jestem z tych osób co lubi jak się ją obserwuję , przygląda itp. Był to wielki stres dla mnie i z tego powodu więcej już nie wróciłam do tego mini saloniku. Niby to szczegół ,ale uważam ,że nawet mycie głowy powinno mieć minimum intymności . Nie chodzi mi o to ,żeby było to inne pomieszczenie ,ale jak by człowiek w tym salonie siedział chodźby tyłem do tych wszystkich klientów to już by był większy komfort .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale historia :) Wyobrażam sobie, że pewnie nie było to komfortowe... Ja też się podobnie kiedyś czułam w jednym salonie, nawet o tym kiedyś na blogu pisałam, tyle że ja czekałam na swoją wizytę w pustym salonie, a przyglądała mi się chmara praktykantek ;)

      Usuń
  12. Raz byłam w takim salonie fryzjerskim, gdzie byłam obsługiwana przez wszystkie fryzjerki - dosłownie. Jedna mnie przyjęła, wzięła kurtkę i zaprowadziła na miejsce, rozczesała włosy i sobie poszła, następna wzięła mnie na myjkę i umyła włosy, przyszła trzecia zaczęła coś ciąć i tnie, i tnie, i w między czasie och ach jakie piękne, i że wyglądam dużo lepiej, później już chyba czwarta wysuszyła i wymodelowała, a potem zebrały się wszystkie i zachwycały co stworzyły ;D no po prostu śmiech na sali, więcej tam nie poszłam, ale ubaw miałam po pachy, serio ;) dodam, że poszłam poprawić gdzie indziej

    OdpowiedzUsuń
  13. Takich historii z obgadującymi praktykantkami nie miałam ,ale musi być to straszne doświadczenie .Zawsze mnie zastanawiają takie zachowania. A najbardziej wkurza mnie to jak ktoś próbuję usprawiedliwiać takie osoby mówiąc np. młoda jest ...itd
    Człowiek musiał być grzeczny , miły bo inaczej to wypad . Też miałam praktyki i mnie szefowa tłumaczyła jak mam się zachowywać (Zresztą sama jakoś tak wiedziałam , bo po prostu z domu się wyniosło). I dla tego wydaję mi się ,że jeżeli tak praktykantki się zachowują to dla tego że szef na to przyzwala .
    Chodzę to fryzjera gdzie również są praktykantki ,ale zawsze coś robią i się krzątają lub pomagają fryzjerce ,do tego zawsze są miłe , witają się , nigdy nie było takiej sytuacji żeby stały w kółeczku i gadały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poza tą 1 sytuacją też mam miłe doświadczenia w tym zakresie :)

      Usuń
  14. Jak ja się cieszę, że u mojej fryzjerki nie ma takich "smaczków" :D
    Aczkolwiek czasem mogłaby ściszyć telewizor ;)
    Z tego, co wiem to trudno się do niej czasem dodzwonić aby się umówić, ale wystarczy napisać SMS - zawsze odpisze. Czeka się też sporo, ale ja ten problem rozwiązują po swojemu - wychodząc po strzyżeniu umawiam się na kolejne za ok. miesiące ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Opóźnienia i dla mnie były najgorsze. Teraz, odkąd znalazłam "tą jedyną" fryzjerkę - moje życie stało się o wiele prostsze :D

    OdpowiedzUsuń

Popularne w tym miesiącu: