Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabezpieczanie końcówek włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabezpieczanie końcówek włosów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lipca 2018

Recenzja: Delia, Cameleo, Serum naprawcze – włosy farbowane i rozjaśniane z olejem marula


Małe, tanie i dobrze działające serum do włosów? Dla mnie takim produktem w ostatnich miesiącach było serum naprawcze Delii do włosów farbowanych i rozjaśnianych z olejem marula. Muszę jednak przyznać, że ten przydługi tytuł jest tu zbędny: serum ma dość typowy skład jak na kosmetyk przeznaczony do końcówek i wydaje mi się, że będzie się sprawdzał nie tylko na włosach farbowanych i rozjaśnianych, ale na tych naturalnych również.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Plastikowe przeźroczyste opakowanie 55 ml z bardzo wygodną pompką, która nie zapycha się pomimo tego, że serum jest dość gęste. Odkręcane, z plastikową nakładką zabezpieczającą. Rurka biegnąca od pompki sięga samego dna i pozwala wydobyć resztkę produktu, w razie czego kosmetyk można też wylać na dłoń po odkręceniu opakowania.

Zapach

Bardzo słodki, wręcz mdławo-przesłodzony, ale stosowany z umiarem i w małej ilości raczej nie przeszkadza.

Skład

Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Dimethiconol (silikon usuwalny łagodnym szamponem), Parfum (zapach), Phenyl Trimethicone (silikon usuwalny łagodnym szamponem), Limonene (składnik zapachowy), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Sclerocarya Birrea Seed Oil (olej marula), Beta-Carotene (beta-karoten), Citronellol (składnik zapachowy), Alcohol (konserwuje, może przesuszać włosy), Ethyl Ester of Hydrolized Silk (antystatyk, wygładza), Benzyl Salicylate (składnik zapachowy), Butylphenyl Methylpropional (składnik zapachowy), Geraniol (składnik zapachowy).

Jako że jest to kosmetyk do zabezpieczanie końcówek włosów, silikony są w nim bardzo ważne i zaznaczyłam je kolorystycznie na zielono (zwykle na niebiesko). Poza tym w serum znajduje się odrobina oleju marula, beta-karoten (świetny przeciwutleniacz) oraz ester etylowy z hydrolizatów proteinowych jedwabiu, który ma działanie antystatyczne i wygładzające. Szkoda tylko, że do serum dodano alkohol, chociaż jest go tu raczej niewiele.

A tak na marginesie: to przedziwne, że producent oraz rozmaite strony internetowe, chcąc sprzedać ten produkt, nie podają na żadnej stronie jego składu. Przekopałam się przez mnóstwo z nich i na żadnej skład nie był widoczny. To pokazuje tylko smutną prawdę, że większość osób kupuje kosmetyki w ciemno…


Działanie

Serum używałam przez wiele miesięcy po każdym umyciu i podsuszeniu włosów tylko na końcówki. Żeby dobrze opisać jego działanie, muszę zaznaczyć, że jest bardzo gęste i kleiste. Na tyle, że przy zbyt obfitym nałożeniu na włosy (w moim przypadku więcej niż 1 mała pompka) może je obciążyć i pokleić. Szybko się więc nauczyłam, ile mogę użyć go na raz i od tego czasu działało bez zarzutu, dobrze zabezpieczając końcówki przed otarciami i uszkodzeniami, a tym samym – przed rozdwajaniem.

Konsystencja i wydajność

Serum jest bardzo gęste, a ponieważ stosowałam je po kropelce po każdym myciu, starcza na baaaaardzo długo. Tak długo, że w połowie opakowania byłam nim już znudzona i wyczekiwałam, aż się wreszcie skończy ;) To jednak świadczy tylko o jego dużej zalecie: wydajności.


Cena i dostępność

Serum Cameleo kosztuje około 10 zł i jest na tyle popularne, że nie powinno być problemów z jego kupieniem i stacjonarnie, i przez internet. 

Podsumowanie

Serum Delii do włosów farbowanych i rozjaśnianych z olejem marula to całkiem dobry produkt, który mogę polecić szczególnie osobom o włosach gęstych i takich, które nie mają skłonności do obciążania. Inni – tak jak ja – muszą nakładać je z rozwagą, bo inaczej posklejane włosy murowane. Serum dobrze jednak zabezpiecza końcówki i jest bardzo wydajne.

Polecam też:

  • Jak prawidłowo używać wcierek do włosów i skóry głowy?
  • Hydrolaty w pielęgnacji włosów – który kupić, jak używać i czy warto?
  • Farbowanie i tonowanie włosów (usuwanie żółtego odcienia blondu) – moje efekty | Czym jest tonowanie?

    • czwartek, 15 czerwca 2017

      Recenzja: Colway, Antyoksydacyjne serum do włosów Natural hair serum


      Szampon Colway Natural był jednym z moich ulubieńców 2015 roku, miałam więc wobec serum z tej samej serii duże oczekiwania. Na szczęście okazało się, że się nie zawiodłam.

      Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

      Opakowanie

      Szklana butelka z ciemnego szkła z dość wygodną pipetą. Zawiera 30 ml serum. Opakowanie łatwo się odkręca i zakręca, a płyn można też wylać na dłoń bezpośrednio z butelki. Naprawdę poręczne rozwiązanie.

      Zapach

      Jak perfumy: słodki, przyjemny, dość mocny, ale dzięki temu czuć go przez jakiś czas na włosach.


      Skład

      Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Dimethicone (silikon usuwalny za pomocą łagodnych detergentów), C12-15 Alkyl Benzoate (olej chemiczny, emolient i konserwant), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), PEG-8 (humektant, rozpuszczalnik), Tocopherol (witamina E), Ascorbyl Palmitate (przeciwutleniacz), Ascorbic Acid (przeciwutleniacz), Citric Acid (kwas cytrynowy), Parfum (zapach).

      W serum do zabezpieczania włosów silikony są bardzo potrzebne, dlatego w powyższym składzie nie zaznaczałam ich kolorystycznie (podobnie jak detergentów w szamponach). Poza tym w produkcie znajdziemy dwa oleje (nie liczę chemicznego, którego wartości odżywcze są wątpliwe) oraz aż trzy przeciwutleniacze, z czego jeden to potrzebna włosom witamina E. Całkiem nieźle jak na tak krótki skład.


      Działanie

      Największą zaletą tego serum było to, że nie zatłuszczało mi włosów. Niestety, moje włosy są podatne na obciążenie, nauczyłam się więc umiejętnie wcierać w nie kosmetyki z olejami (pisałam o tym tutaj), jednak z tym konkretnym produktem nie miałam pod tym względem problemów. Serum ładnie nabłyszczało włosy i zabezpieczało końcówki przed uszkodzeniami.

      Konsystencja i wydajność

      Używałam go wiele tygodni, po trochu aplikując na końcówki. Serum jest bardzo rzadkie, dzięki czemu mam wrażenie, że starczyło na dłużej.


      Cena i dostępność

      Serum kosztuje od 110 do 139 zł i jest dostępne przez internet. Cena wysoka, nie ma co zaprzeczać – tym bardziej, że w opakowaniu jest tylko 30 ml produktu.

      Podsumowanie

      Serum Colway Natural jest całkiem dobrym produktem, który odżywia i zabezpiecza włosy bez nadmiernego ich obciążania. Powinien się sprawdzić na wszelkiego rodzaju włosach, w tym cienkich, które łatwo jest zatłuścić nadmiarem olejów. Jedyną jego wadą jest cena, która moim zdaniem jest zbyt wysoka.


      Co myślicie o tym serum? Bylibyście gotowi go kupić?

      Polecam:

      czwartek, 13 kwietnia 2017

      PonyDry – czepek, który przyspiesza i ułatwia mycie głowy!


      Niedawno pisałam o tym, jak myć głowę, aby nie niszczyć włosów – w nawiązaniu do tego wpisu chciałabym poinformować Was o tym, że do kupienia jest już na rynku specjalny gadżet, który ułatwia to działanie. Nie musimy go jednak kupować, by sobie pomóc – można po prostu wykorzystać go jako inspirację.

      Jak działa PonyDry?

      PonyDry wygląda jak maleńki czepek, który nakładamy na końcówki włosów po ich uprzednim zwinięciu w koczek. Dzięki niemu możemy:
      • szybko umyć włosy tylko u nasady, czyli tam, gdzie powstaje sebum i gdzie włosy się przetłuszczają,
      • ograniczyć mycie końcówek włosów, które to na ogół powoduje ich szybsze niszczenie i przesuszenie,
      • zmniejszyć czas spędzony w łazience (szybsze mycie i suszenie).
      PonyDry zaciska się na kucyku sznureczkami, a myje się tylko włosy u nasady. Gadżet przyda się w dni, kiedy chcemy szybko odświeżyć włosy, a jednocześnie nie chcemy korzystać z suchych szamponów. Czy jest zatem od nich lepszy?

      Moim zdaniem tak, ponieważ takie – nawet połowiczne – mycie wydaje mi się lepsze dla skóry głowy niż korzystanie z suchego szamponu, który przesusza włosy i skórę, a jego użycie ma niewiele wspólnego z prawdziwą higieną. Oczywiście nie uważam, aby notoryczne korzystanie z PonyDry było rozsądne – końcówki też potrzebują umycia, przynajmniej delikatnego – jednak raz na jakiś czas może zdecydowanie ułatwić życie.

      Poniżej na filmie możecie zobaczyć, jak działa.


      PonyDry – cena i jak go zastąpić?

      PonyDry nie jest niestety tani – kosztuje prawie 20$, czyli około 80 zł, co za kawałek materiału wydaje mi się bardzo wygórowaną ceną. Moim zdaniem nie ma więc go po co kupować i lepiej przygotować taki czepek samemu, na przykład z osłonki na parasolkę lub innego wodoodpornego materiału.

      Kupiłybyście PonyDry? Wykorzystacie opisany we wpisie patent na ochronę kucyka w trakcie mycia głowy?

      Polecam:


      niedziela, 19 lutego 2017

      Recenzja: Marion, Olejek w kremie do włosów 7 efektów


      Olejek w kremie do włosów 7 efektów Marion otrzymałam do testów w ramach boxu Only You, którego zawartość pokazywałam Wam już na Instagramie. Od razu mnie zaciekawił swoją konsystencją, ale obawiałam się, że przy moich cienkich włosach może się nie sprawdzić. Testowałam go w rezultacie na różne sposoby, ale okazało się, że kluczem do sukcesu było nauczenie się, jaką ilość olejku mogę nakładać na włosy naraz. 

      Dziś chciałabym się z Wami podzielić moją opinią na temat tego – skądinąd bardzo już popularnego w internecie – kosmetyku.


      Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

      Opakowanie

      Plastikowa, odkręcana, przeźroczysta butelka z pompką. Obawiałam się, że olejek w kremie szybko ją zapcha, ale na szczęście nic takiego się nie stało. W razie czego na szczęście korek można z łatwością odkręcić – to duży plus, który doceniam zawsze wtedy, gdy kosmetyk się kończy i chcę wydobyć z opakowania jego resztkę.

      Zapach

      Słodki, bardzo przyjemny.


      Skład

      Aqua (woda), Isoamyl Laurate (emolient), Cetearyl Alcohol (emolient), Plukenetia Volubilis Oil (olej sacha inchi), Tocopherol (witamina E), Glycerin (gliceryna), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Argana Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Cetyl Alcohol (emolient), Tocopheryl Acetate (przeciwutleniacz), Isostearyl Isostearate (emolient), Polyquaternium-70 (antystatyk, odżywia i zmiękcza włosy), Behentrimonium Chloride (antystatyk, ułatwia rozczesywanie), Quaternium-87 (nadaje połysk, miękkość, objętość, ułatwia rozczesywanie), Polyglyceryl-3 PCA (odżywia, nawilża), Zea Mays Starch (skrobia kukurydziana – wypełniacz), Cystoseira Compressa Extract (kondycjoner), Dipropylene Glycol (nawilżacz, nośnik substancji zapachowych), Propylene Glycol (humektant), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (humektant), PEG-8 (zapobiega wysychaniu kosmetyku), Ascorbyl Palmitate (pochodna witaminy C), Ascorbic Acid (antyoksydant), Citric Acid (kwas cytrynowy), Dehydroacetic Acid (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Gluconolactone (antyoksydant, humektant), Calcium Gluconate (stabilizator), Triethanolamine (regulator pH), Parfum (zapach), Benzyl Alcohol (konserwant, może wysuszać włosy), Benzyl Salicylate (składnik zapachowy), Benzyl Cinnamate (składnik zapachowy), Isopropyl Alcohol (może wysuszać włosy), CI 15985 (barwnik), CI 19140 (barwnik).

      Generalnie jest naprawdę dobrze: sporo tu olejów, humektantów, witamin i antystatyków przy – o dziwo w takim kosmetyku – braku silikonów. Jednym z najciekawszych składników jest moim zdaniem bogaty w kwasy tłuszczowe i proteiny olej sacha inchi. Olej ten zawiera także witaminy A i E. Jedną z jego ważnych zdolności jest oddziaływanie na dużo głębsze warstwy skóry niż inne znane nam oleje.

      Niestety, są i elementy, które musiałam zaznaczyć na czerwono – na szczęście występują w drugiej połowie składu, a alkohole, które działają na włosy wysuszająco, są pod sam koniec listy po zapachu.



      Działanie

      Przy moich cienkich włosach muszę bardzo uważać z tego typu kosmetykami, żeby nie doprowadzić do ich obciążenia i zatłuszczenia. Olejku w kremie używałam więc dość oszczędnie, nakładając naraz tylko odrobinę produktu – w tak niewielkiej ilości sprawdzał się bardzo dobrze, zabezpieczał końcówki i sprawiał, że ładnie błyszczały i pachniały. Olejek można nakładać zarówno na włosy suche, jak i mokre – ja nakładałam prawie zawsze na suche, bo w ten sposób łatwiej jest mi kontrolować, ile kosmetyku będzie odpowiednia.

      Wprawdzie kilka razy przedobrzyłam i włosy były posklejane, ale po kilku użyciach wiedziałam już, na ile mogę sobie pozwolić i jaka ilość olejku jest dla mnie idealna.

      Konsystencja i wydajność

      Olejek jest gęsty i – jak nazwa wskazuje – kremowy. Tak jak wspominałam, nakładałam go w niewielkiej ilości, dzięki czemu starczył mi na kilka miesięcy.


      Cena i dostępność

      Olejek kosztuje około 11-12 zł za 150 ml – cena jest więc niewysoka, szczególnie przy sporej wydajności kosmetyku. Powinien być dostępny zarówno w drogeriach stacjonarnych, jak i internetowych.

      Podsumowanie

      Muszę przyznać, że trochę się go obawiałam i na początku uznałam, że to raczej nie będzie kosmetyk dla mnie. Przy oszczędnym jednak jego dozowaniu okazało się, że całkiem dobrze się sprawdza, dobrze działa i nie skleja włosów. Trzeba jednak umieć wyczuć, jaka ilość olejku do danych włosów będzie odpowiednia – przykładowo dla mnie jedna czy dwie pompki kosmetyku, które zaleca producent, całkowicie zatłuściłyby włosy. Idealne było mniej więcej pół pompki. Muszę też zaznaczyć, że używałam olejku tylko do końcówek, jako formę wykończenia i zabezpieczenia (zamiast serum), a nie do włosów na długości. Generalnie byłam zadowolona z jego działania – to chyba najlepszy produkt do włosów Marion, jaki dotychczas stosowałam.

      Olejek w kremie do włosów 7 efektów Marion to dość popularny kosmetyk – co o nim sądzicie? Jak się u Was sprawdzał?


      Inne testowane przeze mnie kosmetyki Marion:

      czwartek, 1 grudnia 2016

      Recenzja: Cosmatrade, VitalDerm, Naprawcze serum do włosów


      Gdy wybieram serum do włosów, przede wszystkim zależy mi, by nie oblepiało i nie zatłuszczało pasm. Dobry olejek tego typu musi się dobrze wcierać we włosy bez poczucia obciążenia. Niestety, trudno jest trafić na taki produkt. Szczególnie, jeśli (tak jak ja) ma się cienkie włosy. Jak pokazuje przykład serum VitalDerm, nie warto przy takich poszukiwaniach kierować się ceną.

      Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

      Opakowanie

      Szklana, dość ciężka buteleczka (100 ml) z pompką, która całkiem wygodnie dozuje serum. Opakowanie jest przyciemniane, ale dobrze widać, ile kosmetyku zostało w środku. Z tyłu znajduje się krótki opis i skład. Butelkę kupujemy w tekturowym kartoniku.

      Zapach

      Bardzo przyjemny, słodki i mocny, mogę go wręcz opisać jako perfumy dla włosów.


      Skład

      Cyclopentasilocane & Dimethiconol (silikon lotny i silikon usuwany za pomocą łagodnych szamponów), Cyclomethicone (silikon lotny), C12-15 Alkyl Benzoate & Phenyl Trimethicone (emolient, konserwant, silikon), Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil (olej arganowy), Shea Oil (masło shea), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil (olej jojoba), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów), Tocopheryl Acetate (antyoksydant, chroni przed promieniowaniem UV), Fragrance (zapach), BHT (konserwant, antyoksydant, może wykazywać działanie kancerogenne).

      Na opakowaniu widnieje naklejka „Laur konsumenta 2013”. Widzę jednak, że w internecie krążą opisy tego produktu z innym składem, w którym olej arganowy znajduje się na czwartym, a nie piątym (jak w przypadku serum, które ja posiadam) miejscu. Podobną sytuację (chociaż tamta była znacznie bardziej kuriozalna) odkryłam w przypadku szamponu VitalDerm. Czyżby producent zamieniał skład swoich kosmetyków, ale „zapomniał” odklejać naklejek? Z drugiej strony moja wersja serum ma dodane masło shea, którego nie posiada ten sam produkt, którego skład widziałam w internecie. Nie mogę więc powiedzieć, że mój skład jest gorszy, jest po prostu nieco inny. Ciekawe, za który dokładnie przyznano serum ów „laur”…

      Wróćmy jednak to tego konkretnego składu. Czy jest dobry? Raczej tak, ale to produkt typowo silikonowy: trzy pierwsze składniki to właśnie silikony. Na szczęście są tu także oleje: arganowy, jojoba, ze słodkich migdałów i masło shea. Całkiem sporo. Zawartość silikonów nie jest błędem, wręcz przeciwnie – zabezpieczają one końcówki włosów przed uszkodzeniami. Wady serum? Przede wszystkim BHT, który podejrzewa się nawet o działanie kancerogenne. Na szczęście znajduje się na samym końcu listy.


      Działanie

      Serum na pewno chroni włosy, otaczając je filmem zapobiegającym odparowaniu wody i zabezpieczającym przed otarciami i urazami mechanicznymi. Ja stosowałam je zazwyczaj na podsuszone włosy po myciu, głównie na końcówki.

      Ma jednak zasadniczą wadę, która inkasuje wspomniane zalety: jest tak gęste i lepiące, że bardzo łatwo zatłuścić nim włosy. Mimo ogromnej ostrożności parę razy zdarzyło mi się nałożyć go w niewielkiej ilości, a i tak posklejał mi włosy, które wyglądały po nim jakby wymagały kolejnego mycia. Denerwowało mnie też strasznie, że trudno jest go zmyć z dłoni.

      Serum można też, zgodnie z opisem na opakowaniu, stosować dwa razy w tygodniu jako kurację. W tym celu należy „dużą ilość serum (2-3) aplikacje wmasować we włosy i skórę głowy po umyciu. Pozostawić na 30 minut, a następnie spłukać ciepłą wodą”. W moim przypadku kosmetyk tak bardzo jednak obciążał i zatłuszczał włosy, że nie odważyłam się nałożyć go w większej ilości. Tym bardziej, że jego główną składową stanowią silikony, a uważam, że jeśli już olejujemy włosy, warto robić to po prostu dobrymi olejami.


      Konsystencja i wydajność

      Z jednej strony serum jest gęste, a przez to wydajne – już jedna kropelka roztarta w dłoniach powinna wystarczyć nawet na długie włosy. Z drugiej zaś bardzo łatwo z nim przesadzić, o czym pisałam już wcześniej.

      Cena i dostępność

      Serum VitalDerm kupimy w sklepach stacjonarnych i przez internet, ale za niemałe pieniądze – buteleczka 100 ml kosztuje bowiem 42 zł. Ja swoje opakowanie tego specyfiku dostałam kiedyś w prezencie – przyznam, że sama bym tyle na niego nie wydała.

      Podsumowanie

      U mnie się nie sprawdził i na pewno już do niego nie wrócę. Moje włosy są zbyt cienkie i delikatne jak na to serum, zbyt łatwo je obciążyć. Po prawie każdym jego użyciu miałam wrażenie, że są nim oblepione i nie raz zdarzało mi się wiązać je w obawie, że będą wyglądały na przetłuszczone – mimo że smarowałam nim jedynie końcówki. Myślę, że produkt ten lepiej sprawdzi się u osób o włosach grubych i gęstych, które nie są tak bardzo jak moje podatne na obciążanie.

      Czy cena ponad 40 zł za taki kosmetyk to według Was dużo czy mało? Testowaliście już to serum?


      Recenzje podobnych kosmetyków:

      poniedziałek, 13 czerwca 2016

      Co najbardziej poprawiło stan moich włosów?


      Zawsze podkreślam, że moim włosom sporo brakuje do wyglądu, który mi się marzy: nie są ani wyjątkowo gęste, ani niezwykle grube czy mocne. Kiedy jednak porównuję je do tego, jak wyglądały jeszcze dwa lata temu, mam wrażenie, że zmieniły się nie do poznania – a właściwie ja je zmieniłam, bo kłamstwem byłoby napisanie, że nie stanowiło to dla mnie żadnego wyzwania. W tym wpisie chciałabym Wam przedstawić kilka elementów pielęgnacji, które okazały się być dla mnie kluczowe i najbardziej mi pomogły.

      Keratynowe prostowanie

      Wiem, że wiele osób poznało mój blog właśnie dzięki wpisom dotyczącym keratynowego prostowania. Do dziś uważam, że zabieg ten był ważnym punktem w pielęgnacji moich włosów z dwóch powodów: po pierwsze doraźnie poprawił ich stan, a po drugie – stał się początkiem mojego zainteresowania dbałością o włosy, czyli tematem, który przez lata był mi zupełnie obcy. Gdy zobaczyłam, że po kilku tygodniach od zabiegu włosy zaczynają wyglądać coraz gorzej, zmobilizowałam się do tego, aby nauczyć się czytać składy kosmetyków i tak je pielęgnować, aby nigdy już nie wyglądały tak źle jak przed keratynowym prostowaniem.

      Mój przypadek był ekstremalny – włosy w przeszłości nie były tylko zniszczone nieodpowiednim traktowaniem, ale przede wszystkim stały się niesamowicie wysuszone po przyjmowaniu izotretynoiny – popularnego, bardzo mocno działającego leku na trądzik. I jak to w życiu bywa – substancja, która pomogła mi na jedno schorzenie, zaszkodziła na co innego. Z perspektywy czasu wiem jednak, że taki efekt uboczny w postaci nieładnie wyglądających włosów to i tak pewnie jeden z lżejszych, jaki mógł mi się przytrafić.

      Więcej na ten temat:
      Regularne olejowanie

      Początkowo, gdy moje włosy były dość zniszczone i przesuszone, olejowałam je nawet przed każdym myciem (2-3 razy w tygodniu). Z czasem zaczęłam jednak zauważać, że stają się zbyt przyklapnięte, brakuje im puszystości i wyglądają smętnie. Wtedy zaczęłam używać olejów i olejków średnio raz w tygodniu i na chwilę obecną jest to dla mnie optymalna częstotliwość – włosy wyglądają lepiej, wciąż są lejące, wygładzone i nie puszą się, ale nie są już tak bardzo śliskie.

      Z własnego doświadczenia wiem, że w olejowaniu bardzo ważna jest regularność – wykonywanie tej czynności „od wielkiego dzwonu” niewiele pomoże. Dobrze jest też podgrzewać lekko włosy, gdy trzymamy na nich olej – ja w chłodniejsze miesiące korzystam z turbanu termalnego. Gdy dojdziemy do punktu, w którym pasma są zdrowsze i gładsze, może się okazać, że lepiej reagują na oleje, które przez długi czas wzmagały tylko puszenie – ja obserwuję to u siebie na przykładzie oleju kokosowego.

      Olejowanie weszło mi w krew – często korci mnie, aby nałożyć olej częściej niż raz w tygodniu, ale powstrzymuję się, bo już się przekonałam, że co za dużo, to niezdrowo :)

      Więcej na ten temat:


      Czesanie włosów szczotką z naturalnego włosia

      Szczotka ze szczeciny dzika była moim pierwszym włosowym gadżetem od czasu, gdy zainteresowałam się pielęgnacją włosów. Natknęłam się na nią zupełnie przypadkiem dwa lata temu podczas zakupów w supermarkecie. Mam ją do dziś i świetnie mi służy – używam jej zamiennie z Tangle Teezerem, chociaż z perspektywy czasu mam wrażenie, że jest od niego lepsza, ponieważ nadaje włosom większej objętości i delikatniej je rozczesuje. Myślę, że szczotka z naturalnego włosia bardzo przyczyniła się do poprawy stanu moich włosów – wcześniej używałam zwykłej, plastikowej z ostrymi, metalowymi ząbkami zakończonymi kulkami, która bardzo rwała i szarpała włosy podczas czesania.

      Więcej na ten temat:

      Unikanie nieodpowiednich dla włosów substancji

      Czytanie składów kosmetyków to podstawa pielęgnacji włosów – przekonałam się o tym wielokrotnie, gdy w moje ręce trafił produkt z napisem na opakowaniu sugerującym zupełnie co innego niż znajdowało się w jego składzie. Na polskim rynku znajdują się bowiem na przykład szampony z naklejką „łagodny”, chociaż są naszpikowane silnymi detergentami, a także produkty nazywane „keratynowymi” mimo że nie zawierają nawet grama keratyny (autentyk, który pokazała mi jedna z czytelniczek!).

      Dzięki temu, że rozpoznaję wiele substancji w spisie INCI, jestem w stanie już w sklepie ocenić, czy dany kosmetyk ma szansę się u mnie sprawdzić i czy jest wartościowy. Potrafię też – chociaż mniej więcej – określić, które składniki działają na moje włosy dobrze, a które nie. Zwiększyła się moja świadomość konsumencka – trudniej jest mnie oszukać, nie muszę opierać swoich przypuszczeń jedynie na opisie producenta zapisanym na opakowaniu. Unikam też kosmetyków naszpikowanych wysuszającym alkoholem czy nadmiarem innych, niekorzystnie działających na włosy dodatków.

      Więcej na ten temat:
      Unikanie suszenia gorącym nawiewem

      Dzięki keratynowemu prostowaniu osiągnęłam tak gładkie włosy, że nawet bez suszenia wysychały na prosto. Potem ich stan zaczął się pogarszać, zaczęły bardzo się strączkować i puszyć – wtedy musiałam nauczyć się tak o nie dbać, aby ich stan się sukcesywnie poprawiał. Dzięki olejowaniu i stosowaniu odpowiednich kosmetyków z czasem wyglądały coraz lepiej – jednym z elementów, które wprowadziłam w życie, było też unikanie suszenia włosów gorącym nawiewem suszarki. W praktyce albo nie suszyłam ich wcale, albo podsuszałam lekko letnim nawiewem. Robię tak do dziś i widzę dużą poprawę – to kolejny sposób, który bardzo mi pomógł. Dzięki niemu unikam nadmiernego osłabiania i wysuszania włosów (a w konsekwencji ich łamania i urywania).

      Więcej na ten temat:


      Zabezpieczanie końcówek

      Myślę, że to właśnie ten element pielęgnacji najbardziej wpłynął na to, że moje włosy przestały się rozdwajać. Początkowo zabezpieczanie końcówek wychodziło mi niezgrabnie – zdarzało mi się zbytnio zatłuścić włosy albo sprawić, że stawały się mocno obciążone. Teraz nabrałam już wprawy i opracowałam najlepszy dla siebie sposób, do którego link znajdziecie poniżej. Zabezpieczanie końcówek sprawiło, że moje włosy przestały się puszyć i rozdwajać, stały się mocniejsze i bardziej elastyczne. Według mnie ten zajmujący kilka sekund zabieg świetnie współgra z olejowaniem i naprawdę potrafi zdziałać cuda. Obecnie olejem lub olejkiem pokrywam końcówki zawsze po wysuszeniu włosów po myciu oraz co rano przed wyjściem z domu.

      Więcej na ten temat:
      Nie czesanie włosów na mokro

      Kolejny niezwykle ważny element, który wpłynął na wzmocnienie moich włosów, to nie czesanie ich na mokro (mokre włosy są dużo bardziej niż suche podatne na zniszczenia). Wiem, że to dla wielu osób trudne do realizacji i ja też niegdyś myślałam, że zostawienie włosów do wyschnięcia bez ich uprzedniego rozczesania to najprostszy przepis na katastrofę – wyobrażałam sobie skołtunione, suche włosy, które nijak nie będzie można doprowadzić do normalnego wyglądu. Okazało się jednak, że się myliłam.

      Zazwyczaj myję głowę nad wanną, a następnie owijam włosy w bawełnianą koszulkę (nota bene jej używanie – zamiast ręcznika – też na pewno poprawiło ich stan!). Po kilkunastu minutach, gdy woda już nieco się odsączy, zdejmuję „turban” i pozostawiam włosy do wyschnięcia. Podczas tego procesu co jakiś czas delikatnie przeczesuję je palcami. Na końcu, ewentualnie, podsuszam le lekko chłodnym nawiewem suszarki i zabezpieczam końcówki. I już.

      Co jeszcze?

      Do tej listy mogę dopisać jeszcze inne istotne elementy, takie jak wiązanie włosów do snu (chociaż w luźny kucyk nad karkiem), unikanie spinek-wsuwek i gumek z metalowymi złączeniami, zabezpieczanie włosów przed słońcem czy płukanie ich letnią wodą, jednak myślę, że nie były one w moim przypadku tak kluczowe, jak wcześniej wymienione działania. Oczywiście bardzo ważne jest także odpowiednie (czyli wartościowe!) odżywianie, którego staram się trzymać, ale wiadomo – mam na koncie różne grzeszki w tej materii :)

      Bardzo pomogło mi też prowadzenie bloga – dzięki niemu jestem bardziej konsekwentna i systematyczna w swoich pielęgnacyjnych działaniach.

      A co u Was najbardziej wpłynęło na poprawę stanu włosów? Jaki element pielęgnacji okazał się dla Was najcenniejszym odkryciem?



      Polecam też:

      Popularne w tym miesiącu: