Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żelatyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żelatyna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 stycznia 2016

Recenzja: Marion, Zabieg laminowania „Diamentowy połysk”


Rzadko korzystam z kosmetyków w saszetkach – sama praktycznie wcale ich nie kupuję, a to, co dostaję, zazwyczaj chomikuję i trzymam na wakacyjne wyjazdy. Zabieg Marion przeleżał więc w mojej szafce kilka miesięcy zanim zauważyłam, że wkrótce upłynie jego termin ważności. Zachęcona pozytywnymi opiniami dotyczącymi laminowania włosów sięgnęłam więc po niego, nie zdając sobie sprawy, że najwyraźniej używanie gotowego produktu drogeryjnego nijak ma się do popularnego w sieci laminowania zwykłą żelatyną.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Podwójna saszetka, każda jej część mieści 10 ml produktu. Opakowanie jest wytrzymałe, niełatwo je przedziurawić, a w jego otwarciu pomagają małe nacięcia na brzegach. Do saszetki dołączony jest też foliowy czepek, który służył mi jeszcze przez wiele dni zanim dostatecznie się rozciągnął.

Na odwrocie saszetki znajdziemy skład produktu zapisany bardzo drobnymi literkami, a także instrukcję użycia wraz z piktogramami. Wygodnie!

Zapach

Dla mnie typowo drogeryjny, czyli słodkawy i odrobinę mdły, ale nie nieprzyjemny. Wyczuwam w nim delikatną migdałową nutę. 



Skład

Aqua (woda), Ceratyl Alcohol (emolient), Ceteareth-20 (substancja myjąca), Polyquaternium-70 (sól, odżywia, zmiękcza i kondycjonuje włosy), Isopropyl Myristate (ester, nawilża i wygładza), Gelatin (żelatyna), Glycerin (gliceryna), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Dipropylene Glycol (rozpuszczalnik), Certimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Guar Hydroxypropyltrumonium Chloride (antystatyk, odżywia i wygładza), Hydrolyzed Wheat Protein/ PVP Crosspolymer (odżywia), Hydrolyzed Keratin (hydrolizowana keratyna), Hydrolyzed Silk (hydrolizowane proteiny jedwabiu), PEG-20 Castor Oil (emolient), PEG-60 Hydrogenated Castrol Oil (emolient), Alcohol Denat (wysuszający włosy alkohol), Zea Mays Oil (olej z kiełków kukurydzy), Calcium Pantothenate (wit. B5), Amodimethicone (silikon zmywalny delikatnym szamponem), Trimethylsilylamodimethicone (silikon zmywalny mocnym szamponem, np. z SLS lub SLES), C11-15 Pareth-5 (emulgator), C11-15 Pareth 9 (emulgator), Parfum (zapach), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (naturalny konserwant, humektant), Benzyl Alcohol (wysuszający włosy alkohol), Methylchloroisothiazoilinonoe (konserwant), Methylisothiarolinone (konserwant), Potassium Sorbate (naturalny konserwant), Sodium Benzoate (naturalny konserwant), Isothiazolinone (konserwant uznawany za mocno uczulający), Imidazolidinyl Urea (konserwant), Methylparaben (konserwant), Propylparaben (konserwant), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Butylphenyl Methylpropional (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy, Triethanolamine (regulator pH), Citric Acid (regulator pH).

Lista składników długa i… daleka do idealnej i naturalnej. Jedna mała saszetka i aż 11 konserwantów, a w tym 7 nie zaliczanych do naturalnych?! Jestem pod dużym negatywnym wrażeniem tych wyliczeń. Naprawdę wszystkie są konieczne? Do tego należy dopisać dwa wysuszająco działające na włosy alkohole – prawdziwa bomba ukryta w gąszczu mniej i bardziej swojsko brzmiących nazw. A lista składników jest naprawdę obszerna.

Pozytywy? Sporo dobrych dla włosów różności: dwa olejki, trochę protein, emolientów i humektantów, a także – czego należałoby się spodziewać po nazwie saszetki – żelatyna. Uwaga jednak na silikony – w produkcie są dwa, z czego jeden do zmycia potrzebuje silnych detergentów.

I jeszcze jedno: gdzie ukrył się ten „diamentowy pył”, o którym producent informuje na opakowaniu?



Działanie

Saszetka podzielona jest na dwie części, można ją więc użyć dwa razy. Niestety, w każdej z nich jest naprawdę niewiele produktu – dokładnie 10 ml –  i przy gęstych lub bardzo długich włosach nawet dwie porcje mogą okazać się niewystarczające. Szczerze mówiąc trochę mnie to zaskoczyło, ponieważ zazwyczaj w saszetkach kremów lub odżywek kosmetyku starcza mi na więcej niż jedno użycie, a tutaj nawet z tym jednym był problem.

Zabieg laminowania polega na umyciu głowy, osuszeniu jej ręcznikiem i nałożeniu produktu na 10-15 minut, najlepiej pod czepek. Pisząc w skrócie: stosujemy kosmetyk jak maskę do włosów. Po zmyciu producent zaleca wysuszyć włosy przy użyciu suszarki oraz wyciągnięcie ich na szczotce lub… wyprostowanie prostownicą. Cóż, po co mi zabieg wygładzający i prostujący włosy, skoro miałabym po nim użyć prostownicy? Dla mnie jest to zupełnie bez sensu.

Postanowiłam więc głowę po zastosowaniu saszetki lekko podsuszyć, aby wzmocnić efekt wyprostowania (moje włosy i tak są dość proste i obecnie gładkie, a po podsuszeniu ich suszarką efekt ten jest jeszcze bardziej widoczny). Niestety, produkt Marion zadziałał na nie nijako – nie zauważyłam żadnej różnicy pomiędzy rezultatem po nim a na przykład dwa dni wcześniej (moje efekty mogliście już zobaczyć w tym wpisie). Szkoda, spodziewałam się większej rewelacji.

Konsystencja i wydajność

Średnio gęsta, łatwo jest wycisnąć  produkt z saszetki. Wydajność niestety poniżej moich oczekiwań – na moich włosach jedna saszetka ledwo starczyła, na bardziej gęstych i dłuższych na pewno okaże się zbyt mała. Z drugiej strony to dobrze, że producent zdecydował się podzielić opakowanie na dwie części, bo każdy może sam zdecydować, ile kosmetyku potrzebuje.

Cena i dostępność

Saszetka kosztuje około 2,70 zł i jest dostępna w wielu drogeriach.

Podsumowanie

Na czerwono – nie może być inaczej. Zabieg laminowania Marion zawiódł mnie na całej linii. Nie dość, że kosmetyku jest tyle, co kot napłakał, to jeszcze lepiej nie przyglądać się składowi, gdyż blisko połowa substancji w nim zawartych budzi zastrzeżenia. W dodatku kosmetyk ma wygładzać i prostować, ale najwyraźniej tylko wtedy, gdy po jego użyciu sięgniemy po… prostownicę. To ja dziękuję, wolę kupić i wypróbować zwykłą żelatynę.

Znacie ten produkt? Sprawdził się u Was?


Inne recenzje:

środa, 21 stycznia 2015

Pozornie bezpieczne produkty i domowe zabiegi, które mogą zniszczyć włosy!


Soda oczyszczona – przesuszenie i podrażnienia

Mycie włosów sodą oczyszczoną to jeden z popularniejszych ostatnio sposobów na oczyszczenie włosów z nagromadzonych silikonów, protein czy stylizatorów – sprawdza się zwłaszcza w przypadku włosów niskoporowatych, gdyż łatwo odchyla ich łuski. Może się jednak okazać, że włosy po szorowaniu sodą będą bardzo przesuszone.

Soda nie jest polecana do mycia delikatnych i wysokoporowatych włosów, może też podrażniać skórę głowy i przyspieszać wypłukiwanie się farby (przez odchylenie łusek). Ponadto soda ma pH zasadowe, co oznacza, że po jej zastosowaniu musimy zakwasić włosy (np. zakwaszającą płukanką octową lub cytrynową), by domknąć łuski. Konieczne będzie także natychmiastowe nawilżenie włosów w postaci maseczki, by uniknąć przesuszenia.

Aloes i inne humektanty – spuszone włosy

Nawilżacze (humektanty), zamiast nawilżać, powodują na włosach puch, kiedy powietrze jest zbyt wilgotne lub zbyt suche. Więcej na ten temat (w tym także o tym, jak odczytywać punkt rosy) pisałam tutaj: Jak stosować humektanty w zależności od pogody?

Najbezpieczniej jest więc w suche i wilgotne dni zrezygnować lub mocno ograniczyć stosowanie następujących składników w kosmetykach do włosów:
  • mel (miód),
  • panthenol (pantenol),
  • glycerin (gliceryna),
  • linum usitatissimum (siemię lniane),
  • aloe vera, aloe barbadensis z dopiskiem np. juice, extract, gel itd. (aloes),
  • urea (mocznik),
  • hyaluronic acid (kwas hialuronowy).

Żelatyna i inne proteiny – sztywne, suche włosy

Laminowanie włosów żelatyną, podobnie jak stosowanie nadmiaru protein w innej postaci, może prowadzić do przeproteinowania – wtedy zamiast sypkich, gładkich włosów będziemy mieć suche, matowe, sztywne, napuszone i łamliwe. Żelatyna może zaszkodzić przede wszystkim włosom wrażliwym i rozjaśnianym (o czym pisała dawno temu Natalia z Blondhaircare).

Jak radzić sobie z przeproteinowaniem?
  1. Myjemy głowę szamponem z silnym detergentem, np. SLS lub SLES, by usunąć nadbudowane proteiny.
  2. Sięgamy po oleje – olejujemy dowolnym sposobem, ale przed każdym myciem, regularnie.
  3. Używamy nawilżających masek bez protein – takich, które zawierają n. aloes lub mocznik. Możemy też dodawać do zwykłych drogeryjnych masek miód, siemię lniane czy mleczko pszczele. Siemię sprawdzi się też w roli płukanki.
  4. Nakładamy na wysuszone włosy odrobinę oleju lub silikonowego serum.

Jeśli po kilku dniach tak intensywnej pielęgnacji włosy – głównie końcówki – będą wciąż suche i sztywne, warto je podciąć.


Niektóre oleje, płukanki, zioła – barwienie włosów

Dziewczyny o jasnych włosach powinny uważać na niektóre produkty, które mogą je barwić lub przyciemniać, np.:
  • cynamon (głównie w płukance) – może barwić na rudo,
  • olej Amla, z orzechów włoskich i rycynowy – mogą przyciemniać włosy,
  • parafina – może przyciemniać,
  • nafta kosmetyczna – może przyciemniać,
  • szałwia, pokrzywa, skrzyp, rozmaryn (szczególnie w formie płukanek) – mogą przyciemniać włosy, a nawet zabarwić je lekko na zielono (szałwia, pokrzywa),
  • hibiskus – może barwić na rudo,
  • kora dębu – może przyciemniać,
  • płukanka z kawy – może przyciemniać,
  • płukanka z czarnej herbaty – może przyciemniać,
  • płukanka z łupin orzecha włoskiego – może przyciemniać.

Oczywiście nie wszystkie zioła czy produkty od razu wpłyną na kolor włosów – zmianę możemy zauważyć dopiero po kilkukrotnym ich użyciu.

Niektóre zioła – podrażnienia i przesuszone włosy  

To mit, że ziół możemy używać bez obaw, bo są naturalne i nie zrobią nam krzywdy – wiele z nich działa drażniąco i wysuszająco na skórę głowy i włosy. Niektóre mogą też uczulać (np. rumianek).

Działanie wysuszające wykazują m.in.:
  • kora dębu,
  • skrzyp,
  • pokrzywa,
  • szałwia,
  • niektóre zioła indyjskie zawarte w indyjskich olejach, np. Bringraj, Heennara,  Sesa, Vatika koksowa,
  • ziołowe farby takie jak henna.

Peeling skóry głowy – podrażnienia i wypadanie włosów

Peeling skóry głowy, wykonywany na przykład za pomocą rozpuszczonych w szamponie cukru lub kawy, oczyszcza skórę z obumarłego naskórka, wzmacnia włosy poprzez poprawę krążenia, pomaga pozbyć się łupieżu i reguluje pracę gruczołów łojowych. Jednak wykonywany zbyt często lub za mocno może prowadzić do podrażnień i osłabienia cebulek włosowych, a w konsekwencji wypadania włosów.

Zaleca się wykonywać peeling skóry głowy nie częściej niż raz w tygodniu. Jak zrobić to prawidłowo? Do łyżki szamponu (na dłoni lub w miseczce) wsypujemy odrobinę cukru lub kawy, mieszamy i nakładamy na skórę głowy. Delikatnie masujemy i spłukujemy.

Olejowanie skóry głowy – wypadanie włosów

O tym, dlaczego warto olejować włosy, już pisałam (klik), ale dobrze też wiedzieć, że nie każdemu służy nakładanie oleju na skórę głowy – u niektórych osób powoduje to nadmierne wypadanie włosów. Warto też dodać, że nie powinniśmy olejować bardzo przetłuszczonej skóry głowy, która jest pożywką dla grzybów i bakterii – to także może powodować ich wypadanie.


Cytryna – przesuszenie włosów

Cytryna wykazuje rozmaite pozytywne działania na włosy: pomaga je rozjaśnić, hamuje łojotok, dodaje blasku, wzmacnia cebulki. Muszą jednak na nią uważać osoby o włosach zniszczonych i wysokoporowatych – cytryna powoduje często przesuszenie. Po zastosowaniu cytrynowych kosmetyków na włosy warto więc pamiętać o nawilżeniu i użyciu sporej dawki emolientów.

Gorczyca – wypadanie i przesuszenie włosów

Gorczyca to od jakiegoś czasu hit internetu – wystarczy wymieszać gorczycę z wodą, żółtkiem, oliwą i cukrem i nałożyć na skórę głowy. Niektórzy twierdzą, że przyspiesza porost nawet do… 10 cm miesięcznie. Abstrahując od tego, że jest to fizycznie niemożliwe (chociaż gorczyca faktycznie może przyspieszać wzrost włosów), warto wiedzieć, że taka mieszanka może mocno podrażnić skórę głowy, a w efekcie spowodować skutek odwrotny od zamierzonego – wypadanie włosów, a do tego przesuszyć je, wywołać łupież, swędzenie i pieczenie skóry.

Jeśli jednak bardzo chcemy ją wypróbować na sobie, najlepszym wyjściem jest chyba wykonanie uprzednio próby uczuleniowej na małym fragmencie skóry głowy. A jeszcze lepiej – kupienie oleju musztardowego, który działa podobnie, ale nie mamy w jego przypadku aż tak dużego ryzyka podrażnień!

Maść końska – wypadanie włosów, łupież i zmiany alergiczne

Kolejna moda związana z przyspieszaniem porostu jest związana ze stosowaniem maści końskiej w formie wcierki. Dziewczyny, które jej używają, często zaznaczają, że włosy po niej rosną szybciej, pojawiają się baby hair, a sama maść powoduje lekkie pieczenie i uczucie ciepła.

Objawy niepożądane, które mogą się pojawić podczas stosowania końskiej maści na skórę głowy, to: wypadanie włosów, łupież, zmiany alergiczne (wypryski, wysypka), przesuszenie skóry, pieczenie, świąd, a nawet łuszczące się obszary skóry i podrażnienia wyglądające jak poparzenia. Warto ryzykować?

Jak myślicie, jakie jeszcze produkty mogą niszczyć włosy?

Popularne w tym miesiącu: