Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emolienty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emolienty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2016

Co robić, gdy włosy się ciągną? | Jak rozciąganie włosów wpływa na ich stan? | Jak rozróżnić włosy elastyczne i sprężyste od tych, które się ciągną?


Wiele lat temu przydarzyło mi się coś, co do dziś wspominam z dreszczykiem odrazy: po nieudolnym (jak teraz sądzę) farbowaniu u fryzjera niektóre pasma moich włosów (a konkretnie te, które były rozjaśniane) zaczęły się niemiłosiernie ciągnąć. Wyglądało to tak, że przy każdym czesaniu część włosów rozciągała się na szczotce jak guma do żucia, po czym wracała do swojego normalnego rozmiaru (czyli codziennej długości). Pasma te były w kiepskiej kondycji i od razu było widać, że daleko im do zdrowego stanu.

Jak rozróżnić włosy elastyczne i sprężyste od tych, które się ciągną?

Wbrew temu, co wiele osób uważa, taki stan rzeczy nie oznacza, że włosy są elastyczne – to efekt ich przegrzania albo przetrzymania rozjaśniacza na włosach. Wnętrze takiego włosa ulega wówczas zniszczeniu: pozbawiany swojego głównego budulca – keratyny – rozciąga się, a po jakimś czasie wypada.


Włosy sprężyste, to włosy zdrowe – można je naciągać, ale do pewnego momentu. Przy czesaniu nie będą się wyciągać na szczotce, tak jak te zniszczone, tylko elastycznie poddawać naszym ruchom i wracać do swojego pierwotnego stanu. Jeśli znacząco się wydłużają, a/albo przy tym sprawiają wrażenie mało sprężystych (nie wracają w pełni do swojej normalniej długości), na pewno nie są zdrowe.

Włosy mogą się też zacząć nadmiernie rozciągać, jeśli je przenawilżymy (będziemy nakładać za dużo nawilżaczy, czyli emolientów) i będziemy dostarczać za mało protein. Takie włosy po urwaniu często się skręcają.

Wpis, który może się przydać: Jak zdiagnozować, czego potrzebują włosy?

Jeśli regularnie farbujemy włosy, szczególnie farbami drogeryjnymi, lub też robimy to nieumiejętnie (przedłużając czas trzymania koloru na włosach), pasma mogą szybko stracić elastyczność. Takie włosy będą miały mniejszą odporność na naciąganie (mniejszą wytrzymałość) – łatwiej będą się urywać i łamać. Tylko co to znaczy „mniejszą”? Już tłumaczę.

Jak bardzo można rozciągać włosy i kiedy powoduje to ich niszczenie?

Elastyczność włosów jest związana z ich korą, na którą możemy działać poprzez proteiny oraz humektanty, czyli nawilżacze.

Wyobraźmy sobie, że trzymamy w dłoni jeden włos. Gdy naciągniemy go odrobinę, nic się nie stanie – włosy bowiem do pewnego momentu można rozciągać bez obaw, że je uszkodzimy. Moment ten jest dla każdego indywidualny i zależy od grubości i stanu struktury pasm. Na pewno jednak każdy z nas z łatwością ten moment u siebie wyczuje. Mówi się, że bez skutków ubocznych włosy rozciągają się o 10%.

Jeśli ów włos naciągniemy jeszcze mocniej, od 10 do 30%, dotrzemy do punktu granicznego, który sprawi, że włos wprawdzie nie pęknie, jego struktura będzie jednak uszkodzona. Jest to proces nieodwracalny. Zniszczony w ten sposób włos z czasem wypadnie.

Najgorzej będzie, jeśli włos naciągniemy powyżej 30% – wówczas na pewno go zerwiemy.

Pamiętajmy, że szczególnie wrażliwe na naciąganie są włosy mokre. To dlatego właśnie odradza się czesać je tuż po myciu. Jeśli jednak naprawdę musimy to zrobić, najlepiej jest podzielić włosy na sekcje i bardzo delikatnie rozczesywać od samego dołu, kierując się ku górze. Warto przy tym korzystać z odpowiednich odżywek nadających poślizg i ułatwiających rozczesywanie.

Dobrze też wiedzieć, że włosy mokre samoczynnie się rozciągają. Ma to związek z tym, że ich mostki wodorowe zostają otwarte. Zauważyliście na przykład, że podcięta ma mokro grzywka po wyschnięciu robi się sporo krótsza?

Wytrzymałość włosów

Rozciągliwość włosów wiąże się z ich wytrzymałością. Wiadomo – włosy cienkie zerwą się szybciej niż grube. Co ciekawe, przy tych pierwszych (grubość 0,03 mm) wystarczy obciążenie 25 g, by doprowadzić do zerwania. Przy tych drugich zaś, czyli grubych (0,1 mm) – aż 250 g. Na wytrzymałość włosów wpływa też oczywiście siła: szybciej zerwie się włos błyskawicznie szarpnięty niż ten, który będziemy pomalutku rozciągać, prawda?

Jak radzić sobie z włosami, które się ciągną?

Takie włosy są już nieodwracalnie zniszczone – jeśli jednak nie chcemy ich obcinać, warto podziałać na nie doraźnie: używając kosmetyków z keratyną, czyli wzmacniając je od środka. Wiele osób poleca także zabieg kauteryzacji – ma on na celu odbudowę zniszczonych pasm, a jego głównym elementem jest zastosowanie kosmetyków z wyciągiem z bambusa, który ma wspomagać elastyczność włosów.

W przypadku pasm, które się ciągną, szczególnie, jeśli zaobserwowaliśmy ten efekt po farbowaniu, warto też odstawić gorący nawiew suszarki i prostownicę, a jeśli nie możemy bez nich żyć, warto zapatrzeć się w kosmetyki termoochronne, dzięki którym nie będziemy jeszcze bardziej pogłębiać już istniejących na włosach zniszczeń (lub raczej: proces ten nie będzie aż tak destrukcyjny).

A jakie są Wasze włosy: elastyczne i sprężyste czy ciągnące się? Doświadczyliście kiedyś tych drugich?

Przypominam też o trwaniu konkursu związanego z drugimi urodzinami bloga – do wygrania jest duży zestaw kosmetyków fryzjerskich! Więcej pod tym linkiem.



Polecam:

wtorek, 26 stycznia 2016

Recenzja: Kallos, Algae, Maska do włosów z algami


Maski Kallos, chociaż występują w rozmaitych rodzajach, mają krótkie i dość proste, a przy tym podobne do siebie składy. Są prawdziwym hitem wśród włosomaniaczek już od kilku lat, ale ja uważam, że ich największa siła tkwi nie w sposobie działania, ale w niskiej cenie w zestawieniu z imponującą, litrową pojemnością.

W ostatnich tygodniach testowałam Kallosa Algae, który faktycznie zawiera sporą ilość morskich wodorostów. Jak wpłynęła na moje włosy i czy taka algowa kuracja jest warta polecenia?

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Duży, litrowy, plastikowy słój. Niezbyt poręczny i dość nietrwały (jego upadek z dużej wysokości na pewno zakończyłby się połamaniem i wylaniem produktu), ale z drugiej strony przy tak dużym opakowaniu trudno o inne rozwiązanie (chociaż butla z pompką byłaby pewnie wygodniejsza!). Łatwo się otwiera. Na opakowaniu widać wszystkie najważniejsze informacje dotyczące zawartego w środku kosmetyku.

Zapach

Intensywny, świeży i przyjemny. Dla mnie nie był mdły jak wiele innych masek do włosów. Wiem, że wiele osób krytykuje ten zapach, ale mnie się podobał. 


Skład

Aqua, Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (kondycjonuje, działa antystatycznie, zapobiega plątaniu włosów, nadaje połysk i konserwuje), Olea Europaea Oil (oliwa z oliwek), Parfum (zapach), Citric Acid (kwas cytrynowy, zapewnia odpowiednie pH kosmetyku), Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Dimethiconol (silikon usuwany łagodnym szamponem), Propylene Glycol (ułatwia wnikanie kosmetyku), Fucus Vesiculosus Extract (wyciąg z morszczyna pęcherzykowatego), Laminaria Digitata Extract (wyciąg z alg), Spirulina Maxima Extract (wyciąg ze spiruliny), Porphyra Umbilicalis Extract (Wyciąg z alg z rodzaju Porphyra Umbilicalis), Ascophyllum Nodosum Extract (wyciąg z algi Ascophyllum nodosum), Benzyl Alcohol (alkohol, może wysuszać), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).

Maska ma skład emolientowo-silikonowy – na szczęście silikony są łagodne i łatwo je usunąć z włosów. W mniejszej ilości jest aż 5 wyciągów z różnych rodzajów alg. Działają one kondycjonująco, wygładzają i nawilżają włosy. Produkt o takim składzie spokojnie można używać nawet po każdym myciu głowy. 


Działanie

Maskę stosowałam najczęściej na 5-10 minut po umyciu głowy. Wygładzała i nawilżała moje włosy, ułatwiała rozczesywanie i nadawała ładny blask. Stosowałam ją na zmianę z maską keratynową Ziaji – bardzo dobrze się uzupełniały. Muszę jednak zaznaczyć, że jej działanie nie jest zbyt mocne i przy bardziej niesfornych włosach może okazać się za lekka. Ponadto dwa razy prawdopodobnie nie domyła mi się z włosów, które w tych przypadkach na drugi dzień wyglądały już na przetłuszczone.

Konsystencja i wydajność

Dość gęsta, łatwo wmasować ją we włosy i nie spływa. Starcza na bardzo długo. Przy tak ogromnym opakowaniu trudno byłoby mi zużyć ją w czasie krótszym niż pół roku, a ponieważ miałam jeszcze sporo innych kosmetyków, ogromną część maski oddałam koleżance – z tego, co mówiła, była z niej bardzo zadowolona :)

Cena i dostępność

Maski Kallos kosztują około 10 zł za litrowe opakowanie i są non stop dostępne w drogeriach Hebe. Cena i pojemność to ich zdecydowanie największe zalety.

Podsumowanie

Przy tak tanim produkcie myślę, że nie ma się co zastanawiać i warto po niego sięgnąć. Jeśli poszukujecie maski do codziennego stosowania, emolientowej i nawilżającej, to Kallos Algae zdecydowanie nadaje się do polecenia – będzie też niezły jako ochrona włosów zimą ze względu na swój silikonowy skład i zawartości oliwy z oliwek. Jeśli się nie sprawdzi, zawsze można jej użyć do emulgowania oleju po olejowaniu bądź… jako krem ułatwiający golenie, bo podobno w tej roli sprawdza się doskonale. 

Kto z Was używał już tej maski?

 

Inne recenzje masek do włosów:

środa, 4 marca 2015

Jak zwalczyłam elektryzowanie się włosów?

Rolę elektryzujących się włosów grają na zdjęciu nastroszone szczotką baby hair ;)

Zima wprawdzie powoli się kończy (chociaż w Warszawie wczoraj spadł grad i słyszałam, że na południu Polski zrobiło się biało!), ale myślę, że sezon na ciepłe czapki, a co się z tym wiąże – na elektryzowanie się włosów,  jeszcze trochę potrwa. Moje włosy od pewnego czasu prawie wcale się nie elektryzują – dziś chciałabym Wam napisać, co pomogło mi zwalczyć ten problem.  

Dlaczego włosy się elektryzują?

Wroga dobrze jest najpierw poznać – jeśli będziemy znać przyczynę problemu, łatwiej będzie nam go zwalczyć :)

Włosy naładowane są jonami dodatnimi – jeśli napotkają one inne jony dodatnie (np. w drobinkach kurzu czy włóknach tkanin), odpychają się od siebie w efekcie czego włosy zaczynają się unosić. Zjawisko to obserwujemy szczególnie zimą, gdy przebywamy w klimatyzowanych lub ogrzewanych pomieszczeniach i nosimy czapki.

Na elektryzowanie najbardziej podatne są włosy suche, zniszczone, nie obciążone, czyste. To właśnie one najłatwiej się unoszą. Za pomocą właściwej pielęgnacji możemy jednak zmniejszyć elektryzowanie do minimum, a nawet całkowicie je wyeliminować.

Oto sposoby, które mi pomogły!

Nawilżanie włosów

Zimą włosy potrzebują przede wszystkim emolientów – substancji, które otaczają je specjalnym filmem nie pozwalającym na odparowanie wody. Nawilżone włosy, w przeciwieństwie do suchych, mniej się elektryzują, są cięższe i bardziej mięsiste.

Podstawą jest więc stosowanie emolientów z dodatkiem humektantów (tutaj pisałam, czym są humektanty i emolienty i jak je rozpoznać w składach kosmetyków). Tych drugich musimy jednak używać z umiarem – w przeciwnym razie włosy będą się bardzo puszyć (wyjaśniam tę zależność tutaj).

W odżywkach i maskach do włosów (których stosowanie jest niezbędne, by pozbyć się problemu z elektryzowaniem) szukam więc przede wszystkim następujących emolientów:
  • olejów (w składach nazwy zwykle kończą się słowem Oil – poza Mineral Oil, czyli parafiną),
  • maseł (np. Butyrospermum Parkii Butter – masło shea, Persea Gratissima Butter – masło awokado),
  • wosków (Cera Alba, Cera Flava, Euphorbia Cerifa (Candelilla) Wax),
  • estrów (Isopropyl Palmitate, Isopropyl Myristate),
  • alkoholi tłuszczowych (np. Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol),
  • ewentualnie silikonów (np. Dimethicone Copolyol, Lauryl Methicone Copolyol, Hydrolyzed Wheat Protein Hydroxypropyl Polysiloxane, silikony z PEG na początku, Amodimethicone, Dimethicone, Dimethiconol, Beheonoxy Dimethicone, Phenyl Trimethicone, Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Cyclohexasiloxane, Octamethyl Cyclotetrasiloxane).
Dla mnie zbawienne okazało się regularne olejowanie, dzięki któremu moje włosy nie tylko są oporne na elektryzowanie, ale stały się też bardziej gładkie, błyszczące i elastyczne.

Do nawilżania włosów przydają się też domowe maski przygotowane np. z miodu, oliwy i jogurtu. Z tych przepisów, które opisywałam na blogu, nawilżająco działają np.:
 Suszenie z jonizacją

Większość nowoczesnych suszarek ma funkcję jonizacji, która powoduje wytwarzanie jonów ujemnych neutralizujących jony dodatnie na włosach. Dzięki temu włosy się nie elektryzują, a ponadto są bardziej gładkie i lepiej się układają. Więcej o suszarkach i jonizacji znajdziecie w tym wpisie: Jak kupić idealną suszarkę?


Odpowiednie przybory do czesania

Przez wiele lat korzystałam z plastikowej szczotki, która nie tylko łamała mi włosy, ale też wzmagała ich elektryzowanie. Odkąd czeszę się naturalną szczotką z włosia dzika oraz Tangle Teezer, problem praktycznie znikł. Przeciwko elektryzowaniu polecane są też drewniane grzebienie.

Koszulka zamiast ręcznika

Tarcie włosów szorstkim ręcznikiem nie tylko je uszkadza, ale też wzmaga elektryzowanie – ja od wielu miesięcy wycieram włosy po myciu bawełnianymi materiałami, np. dużymi, nieużywanymi koszulkami. Najlepiej jest odsączyć w nie nadmiar wody i zostawić włosy do podeschnięcia, a następnie lekko podsuszyć chłodnym nawiewem suszarki z jonizacją.

Dociążanie włosów

Włosy, które są zbyt lekkie, łatwiej się elektryzują i unoszą po każdym zdjęciu czapki z głowy. Warto więc je dociążać za pomocą ulubionych olejków, silikonowego serum lub jedwabiu – ja od kilku miesięcy używam do tego zazwyczaj oleju arganowego, który średnio nadaje się u mnie do olejowania (często powoduje puszenie), świetnie jednak sprawdza się do zabezpieczania końcówek.

Odrobina olejku, serum czy jedwabiu dobrze sprawdzi się też do wygładzenia włosów, gdy akurat doświadczamy elektryzowania – zamiast nich możemy też użyć zwykłej wody. Wystarczy rozetrzeć kroplę produktu lub czystej wody w dłoniach i przejechać nimi po włosach, przyklepując je. Do takiego przygładzenia włosów możemy też użyć kremu. To je natychmiast dociąży i opadną.

Jeśli naturalna szczotka z włosia wzmaga elektryzowanie włosów (to się często dzieje), wystarczy po umyciu szczotki nałożyć na nią odrobinę odżywki do włosów – powinno pomóc (więcej na ten temat pisałam tutaj). 


Odżywki z substancjami elektrostatycznymi

W odżywkach warto poszukać składników, które wykazują działanie antystatyczne (zmniejszające lub neutralizujące ładunki elektryczne). Zaliczamy do nich między innymi:
  • kationowe związki powierzchniowo-czynne (najczęściej mają końcówkę Chloride, całą listę znajdziecie tutaj),
  • sodium PCA,
  • Stearamidopropyl Dimethylamine,
  • Parafina (Paraffinum liquidum),
  • Betaine, 
  • Lauramidopropyl betaine,
  • Lauramidopropylamine oxide,
  • Maltodextrin,
  • Polyquaternium-10, Polyquaternium -20, Polyquaternium -32, Polyquaternium -7,
  • Steartrimonium Methosulfate,
  • Sodium lauryl sarcosinate.
Łagodne szampony

Szampony zawierające silne detergenty mogą przesuszać włosy – suche pasma zaś są lekkie i łatwo poddają się elektryzowaniu. Myślę więc, że na mój brak problemów z elektryzowaniem wpływa też używanie delikatnych szamponów, np. opisywanych już przeze mnie Babydream czy Ajurwedyjskiego szamponu Orientany, a także mycie włosów sposobem OMO (odżywka – mycie – odżywka): nakładam odżywkę/maskę na długość włosów, po 20-30 minutach myję skórę głowy, pozwalając pianie spływać po włosach, a następnie nakładam odżywkę i spłukuję ją chłodną wodą. Dzięki temu końcówki włosów (które i tak są u mnie najbardziej suche) nie są narażone na detergenty zawarte w szamponach.

Wpis, w którym wyjaśniam, jak odróżnić silne detergenty od łagodnych, znajdziecie tutaj: SLS, SLES i inne detergenty w kosmetykach do włosów.

Inne sposoby zapobiegające elektryzowaniu włosów:
  • jeśli przebywasz w klimatyzowanych lub ogrzewanych pomieszczeniach, korzystaj z nawilżaczy (naturalnych lub elektrycznych) bądź kładź na kaloryferze mokry ręcznik,
  • noś czapki wykonane tylko z naturalnych materiałów,
  • unikaj syntetycznych ubrań,
  • pij dużo wody – włosy trzeba też nawilżać od wewnątrz,
  • stosuj płukanki octowe i lniane po myciu włosów,
  • spryskuj włosy antystatycznymi spray’ami (można je zrobić samodzielnie, np. mieszamy w buteleczce z atomizerem odrobinę aloesu, wywaru z siemienia lnianego i wody, możemy też dodać ulubiony olej, olejek eteryczny lub hydrolat),
  • nie dotykaj włosów zbyt często,
  • płucz czapki w płynach do płukania tkanin (wykazują one działanie antystatyczne),
  • regularnie szczotkuj włosy (dzięki temu rozprowadzisz na nich naturalne sebum, które je dociąży),
  • nie susz włosów gorącym nawiewem suszarki, odstaw prostownicę,
  • niewątpliwie na elektryzowanie pomaga też keratynowe prostowanie włosów.
A jakie są Wasze sposoby na elektryzujące się włosy?

Przydatne wpisy:

środa, 18 lutego 2015

Mleczko jedwabne do włosów – czym jest i jak go używać?


Mleczko jedwabne kupiłam kilka miesięcy temu bez większego przekonania, ale okazało się strzałem w dziesiątkę – jego wyjątkowy skład przy naprawdę niskiej cenie sprawił, że jest to obecnie jeden z moich ulubionych półproduktów do włosów.

Czym dokładnie jest mleczko jedwabne i co zawiera?

Mleczko jedwabne to ekstrakt w postaci białej, płynnej emulsji. W jego skład wchodzą zarówno proteiny, jak i humektanty oraz emolienty. Można je stosować na rozmaite sposoby – o tym w dalszej części wpisu.

Mleczko jedwabne zawiera 6 składników – są to: Aqua (woda), Hydrolyzed Silk (hydrolizowany jedwab), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Butylene Glycol (glikol butylenowy), Glyceryl Stearate (gliceryna), PEG-60 Hydrogenated Castor Oil (uwodorniony olej rycynowy).

W jednym produkcie otrzymujemy więc substancje ze wszystkich ważnych dla włosów grup:

  • proteiny: hydrolizowany jedwab;
  • emolienty: olej słonecznikowy;
  • humektanty: gliceryna, glikol butylenowy.
Na szczególną uwagę zasługują tutaj aminokwasy jedwabiu: alanina i glicyna (wykazują się właściwościami nawilżającymi i regenerującymi) oraz seryna (wiąże wodę i tworzy film ochronny na powierzchni). Aminokwasy jedwabiu odbudowują strukturę włosów poprzez eliminację wolnych grup –SH w wiązaniach cysteinowych. W efekcie włosy są bardziej błyszczące i łatwiej jest je rozczesać.  

Dlaczego warto używać mleczka jedwabnego?

Ze względu na swój skład mleczko jedwabne wykazuje szereg pozytywnych działań na włosy (i nie tylko):

  • nawilża,
  • zapobiega elektryzowaniu,
  • nadaje gładkość i miękkość,
  • uelastycznia,
  • ułatwia rozczesywanie,
  • odbudowuje strukturę włosów (reperuje włosy),
  • nadaje objętość i połysk,
  • zmniejsza ryzyko rozdwajania się końcówek i łamania się włosów,
  • chroni przed uszkodzeniami.
Mleczko jedwabne sprawdzi się szczególnie na włosach cienkich, zniszczonych i słabych. Po pojedynczym jego zastosowaniu włosy zazwyczaj wyglądają ładniej, a przy długotrwałym używaniu poprawia się ich stan. 

Jak używać mleczka jedwabnego?

Mleczko jedwabne możemy dodawać (po kilka kropli) do wybranej maski, odżywki lub oleju, a także stosować jako serum na końcówki czy odżywkę bez spłukiwania (spryskujemy włosy odrobiną mleczka). Dobrze sprawdza się też jako pogromca odstających na długości włosów – wystarczy nałożyć na ręce odrobinę mleczka, rozetrzeć je i „przejechać” nimi po włosach, wygładzając je. Ważne, aby użyć do tego dosłownie 1-2 kropelek produktu – w innym przypadku (szczególnie ze względu na obecność emolientów w mleczku) możemy włosy niepotrzebnie zatłuścić.

Gdzie kupić mleczko jedwabne i ile kosztuje?

Najłatwiej dostać je oczywiście przez internet. Mleczko jedwabne możemy zamówić na e-naturalne.pl – kosztuje niewiele, bo 3,60 zł za 10 gram. Na innych stronach o dziwo nie jest obecnie dostępne. Mleczko jest bardzo wydajne i maleńka buteleczka z pewnością starczy na wiele użyć. Myślę też, że lepiej jest zamówić małą ilość produktu – moje mleczko miało tylko półroczną datę ważności. 

Mleczko jedwabne należy przechowywać w lodówce.


 Przydatne linki:

Używacie mleczka jedwabnego? Jak się u Was sprawdza?

Popularne w tym miesiącu: