Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol w kosmetykach do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alkohol w kosmetykach do włosów. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lipca 2017

Recenzja: John Frieda, Luxurious Volume, odżywka 7 day volume


Kosmetyki John Frieda bywają różne – wiele z nich kojarzy mi się z pięknymi zapachami (pod tym względem polecam serię Beach Blonde!), niektóre zaś mają słabe składy. Z tego powodu nigdy nie wiem, czy dany produkt okaże się świetny, czy zupełnie mi się nie spodoba. Te, które dotychczas testowałam, łączyło zazwyczaj jedno: bardzo wysoko w ich składzie był zapach, a to kazało mi wierzyć, że wszystkie znajdujące się dalej substancje – także te dobre – są w danym produkcie w minimalnej ilości. Jak było teraz?

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Nieprzeźroczysta, a do tego nieodkręcana tuba o pojemności 250 ml. Miękka, więc można łatwo wyciskać odżywkę, ale przy końcu trudno mi było wyciągnąć ją w 100%. Dobrze widoczny skład i wyjaśniająca wszystko polska naklejka… Nie rozumiem tylko, dlaczego producent napisał, by nakładać odżywkę na mokre włosy, a nie na lekko wilgotne. Moim zdaniem to może wprowadzać w błąd niezorientowane w temacie osoby…

Zapach

Typowo drogeryjny, już po kilku chwilach nie potrafię sobie go przypomnieć. Nie przeszkadza, ale nie jest to najpiękniejszy zapach kosmetyku, który miałam w rękach.


Skład

Water (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Behenamidopropyl Dimethylamine (antystatyk, emulgator), Parfum (zapach), Lactic Acid (kwas mlekowy), Isopropyl Palmitate (emolient), Silicone Quaternium-22 (silikon), Propylene Glycol (humektant), C24-48 Alkyl Dimethicone (składnik konsystencjotwórczy), Diazolidinyl Urea (konserwant), PPG-3 Myristyl Ether (zmiękczacz, emulgator), Glycine (aminokwas), Stearalkonium Chloride (konserwant), Glycerin (gliceryna), Maris Salt (sól morska), Malic Acid (kwas jabłkowy), Alcohol Denat. (wysuszający alkohol), AMP-Isostearoyl Hydrolyzed Wheat Protein (emulgator, kondycjoner), Iodopropynyl Butylcarbamate (konserwant), Butylphenyl Methylpropional (składnik zapachowy).

Niestety, nie jest dobrze. Po pierwsze: zwróćcie uwagę, jak wysoko w składzie znajduje się zapach – wszystko, co za nim, jest w odżywce w niewielkiej ilości. Przed nim znajdziemy tylko emolient i antystatyk – słabiutko. W dalszej kolejności warto zwrócić uwagę na aż trzy – w tak krótkim składzie – konserwanty i wysuszający alkohol. Do tego sól morska, która w nadmiarze także może przesuszać włosy.

Plusy? Aminokwas, dwa emolienty, jeden humektant, czyli nawilżacz… Marnie. Odżywcza ta odżywka to raczej zbytnio nie jest.


Działanie

Powiem jedno: jeśli efekt „volume”, czyli nadania objętości, miał się wiązać z tym, że włosy będą lekkie, a nie mocno oklapnięte, to faktycznie się udało. Moje po tej odżywce nie układały się jednak zbyt dobrze, brakowało im dociążenia i wykończenia (fruwające, zbyt lekkie końcówki), a u nasady zupełnie nic się nie zadziało. Spodziewałam się, że włosy staną się bardziej odbite u góry, mniej spłaszczone i faktycznie uzyskają objętość, ale nie kosztem „fruwajki”, czyli tego, że fryzura zacznie żyć swoim życiem i nie za bardzo będzie się poddawała próbom wygładzenia.

Konsystencja i wydajność

Odżywka ma perłowy kolor i łatwo rozprowadza się na włosach. 250 ml starcza na kilka tygodni.

Cena i dostępność

Produkty z tej serii są dostępne w wielu stacjonarnych drogeriach – tę odżywkę widziałam na przykład w Rossmanie. Kosztuje około 30-35 zł. Moim zdaniem to sporo jak za tak kiepski skład.

Podsumowanie

Myślę, że moje włosy nie są dobrym targetem dla tego produktu – ja od kosmetyków oczekuję dociążenia (ale bez efektu przyklapu), a nie podkreślenia ich lekkości. Odżywka „7 day volume” może się spodobać osobom o raczej grubych, ciężkich włosach, którym brakuje objętości – cienkowłosi, podobnie jak ja, mogą nie być nią zachwyceni.


Co sądzicie o składzie tej odżywki? Chcielibyście ją wypróbować?


Polecam:

niedziela, 2 kwietnia 2017

Miesiąc stosowania kosmetyków fryzjerskich i trychologicznych – jak zmieniły stan moich włosów?


Stosuję bardzo różne kosmetyki do włosów – zarówno te niedrogie drogeryjne, jak i takie, które można zamówić głównie przez internet, fryzjerskie, a nawet typowo trychologiczne. Zwykle sięgam po nie zamiennie i nie trzymam się jednej serii – nawet jeśli mam produkty z jednej linii, zwykle nie używam ich razem. Od dawna zastanawiałam się jednak, czy te sporo droższe kosmetyki, które można kupić wyłącznie w salonach fryzjerskich czy trychologicznych, faktycznie działają lepiej. Jednym słowem: czy opłaca się je kupować?

Wciąż mam w pamięci negatywne nastawienie wielu włosomaniaczek do tego rodzaju produktów, które często – mimo wysokich cen – nie grzeszą dobrymi składami. Faktycznie, wiele z tych, z którymi się zetknęłam, były przepełnione głównie silikonami, alkoholem czy niepotrzebnymi dodatkami, a brakowało w nich typowo pielęgnacyjnych składników. Pomimo tego postanowiłam dać szansę tym, które od pewnego czasu zalegały w mojej szafce. Uznałam, że stosując je w oderwaniu od kosmetyków drogeryjnych, przekonam się, jakie faktycznie wykazują działanie.

Trzeba tutaj rozgraniczyć dwie kwestie: kosmetyki fryzjerskie to na ogół produkty, które mają na celu w określony sposób wpłynąć na wygląd włosów: wygładzić je, optycznie pogrubić, czy utrwalić, trychologiczne zaś mają trudniejsze zadanie, gdyż najczęściej są polecane ze względu na określony problem, na przykład ich zadaniem jest nawilżenie skóry głowy, ukojenie jej czy pomoc przy wypadaniu włosów. Jestem świadoma tych różnic, a do opisanego w tym wpisie eksperymentu użyłam kosmetyków, które miały przeznaczenie typowo urodowe, a nie zdrowotne.

Kosmetyki fryzjerskie i trychologiczne, które stosowałam w marcu

Mój wybór padł na dwa szampony, dwie maski, odżywkę, spray, wcierkę i krem do końcówek, czyli praktycznie wszystko to, co uznałam za niezbędne na cały miesiąc.

Kosmetyki, które wybrałam, to: szampon i maska Kérastase z serii Elixir K Ultime, szampon i odżywka L’Oreal Pro Fiber, wcierka L’Oreal Serioxyl, spray termoochronny Montibello, krem na końcówki Alcantara oraz mocno zakwaszająca maska Traybell Ancantara. Stosowałam też kilka razy maskę do włosów blond Davines.


Jakie były efekty ich użycia?

Przez pierwsze dwa tygodnie stosowałam najczęściej szampon L’Oreal Pro Fiber na zmianę z odżywką z tej samej serii i maską Traybell Ancantara (zdjęcie powyżej), która ma mocno kwasowe pH, przez co zamyka łuski włosów i sprawia, że są one bardziej wygładzone. Najlepsze efekty zauważyłam w dni, kiedy po tymże szamponie nakładałam odżywkę Pro Fiber – ten zestaw niesamowicie zmiękczał moje włosy i sprawiał, że były niezwykle miłe w dotyku. Moje włosy są z natury delikatne i miękkie, nigdy nie były szorstkie ani sztywne, jednak to, co robi z nimi ten duet, zasługuje na osobne opisanie w tym wpisie! W pierwszej połowie marca, gdy go używałam, łapałam się na tym, że – czasem wręcz nieświadomie – dotykam włosów. Były w dotyku jak jedwab, słowo daję.

W drugiej połowie miesiąca testowałam zaś głównie zestaw Kérastase: maskę oraz szampon Elixir K Ultime (zdjęcie poniżej). Na początku miałam wrażenie, że będzie się u mnie gorzej sprawdzał – po pierwszym użyciu czułam lekkie swędzenie skóry głowy. Włosy były jednak wygładzone i jakby lekko sztywniejsze, dzięki czemu kształt fryzury był lepiej – nazwijmy to – zdefiniowany. Mam przez to na myśli, że włosy wydawały się nieco cięższe i nie fruwały przy byle podmuchu wiatru. Nie był to efekt spektakularny, ale widoczny.  

Niestety, przy kolejnych użyciach nie zaobserwowałam już takiego rezultatu, a z czasem zaczęłam zauważać, że szampon Kérastase znacząco przesusza moje włosy. Podobnie działa też na skórę głowy, co do czego upewniłam się nawet podczas badania mikrokamerą w Instytucie Trychologii, w którym byłam w drugiej połowie miesiąca. Przesuszenie to wiązało się także z tym, że pod koniec marca skóra zaczęła mnie miejscowo swędzieć.


W połowie miesiąca postanowiłam sięgnąć po wcierkę – od ostatniej (Radical Farmony) odczekałam około 2 tygodnie, żeby dać skórze trochę odpocząć. Tym razem mój wybór padł na Serioxyl L’Oreal. Stosuję ją dopiero od dwóch tygodni, trudno jest mi więc na razie ocenić jej działanie, sięgam po nią jednak po każdym myciu głowy.

Podsumowując, początkowo spodziewałam się, że wybrane przeze mnie kosmetyki są przeładowane silikonami, przez co moje włosy będą oklapnięte i przeciążone. Okazało się jednak, że w zasadzie nie mają owych składników więcej niż przeciętne produkty drogeryjne, a efekt końcowy ich zastosowania najwidoczniej najbardziej zależał od tego, jakiego szamponu aktualnie używałam. Przy L’Oreal Pro Fiber wyglądały naprawdę dobrze, były sypkie, puszyste, ale nie puszyły się, przede wszystkim jednak zyskiwały niezwykłą miękkość. Nie zauważyłam też żadnego negatywnego wpływu tego kosmetyku na skórę mojej głowy. Problemy pojawiły się dopiero przy (swoją drogą pięknie pachnącym, bo mocno perfumowanym) szamponie Kérastase Elixir K Ultime, po którym stały się widocznie przesuszone, a skóra zaczęła mnie pod koniec miesiąca zwyczajnie swędzieć. Maski i odżywki, które w tym czasie stosowałam, nie zaskoczyły mnie swoim działaniem ani na plus, ani na minus.

Przesuszenie skóry głowy spowodowane używanymi kosmetykami na pewno wiązało się ze wspomnianym już szamponem, ponieważ tylko z nim skóra miała styczność, przesuszenie włosów zaś – zapewne z używaniem pozostałych produktów, gdyż większość z nich zawiera wysuszające alkohole: izopropylowy lub benzylowy.

Sukces eksperymentu był więc połowiczny i pokazał mi, że w zasadzie nie ma sensu uprzedzać się do konkretnego rodzaju produktów – warto po prostu patrzeć na ich składy i sprawdzać, jak działają na konkretną osobę. Nie ma w tym niczego odkrywczego, ale sama złapałam się na tym, że początkowo z góry założyłam, że kosmetyki, których miałam w marcu używać, będą przeładowane silikonami i spowodują przeciążenie włosów (tak się nie stało), a jednocześnie będzie w nich brakować substancji odżywczych (niektóre jednak, tak jak na przykład maska Kérastase, miały m.in. sporo olejów).

Mimo wszystko jednak zostaję przy swoim zdaniu: drogie nie znaczy lepsze. Dlatego przy kupowaniu kosmetyków wciąż będę trzymać się czytania składu :)

Co myślicie o  kosmetykach fryzjerskich i trychologicznych? Czy według Was warto je kupować?

Polecam:

czwartek, 2 lutego 2017

Recenzja: Schwarzkopf, Gliss Kur, Maska intensywnie regenerująca Serum Deep-Repair


Maska Gliss Kur Serum Deep-Repair przeleżała dość długo w mojej szafce – nie sięgałam po nią, ponieważ miałam wrażenie, że to typowo drogeryjny produkt, który niczym mnie nie zadziwi, a na pewno nie pozytywnie. Niepotrzebnie byłam jednak do niej uprzedzona.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Zero zaskoczenia: odkręcany słoik z grubego plastiku o pojemności 200 ml. Na denku naklejka ze składem, po bokach – z opisem i zaleceniami, jak używać maski.

Zapach

Typowo drogeryjny: słodkawy, mało charakterystyczny, ale przyjemny.

Skład

Moja maska ma zupełnie inny skład niż podawany na różnych stronach internetowych – wszystkie składniki są przemieszane, a co ciekawe, substancja, która w mojej wersji maski znajduje się na samym końcu składu (Alpha-Isomethyl Ionone), w tych podanych w internecie jest… na samym jego początku. Jest to tym dziwniejsze, że składnik ten to element zapachowy. Dlaczego więc miałby znajdować się na początku listy? Podejrzewam, że ktoś popełnił błąd w spisywaniu składu, a inni bezmyślnie go przepisali… 

Moja wersja maski zawiera: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Isopropyl Myristate (emulgator), Behentrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Distearoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate (humektant, antystatyk, zmiękczacz), Serine (aminokwas), Panthenol (pantenol), Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin (czwartorzędowany hydrolizat keratyny, substancja antystatyczna), Hydrolyzed Keratin (hydrolizowana keratyna), Stearamidopropyl Dimethylamine (antystatyk, odżywia, kondycjonuje), Cetyl Palmitate (emolient), Dimethicone (silikon), Phenoxyethanol (konserwant), Citric Acid (regulator pH), Isopropyl Alcohol (alkohol, działa wysuszająco), Methylparaben (konserwant), Cetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Parfum (zapach), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride (antystatyk, odżywia, wzmacnia, wygładza), Linalool (składnik zapachowy), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Alpha-Isomethyl Ionone (składnik zapachowy).

Są i emolienty, i humektanty, i proteiny, a dokładnie hydrolizowana keratyna (oraz jej hydrolat). Sporo tu także antystatyków, które zapobiegają elektryzowaniu się włosów. Minusem składu jest niewątpliwie alkohol izopropylowy, który działa na włosy wysuszająco. Znajdziemy tu też jeden silikon, ale bez obaw – łatwo go usunąć nawet delikatnym szamponem. Konserwanty są cztery, jednak dwa z nich działają antystatycznie. Ogólnie rzecz biorąc skład jest nieidealny, ale nie jest zły – przed zapachem znajdziemy w nim sporo pozytywnych substancji.


Działanie

„Nałożyć 2-3 razy w tygodniu na mokre włosy i pozostawić na 1 minutę. Dokładnie spłukać!” – to całe zalecenie producenta. Po pierwsze: na mokre włosy? No dobrze, nakładamy ją po myciu głowy, ale warto byłoby odsączyć włosy z wody, bo inaczej cała maska i tak z nich spłynie. Po drugie: tylko na minutę? Wow. Ja nakładałam tę maskę nieraz faktycznie tylko na chwilę, innym razem na dłużej – do 10 minut. Za każdym razem jej działanie było podobne i całkiem niezłe zarazem. Szału nie ma, ale efekty mnie zadowalają: włosy są po niej wygładzone, błyszczące, łatwo się rozczesują i nie elektryzują.

Konsystencja i wydajność

Maska jest na tyle gęsta, że gdy została mi jej resztka, mogłam spokojnie przekręcać słoik do góry nogami, a kosmetyk nie spływał. Jej wydajność oceniam na przeciętną.

Cena i dostępność

Maska ta kosztuje około 10 zł i jest dostępna w wielu drogeriach i supermarketach, m.in. w Rossmannie. Uwaga na kupowanie jej przez internet: na wielu stronach kosztuje 15 do nawet 20 zł, czyli dwa razy tyle co stacjonarnie.

Podsumowanie

Jest tania i łatwo dostępna – warto więc ją wypróbować. Jeśli jednak nasze włosy są suche, nie radziłabym z nią przesadzać, bo alkohol izopropylowy na pewno im nie pomoże.


Znacie maskę Serum Deep-Repair? Jestem ciekawa Waszych opinii na jej temat!

Polecam:

niedziela, 4 grudnia 2016

Jak prawidłowo używać wcierek do włosów i skóry głowy?


Najlepsza wcierka do włosów i skóry głowy to taka, która pasuje naszej skórze i odpowiada naszym potrzebom – każda z nich ma bowiem inne funkcje i działanie, chociaż większość wpływa na wzmocnienie włosów, odżywienie ich i zagęszczenie. Czym jest zatem wcierka, czy warto kupować te, które mają w składzie alkohol (np. Alcohol Denat.), kiedy i jak ich używać?

Czym jest wcierka do skóry głowy?

Wcierka, której używa się do skóry głowy, to odżywka w płynie o różnych funkcjach. Jej głównym zadaniem jest dotarcie do cebulek włosów, odżywienie ich i wzmocnienie. W połączeniu z masażem skóry głowy, powodującym lepsze ukrwienie skóry, sprawiamy, że na głowie pojawiają się baby hair (młode włosy), a pozostałe rosną szybciej, stają się mocniejsze i lepiej odżywione, a tym samym mniej wypadają.

Wcierki działają nie tylko na włosy, ale też na skórę głowy. W zależności od rodzaju mogą spowalniać przetłuszczanie się włosów, nawilżać skórę i sprawiać, że mniej się łuszczy i przestaje swędzieć, łagodzić podrażnienia, pomagać w walce z łupieżem i regulować sebum. Niektóre wcierki sprawiają ponadto, że włosy są mniej przyklapnięte i ładnie odbite u nasady.

Kiedy używać wcierek?

Tak naprawdę to zawsze – tak samo jak dbamy o skórę twarzy i ciała, skóra głowy także potrzebuje odpowiedniej pielęgnacji. Jeśli zaś chodzi o potrzeby, ja wymieniłabym następujące główne powody, dla których byłoby wskazane sięgnięcie po wcierkę:
  • chcemy przyspieszyć porost włosów,
  • chcemy zagęścić włosy,
  • chcemy wzmocnić włosy, odżywić je, sprawić, by mniej wypadały,
  • zależy nam na tym, by włosy mniej się przetłuszczały,
  • nasza skóra głowy jest podrażniona, łuszczy się, swędzi, piecze i/lub pojawiają się na niej stany zapalne,
  • mamy łupież.

Jaką wcierkę kupić? A może zrobić ją w domu?

Przy wyborze wcierki kierujmy się jej składem i potrzebami – szczególnie skóry głowy. Większość z nich to wodniste mieszanki ekstraktów roślinnych, ziół, czasem też olejów. Zazwyczaj mają na początku składu Alcohol Denat. – mimo że alkohol ten działa na włosy wysuszająco, w przypadku wcierek pełni on ważne funkcje:
  • pomaga składnikom aktywnym (z ekstraktów, olejów itp.) wnikać w głąb skóry, dzięki czemu mogą one zadziałać;
  • rozgrzewa skórę i wzmacnia krążenie krwi,
  • konserwuje wcierkę.

Jeśli więc nie mamy przesuszonej skóry głowy, otwartych ran czy podrażnień, a nasza skóra nie jest wyjątkowo wrażliwa, nie obawiajmy się tego składnika we wcierkach (nie nakładajmy jej jednak na długości włosów, tylko precyzyjnie na skórę). O dziwo zasada ta nie zawsze się sprawdza: przykładowo ja mam wrażliwą skórę głowy, skłonną do swędzenia i podrażnień, a mimo to wcierki z Alcohol Denat. zazwyczaj dobrze się u mnie sprawdzają. W razie przesuszeń zawsze możemy przygotować sobie odpowiednią nawilżającą mieszankę – ja polecam moje ulubione nawilżające mgiełki do włosów suchych i elektryzujących się.

Wcierki możemy też przygotować w domu – wiele z nich tworzy się na bazie ziół lub składników, które większość z nas ma w lodówce. Polecam przepis na wcierkę z kozieradki (świetnie hamuje wypadanie włosów!) lub przygotowanie domowych maceratów. W ramach inspiracji polecam też wpis o tym, jak wykorzystać produkty kuchenne na włosy.

W roli wcierek sprawdzą się także glinki oraz hydrolaty (pisałam już który na co działa), które możemy też ze sobą mieszać – te ostatnie mają jednak bardzo delikatne działanie.

Rodzaje opakowań wcierek

Wcierki nazywa się też tonikami, serum lub sprayami do skóry głowy. Sprzedaje się je zazwyczaj w opakowaniu z atomizerem, pipetą lub w zwykłej butelce. Niektóre występują w postaci ampułek, zazwyczaj szklanych. Możemy je więc rozpylać, wcierać lub rozprowadzać za pomocą buteleczki „z dziubkiem” lub innym aplikatorem (ja mam jedną zachowaną po jakimś leku – pokazałam ją we wpisie na temat wcierki z kozieradki – i czasem przelewam w nią domowe wcierki lub te kupne, które mają niewygodne opakowania). Innym sprytnym patentem jest wykorzystanie strzykawki bez igły (wciągamy do środka trochę wcierki i aplikujemy precyzyjnie na skórę głowy) oraz opakowania typu roll-on, o którym już pisałam.

Przykłady wcierek do skóry głowy oraz typy opakowań:

1. Bardzo wygodną formą opakowania w przypadku wcierki jest "dziubek", czyli nakrętka z wąską rurką umożliwiającą dosięgnięcie do skóry głowy nawet przy bardzo gęstych i splątanych włosach. Takie butelki mają często odkręcane korki, dzięki czemu wcierkę można też łatwo przelać lub wylać na dłoń. Przykład: tonik Novoxidyl


 2. Zwykła nakrętka to nieco mniej wygodny sposób aplikowana wcierki (moim zdaniem), chyba że jest odkręcana. Takie butelki mają zwykle bardzo mały otwór na szczycie, przez co wydobycie odrobiny produktu nie jest łatwe (chociaż nie jest to reguła). Zazwyczaj wcierki z takich opakowań warto przelać do innych, bardziej wygodnych. Przykład: wcierka Jantar (dla mnie to opakowanie było bardzo niewygodne) czy tonik Kaminomoto (z o dziwo dobrym aplikatorem). 



3. Z atomizerami bywa różnie, wszystko zależy bowiem od tego, jak dozują wcierkę: czy wylatuje ona szerokim czy wąskim strumieniem. Od tego zależy, czy można takiego opakowania używać precyzyjnie, psikając produktem na skórę głowy, czy też trzeba się liczyć z tym, że przy okazji zmoczymy sobie sporą część włosów. Przykłady: wcierka Klorane oraz wcierka Agafii.



4. Najefektywniej wyglądają chyba ampułki, czyli malutkie, zazwyczaj szklane buteleczki z płynem w środku. Są sprzedawane w opakowaniach o różnej ilości sztuk, ale producenci starają się, aby jeden zestaw ich preparatu starczył chociaż na miesięczną kurację. Ampułki wymagają najczęściej usunięcia lub wręcz zbicia górnej ich części i nałożenia plastikowej nakładki dozującej. Przykład: testowana przeze mnie obecnie kuracja Radical Farmony, którą wkrótce zamieszczę. 

5. Opakowania z pipetą są chyba najrzadsze, a szkoda, bo to dość wygodna forma aplikacji (o ile pipeta się nie zapycha). Przykładem takiej wcierki jest serum Colosregen


5 zasad stosowania wcierek

Wiemy już co, po co i czym, skupmy się więc na tym, jak wcierać wcierkę. Poniżej wypisałam 5 głównych zasad, którymi warto się kierować, by mieć pewność, że robimy to dobrze i doczekamy się pozytywnych efektów.

Po pierwsze: regularnie

Systematyczność i regularność to podstawa (nie tylko) w pielęgnacji włosów. Wcierka nałożona raz na tydzień na pewno nam nie pomoże. Każdy produkt wymaga czasu, aby zadziałać. I w drugą stronę – wylewanie na siebie wcierki kilka razy dziennie nie przyspieszy tego procesu.

Nie wszystkie jednak trzeba stosować codziennie – warto w tym zakresie kierować się zaleceniami producenta podanymi na opakowaniu. Przykładowo testowana przeze mnie niegdyś wcierka Agafii nadawała się do używania 2-3 razy w tygodniu.

Po drugie: precyzyjnie

Chodzi o to, by pokrywać wcierką całą skórę głowy: przód, tył i oba boki. Wylewamy tylko tyle produktu, by była lekko wilgotna. Podobnie jak w przypadku masek czy odżywek nie chodzi bowiem o to, by kosmetyk ściekał nam z włosów – nadmiar nie jest tu wskazany, bo zmoczymy sobie całe włosy, a przecież wcierka to produkt do skóry. Przy regularnym polewaniu włosów niektórymi wcierkami mogą one zresztą stać się suche i matowe.

Po trzecie: minimum miesiąc

Znowu: wcierka potrzebuje czasu, aby zadziałać i byśmy zauważyli efekty jej stosowania. Zazwyczaj dopiero po miesiącu powoli zaczyna być widać różnicę (chociaż bywają chlubne wyjątki). Jeśli na przykład oczekujemy, że wcierka wspomoże odrost baby hair, młode włosy będą zauważalne dopiero po około 4 tygodniach stosowania kosmetyku.

Przy wielu produktach należy uzbroić się w cierpliwość i regularnie aplikować wcierkę przez 2-3 miesiące. Po tym czasie robimy przerwę – chociaż tydzień.

Po czwarte: w odpowiednim momencie

W przypadku większości wcierek nie ma znaczenia, czy użyjemy jej przed myciem głowy czy po nim. Ważne są dwie zasady:
  • jeśli używamy wcierki przed myciem głowy, należy odczekać przynajmniej godzinę od jej aplikacji, żeby wraz z szamponem nie zmyć kosmetyku ze skóry,
  • jeśli używamy wcierki po myciu głowy, nie aplikujmy jej na bardzo mokre włosy, by nie rozrzedziła się i/lub nie spłynęła z nich razem z wodą.

Po piąte: w połączeniu z masażem skóry głowy

Samo polanie skóry głowy wcierką na niewiele się zda – trzeba jeszcze pobudzić skórę i mieszki włosowe do działania. Po zaaplikowaniu kosmetyku warto więc wykonać chociaż 2-3-minutowy masaż głowy (czym dłuższy, tym lepszy!). Możemy to zrobić specjalnym masażerem lub palcami. Ważne: masaż ma być przyjemnością i relaksem. Nie powinien polegać na bolesnym i zbyt mocnym ugniataniu ani nerwowym szarpaniu! Najlepiej wykonywać płynne, spokojne ruchy, a jeśli wykonujemy masaż rękami, warto skupić się na delikatnym masowaniu skóry opuszkami palców.

Jak aplikujecie wcierki? Robicie to regularnie? Jaki rodzaj opakowania wcierek jest według Was najlepszy? Którą wcierkę lubicie najbardziej, a jaka okazała się niewypałem?

Zachęcam do dyskusji w komentarzach i do zaglądania do moich mediów społecznościowych: 
Facebook | Instagram


Polecam:

środa, 15 lipca 2015

Jakich masek do włosów można używać po keratynowym prostowaniu?


Pisałam już o szamponach, odżywkach, olejach i olejkach, które można stosować po keratynowym prostowaniu (odnośniki do nich zamieszczam na dole wpisu) – teraz przyszła pora na maski. Wybór odpowiedniej, która nadaje się do stosowania po zabiegu, zdecydowanie nie jest łatwy – większość z nich zawiera bowiem zakazane po keratynowym prostowaniu składniki. Na co więc musimy uważać?


Czego nie mogą zawierać maski używane po keratynowym prostowaniu?


Przede wszystkim musimy wystrzegać się Sodium chloride, Alcohol Denat oraz silikonów (zwłaszcza tych, które można usunąć jedynie silnymi detergentami). Na ten temat pisałam już wielokrotnie – po więcej informacji odsyłam więc do tego wpisu.


Które maski będą odpowiednie po zabiegu?


Znalezienie maski do włosów, która nie zawiera Alcohol Denat oraz silikonów bywa naprawdę trudne. Problematycznym składnikiem jest też Benzyl Alcohol, który pojawia się w ogromnej ilości produktów, głównie o naturalnych składach – alkohol ten działa wysuszająco, ale jednocześnie konserwuje, a więc producenci często stosują go zamiast parabenów i innych konserwantów. We wszystkich poradnikach dotyczących pielęgnacji włosów po keratynowym prostowaniu czytałam o tym, by unikać Alcohol Denat, jednak nikt nie wspomina o Benzyl Alcohol, który wykazuje podobne działanie – ja na wszelki wypadek zalecam więc odstawienie i tego składnika, a dobór poniższych masek, które polecam po zabiegu, oparłam zatem także na wyeliminowaniu alkoholu benzylowego.


Maski drogeryjne, o ile nie zawierają w swoim składzie keratyny, warto w ten składnik uzupełniać, dolewając na przykład keratynę hydrolizowaną. O tym, jak ją kupić, pisałam już tutaj.

 


  1. L’oreal, maska Pro-Keratin Refill (około 50 zł/200 ml), do kupienia w sklepach fryzjerskich i przez internet. Zawiera keratynę (chociaż niewiele), więc tym bardziej przysłuży się włosom po zabiegu.
  2. Ziaja, Maska do włosów Kozie mleko (około 8 zł/200 ml), do kupienia w drogeriach i przez internet, na przykład na stronie Imperkosmetyki. Ta maska także zawiera keratynę.
  3. Alteya Organics, Organiczna odżywka do włosów z lawendy lub Organiczna odżywka do włosów z róży, które – wbrew nazwie – mogą być używane jak maski (około 69 zł/50 ml), dostępne przez internet i w tych sklepach.
  4. Sylveco, Lniana maska do włosów (około 25 zł/150 ml), do kupienia głównie przez internet, na przykład w Lawendowej Szafie.
  5. Pettenon Cosmetici, Serical, Crema al Latte – Mleczna maska do włosów (około 12 zł/1 litr), dostępna w drogerii Hebe. Uwaga, niektóre wersje tej maski zawierają Benzyl Alcohol!
  6. Lactimilk, Maska do włosów na mlecznej serwatce z dodatkiem białej glinki i oleju karite dla włosów tłustych u podstawy i suchych na końcach (około 29 zł/500 ml), dostępna głównie przez internet, na przykład w Lawendowej Szafie.
  7. Receptury Agafii, Łopianowa maseczka do włosów, Drożdżowa maseczka do włosów lub Jajeczna maseczka do włosów (około 15 zł/300 ml), do kupienia głównie przez internet, na przykład w sklepie Triny.
  8. GoCranberry, Intensywnie regenerująca maska do włosów z kolagenem i olejem żurawinowym (około 29 zł/200 ml), dostępna głównie przez internet, na przykład w Triny.
  9. Receptury Agafii, Maska Regenerująca do Włosów Farbowanych (około 16 zł/400 ml), dostępna głównie w sklepach internetowych, na przykład w Lawendowej Szafie.
Odpowiednia będzie też keratynowa maska Delia Cameleo BB.
Biovax, Kallos i inne popularne maski – czy można ich używać?


Wiele dziewczyn pisze do mnie z pytaniem o stosowanie po zabiegu popularnych masek do włosów – nic dziwnego, łatwo je kupić i zazwyczaj są dość tanie. Niestety, wiele z nich nie nadaje się do użytku po keratynowym prostowaniu ze względu na zawartość silikonów – mają je na przykład maski Kallos (wszystkie poza Color, ale ta z kolei ma w składzie Benzyl Alcohol). Wprawdzie występujące w nich silikony są lotne lub usuwalne łagodnym szamponem, więc „od biedy” można ich używać, ja jednak po zabiegu odstawiłam wszystkie silikony, co z pewnością przedłużyło trwałość efektów i dlatego polecam wszystkim ten sposób.  


Często dostaję też pytania o maski Biovax – z nimi jest podobnie, bo chociaż większość z nich silikonów nie zawiera (wyjątkiem jest „Keratyna + Jedwab”), to wszystkie mają w składzie Benzyl Alcohol (także nowe wersje z serii Glamour) – ja bym więc „nie kusiła losu” i odstawiła je na chociaż 3-4 miesiące po zabiegu.


Musimy mieć też na uwadze, że Benzyl Alcohol (z powodu, o którym pisałam już na początku tego wpisu) znajduje się w składzie wielu kosmetyków uznawanych powszechnie za naturalne, np. kosmetyków rosyjskich typu Agafii, Planeta Organica czy Natura Siberica. Czytajmy więc uważnie składy.


Jak używać masek po zabiegu?


Standardowo – ich zastosowanie niczym nie różni się od używania masek na włosach, których nie poddano keratynowemu prostowaniu. Produkt nakładamy na połowę długości włosów na chociaż 5-10 minut do pół godziny. Możemy zawinąć włosy w turban termalny lub lekko podgrzać suszarką.


A jakie maski Wy stosujecie po zabiegu keratynowego prostowania?

PS. Na zdjęciu do tego wpisu widnieje maska Farmony Bamboo&Oils - uważajcie na nią, ponieważ czasem (nie w każdej wersji, ale jednak) w jej składzie pojawia się silikon! 

Podobne wpisy:

Popularne w tym miesiącu: