Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farbowanie włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farbowanie włosów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 kwietnia 2018

Aktualizacja włosów – zima 2018 | Fotorelacja z ostatnich miesięcy


Tę zimę zapamiętam jako wyjątkowo krótką i ciepłą, czyli prawie idealną! Muszę przyznać, że to dla mnie najgorsza pora roku i zawsze z utęsknieniem czekam na wiosnę. Tej w 2018 nie ma wcale, bo w zasadzie od razu „przeskoczyliśmy” do lata – tym lepiej! Pogoda jest przepiękna i trudno sobie obecnie wyobrazić, że jeszcze miesiąc temu chodziliśmy w zimowych kurtkach.

Jeśli chodzi o włosy, to na początku tego roku zdążyły mi już nieco odrosnąć po drastycznym i pamiętnym obcięciu, które opisałam w rocznym podsumowaniu. Gdy sięgnęły kilka centymetrów za ramiona, zyskały dociążenie i zaczęły się wreszcie lepiej układać. Na szczęście, bo od połowy września do grudnia strasznie się z nimi męczyłam: okazało się, że gdy są zbyt krótkie, stają się jeszcze lżejsze. W sumie jest to logiczne, ale nie wzięłam wcześniej pod uwagę, że będą AŻ TAK lekkie. Na co dzień wiązałam je więc lub upinałam, bo doprowadzały mnie do szału.  

Pod koniec marca odwiedziłam moją fryzjerkę Martę, która zafarbowała i stonowała mi włosy. Jeśli czytacie mojego bloga regularnie, wiecie, że moje włosy mają taki pigment, który sprawia, że bardzo szybko zyskują ciepły odcień… którego nie cierpię. Kiedy więc farbuję je na chłodny blond, dość szybko robią się coraz bardziej żółte. Oczywiście walczę z tym jak tylko mogę, stosując „fioletowe” kosmetyki (na przykład moją ukochaną maskę Davines), jednak na dłuższą metę odcień i tak się ociepla. Aby więc go zmienić i pokryć odrosty, udaję się do mojej fryzjerki.



Muszę wam tutaj wspomnieć, że Marta farbuje moje włosy zupełnie inaczej niż robili to do tej pory inni fryzjerzy, do których chodziłam: przede wszystkim nie nakłada farby na całe włosy, tylko zabarwia je na zasadzie refleksów. Tym sposobem mój naturalny kolor włosów jest wpleciony w jaśniejszy, farbowany, a dzięki temu mogę spokojnie nie farbować włosów 5-6 miesięcy i odrosty nie są widoczne. Polecam wam ten sposób, bo dużo mniej niszczy włosy, a do tego wygląda lepiej i nie wymaga tak częstego odwiedzania fryzjera!

Jeśli chodzi o nowości kosmetyczne, które ostatnio stosuję, to na pewno warto wspomnieć o peelingu Biovax Botanic, którego używam już od kilku tygodni i już mam prawie przygotowaną jego pełną recenzję. Póki co produkt ten świetne wypełnia u mnie lukę spowodowaną wykończeniem peelingu trychologicznego marki Alcantara.



Generalnie – znowu, jeśli czytacie mnie regularnie, to wiecie – bardzo doceniam wszelkie kosmetyki do skóry głowy: szampon to trochę za mało żeby o nią zadbać, konieczna jest jakaś wcierka, a dobry peeling to już pełnia szczęścia. Tym bardziej, jeśli ktoś – tak jak ja – ma skórę głowy skłonną do podrażnień, która często swędzi.

Zimą dokładnie przetestowałam także osławiony zestaw Hair Jazz, który (według producenta) trzykrotnie przyspiesza porost włosów. Od początku byłam nastawiona do niego sceptycznie i nie pomyliłam się. O moich obserwacjach i efektach możecie poczytać w recenzji kosmetyków Hair Jazz

Kosmetyki, które (poza peelingiem) stosowałam tej zimy, możecie zobaczyć poniżej.

Na koniec chciałabym jeszcze tylko dodać, że w drugiej połowie kwietnia blog zyskał 3 mln wyświetleń. Bardzo wam dziękuję za zaglądanie do mnie – ta liczba naprawdę robi wrażenie i bardzo mnie cieszy!

Jakich kosmetyków używałam zimą?

Styczeń i luty upłynęły mi pod znakiem testowania kosmetyków Hair Jazz – dopiero na początku marca zaczęłam sięgać po inne produkty. Dokończyłam więc szampon Regenerum, a z odżywek – Sea Mineral Moisture Organix i ochładzającą kolor włosów Davines.

Do olejowania stosowałam w zasadzie wyłącznie Nanoil i maleńki różany Alteya Organic, a jako maskę – arganową GlySkinCare. Poza tym dokończyłam lotion oczyszczający skórę głowy MonRin, a także suchy szampon Klorane i olejek do końcówek Cameleo.


Zimowe migawki z Instagrama


A jak wam minęła zima? :)

Zapraszam na: Facebook | Instagram

Zobacz też:

czwartek, 8 marca 2018

Recenzja: Davines, Alchemic Conditioner Silver, Odżywka podkreślająca kolor – włosy jasne, platynowy blond i siwe


Każda z was, która rozjaśnia lub farbuje włosy na jasne odcienie, pewnie się ze mną zgodzi, że kosmetyków tonujących blond jest w drogeriach stacjonarnych jak na lekarstwo, a jeśli już są, to zazwyczaj słabo działające odżywki w sprayu lub szampony naszpikowane silnymi detergentami. Kiedyś miałam więc spory problem z dorwaniem tego typu dobrych kosmetyków, do czasu aż odkryłam odżywkę Davines. W moim przypadku okazała się niezbędna, ponieważ moje włosy dość szybko zmieniają kolor na coraz bardziej żółty (sporo winy za to ponosi olejowanie). 

Parokrotnie już pokazywałam wam ten produkt na blogu i Instagramie, długo z uporem maniaka (i błędnie!) nazywając go „maską”. Wszystko przez typowe dla masek opakowanie. Dość dobrze go już przetestowałam i dziś chciałabym napisać wam o nim coś więcej. 

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Niby odżywka, a słoik wygląda, jakby skrywał maskę. Jest jednak wygodny, łatwo się odkręca i nie sprawia problemów.


Zapach

Bardzo go lubię, chociaż jest intensywny i trudny do zdefiniowania. Wydaje mi się jednak, że ma w sobie coś tak charakterystycznego, że wszędzie bym go rozpoznała. Jest słodki i lekko mdławy zarazem.

Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Propylene Glycol (humektant), Cetyl Alcohol  (emolient), Cetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Peg-2 Dimeadowfoamamidoethylmonium Methosulfate (antystatyk, kondycjoner), Phenoxyethanol (konserwant), Tocopherol (witamina E), Hydrogenated Palm Glycerides Citrate (emulgator, kondycjoner), Hydrolyzed Milk Protein (hydrolizowane proteiny mleka), Disodium EDTA (konserwant, stabilizator), Potassium Sorbate (konserwant), Ethylhexyl Methoxycinnamate (filtr UV), Methylparaben (konserwant), Ethylparaben (konserwant), Propylparaben (konserwant), Citric Acid (reguluje pH), Acid Violet 43 (barwnik tonujący jasne włosy), Parfum (zapach).

Aż siedem substancji działających konserwująco to naprawdę sporo jak na tak krótki skład. Na dłuższy też. To jedyny minus tej odżywki i szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego producent zdecydował się upchać tu aż tyle konserwantów. Gdyby znajdowała się w tubce, a nie słoiku, pewnie byłoby ich mniej (słoiki są najmniej higienicznym typem opakowania, bo wkładamy do kosmetyku ręce i nadkażamy go). Wprawdzie jest tu też kilka parabenów, o których zaletach już wam pisałam, ale jednak… lekka przesada.

Poza nimi skład jest bardzo dobry: znajdziemy tu – poza fioletowym barwnikiem, który działa tonizująco na jasne włosy – także proteiny, emolienty i nawilżacze. Do tego filtry UV i witaminę E, która też działa ochronnie przed promieniami słonecznymi.



Działanie

Dla mnie bardzo dobre: odżywka faktycznie ochładza kolor jasnych włosów, jednocześnie je pielęgnując. Nie wysusza, nie niszczy, włosy są po niej odżywione, ładnie się układają, błyszczą i łatwo rozczesują. Zdecydowanie wolę ją niż każdy inny tonizująco działający kosmetyk, który testowałam do tej pory.

Konsystencja i wydajność

Ja używam tej odżywki najczęściej raz w tygodniu, a najrzadziej – raz na trzy tygodnie. Starcza mi na kilka miesięcy. Ma piękny, intensywnie szafirowy kolor.


Cena i dostępność

Niestety, produkty Davines to kosmetyki fryzjerskie i kupimy je wyłącznie we fryzjerskich sklepach. Ja w tę odżywkę zaopatruję się zawsze w hurtowni „Fale, loki, koki”, ponieważ jedną z jej filii mam nieopodal domu. Niestety, za każdym razem okazuje się, że nie ma jej na stanie i muszę czekać, aż przywiozą ją dla mnie z magazynów. To często trwa tydzień, a czasem nawet dwa… Cena też jest wysoka – odżywka kosztuje 90-100 zł.

Podsumowanie

Mimo wysokiej ceny i trudnej dostępności wykańczam już drugie opakowanie tej odżywki, tak bardzo ją lubię. Póki co to najlepszy kosmetyk ochładzający blond, z jakim miałam do czynienia. Polecam każdemu, kto chce unikać silnych detergentów w tonizujących szamponach i szuka kosmetyku, który nie tylko będzie pozwalał unikać żółtych tonów we włosach, ale też będzie je faktycznie pielęgnował.



Znacie kosmetyki Davines? Jaki produkt ochładzający blond możecie polecić?

Polecam:

wtorek, 27 lutego 2018

Ciekawe włosowe linki: luty 2018


Kolejny miesiąc za nami. Mam nadzieję, że jakoś dajecie sobie radę z mrozem, który zapanował niedawno nad Polską (ja ledwo!). Na rozgrzanie do wieczornej (lub porannej – jak kto woli) kawy lub herbaty proponuję mały przegląd internetu. Zebrałam dla was ciekawostki z ostatnich czterech tygodni.

Wybrano najlepszy szampon


Polski Instytut Badań Jakości postanowił sprawdzić, który szampon do włosów normalnych jest najlepszy. Pod lupę wzięto 10 szamponów drogeryjnych. Oceniali konsumenci: pod uwagę brano m.in. pienistość, wydajność, konsystencję oraz to, jak rozprowadza się na włosach. W rankingu pierwsze miejsce zajął figowy szampon Ziaji. Nie dziwię się, sama bardzo lubię tę markę. Teraz mam tylko nadzieję, że ktoś przeprowadzi podobne badanie, oceniając składy szamponów i biorąc ich pod uwagę trochę więcej niż dziesięć… Z poniższego linku możecie się dowiedzieć, jakie inne szampony wyróżniono. 



Suszenie z sitkiem


Na początku wydawało mi się to dziwne, ale wiele komentujących dziewczyn uzmysłowiło mi, że to naprawdę działa! Podobno ta metoda jest świetna, jeśli mamy kręcone lub falowane włosy. Moje są proste, więc nic tu po mnie, ale kręconowłosym polecam spróbować!



Wyprawka dla włosomaniaczki za 50 zł


Moja koleżanka „po fachu”, autorka bloga Zołza z kitką, opublikowała niedawno bardzo ciekawy wpis dedykowany dziewczynom, które dopiero zaczynają dbać o włosy. Dowiecie się z niego, co kupić na początek i o czym nie można zapomnieć. Polecam szczególnie, jeśli jesteście początkujące w tym temacie!



Nowa seria Biovax


Wy macie mnie, a ja mam was – dzięki temu wzajemnie dowiadujemy się różnych ciekawych rzeczy z fryzjerskiego poletka :) Ostatnio to ja poszerzyłam swoją wiedzę dzięki jednej z czytelniczek, która poinformowała mnie o nowej serii kosmetyków Biovax – firmy, którą lubi i ceni wiele dziewczyn dbających o włosy. Okazało się, że na rynek trafia właśnie ich nowa seria „Czystek i czarnuszka”, w skład której wchodzi szampon, odżywka i… peeling trychologiczny. Ten ostatni bardzo mnie ucieszył, ponieważ mam wrażenie, że marki drogeryjne rzadko produkują takie – skądinąd bardzo potrzebne – specyfiki. Sama chętnie wybiorę się do sklepu, by go kupić i przetestować!



Hair Twister w Lidlu


Pamiętam, jak w podstawówce niektóre moje koleżanki miały przyrząd do robienia warkoczy i bardzo im tego zazdrościłam. Kiedy więc usłyszałam, że w połowie lutego w Lidlu pojawi się w sprzedaży podobne urządzenie, poinformowałam was o tym na Facebooku i postanowiłam sama się w nie zaopatrzyć. Niestety, pech chciał, że w weekend przed promocją się rozchorowałam i nie miałam jak wybrać się do sklepu. O zakup Hair Twistera poprosiłam więc mamę. Gdy wyzdrowiałam, pojechałam do niej i odebrałam „zabawkę”, ale jakież było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że – w sumie zgodnie z nazwą! – urządzenie nie zaplata, a jedynie zakręca włosy wokół własnej osi. W dodatku jest mało wygodne w użyciu, jeśli chce się go wykorzystywać samodzielnie na własnych włosach. Ostatecznie Hair Twister trafił do szuflady i coś czuję, że zostanie w niej na dłużej…

Jestem ciekawa, czy któraś z was ma to urządzenie, a jeśli tak, to czy go używa? Może tylko ja mam do niego dwie lewe ręce? ;)



Jak wybrać szampon do włosów?


Kolejnym bardzo ciekawym artykułem, którym chciałabym się z wami podzielić w lutym, jest wpis Karoliny z bloga dbaj-o-wlosy.com poświęcony wyborowi najlepszego szamponu do włosów. Jak pewnie wiecie, kwestia ta wcale nie jest tak oczywista, jak może się wydawać, a w drodze po szampon idealny czyha na nas wiele pułapek. Warto je poznać!

Nowy trend: jasny kolor od skóry głowy


Odwrócony baleyage to podobno ostatni krzyk mody, który do mnie akurat zupełnie nie trafia, bo kojarzy mi się ze źle pofarbowanymi włosami. Na modelce owszem, prezentuje się pięknie, ale ciekawe, jak wygląda z przodu. A co wy o nim myślicie?



Co jeszcze ciekawego wydarzyło się w lutym? Co interesującego czytałyście lub widziałyście? Piszcie w komentarzach :)

Polecam też ciekawostki z innych miesięcy:

środa, 15 lutego 2017

Tego nie polecam, czyli 7 błędów w mojej pielęgnacji włosów


Uczymy się na błędach – głównie swoich. Ja tych włosowych mam na swoim koncie całe mnóstwo, a ich wyeliminowanie sprawiło, że moje włosy wyglądają teraz znacznie lepiej niż kiedyś (jak wyglądały dawniej zobaczycie chociażby w mojej MWH). Musiałam jednak małymi kroczkami wiele się nauczyć, zmienić sporo przyzwyczajeń i utartych schematów postępowania. Dziś opiszę Wam siedem głównych błędów, które popełniałam, a przez które moje włosy z roku na rok stawały się coraz bardziej zniszczone, spuszone i przerzedzone.

Nieodpowiednie używanie masek i odżywek

Zacznijmy od tego, że przez długi czas wcale nie używałam masek ani odżywek, uznając je za zbytnią fanaberię. Potem, wraz z mamą, zaczęłyśmy kupować Pantene Pro-V w strasznej kombinacji: szampon i odżywka w jednym. Zło tego połączenia każdą osobę świadomą pielęgnacji włosów powinno aż bić po oczach. Po takim myciu głowy włosy były jednocześnie przesuszone i przetłuszczone, a do tego łamliwe i osłabione.

Gdy z czasem zaczęłam nieśmiało korzystać z masek i odżywek, popełniałam karygodne błędy: nakładałam je niedokładnie, zazwyczaj siedząc w wannie, na całkowicie mokre, ociekające wodą włosy i zmywałam po krótkiej chwili. Dziwiłam się, że nie działają nie wiedząc, że problem tkwi nie w produktach, których używam, ale w tym, jak z nich korzystam.

Przy okazji przypominam, że napisałam już o tym, jak powinno się prawidłowo korzystać z masek do włosów. Temat wydaje się oczywisty, a jednak wiele z nas popełnia te same błędy.

Olejowanie niewłaściwym olejem

O swoich długich i burzliwych przeprawach z olejowaniem włosów olejem kokosowym już pisałam. Dodam więc tylko, że niewłaściwe olejowanie, o czym sama się przekonałam, nieodpowiednio przeprowadzone i złym olejem, prowadzi do tego, że włosy wyglądają gorzej niż przed zabiegiem. Moje były przez to jeszcze bardziej spuszone, nie układały się i sprawiały wrażenie matowych i postrzępionych. Gdy zmieniłam olej kokosowy na lniany, a potem makadamia, ze słodkich migdałów czy zwykłą oliwę z oliwek, było o wiele lepiej. Warto więc popróbować różnych metod olejowania i nie poddawać się w poszukiwaniu idealnego dla siebie oleju.

Dużym minusem było też w tym czasie niezabezpieczanie końcówek włosów, co prowadziło do tego, że łamały się one i wykruszały. 

Czesanie włosów na mokro

A właściwie powinnam napisać: szarpanie, ponieważ trudno było nazwać to zwykłym czesaniem. Mokre włosy są szczególnie narażone na uszkodzenia, a także na rozciąganie, które powoduje rozrywanie i niszczenie. Czesanie ich tuż po umyciu sprawiało, że urywały się i osłabiały. W dodatku używałam do tej czynności plastikowej szczotki, a po myciu głowy nie nakładałam odżywki. Dźwięk rozrywanych, szarpanych włosów do dziś powoduje, że mam ciarki na plecach.




Używanie szamponów z silnymi detergentami w składzie

Kiedyś moje mycie głowy było proste: wylewałam masę szamponu na dłoń i wcierałam w mokrą głowę. Bez rozcieńczania z wodą, bez zaprzątania sobie głowy składem kosmetyku i bez wiedzy na temat tego, że szorowanie włosów silnymi detergentami, a szczególnie końcówek, prowadzi do ich przesuszenia.

W efekcie moje włosy były suche, zniszczone i częściej się przetłuszczały. Szkoda, że nie znałam wtedy metody kubeczkowej, którą dziś stosuję.

Częste farbowanie farbami drogeryjnymi

Przez wiele lat farbowałam włosy na ciemno: na mojej głowie gościły już czerń, ciemny fiolet i miedź. Gdy kolor się wypłukiwał i stawał się zbyt jasny i matowy – co zwykle następowało w ciągu miesiąca – często sięgałam po kolejną farbę z drogerii, zazwyczaj tę najtańszą, i farbowałam nią włosy. Całe, nie tylko odrosty. Od czubka głowy po same końcówki. Nie żałowałam też farby na skórę głowy, przecież trzeba pokryć równomiernie całe włosy… Efekt? Przez dwa tygodnie włosy znów były błyszczące, a kolor głęboki, po czym stawały się coraz bardziej wypłowiałe, matowe i bez życia. Do tego były suche, łamliwe i wypadały na potęgę.

Nie robiłam też nigdy prób uczuleniowych, co skutkowało częstymi podrażnieniami, zadrapaniami i swędzeniem skóry głowy. I znów wzmożonym wypadaniem włosów.




Regularne używanie suszarki i prostownicy

Przyznaję: z prostownicy korzystałam dość krótko i zazwyczaj prostowałam tylko włosy przy twarzy. Wiedziałam, że może tylko pogłębić mój problem związany ze stanem włosów i zazwyczaj udawało mi się powstrzymać przed tym, by jej użyć. Ewentualnie, w chwilach największej desperacji, przeciągałam jeszcze prostownicę po wierzchnich pasmach.

Gorzej było z suszarką. Używałam jej długo, namiętnie i zawsze z użyciem gorącego, wręcz parzącego nawiewu. To był mój rytuał. Nie lubiłam go zbytnio, ale wiedziałam, że wysuszone w ten sposób włosy wyglądają znacznie lepiej niż pozostawione same sobie. Gdy nic z nimi nie robiłam, miałam na głowie szopę. Gdy suszyłam włosy, wciąż wyglądały źle, ale już nie tak tragicznie. Miałam więc do wyboru: albo będą prezentować się fatalnie, albo ciut lepiej niż fatalnie. Marna pociecha, ale zawsze coś.

Suszenie gorącym powietrzem to było błędne koło: włosy były przez to wysuszone na wiór i zniszczone, ale tylko suszenie sprawiało, że byłam w stanie patrzeć na nie w lustrze. Po każdym myciu głowy znów łapałam więc za suszarkę.




Nieodpowiednie spinki i spanie w rozpuszczonych włosach

Spinki to sprawa poboczna, bo nigdy nie używałam ich zbyt często. Ot, od czasu do czasu spięłam wystające kosmetyki wsuwką. To na pewno powodowało łamanie się włosów, ale nie w takim stopniu, jak nie wiązanie ich do snu. Każdy, kto mnie teraz czyta, pewnie zdaje sobie sprawę, że rozpuszczone w nocy włosy to świetna droga do tego, by je sobie zniszczyć. Oczywiście pod warunkiem, że robimy tak regularnie i mamy długie włosy. Dlaczego? Podczas snu nie kontrolujemy tego, co się z nimi dzieje: przygniatamy je, ciągniemy, ocieramy o poduszkę i wyrywamy. Przez to stają się zniszczone, osłabione i wypadają.

A jakie błędy wy popełniacie lub popełniałyście? Które przyzwyczajenia najtrudniej było Wam zwalczyć?

Na koniec zapraszam jeszcze na fan page i Instagram!

Polecam:

wtorek, 20 grudnia 2016

Nowy trend: farbowanie włosów... Nutellą


Są takie momenty, kiedy mimo że wydaje mi się, że w fryzjerstwie było już wszystko i nic już mnie nie zaskoczy, ktoś wpada na pomysł, który wywraca dotychczasową stabilizację do góry nogami. Tak jest w tym przypadku – otóż pewien salon fryzjerski w Dubaju wypróbował nową metodę koloryzacji włosów przy pomocy… Nutelli. I nie, nie chodzi o kolor farby przypominającą odcień czekolady, tylko o prawdziwą czekoladę do jedzenia w słoiku.

Na Instagramie salonu Abed&Samer z Bejrutu w Libanie pojawił się nawet filmik pokazujący całą procedurę. Widać na nim, jak fryzjer miesza Nutellę z mlekiem skondensowanym i nakłada je na włosy klientki, zawijając pasma w folię. Po chwili widzimy efekt: przyciemnione włosy!

Z tego, co udało mi się dowiedzieć, do koloryzacji dochodzi dzięki barwnikom z łupin orzechów laskowych zawartych w Nutelli. Włosy można przedtem rozjaśnić, żeby lepiej było widać rezultaty. 

Po takim farbowaniu włosy ładnie pachną, są nawilżone i błyszczące, a kolor utrzymuje się do 3 tygodni. Uzyskany odcień zależy od włosów, długości trzymania Nutelli i jej ilości – najczęściej jest to ciepły lub ciemny karmel.

Zainteresowanie tą usługą jest tak duże, że niektóre salony wprowadziły ją już na stałe do swoich cenników. 

A co wy o niej myślicie? Kakao, mleko i oleje nie od dziś dobrze wpływają na włosy, więc może ten zabieg nie jest aż tak dziwaczny, jak się może na pierwszy rzut oka wydawać?





Polecam:

niedziela, 11 grudnia 2016

Wasze historie – Paulina


Jeśli zazdroszczę innym dziewczynom pięknych włosów, zazwyczaj wiąże się to z ich gęstością – moje są pod tym względem przeciętne i pewnie nigdy nie będę mogła pochwalić się tak grubym kucykiem jak niektóre moje koleżanki albo tak jak Paulina, której historię chciałabym Wam dziś przedstawić. Włosy  Pauliny mają bowiem aż 10 cm w obwodzie kucyka, a przy tym są naprawdę długie i mierzą 58 cm. Paulina na tym jednak nie poprzestaje i zapuszcza je docelowo do pasa. Niewiele jej już zostało!

Historia Pauliny

„Hej. Jestem Paulina. Mam 19 lat. Chcę się z Wami podzielić moją włosową historią. Będąc w przedszkolu miałam krótkie włosy (takie do ramion). Mój naturalny kolor to ciemny blond. Gdy szłam do komunii, miałam włosy do połowy pleców, ale niestety po komunii mama obcięła mi włosy do ramion.

W pierwszej klasie gimnazjum włosy sięgały mi niemalże do pasa. Na początku drugiej klasy przyszedł mi do głowy pomysł, żeby coś zmienić. Poszłam więc do fryzjera, obcięłam i pocieniowałam włosy. Efekt jednak mnie nie zadowolił. Więc postanowiłam nie odwiedzać fryzjera.

W czerwcu 2013 roku kończyłam gimnazjum i przed końcem roku po raz pierwszy w życiu zmieniłam kolor włosów.  Zdecydowałam się na płomienny rudy. We wrześniu 2013 roku poszłam do liceum. Włosy nadal miałam rude i były już dłuższe. Nie obcinałam ich w ogóle. Chciałam, żeby po prostu rosły.

W styczniu 2014 roku zamarzył mi się powrót do blondu, co nie było łatwe. Po pierwszym farbowaniu włosy miały gdzieniegdzie rude refleksy, ale wyglądały ładnie. Na kolejne farbowanie poszłam pod koniec maja 2014 roku. Wybrałam ten sam kolor i ten sam odcień blondu, taki złocisty. Wtedy włosy wyglądały lepiej. Tak jak chciałam.

Kolejne farbowanie miałam pod koniec grudnia 2014 roku. Ale chciałam mieć ciemniejszy blond. Po farbowaniu moje włosy miały kolor taki nijaki, do tej pory nie potrafię go określić, ale nie był to kolor, o który mi chodziło. Ale postanowiłam się do niego przyzwyczaić.



W czerwcu 2015 roku przed weselem kuzyna postanowiłam odwiedzić fryzjera i zafarbować włosy na ciemny brąz. Długo się wahałam nad tym wyborem, ale mama mnie do tego przekonała. Sama kilka miesięcy wcześniej zmieniła kolor z blondu na brąz. Ja jednak wybrałam kolor o dwa odcienie jaśniejszy niż moja mama. Byłam bardzo zadowolona z tej zmiany.  Czułam się świetnie w tym kolorze.


Pod koniec sierpnia 2015 roku poszłam na kolejne farbowanie. Włosy wyblakły mi od słońca i kolor był znacznie jaśniejszy. Włosy były również zniszczone i "sianowate". Podjęłam decyzję, że je trochę podetnę. Fryzjerka obcięła mi około 15 cm, więc dość sporo. Po powrocie do domu  byłam załamana, że aż tyle poszło z długości. Postanowiłam więc nie obcinać ich przez dłuższy czas.


Na początku kwietnia 2016 roku zaczęłam interesować się tematem zapuszczania włosów i przeczytałam mnóstwo blogów o zapuszczaniu i przyspieszaniu wzrostu włosów. Zależało mi na tym, aby nie brać żadnych suplementów, lecz postawić na naturalne „wspomagacze". Najbardziej do gustu przypadły mi trzy: wcierka Jantar, picie siemienia lnianego (dwie łyżki siemienia zalane niepełna szklanką gorącej wody) oraz picie herbaty z pokrzywy. Efekt był już po miesiącu. Urosły nieco ponad 2 cm. Byłam zadowolona i postanowiłam dalej brnąć we włosomaniactwo.


W lipcu odpadło picie siemienia i herbaty z pokrzywy. Kilka razy zapomniałam i już do tego nie wróciłam. W sierpniu postawiłam się za siebie wziąć. Stworzyłam sobie wyzwanie pt.: „ZAPUSZCZĘ ŁADNE I DŁUGIE WŁOSY DO KOŃCA 2016 ROKU". Piłam siemię lniane dwa razy dziennie i raz dziennie herbatę z jednej torebki skrzypu i jednej torebki pokrzywy. Wprowadziłam kilka zmian w pielęgnacji. Obejrzałam filmy Agnieszki z kanału wwwwlosy.pl i postanowiłam, że zacznę olejować włosy. Najbardziej pasowała mi oliwa z oliwek, ponieważ mam ją praktycznie pod ręką na co dzień. Efekty były super. Włosy były lepiej nawilżone i gładkie.

Niestety w połowie sierpnia moja systematyczność legła w gruzach. I znów picie siemienia i herbaty poszło w odstawkę. Ale zamieniłam oliwę z oliwek na olej kokosowy, który również okazał się świetny na moje włosy. Zrobiłam również olejową mgiełkę z przepisu Agnieszki. Stosowałam ją codziennie i włosy „polubiły" ją tak jak olej kokosowy.     

    
A jak wygląda moja sytuacja włosowa obecnie? Czego używam do pielęgnacji? Trzy lub dwa razy w tygodniu olejuję włosy na około 2 godziny przed myciem.  Używam do tego oleju kokosowego. Moje włosy go lubią i nie puszą się. 

Myje głowę codziennie  (na drugi dzień mam tłuste, więc muszę myć codziennie) szamponem „Joanna Naturia Pokrzywa & Zielona Herbata". Po myciu nakładam maskę „Kallos Multivitamin". Zamiast ręcznika do wycierania włosów używam bawełnianej koszulki. Na końcówki nakładam serum Ziaja z olejkiem arganowym. Zauważyłam że po jego stosowaniu końcówki są mniej zniszczone i bardziej miękkie,  nie są też suche jak przed stosowaniem tego produktu.

Od 12.09.2016 piję siemię lniane oraz herbatę ze skrzypu i pokrzywy, po myciu głowy wcieram Jantar w skórę głowy.  Rozpoczęłam walkę o wymarzoną długość włosów. Mój cel to jak na razie włosy do pasa. A potem zobaczymy. Mam nadzieję że tym razem wytrwam. Pozdrawiam serdecznie Martę i inne włosomaniaczki. Buziak :*”.


Więcej historii:

Jeśli również chciałybyście pokazać efekty swojej pielęgnacji, pochwalić się włosami albo wręcz przeciwnie – poprosić o rady, wyślijcie zdjęcia i swoją historię na mfairhaircare@gmail.com, a ja chętnie ją opublikuję. Więcej informacji znajdziecie w zakładce WASZE HISTORIE.

Popularne w tym miesiącu: