Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 listopada 2015

Jak picie skrzypu i pokrzywy wpływa na włosy? | Jak parzyć skrzypopokrzywę? | Herbaty czy sypane zioła – co wybrać?

Z lewej: pokrzywa, z prawej: skrzyp
Picie skrzypu i pokrzywy to jeden z najtańszych i najpopularniejszych sposobów na wzmocnienie włosów i przyspieszenie ich porostu. Zioła możemy pić zarówno w formie zalewanych wrzątkiem saszetek herbat, jak i gotując je w formie sypanej na wolnym ogniu. Który sposób jest lepszy? Ile kosztuje taka kuracja? I w końcu: czy faktycznie przynosi pozytywne efekty?

Skrzyp i pokrzywę (zwane też potocznie skrzypopokrzywą) piłam przez większą część ostatniego roku – przez wiele miesięcy testowałam różne połączenia i formy picia ziół, sprawdzałam, które z nich najlepiej na mnie działają i obserwowałam, czy poza włosami wpływają także na inne elementy, np. skórę lub paznokcie. Dziś chciałabym Wam zaprezentować swoje wnioski.

Po co pije się skrzyp i pokrzywę i jak często to robić?

Pokrzywa jest bogata w witaminy (C, E, K, B) i minerały (wapń, potas, żelazo).  Poza tym redukuje poziom cukru we krwi, poprawia pracę wątroby, wykazuje działania oczyszczające i detoksykujące.

Skrzyp zaś zawiera m.in. związki mineralne, sterole roślinne, flawonoidy, saponiny, kwasy organiczne i krzemionkę. Zioło to reguluje metabolizm i działa moczopędnie.

Picie skrzypu i pokrzywy skutkuje najczęściej szybszym porostem włosów, które stają się mocniejsze i mniej wypadają, a także robią się bardziej lśniące. Wiele osób obserwuje też wyrastanie baby hair, czyli nowych, młodych włosów. Warunkiem jest jednak regularne picie tych ziół – najlepiej jedną do dwóch szklanek naparu dziennie przez trzy miesiące. Po tym czasie warto zrobić miesiąc przerwy, aby organizm nie przyzwyczaił się do ich działania.

Skrzyp i pokrzywa – jak parzyć?

Sposoby są dwa w zależności od formy ziół. Możemy kupić herbatę ze skrzypu i pokrzywy (dwa osobne opakowania), wrzucać do szklanki po jednej saszetce i zaparzać według instrukcji na opakowaniu (zazwyczaj do 5 minut pod przykryciem). Herbaty dostaniemy w każdym supermarkecie, a także sklepach zielarskich.

Druga opcja jest bardziej pracochłonna i polega na gotowaniu ziół (saszetki kupimy w aptekach zielarskich lub przez internet) na wolnym ogniu (pokrzywa) bądź zalewaniu ich wrzątkiem (skrzyp). Łyżkę pokrzywy zalewamy szklanką gorącej wody i gotujemy pod przykryciem przez 5 minut. W tym czasie łyżkę skrzypu zalewamy szklanką wrzątku i zaparzamy (także pod przykryciem) przez 15 minut. Zioła przecedzamy, łączymy ze sobą i pijemy.

Smak skrzypu i pokrzywy początkowo może wydawać się mocny i nieco gorzki, łatwo się jednak do niego przyzwyczaić (w razie czego możemy dodać do niego trochę soku). Mi na początku wydawał się bardzo ziołowy, po kilku dniach zasmakował mi jednak i obecnie piję skrzypopokrzywę bardzo chętnie.

Zaparzanie skrzypu

Cena kuracji skrzypem i pokrzywą

Ceny herbat i ziół w saszetkach są zbliżone – wynoszą zazwyczaj około 3 zł za opakowanie. Ceny mogą się różnić w zależności od producenta i sklepu.

W pudełkach znajdziemy najczęściej 20 herbat, na miesiąc będziemy więc potrzebować około 1,5 opakowania skrzypu i tyle samo pokrzywy – koszt miesięczny takiej kuracji wyniesie więc około 9 zł.

Saszetki z sypanymi ziołami w ilości 50 gramów są często o kilkadziesiąt groszy droższe, ale z moich obserwacji wynika, że jedna taka saszetka zazwyczaj starcza na miesiąc stosowania (wszystko zależy oczywiście od jej gabarytów i tego, ile skrzypu i pokrzywy dziennie pijemy) – cena za 4 tygodnie będzie więc zbliżona do kwoty, którą zapłacimy za ziołowe herbaty.




Efekty picia skrzypopokrzywy

Mówi się, że efekty picia sypanych ziół są szybciej widoczne niż herbat – ja jednak nie zaobserwowałam takiej prawidłowości u siebie. Początkowo przez 3 miesiące piłam skrzyp i pokrzywę w formie herbat, a po miesiącu przerwy przez na kolejne 3 miesiące – zioła sypane. Wtedy skrzyp i pokrzywę łączyłam z różnymi innymi metodami przyspieszania porostu (drożdżami, wcierkami, suplementami), uznałam więc, że aby zaobserwować faktyczny wpływ ziół na włosy, muszę do nich wrócić i używać ich w pojedynkę, bez pozostałych sposobów.

Przez miesiąc piłam więc skrzypopokrzywę w formie sypanych ziół, a następnie – herbat. Efekty przyrostu były identyczne i wynosiły po 1 cm na miesiąc. Zważywszy na to, że – zgodnie z moimi obliczeniami – moje włosy bez żadnego wspomagania rosną około 0,5 cm miesięcznie, a rekordem był czas, kiedy piłam drożdże – od 2 do nawet 2,5 cm – picie skrzypu i pokrzywy okazało się dla mnie metodą średnio skuteczną.

Trudno mi ocenić, czy skrzypopokrzywa wpłynęła na wygląd moich włosów – wierzę, że miała swój udział w tym, że są błyszczące i zdrowe. Myślę, że (przynajmniej w moim przypadku) jest to sposób, który warto łączyć z innymi, np. wspomnianymi już suplementami, używaniem wcierek czy piciem drożdży. Niestety, nie zauważyłam, aby picie skrzypu i pokrzywy wzmocniło moje paznokcie, nie wpłynęło także – na szczęście – na stan mojej cery.


A jak skrzyp i pokrzywa sprawdziły się u Was?

Inne sposoby na przyspieszenie porostu włosów:

środa, 21 stycznia 2015

Pozornie bezpieczne produkty i domowe zabiegi, które mogą zniszczyć włosy!


Soda oczyszczona – przesuszenie i podrażnienia

Mycie włosów sodą oczyszczoną to jeden z popularniejszych ostatnio sposobów na oczyszczenie włosów z nagromadzonych silikonów, protein czy stylizatorów – sprawdza się zwłaszcza w przypadku włosów niskoporowatych, gdyż łatwo odchyla ich łuski. Może się jednak okazać, że włosy po szorowaniu sodą będą bardzo przesuszone.

Soda nie jest polecana do mycia delikatnych i wysokoporowatych włosów, może też podrażniać skórę głowy i przyspieszać wypłukiwanie się farby (przez odchylenie łusek). Ponadto soda ma pH zasadowe, co oznacza, że po jej zastosowaniu musimy zakwasić włosy (np. zakwaszającą płukanką octową lub cytrynową), by domknąć łuski. Konieczne będzie także natychmiastowe nawilżenie włosów w postaci maseczki, by uniknąć przesuszenia.

Aloes i inne humektanty – spuszone włosy

Nawilżacze (humektanty), zamiast nawilżać, powodują na włosach puch, kiedy powietrze jest zbyt wilgotne lub zbyt suche. Więcej na ten temat (w tym także o tym, jak odczytywać punkt rosy) pisałam tutaj: Jak stosować humektanty w zależności od pogody?

Najbezpieczniej jest więc w suche i wilgotne dni zrezygnować lub mocno ograniczyć stosowanie następujących składników w kosmetykach do włosów:
  • mel (miód),
  • panthenol (pantenol),
  • glycerin (gliceryna),
  • linum usitatissimum (siemię lniane),
  • aloe vera, aloe barbadensis z dopiskiem np. juice, extract, gel itd. (aloes),
  • urea (mocznik),
  • hyaluronic acid (kwas hialuronowy).

Żelatyna i inne proteiny – sztywne, suche włosy

Laminowanie włosów żelatyną, podobnie jak stosowanie nadmiaru protein w innej postaci, może prowadzić do przeproteinowania – wtedy zamiast sypkich, gładkich włosów będziemy mieć suche, matowe, sztywne, napuszone i łamliwe. Żelatyna może zaszkodzić przede wszystkim włosom wrażliwym i rozjaśnianym (o czym pisała dawno temu Natalia z Blondhaircare).

Jak radzić sobie z przeproteinowaniem?
  1. Myjemy głowę szamponem z silnym detergentem, np. SLS lub SLES, by usunąć nadbudowane proteiny.
  2. Sięgamy po oleje – olejujemy dowolnym sposobem, ale przed każdym myciem, regularnie.
  3. Używamy nawilżających masek bez protein – takich, które zawierają n. aloes lub mocznik. Możemy też dodawać do zwykłych drogeryjnych masek miód, siemię lniane czy mleczko pszczele. Siemię sprawdzi się też w roli płukanki.
  4. Nakładamy na wysuszone włosy odrobinę oleju lub silikonowego serum.

Jeśli po kilku dniach tak intensywnej pielęgnacji włosy – głównie końcówki – będą wciąż suche i sztywne, warto je podciąć.


Niektóre oleje, płukanki, zioła – barwienie włosów

Dziewczyny o jasnych włosach powinny uważać na niektóre produkty, które mogą je barwić lub przyciemniać, np.:
  • cynamon (głównie w płukance) – może barwić na rudo,
  • olej Amla, z orzechów włoskich i rycynowy – mogą przyciemniać włosy,
  • parafina – może przyciemniać,
  • nafta kosmetyczna – może przyciemniać,
  • szałwia, pokrzywa, skrzyp, rozmaryn (szczególnie w formie płukanek) – mogą przyciemniać włosy, a nawet zabarwić je lekko na zielono (szałwia, pokrzywa),
  • hibiskus – może barwić na rudo,
  • kora dębu – może przyciemniać,
  • płukanka z kawy – może przyciemniać,
  • płukanka z czarnej herbaty – może przyciemniać,
  • płukanka z łupin orzecha włoskiego – może przyciemniać.

Oczywiście nie wszystkie zioła czy produkty od razu wpłyną na kolor włosów – zmianę możemy zauważyć dopiero po kilkukrotnym ich użyciu.

Niektóre zioła – podrażnienia i przesuszone włosy  

To mit, że ziół możemy używać bez obaw, bo są naturalne i nie zrobią nam krzywdy – wiele z nich działa drażniąco i wysuszająco na skórę głowy i włosy. Niektóre mogą też uczulać (np. rumianek).

Działanie wysuszające wykazują m.in.:
  • kora dębu,
  • skrzyp,
  • pokrzywa,
  • szałwia,
  • niektóre zioła indyjskie zawarte w indyjskich olejach, np. Bringraj, Heennara,  Sesa, Vatika koksowa,
  • ziołowe farby takie jak henna.

Peeling skóry głowy – podrażnienia i wypadanie włosów

Peeling skóry głowy, wykonywany na przykład za pomocą rozpuszczonych w szamponie cukru lub kawy, oczyszcza skórę z obumarłego naskórka, wzmacnia włosy poprzez poprawę krążenia, pomaga pozbyć się łupieżu i reguluje pracę gruczołów łojowych. Jednak wykonywany zbyt często lub za mocno może prowadzić do podrażnień i osłabienia cebulek włosowych, a w konsekwencji wypadania włosów.

Zaleca się wykonywać peeling skóry głowy nie częściej niż raz w tygodniu. Jak zrobić to prawidłowo? Do łyżki szamponu (na dłoni lub w miseczce) wsypujemy odrobinę cukru lub kawy, mieszamy i nakładamy na skórę głowy. Delikatnie masujemy i spłukujemy.

Olejowanie skóry głowy – wypadanie włosów

O tym, dlaczego warto olejować włosy, już pisałam (klik), ale dobrze też wiedzieć, że nie każdemu służy nakładanie oleju na skórę głowy – u niektórych osób powoduje to nadmierne wypadanie włosów. Warto też dodać, że nie powinniśmy olejować bardzo przetłuszczonej skóry głowy, która jest pożywką dla grzybów i bakterii – to także może powodować ich wypadanie.


Cytryna – przesuszenie włosów

Cytryna wykazuje rozmaite pozytywne działania na włosy: pomaga je rozjaśnić, hamuje łojotok, dodaje blasku, wzmacnia cebulki. Muszą jednak na nią uważać osoby o włosach zniszczonych i wysokoporowatych – cytryna powoduje często przesuszenie. Po zastosowaniu cytrynowych kosmetyków na włosy warto więc pamiętać o nawilżeniu i użyciu sporej dawki emolientów.

Gorczyca – wypadanie i przesuszenie włosów

Gorczyca to od jakiegoś czasu hit internetu – wystarczy wymieszać gorczycę z wodą, żółtkiem, oliwą i cukrem i nałożyć na skórę głowy. Niektórzy twierdzą, że przyspiesza porost nawet do… 10 cm miesięcznie. Abstrahując od tego, że jest to fizycznie niemożliwe (chociaż gorczyca faktycznie może przyspieszać wzrost włosów), warto wiedzieć, że taka mieszanka może mocno podrażnić skórę głowy, a w efekcie spowodować skutek odwrotny od zamierzonego – wypadanie włosów, a do tego przesuszyć je, wywołać łupież, swędzenie i pieczenie skóry.

Jeśli jednak bardzo chcemy ją wypróbować na sobie, najlepszym wyjściem jest chyba wykonanie uprzednio próby uczuleniowej na małym fragmencie skóry głowy. A jeszcze lepiej – kupienie oleju musztardowego, który działa podobnie, ale nie mamy w jego przypadku aż tak dużego ryzyka podrażnień!

Maść końska – wypadanie włosów, łupież i zmiany alergiczne

Kolejna moda związana z przyspieszaniem porostu jest związana ze stosowaniem maści końskiej w formie wcierki. Dziewczyny, które jej używają, często zaznaczają, że włosy po niej rosną szybciej, pojawiają się baby hair, a sama maść powoduje lekkie pieczenie i uczucie ciepła.

Objawy niepożądane, które mogą się pojawić podczas stosowania końskiej maści na skórę głowy, to: wypadanie włosów, łupież, zmiany alergiczne (wypryski, wysypka), przesuszenie skóry, pieczenie, świąd, a nawet łuszczące się obszary skóry i podrażnienia wyglądające jak poparzenia. Warto ryzykować?

Jak myślicie, jakie jeszcze produkty mogą niszczyć włosy?

czwartek, 27 listopada 2014

Zrób to sama: wcierka z kozieradki + efekty mojej kuracji



Przez wiele lat bardzo sceptycznie podchodziłam do leczenia wszelkich dolegliwości sposobami wyłącznie naturalnymi – w tym ziołami. Trudno mi było uwierzyć w to, że mogą być lepsze od leków, nad którymi pracuje sztab naukowców. Wcierka z kozieradki to jedna z tych metod, która przekonała mnie, że naturalne sposoby potrafią zdziałać cuda i naprawdę działają. W dodatku natychmiast!

Ale od początku. Moje włosy nigdy nie były wyjątkowo grube ani gęste, ale przez wiele lat wyglądały naprawdę okazale i były moją dumą – długie, gładkie i lśniące. Pod wpływem częstego farbowania na wszelkie możliwe kolory oraz bardzo powierzchownej wówczas pielęgnacji zaczęły jednak tracić na objętości, puszyć się i rozdwajać. Gwoździem do trumny był dla nich rok 2012, kiedy pod wpływem leczenia, które przeszłam, zaczęły masowo wypadać.

Od tego czasu znajdowałam je wszędzie: na poduszce, w wannie, umywalce i ubraniach. Stosowałam rozmaite sposoby, by je wzmocnić – zarówno kosmetyczne, jak i dermatologiczne – łykałam suplementy, ale na dłuższą metę nic nie pomagało. Postanowiłam więc sięgnąć po coś zupełnie innego – mój wybór padł na wychwalaną przez wiele blogerek wcierkę z kozieradki.

Wcierka z kozieradki – moja kuracja i efekty

Zmielone ziarna kozieradki kupiłam za około 3 złote w zielarskiej aptece. Zaparzałam ją mniej więcej raz na tydzień zgodnie z przepisem, który podaję poniżej (maksymalnie tyle czasu zaparzone zioło może stać w lodówce).  Po zaparzeniu wywar bez ziaren przelewałam do buteleczki z dziubkiem.

Wcierki z kozieradki używałam codziennie przez dokładnie 3 tygodnie – czyli mniej więcej tyle, ile powinniśmy maksymalnie używać ciągiem wszelkich wcierek (spotkałam się też z opinią, że można ich używać przez miesiąc).

Kozieradkę aplikowałam za pomocą buteleczki z dziubkiem najpierw na przedziałek, a następnie odgarniałam rząd włosów co kilka centymetrów i polewałam w tym miejscu skórę głowy. Na końcu umieszczałam odrobinę wywaru z zioła na pierwszej linii włosów nad czołem i wykonywałam krótki masaż skóry głowy za pomocą palców i szczotki Tangle Teeser.

Efekty mojej kuracji bardzo mnie zaskoczyły: już po 2 dniach (!) stosowania wcierki z kozieradki włosy niemal całkowicie przestały wypadać! Dodatkowo mniej się przetłuszczały. Niestety, z powodu krótkiego czasu trwania kuracji mam problem z określeniem, czy kozieradka spowodowała u mnie pojawienie się baby hair.

Minusy? Po 3 tygodniach włosy nieznacznie zaczęły mi wypadać. Nieznacznie, ponieważ był to wciąż ułamek tego, co wypadało przed kuracją.

Niektóre dziewczyny skarżą się na to, że nie mogą znieść zapachu kozieradki – rzeczywiście, pachnie ona rosołem, jednak dla mnie ten zapach w żaden sposób nie jest nieprzyjemny. Na szczęście też znika tak szybko, jak tylko wniknie w skórę głowy (pytałam kilka osób z mojego otoczenia, czy czują jej woń – każda z nich odpowiedziała, że nie).

Dlaczego warto wypróbować wcierkę z kozieradki?

Oto według mnie najważniejsze powody:
  • sprawia, że włosy przestają wypadać i mniej się przetłuszczają,
  • odbija włosy u nasady,
  • daje szybkie efekty,
  • jest bardzo tania – warto spróbować nawet jeśli okaże się, że u kogoś nie zadziałała tak silnie, jak u mnie,
  • jest prosta w przygotowaniu,
  • u wielu osób powoduje powstawanie baby hair i szybszy porost włosów (tego nie mogę potwierdzić u siebie).

Jak przygotować wcierkę z kozieradki?

Potrzebujemy:
  • ziarna kozieradki,
  • buteleczkę z dziubkiem (lub inny aplikator),
  • wrzątek,
  • szklankę,
  • spodek (lub inną przykrywkę).

Wsypujemy łyżeczkę sproszkowanych ziaren do szklanki i dolewamy pół szklanki wrzątku (to idealne proporcje, ale polecam je zmniejszyć, bo taką ilość będzie nam ciężko zużyć w ciągu tygodnia). Przykrywamy spodkiem, by kozieradka się zaparzyła.

Po 15 minutach zdejmujemy spodek i czekamy aż mikstura wystygnie. Na końcu zlewamy płyn do aplikatora, zostawiając nasiona na dnie szklanki.

Zmielone ziarna kozieradki

Zaparzanie kozieradki


Jak stosować wcierkę z kozieradki?
  • najlepiej stosować ją codziennie,
  • jeśli boimy się, że będziemy pachnieć rosołem, najlepiej jest aplikować wcierkę wieczorami – do rana zapach powinien całkowicie wywietrzeć,
  • wcierkę możemy aplikować butelką z dziubkiem, strzykawką bez igły, pipetą lub palcami (zdecydowanie najwygodniejsza jest według mnie pierwsza metoda, chociaż druga jest do niej dość podobna),
  • lepiej nie stosować wcierki na mokre włosy – woda za bardzo ją rozrzedzi,
  • jeśli aplikujemy wcierkę przed myciem włosów (polecam jednak po!), zróbmy to minimum godzinę wcześniej, by płyn zdążył wniknąć w skórę głowy,
  • wcierka jest bardzo rzadka (ma konsystencję wody), więc jeśli nie chcemy być cali mokrzy, lepiej przed jej aplikacją położyć na ramiona ręcznik, a w czasie stosowania przechylić głowę lekko do tyłu.

Kto z Was stosował już wcierkę z kozieradki? Jakie były efekty?

niedziela, 23 listopada 2014

Jak wykorzystać produkty kuchenne na włosy?



Jeśli chcemy postawić na urozmaiconą pielęgnację włosów, nie musimy od razu kupować gotowych półproduktów takich jak kwas hialuronowy, mleczko pszczele czy keratyna. Na początku (a także i później) warto korzystać z tego, co mamy w lodówce. Każdy produkt działa bowiem u każdego nieco inaczej i ważne jest, by poznać, co lubią nasze włosy.

Poniżej spisałam to, co z domowych produktów może przydać się do tworzenia własnych masek, płukanek czy odżywek. To oczywiście tylko część z tych, z których możemy korzystać.

Produkty podzieliłam na kategorie, aby było łatwiej wybrać to, co w danej chwili jest nam potrzebne.

Emolienty

Zaliczamy do nich głównie oleje roślinne, które są źródłem niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz witamin, np. A, E, D i K. Najlepiej wybierać te tłoczone na zimno i nieoczyszczone (nierafinowane) – znajdziemy w nich najwięcej składników odżywczych.

Aby olej lepiej wniknął we włosy, przed aplikacją warto go odrobinę podgrzać.

Tę grupę szerzej opiszę innym razem emolienty są w dużej mierze związane z olejowaniem włosów i wymagają osobnego opisu. Tutaj tylko przykłady:
  • olej lniany – zawiera m.in. kwasy omega-3, omega-6 i omega-9, sterole, woski; sprawia, że włosy są miękkie, gładkie i przyjemne w dotyku, mniej się puszą;
  • olej migdałowy – zawiera kwasy omega-6 i omega-9 oraz witaminy; nawilża włosy, sprawia, że mniej się puszą i lepiej układają;
  • oliwa z oliwek – zawiera m.in. witaminę E, nasycone kwasy tłuszczowe, omega-9 i omega-3; łagodzi podrażnienia skóry głowy, polecana osobom o włosach suchych i zniszczonych, o przesuszonej skórze głowy; nawilża i sprawia, że włosy są bardziej lśniące.

Na co musimy uważać przy emolientach? Na to, by nie nałożyć ich na włosy zbyt dużo – na całe włosy wystarczy łyżka lub dwie oleju. W innym przypadku może być trudno zmyć go z włosów.

Humektanty

Humektanty to substancje, których zadaniem jest nawilżenie włosów. Możemy wykorzystać na przykład:
  • siemię lniane – zawiera witaminy z grupy B, minerały (żelazo, cynk, wapń, magnez), błonnik i kwasy tłuszczowe; nawilża, usztywnia i odżywia włosy; idealny jako maska, szampon lub płukanka;
  • aloes – możemy go zasadzić w doniczce i używać (jednak dopiero 3-letnie drzewko nabiera leczniczych właściwości); zawiera m.in. witaminy (C, E i z grupy B), minerały (sód, potas, magnez, cynk, miedź i żelazo), aminokwasy, biotynę i kwas foliowy; nawilża i usztywnia włosy, pomaga też na wiele dolegliwości, np. łupież, łysienie, łagodzi podrażnienia skóry głowy;
  • miód – bogaty w witaminy, np. A, C i K, enzymy oraz kwasy organiczne; polecany do włosów zniszczonych, suchych i matowych, ponieważ ma działanie regenerujące i odżywcze;
  • cukier – wykazuje działanie kondycjonujące, idealny składnik do domowych peelingów skóry głowy.

Na co musimy uważać przy humektantach? Na to, by używać je odpowiednio do pogody. Ten temat omówiłam szerzej tutaj.

Proteiny

Proteiny to budulce włosów. Wśród nich wyróżniamy te wielocząsteczkowe (np. mleko i jajko), hydrolizowane (znacznie mniejsze) i aminokwasy (najmniejsze). Proteiny hydrolizowane i aminokwasy możemy dostać w sklepach z półproduktami, natomiast wiele protein wielocząsteczkowych znajdziemy wśród produktów kuchennych, np.:
  • jajko – możemy wykorzystać całe lub tylko żółtko; wzmacnia włosy, sprawia, że są bardziej odporne na zniszczenia;
  • majonez –zawiera aminokwasy i antyoksydanty; polecany osobom o włosach zniszczonych i suchych, nadaje włosom połysk i wzmacnia je;
  • żelatyna – wygładza włosy i sprawia, że mniej się puszą, stają się cięższe i grubsze, mają więcej połysku i lepiej się rozczesują; żelatyny używamy do laminowania włosów;
  • jogurt – bogaty w kwas mlekowy; pomaga na porost włosów, oczyszcza pory skóry głowy, nadaje włosom gładkość i powoduje, że są bardziej błyszczące;
  • mleko – zawieraja kwasy tłuszczowe, witaminy (A, D, E i z grupy B), białka, minerały (wapń, fosfor, magnez, potas); regeneruje włosy i naskórek, dodaje pasmom sprężystości, blasku, wzmacnia ich strukturę i wygładza;
  • śmietana, kefir, maślanka – działają podobnie jak mleko, ale zawierają więcej kwasów mlekowych dzięki czemu przywracają skórze kwaśne pH.

Na co musimy uważać przy proteinach? Na to, by nie przesadzić z ich ilością. Oczywiście każde włosy są inne i musimy dobrać dawkę odpowiednią dla siebie, jednak u większości osób nakładanie protein sprawdza się, gdy używamy ich mniej więcej raz w tygodniu. Nadmiar protein może prowadzić bowiem do przeproteinowania włosów – stają się wtedy suche i spuszone. W takim przypadku najlepiej jest oczyścić włosy szamponem z SLS/SLES i nałożyć na nie maskę głęboko nawilżającą z dodatkiem emolientów.

Dodatkowe źródła witamin i minerałów

W ramach pielęgnacji włosów możemy używać mnóstwa produktów – także owoców, warzyw, herbat czy ziół.

Warzywa
  • marchew – zawiera cukry, witaminy (E, K, H, PP i z grupy B), minerały (miedź, fosfor, wapń, żelazo), karoteny czy białko; sok z marchwi zastosowany na włosy farbowane pomaga na przykład przedłużyć trwałość ich koloru;
  • dynia – zawiera witaminy (A, B, C, E, PP) i minerały (np. potas, wapń, fosfor); odżywia włosy, regeneruje je i dodaje blasku; o dyni pisałam więcej tutaj;
  • czosnek – dzięki działaniu antybakteryjnemu pomaga walczyć z łupieżem, a dodatkowo zmniejsza wypadanie włosów, regeneruje je i pobudza do wzrostu.

Owoce
  • jabłko – bogate w witaminy (A, B1, B2, B6, C, E, K i PP) i minerały ( wapń, krzem, żelazo, fosfor i potas); możemy z niego robić maseczki lub ocet jabłkowy idealny do płukanek;
  • banan – wspomaga odbudowanie naturalnej bariery ochronnej włosów i skóry głowy;
  • awokado –nawilża i odżywia zniszczone i suche włosy, gdyż jest bogate w tłuszcze i mikroelementy;
  • cytryna –polecana szczególnie naturalnym blondynkom, u których może delikatnie rozjaśniać kolor włosów; redukuje produkcję łoju; płukanka cytrynowa domyka łuski włosów i sprawia, że są bardziej błyszczące.

Napoje
  • zielona herbata – dzięki niej włosy są mocniejsze, gładkie i lśniące, pobudza włosy do wzrostu; zawiera związki przeciwutleniające, które stymulują mikrokrążenie skóry;
  • czarna herbata – zapobiega wypadaniu włosów i nadaje im blask; może przyciemniać włosy;
  • hibiskus – zawiera witaminę C, kwasy organiczne, glikozaminoglikany; polecany głównie do włosów rudych, gdyż może lekko barwić jasne pasma; pomaga na porost włosów i wzmacnia je;
  • piwo –jasne nadaje się do płukanek; wzmacnia włosy;
  • cydr – wspomaga utrzymanie właściwego pH skóry; powoduje, że włosy są bardziej miękkie i gładkie.

Zioła
  • pokrzywa –wpływa na porost włosów, zapobiega ich wypadaniu i wzmacnia;
  • rumianek – polecany do włosów blond; dezynfekuje skórę głowy;
  • łopian – hamuje wypadanie włosów, reguluje pracę gruczołów łojowych;
  • tatarak – pobudza porost włosów, hamuje łupież, zapobiega łysieniu.

Inne
  • skrobia ziemniaczana – wygładza i prostuje włosy, dodana do masek poprawia ich konsystencję;
  • drożdże – przyspieszają porost włosów, zapobiegają nadmiernemu ich przetłuszczaniu.

Jak używać produktów kuchennych?

Produkty kuchenne mają różną konsystencję, skład i fakturę – jedne więc będą idealne jako składniki maski do włosów, inne zaś (te płynne) lepiej sprawdzą się jako płukanki (co nie oznacza, że nie nadają się do masek).

Jeśli chodzi o maski do włosów, trzymajmy się poniższych zasad:
  • maskę trzymaj na głowie nie mniej niż 15–30 minut, by pozwolić składnikom aktywnym wniknąć we włosy;
  • aby wzmocnić działanie maski, nałóż na głowę foliowy czepek i ręcznik, który możesz delikatnie podgrzewać suszarką (ciepło spowoduje, że łuski włosów się rozchylą, a składniki lepiej w nie wnikną);
  • jeśli możesz, po użyciu maski zastosuj delikatny szampon (bez silnych detergentów) i umyj nim tylko skalp (włosy umyją się spływającą po nich pianą), a następnie zastosuj odżywkę (tę metodę nazywamy OMO);
  • do ostatniego płukania włosów użyj chłodnej (ale nie zimnej!) wody, by łuski włosów się zamknęły – będą wtedy bardziej gładkie i mniej narażone na uszkodzenia.

Jak przygotować idealną maseczkę do włosów?
  1. Określ porowatość swoich włosów – niektóre składniki lepiej pasują do włosów wysokoporowatych, a inne średnio- lub niskoporowatych.
  2. Określ, czego potrzebują twoje włosy: chcesz się pozbyć łupieżu, nawilżyć włosy czy zapobiec wypadaniu? Co istotne, pewne składniki pasują głównie brunetkom, a inne blondynkom. Na tej samej zasadzie: czego innego mogą potrzebować włosy kręcone, a innego proste. Na tej postawie dobierz odpowiednie składniki.
  3. Nie przesadzaj z ilością składników. Do maski wystarczy dołożyć łyżkę miodu lub jogurtu, nie więcej niż jedno jajko czy odrobinę awokado, by zadziałała.
  4. Maskę warto nakładać na lekko zwilżone wodą włosy (chociaż nie jest to reguła). Nie musimy ich moczyć, wystarczy lekko popsikać wodą z atomizera. Możemy też wcześniej umyć głowę, by oczyścić włosy i przygotować je na przyjęcie maski.
  5. Staraj się zachować równowagę emolientowo-humektantowo-proteinową. Nasze włosy potrzebują składników ze wszystkich grup, chociaż zdarza się, że niektórzy z nas pewnych produktów nie będą tolerować. Jeśli więc wybierzemy jajko (proteiny) i miód (humektanty), dołóżmy do nich jeszcze oliwę (emolient).

Z jakich produktów kuchennych korzystacie w ramach pielęgnacji włosów? A może macie inne sprawdzone produkty, których nie uwzględniłam?

hibiskus


Na koniec krótkie ogłoszenia:

  • uruchomiłam opcję obserwowania dla użytkowników G+ (prawa kolumna bloga) oraz fan page na Facebooku, który znajdziecie pod adresem https://www.facebook.com/fairhaircare – zapraszam!
  • zachęcam też do udzielenia odpowiedzi w sondzie w prawej kolumnie bloga –pozwolą mi one ocenić, o czym najbardziej lubicie czytać, i pod tym kątem dostosować kolejne posty :)

Popularne w tym miesiącu: