Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 grudnia 2015

Najlepsze metody na przyspieszenie porostu włosów – moje roczne obserwacje i ranking


Przez ostatni rok testowałam różne metody porostu włosów, które uznawane są za najlepsze: piłam drożdże oraz skrzyp z pokrzywą, wypróbowałam popularne wcierki, kozieradkę, wybrane maceraty i suplementy. Niektóre z nich mnie zachwyciły – włosy rosły po nich znacznie szybciej, zagęszczały się i stawały bardziej lśniące i sprężyste. Co więcej, w ciągu ostatniego roku bardzo wzmocniły się również moje paznokcie. Część sposobów w moim przypadku okazało się jednak niewypałem i jestem przekonana, że nie będę już w przyszłości do nich wracać.

Które metody mogę więc polecić, a które mnie zawiodły? Oczywiście nie jest powiedziane, że te same sposoby sprawdzą się u Was, warto jednak je porównać i poprzez wymianę doświadczeń wybrać te, które działają u większości testujących je osób!

Metody na przyspieszenie porostu włosów – mój ranking

W moim przypadku zdecydowanie najlepsze rezultaty przyniosło picie drożdży – kuracja była zdecydowanie niesmaczna i uciążliwa, jednak efekty mówią same za siebie. Na drugim miejscu ex aequo znalazły się dwie wcierki do skóry głowy: Agafii oraz Jantar. Muszę przyznać, że nieco rozczarowały mnie efekty picia skrzypu i pokrzywy, natomiast zupełnie nietrafioną u mnie metodą okazała się wcierka Colosregen, w której pokładałam spore nadzieje. Poniżej znajdziecie więcej informacji na temat każdego z wypróbowanych przeze mnie sposobów z adnotacją, ile centymetrów moje włosy rosły przy nich miesięcznie.

Drożdże – do 2,5 cm miesięcznie


Na picie drożdży zdecydowałam się równo rok temu w grudniu 2014 roku. Kurację kontynuowałam przez trzy kolejne miesiące, co zdecydowanie nie było łatwe – drożdże w formie pitnej wybitnie mi nie smakowały, a już sam ich zapach wywoływał u mnie mdłości. Codzienne zmuszanie się do wypicia okropnego płynu opłaciło się jednak na tyle, że obiecałam sobie powrót do tej metody w niedalekiej przyszłości: moje włosy pod jej wpływem rosły nawet 2,5 cm miesięcznie, czyli przyrost przyspieszył aż o 250%! W dodatku na głowie zaczęłam zauważać coraz więcej nowych włosów, a to właśnie na baby hair zależało mi najbardziej.


Serum Agafii – około 1,5 cm miesięcznie


Nieładny zapach i mało wygodne opakowanie nie zniechęciło mnie do używania tej wcierki. I słusznie, bo efekty, które dzięki niej uzyskałam, okazały się być naprawdę niezłe. Szkoda, że produkty Agafii są dostępne głównie przez internet, mimo wszystko jednak przypuszczam, że jeszcze kiedyś zdecyduję się na jej zakup.


Wcierka Jantar – około 1,5 cm miesięcznie


Hit nad hitami w blogosferze. Wychwalane cudo o niezwykłej mocy, opisane wzdłuż i wszerz na wielu stronach. Szczerze mówiąc po naczytaniu się wielu pozytywnych recenzji miałam nadzieję, że tak popularny kosmetyk zrewolucjonizuje moje włosy, przyspieszy porost i sprawi, że i ja stanę się jego „wyznawcą”, ale… efekty jego użycia były po prostu dobre. Nie świetne, nie fantastyczne – dobre. U mnie wcierka Jantar okazała się być tak samo skuteczna jak serum Agafii, a przy tym jest tańsza, więc tym bardziej dostaje ode mnie kciuk w górę. Największą wadą tego produktu jest opakowanie, na szczęście jednak można go łatwo przelać do innego, np. butelki z atomizerem. 


Skrzyp i pokrzywa – około 1 cm miesięcznie


Kuracja skrzypem i pokrzywą wspomogła trochę przyrost moich włosów, jednak nie mogę uznać jej za przełomową, chociaż próbowałam ziół zarówno w formie sypanej, jak i herbat i piłam je przez wiele miesięcy z przerwami. Polubiłam jednak ich smak i z całą pewnością będę do nich od czasu do czasu wracać.


Wcierka Colosregen – około 0,5 cm miesięcznie


Wcierka Colosregen okazała się być dla mnie klapą roku – nie dość, że jej używanie było dla mnie uciążliwe z powodu zapachu i konsystencji, to jeszcze nie przyniosło żadnych rezultatów. Jestem ciekawa, czy tylko ja mam z nią tak złe doświadczenia – jeśli więc zdarzyło się Wam jej używać, chętnie przeczytam Wasze spostrzeżenia!


Metody wspomagające

Postanowiłam dodatkowo wyróżnić trzy metody przyspieszania porostu (i nie tylko, bo to nie jedyne ich działanie), które przetestowałam w ostatnim roku. Każdą z nich testowałam jednak jako dodatek do innych, nie jestem więc w stanie ocenić w pełni, jak wpłynęły na moje włosy. Z tego względu traktuję je jako metody pomocnicze.

Kozieradka


Kozieradka bardzo szybko zahamowała u mnie wypadanie włosów – wcześniej zbierałam je garściami ze szczotki, a po zaledwie dwóch dniach kuracji ten problem przestał mnie dotyczyć. Nie wiem niestety, czy kozieradka wpłynęła na mój porost włosów, ponieważ go wówczas nie mierzyłam. Ze względu na właściwości wzmacniające włosy na pewno jednak będę po nią regularnie sięgać w przyszłości.


Domowe maceraty – imbirowy, czosnkowy i chili


Domowe maceraty w formie wcierek używałam wraz z kuracją drożdżową, nie jestem więc pewna jak bardzo wpłynęły one na porost moich włosów. Ze względu jednak na swoje właściwości i różnorodność pod względem elementów, których możemy użyć do ich przygotowania, maceraty są metodą godną polecenia – chociażby jako sposób wspomagający stosowany przy innych metodach.


Suplement „Naturalny młody jęczmień”


Wybitnie niesmaczny i nie dający żadnych efektów – tak mogłabym najkrócej podsumować ten suplement, a testowałam go w dwóch formach: proszku i tabletek. Niestety, mimo 3-miesięcznego stosowania nie zauważyłam nawet minimalnych rezultatów – chyba że negatywne, bo w tym czasie zdarzyło się parokrotnie, że na mojej zazwyczaj gładkiej cerze wyskakiwały pojedyncze „niespodzianki”. Zdecydowanie jestem na „nie”.



A które metody porostu włosów okazały się być najlepsze i najgorsze w Waszych przypadkach? Co możecie polecić, a do czego na pewno już nigdy nie wrócicie? 

Polecane:

piątek, 10 lipca 2015

Jak używać ekstraktu z drożdży piwnych na włosy?


Ekstrakt z drożdży piwnych znalazł się w moich półproduktowych zbiorach pod koniec zeszłego roku, ale przez długi czas przeleżał w lodówce – początkowo postawiłam na kurację wewnętrzną, czyli picie drożdży, co zresztą w moim przypadku okazało się świetnym przyspieszaczem porostu. Drożdżowy ekstrakt potraktowałam raczej jako dodatek do kosmetyków drogeryjnych, który miał nieco wzmocnić ich działanie. Myślę, że może być dobrą alternatywą dla osób, które chciałyby zastosować kurację drożdżową, ale nie mogą znieść ich zapachu i smaku.

Ekstrakt jest dość wodnisty, ma brązowy kolor i dość mocno pachnie drożdżami i alkoholem. Wymieszany z innymi kosmetykami traci jednak swój zapach i trudno go wyczuć. Woń nie pozostaje na włosach.

Dlaczego warto używać ekstraktu z drożdży piwnych na włosy?

O tym, jak drożdże wpływają na włosy, już kiedyś pisałam (klik). Wspomnę więc tylko o najważniejszych ich właściwościach w kontekście włosów.

Ekstrakt z drożdży piwnych to prawdziwa bomba witaminowo-minerałowa – dostarcza pasmom wielu ważnych składników, które zapewniają elastyczność, wzmacniają, kondycjonują i zapobiegają wypadaniu włosów. Przykładowo witamina B2 wzmacnia strukturę włosa, B6 zwalcza łojotok, B7 wpływa na wzrost włosa, B8 zahamowuje wypadanie włosów, B9 chroni kolor włosów, magnez nadaje objętość, a selen pomaga w walce z łupieżem.

Ekstrakt z drożdży zawiera także duże ilości protein, w tym aminokwasów egzogennych (czyli takich, których organizm sam nie wytwarza) i aminokwasów siarkowych, które stanowią podstawowy składnik keratyny.


Jak używać ekstraktu z drożdży piwnych na włosy?

Ekstrakt z drożdży, w zależności od sklepu, w którym go kupimy, może się nieco różnić składem. Ja swój egzemplarz mam z e-naturalne.pl i, poza tytułowym ekstraktem, znajduje się w nim także Propylene Glycol (nawilżacz) i Alkohol. Oba składniki pełnią rolę promotora przenikania, co oznacza, że dzięki nim ekstrakt jest w stanie lepiej wniknąć. Alkohol dodatkowo konserwuje produkt.

Z powodu alkoholu w składzie mój ekstrakt służył mi głównie w formie kosmetyku nakładanego na skórę głowy – oczywiście nie bezpośrednio, mieszałam go zazwyczaj (po kilka kropel) z odżywką, którą można nakładać na skalp (Biały Jeleń lub Pharmaceris).

Ekstrakt nadawałby się też świetnie jako dodatek do wcierek. W przypadku ekstraktów bez dodatku alkoholu myślę, że dobrze sprawdzi się też dolewany do masek i stosowany na długości włosów. Pamiętajmy tylko, że jego zalecane stężenie powinno wynosić 1-5%.

Gdzie kupić ekstrakt z drożdży piwnych i ile kosztuje?

Koszty są różne w zależności od sklepu i składu. Przykładowo ekstrakt z drożdży piwnych na e-naturalne.pl kosztuje 3,10 zł za 10 g (w składzie, poza ekstraktem, jest także Propylene Glycol i Alkohol), a na naturadlapiekna.pl 5,80 zł za 15 ml (s składzie, poza ekstraktem, znajdziemy glicerynę). Ekstraktu można też szukać w tych sklepach z półproduktami.  

Pamiętajmy, że ekstrakt należy przechowywać w lodówce. 

Ekstrakt z drożdży piwnych jest bardzo wodnisty
Zobacz też:

niedziela, 21 czerwca 2015

Niedziela dla włosów (7): olejek Agafii i ekstrakt z drożdży piwnych


Od kilku ostatnich tygodni podchodzę do pielęgnacji włosów dość minimalistycznie, nie sięgając po zbyt wiele kosmetyków na raz. Dawno nie korzystałam też z półproduktów, co, jak się okazuje, było sporym błędem, bo kilka z nich niedługo straci swoją ważność.

W tę "niedzielę", która, dla porządku,  wypadła mi w sobotę wczesnym popołudniem, kiedy miałam najwięcej czasu, sięgnęłam więc do swoich półproduktowych zbiorów i wyciągnęłam ekstrakt z drożdży piwnych. Uznałam, że najlepiej będzie go zastosować na skórę głowy, mieszając z jakąś odpowiednią dla skalpu odżywką.

Po spryskaniu skóry głowy resztką wcierki Agafii "Aktywne serum na porost włosów" (której zapomniałam umieścić na zdjęciu) i trzygodzinnym olejowaniu olejkiem Agafii "Odżywienie włosów" umyłam głowę szamponem Biovax "Naturalne oleje". Nie przepadam za jego gęstą konsystencją nawet mocne rozwodnienie sprawia, że szampon trudno jest rozprowadzić na całej skórze.

Po odciśnięciu włosów z wody wymieszałam odżywkę Biały Jeleń z kilkunastoma kroplami ekstraktu z drożdży piwnych i tak przygotowaną mieszankę nałożyłam na skórę głowy i włosy na 10-15 minut. Myślę, że ekstrakt świetnie sprawdzi się jako dodatek do wcierek i wszelkich kosmetyków nakładanych na skalp, a trochę gorzej rozprowadzany na pasmach, ponieważ zawiera alkohol.

Po zmyciu odżywki z ekstraktem podsuszyłam włosy letnim nawiewem suszarki. Były gładkie, lśniące i dobrze się układały. Na koniec nałożyłam na nie kropelkę serum Biovax "A+E".

Na zdjęciu możecie zobaczyć jak bardzo moje włosy skróciły się po ostatnim podcięciu. I chociaż początkowo (po pierwszym i drugim umyciu głowy) końcówki nieco mi się wywijały, teraz wróciły już do swojego normalnego stanu. Wydaje mi się, że za kilka miesięcy, gdy podetnę włosy o kolejnych kilka centymetrów, uda mi się całkowicie pozbyć zniszczonych partii (tych, które jeszcze nieco się puszą tuż po myciu). Nie mogę się tego doczekać ;)


Inne "NdW":

poniedziałek, 2 marca 2015

Czy warto pić drożdże? | Efekty 3-miesięcznej kuracji


Kurację polegającą na piciu drożdży stosowałam regularnie przez równe 3 miesiące. Przyznam szczerze, nie zawsze było łatwo! Dziś chciałabym Wam zrelacjonować, czy było warto i na czym dokładnie taka kuracja polega. A jeśli ktoś nie może znieść smaku drożdży do picia, na dole tego wpisu znajdzie rozwiązanie, które może pomóc :)

Jak drożdże wpływają na włosy i organizm?

Zacznijmy od tego, że drożdże to organizmy jednokomórkowe – grzyby, które rozkładają cukry proste. Dzięki tej właściwości z powodzeniem wykorzystuje się je w kuchni do pieczenia ciast lub pieczywa czy fermentacji alkoholu.

Drożdże zawierają m.in.:
  • witaminy z grupy B,
  • minerały (np. miedź, potas, mangan, selen, chrom, cynk, kobalt, fosfor, molibden, magnez, żelazo, jod, sód),
  • aminokwasy (tyrozyna, tryptofan, arginina, cystyna, alanina).

Pozytywne działanie drożdży na organizm jest naprawdę szerokie – warto wyróżnić np. to, że:
  • wzmacniają i regenerują organizm,
  • pomagają w leczeniu prostaty i zapobieganiu nowotworom,
  • wzmacniają włosy, skórę i paznokcie,
  • wpływają na pracę trzustki, zmniejszają apetyt na słodycze,
  • wspomagają leczenie łojotoku, trądziku i łupieżu,
  • likwidują zaparcia i zajady,
  • hamują siwienie włosów,
  • poprawiają przemianę materii,            
  • przywracają włosom sprężystość,
  • wzmacniają system nerwowy, dzięki czemu zapobiegają depresji.

Picie drożdży w kontekście poprawy stanu włosów ma najczęściej dwa cele: wzmocnienie ich (a więc zapobieganie wypadaniu) oraz przyspieszenie porostu. Drożdże mogą też pomóc wzmocnić paznokcie oraz oczyścić cerę (chociaż początkowo mogą przyczyniać się do zwiększonego pojawiania się wyprysków).

Jakie drożdże kupić i gdzie ich szukać?

Kupujemy zwykłe drożdże sklepowe – zazwyczaj piekarskie. Mogą też być piwne czy instant, ale te trudniej jest dostać (zauważmy, że 7 g drożdży instant to 25 g świeżych!). Drożdże znajdziemy w każdym sklepie spożywczym – zazwyczaj w lodówce na dziale z przetworami mlecznymi bądź w pobliżu pieczywa.

Ile kosztuje kuracja drożdżowa?

Jedno opakowanie drożdży (100 g) to kosz rzędu około 1 zł (ceny lekko się wahają w zależności od sklepu i producenta). Zakładając, że dziennie pijemy 1/3 kostki drożdży, miesięcznie wydamy na kurację około 10 zł. Koszt jest więc zbliżony do kuracji drożdżowymi tabletkami z apteki, ale skuteczność picia drożdży jest zwykle o wiele większa.


Real/Auchan, cena drożdży: 1,13 zł
Carrefour, cena drożdży: 0,85 zł, 0,89 zł, 1,19 zł
Czy drożdże tuczą?

Mimo powiedzenia „rosnąć jak na drożdżach”, kuracja z udziałem tych grzybów do specjalnie tuczących nie należy: 100 gram drożdży (kostka) zawiera około 100 kcal. Zazwyczaj spożywamy dziennie tylko połowę, 1/3 lub ćwiartkę takiej kostki – nie ma więc obaw, że przytyjemy.

Jak pić drożdże?

Porcja drożdży, jaką spożywamy w ciągu dnia, zależy od nas – zaleca się jednak pić od 1/6 do ½ kostki dziennie. Ja przez 3 miesiące piłam po 1/3 kostki – była to dla mnie ilość optymalna.

Drożdże należy rozdrobnić i zalać wrzątkiem – jest to konieczne, by je zabić (w innym przypadku mogą – jak to grzyby – panoszyć się w naszym układzie pokarmowym i powodować różne dolegliwości). Ilość wrzątku zależy od tego, ile drożdży pijemy naraz – ja na 1/3 kostki potrzebowałam około połowy szklanki.

Po zalaniu wrzątkiem napój dokładnie mieszamy i możemy wypić lub odstawić do wystygnięcia. Resztę drożdży przechowujemy w lodówce.



Dlaczego drożdży nie można słodzić?

Słodzenie drożdży może znacznie obniżyć ich działanie i przyswajalność dobroczynnych składników – do drożdży nie dodajemy więc żadnego cukru, słodkiego soku, miodu czy owoców! Lepiej też nie jeść niczego słodkiego godzinę przed i godzinę po wypiciu drożdży.

Jak zmienić smak drożdży?

Przyznaję szczerze – początkowo zakładałam, że wszystkie lamenty dziewczyn pijących drożdże i narzekających na ich smak są grubo przesadzone. „Przecież drożdże są pyszne, w dzieciństwie jadłam je czasem na surowo, gdy mama lub babcia piekły ciasto i bardzo mi smakowały” – myślałam pobłażliwie, czytając wpisy o „obrzydliwym smaku drożdży” na forach internetowych czy blogach. Błąd. Duży błąd. Drożdże w formie napoju są naprawdę ohydne i w niczym nie przypominają tych surowych!

Ale od początku. Picie drożdży zaczęłam chyba w sposób najgorszy z możliwych – o tym, że miałam zacząć kurację, przypomniałam sobie późno wieczorem w którąś listopadową niedzielę. Pobiegłam do kuchni, chwyciłam kostkę drożdży, odmierzyłam 1/3 i zalałam ją wrzątkiem. Oczywiście nie miałam już czasu czekać aż ostygną – próbowałam więc wypić napój na gorąco. Skończyło się na mdłościach i myślach „i ja mam to pić przez 3 miesiące? Nie dam rady!”.

Z każdym dniem jednak było coraz lepiej, a po 1-2 tygodniach ich picie weszło mi w krew. Nauczyłam się, że zimne drożdże są o wiele mniej intensywne w smaku niż gorące – po zalaniu ich wrzątkiem odstawiałam więc napój na kilka godzin do całkowitego ostygnięcia. Wtedy o wiele łatwiej było je przełknąć, a wręcz stawały się neutralne w smaku. Piłam je zawsze duszkiem. Próbowałam też dodawać do nich różne niesłodzone rzeczy (kawę, naturalne kakao, mleko), ale ostatecznie uznałam, że najlepiej pije mi się zwykłe, bez niczego.

Jak długo można pić drożdże?

Organizm szybko się przyzwyczaja – optymalny czas picia drożdży to maksymalnie 3 miesiące, po których robimy minimum miesiąc przerwy. Możemy też pić drożdże przez 3 tygodnie, a następnie zrobić tydzień przerwy – taki system też się sprawdza. Grunt, to robić odstępy i nie pić drożdży non stop.

Drożdży – jeśli pijemy zaledwie do pół kostki dziennie – nie da się przedawkować, gdyż zdecydowana większość zawartych w nich witamin rozpuszcza się w wodzie i w przypadku nadmiaru jest wydalana wraz z moczem.


Moja jednorazowa porcja drożdży

Co mi dała kuracja drożdżowa?

Pierwsze efekty kuracji zauważyłam po kilku tygodniach picia drożdży. Podsumowując ostatnie 3 miesiące mogę zaobserwować, że:
  • zaczęły mi wyrastać nowe włosy (baby hair są widoczne, czuję je też pod palcami, gdy dotykam skóry głowy),
  • wzmocniły mi się włosy (drożdże okazały się być dobrą kontynuacją kuracji z kozieradką, która zahamowała u mnie wypadanie włosów),
  • przyspieszył mi się porost włosów (w listopadzie wynosił około 1 cm, w kolejnych trzech miesiącach po około 2 cm; bardzo żałuję, że nie zrobiłam odpowiednich zdjęć, ale nic straconego – do drożdży jeszcze z pewnością wrócę),
  • nie choruję (być może to tylko przypadek, ale tej zimy nie przyplątało mi się dotychczas żadne przeziębienie),
  • odrobinę wzmocniły mi się paznokcie.

Nie zauważyłam natomiast żadnych zmian w kwestii:      
  • cery (nie miałam żadnego wysypu, cera jest gładka i nie sprawia problemów),
  • samopoczucia,
  • ochoty na słodycze (a szkoda),
  • zmniejszenia przetłuszczania się włosów (też szkoda, chociaż nie mam z tym aż takich problemów, więc może nie ma co narzekać).

Na koniec ważna informacja: drożdże to tylko suplement diety i nie zdziałają cudów, jeśli nasze wypadanie włosów czy zły stan skóry są efektem zmian hormonalnych. W takim przypadku niezbędna jest wizyta u lekarza i wykonanie potrzebnych badań. 

Brak spektakularnych efektów kuracji drożdżowej w kontekście włosów, skóry czy paznokci może być też znakiem, że zawarte w drożdżach witaminy zostały „ulokowane” w bardziej potrzebujących organach i dla innych części naszego ciała już ich po prostu „nie starczyło”. Warto bowiem wiedzieć, że dobroczynne substancje są dostarczane do skóry, włosów i paznokci na samym końcu, gdy nie brakuje ich nigdzie indziej. To dlatego jeśli brakuje nam witamin i minerałów, zauważamy, że nadmiernie wypadają nam włosy, skóra robi się szara i ziemista, a paznokcie zaczynają się łamać – w tych miejscach owe braki są widoczne od razu. Aby być zdrowym i ładnie wyglądać, niezbędna jest odpowiednia, bogata w dobroczynne dla zdrowia elementy dieta!



niedziela, 23 listopada 2014

Jak wykorzystać produkty kuchenne na włosy?



Jeśli chcemy postawić na urozmaiconą pielęgnację włosów, nie musimy od razu kupować gotowych półproduktów takich jak kwas hialuronowy, mleczko pszczele czy keratyna. Na początku (a także i później) warto korzystać z tego, co mamy w lodówce. Każdy produkt działa bowiem u każdego nieco inaczej i ważne jest, by poznać, co lubią nasze włosy.

Poniżej spisałam to, co z domowych produktów może przydać się do tworzenia własnych masek, płukanek czy odżywek. To oczywiście tylko część z tych, z których możemy korzystać.

Produkty podzieliłam na kategorie, aby było łatwiej wybrać to, co w danej chwili jest nam potrzebne.

Emolienty

Zaliczamy do nich głównie oleje roślinne, które są źródłem niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz witamin, np. A, E, D i K. Najlepiej wybierać te tłoczone na zimno i nieoczyszczone (nierafinowane) – znajdziemy w nich najwięcej składników odżywczych.

Aby olej lepiej wniknął we włosy, przed aplikacją warto go odrobinę podgrzać.

Tę grupę szerzej opiszę innym razem emolienty są w dużej mierze związane z olejowaniem włosów i wymagają osobnego opisu. Tutaj tylko przykłady:
  • olej lniany – zawiera m.in. kwasy omega-3, omega-6 i omega-9, sterole, woski; sprawia, że włosy są miękkie, gładkie i przyjemne w dotyku, mniej się puszą;
  • olej migdałowy – zawiera kwasy omega-6 i omega-9 oraz witaminy; nawilża włosy, sprawia, że mniej się puszą i lepiej układają;
  • oliwa z oliwek – zawiera m.in. witaminę E, nasycone kwasy tłuszczowe, omega-9 i omega-3; łagodzi podrażnienia skóry głowy, polecana osobom o włosach suchych i zniszczonych, o przesuszonej skórze głowy; nawilża i sprawia, że włosy są bardziej lśniące.

Na co musimy uważać przy emolientach? Na to, by nie nałożyć ich na włosy zbyt dużo – na całe włosy wystarczy łyżka lub dwie oleju. W innym przypadku może być trudno zmyć go z włosów.

Humektanty

Humektanty to substancje, których zadaniem jest nawilżenie włosów. Możemy wykorzystać na przykład:
  • siemię lniane – zawiera witaminy z grupy B, minerały (żelazo, cynk, wapń, magnez), błonnik i kwasy tłuszczowe; nawilża, usztywnia i odżywia włosy; idealny jako maska, szampon lub płukanka;
  • aloes – możemy go zasadzić w doniczce i używać (jednak dopiero 3-letnie drzewko nabiera leczniczych właściwości); zawiera m.in. witaminy (C, E i z grupy B), minerały (sód, potas, magnez, cynk, miedź i żelazo), aminokwasy, biotynę i kwas foliowy; nawilża i usztywnia włosy, pomaga też na wiele dolegliwości, np. łupież, łysienie, łagodzi podrażnienia skóry głowy;
  • miód – bogaty w witaminy, np. A, C i K, enzymy oraz kwasy organiczne; polecany do włosów zniszczonych, suchych i matowych, ponieważ ma działanie regenerujące i odżywcze;
  • cukier – wykazuje działanie kondycjonujące, idealny składnik do domowych peelingów skóry głowy.

Na co musimy uważać przy humektantach? Na to, by używać je odpowiednio do pogody. Ten temat omówiłam szerzej tutaj.

Proteiny

Proteiny to budulce włosów. Wśród nich wyróżniamy te wielocząsteczkowe (np. mleko i jajko), hydrolizowane (znacznie mniejsze) i aminokwasy (najmniejsze). Proteiny hydrolizowane i aminokwasy możemy dostać w sklepach z półproduktami, natomiast wiele protein wielocząsteczkowych znajdziemy wśród produktów kuchennych, np.:
  • jajko – możemy wykorzystać całe lub tylko żółtko; wzmacnia włosy, sprawia, że są bardziej odporne na zniszczenia;
  • majonez –zawiera aminokwasy i antyoksydanty; polecany osobom o włosach zniszczonych i suchych, nadaje włosom połysk i wzmacnia je;
  • żelatyna – wygładza włosy i sprawia, że mniej się puszą, stają się cięższe i grubsze, mają więcej połysku i lepiej się rozczesują; żelatyny używamy do laminowania włosów;
  • jogurt – bogaty w kwas mlekowy; pomaga na porost włosów, oczyszcza pory skóry głowy, nadaje włosom gładkość i powoduje, że są bardziej błyszczące;
  • mleko – zawieraja kwasy tłuszczowe, witaminy (A, D, E i z grupy B), białka, minerały (wapń, fosfor, magnez, potas); regeneruje włosy i naskórek, dodaje pasmom sprężystości, blasku, wzmacnia ich strukturę i wygładza;
  • śmietana, kefir, maślanka – działają podobnie jak mleko, ale zawierają więcej kwasów mlekowych dzięki czemu przywracają skórze kwaśne pH.

Na co musimy uważać przy proteinach? Na to, by nie przesadzić z ich ilością. Oczywiście każde włosy są inne i musimy dobrać dawkę odpowiednią dla siebie, jednak u większości osób nakładanie protein sprawdza się, gdy używamy ich mniej więcej raz w tygodniu. Nadmiar protein może prowadzić bowiem do przeproteinowania włosów – stają się wtedy suche i spuszone. W takim przypadku najlepiej jest oczyścić włosy szamponem z SLS/SLES i nałożyć na nie maskę głęboko nawilżającą z dodatkiem emolientów.

Dodatkowe źródła witamin i minerałów

W ramach pielęgnacji włosów możemy używać mnóstwa produktów – także owoców, warzyw, herbat czy ziół.

Warzywa
  • marchew – zawiera cukry, witaminy (E, K, H, PP i z grupy B), minerały (miedź, fosfor, wapń, żelazo), karoteny czy białko; sok z marchwi zastosowany na włosy farbowane pomaga na przykład przedłużyć trwałość ich koloru;
  • dynia – zawiera witaminy (A, B, C, E, PP) i minerały (np. potas, wapń, fosfor); odżywia włosy, regeneruje je i dodaje blasku; o dyni pisałam więcej tutaj;
  • czosnek – dzięki działaniu antybakteryjnemu pomaga walczyć z łupieżem, a dodatkowo zmniejsza wypadanie włosów, regeneruje je i pobudza do wzrostu.

Owoce
  • jabłko – bogate w witaminy (A, B1, B2, B6, C, E, K i PP) i minerały ( wapń, krzem, żelazo, fosfor i potas); możemy z niego robić maseczki lub ocet jabłkowy idealny do płukanek;
  • banan – wspomaga odbudowanie naturalnej bariery ochronnej włosów i skóry głowy;
  • awokado –nawilża i odżywia zniszczone i suche włosy, gdyż jest bogate w tłuszcze i mikroelementy;
  • cytryna –polecana szczególnie naturalnym blondynkom, u których może delikatnie rozjaśniać kolor włosów; redukuje produkcję łoju; płukanka cytrynowa domyka łuski włosów i sprawia, że są bardziej błyszczące.

Napoje
  • zielona herbata – dzięki niej włosy są mocniejsze, gładkie i lśniące, pobudza włosy do wzrostu; zawiera związki przeciwutleniające, które stymulują mikrokrążenie skóry;
  • czarna herbata – zapobiega wypadaniu włosów i nadaje im blask; może przyciemniać włosy;
  • hibiskus – zawiera witaminę C, kwasy organiczne, glikozaminoglikany; polecany głównie do włosów rudych, gdyż może lekko barwić jasne pasma; pomaga na porost włosów i wzmacnia je;
  • piwo –jasne nadaje się do płukanek; wzmacnia włosy;
  • cydr – wspomaga utrzymanie właściwego pH skóry; powoduje, że włosy są bardziej miękkie i gładkie.

Zioła
  • pokrzywa –wpływa na porost włosów, zapobiega ich wypadaniu i wzmacnia;
  • rumianek – polecany do włosów blond; dezynfekuje skórę głowy;
  • łopian – hamuje wypadanie włosów, reguluje pracę gruczołów łojowych;
  • tatarak – pobudza porost włosów, hamuje łupież, zapobiega łysieniu.

Inne
  • skrobia ziemniaczana – wygładza i prostuje włosy, dodana do masek poprawia ich konsystencję;
  • drożdże – przyspieszają porost włosów, zapobiegają nadmiernemu ich przetłuszczaniu.

Jak używać produktów kuchennych?

Produkty kuchenne mają różną konsystencję, skład i fakturę – jedne więc będą idealne jako składniki maski do włosów, inne zaś (te płynne) lepiej sprawdzą się jako płukanki (co nie oznacza, że nie nadają się do masek).

Jeśli chodzi o maski do włosów, trzymajmy się poniższych zasad:
  • maskę trzymaj na głowie nie mniej niż 15–30 minut, by pozwolić składnikom aktywnym wniknąć we włosy;
  • aby wzmocnić działanie maski, nałóż na głowę foliowy czepek i ręcznik, który możesz delikatnie podgrzewać suszarką (ciepło spowoduje, że łuski włosów się rozchylą, a składniki lepiej w nie wnikną);
  • jeśli możesz, po użyciu maski zastosuj delikatny szampon (bez silnych detergentów) i umyj nim tylko skalp (włosy umyją się spływającą po nich pianą), a następnie zastosuj odżywkę (tę metodę nazywamy OMO);
  • do ostatniego płukania włosów użyj chłodnej (ale nie zimnej!) wody, by łuski włosów się zamknęły – będą wtedy bardziej gładkie i mniej narażone na uszkodzenia.

Jak przygotować idealną maseczkę do włosów?
  1. Określ porowatość swoich włosów – niektóre składniki lepiej pasują do włosów wysokoporowatych, a inne średnio- lub niskoporowatych.
  2. Określ, czego potrzebują twoje włosy: chcesz się pozbyć łupieżu, nawilżyć włosy czy zapobiec wypadaniu? Co istotne, pewne składniki pasują głównie brunetkom, a inne blondynkom. Na tej samej zasadzie: czego innego mogą potrzebować włosy kręcone, a innego proste. Na tej postawie dobierz odpowiednie składniki.
  3. Nie przesadzaj z ilością składników. Do maski wystarczy dołożyć łyżkę miodu lub jogurtu, nie więcej niż jedno jajko czy odrobinę awokado, by zadziałała.
  4. Maskę warto nakładać na lekko zwilżone wodą włosy (chociaż nie jest to reguła). Nie musimy ich moczyć, wystarczy lekko popsikać wodą z atomizera. Możemy też wcześniej umyć głowę, by oczyścić włosy i przygotować je na przyjęcie maski.
  5. Staraj się zachować równowagę emolientowo-humektantowo-proteinową. Nasze włosy potrzebują składników ze wszystkich grup, chociaż zdarza się, że niektórzy z nas pewnych produktów nie będą tolerować. Jeśli więc wybierzemy jajko (proteiny) i miód (humektanty), dołóżmy do nich jeszcze oliwę (emolient).

Z jakich produktów kuchennych korzystacie w ramach pielęgnacji włosów? A może macie inne sprawdzone produkty, których nie uwzględniłam?

hibiskus


Na koniec krótkie ogłoszenia:

  • uruchomiłam opcję obserwowania dla użytkowników G+ (prawa kolumna bloga) oraz fan page na Facebooku, który znajdziecie pod adresem https://www.facebook.com/fairhaircare – zapraszam!
  • zachęcam też do udzielenia odpowiedzi w sondzie w prawej kolumnie bloga –pozwolą mi one ocenić, o czym najbardziej lubicie czytać, i pod tym kątem dostosować kolejne posty :)

Popularne w tym miesiącu: