Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczotka z naturalnego włosia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczotka z naturalnego włosia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Co najbardziej poprawiło stan moich włosów?


Zawsze podkreślam, że moim włosom sporo brakuje do wyglądu, który mi się marzy: nie są ani wyjątkowo gęste, ani niezwykle grube czy mocne. Kiedy jednak porównuję je do tego, jak wyglądały jeszcze dwa lata temu, mam wrażenie, że zmieniły się nie do poznania – a właściwie ja je zmieniłam, bo kłamstwem byłoby napisanie, że nie stanowiło to dla mnie żadnego wyzwania. W tym wpisie chciałabym Wam przedstawić kilka elementów pielęgnacji, które okazały się być dla mnie kluczowe i najbardziej mi pomogły.

Keratynowe prostowanie

Wiem, że wiele osób poznało mój blog właśnie dzięki wpisom dotyczącym keratynowego prostowania. Do dziś uważam, że zabieg ten był ważnym punktem w pielęgnacji moich włosów z dwóch powodów: po pierwsze doraźnie poprawił ich stan, a po drugie – stał się początkiem mojego zainteresowania dbałością o włosy, czyli tematem, który przez lata był mi zupełnie obcy. Gdy zobaczyłam, że po kilku tygodniach od zabiegu włosy zaczynają wyglądać coraz gorzej, zmobilizowałam się do tego, aby nauczyć się czytać składy kosmetyków i tak je pielęgnować, aby nigdy już nie wyglądały tak źle jak przed keratynowym prostowaniem.

Mój przypadek był ekstremalny – włosy w przeszłości nie były tylko zniszczone nieodpowiednim traktowaniem, ale przede wszystkim stały się niesamowicie wysuszone po przyjmowaniu izotretynoiny – popularnego, bardzo mocno działającego leku na trądzik. I jak to w życiu bywa – substancja, która pomogła mi na jedno schorzenie, zaszkodziła na co innego. Z perspektywy czasu wiem jednak, że taki efekt uboczny w postaci nieładnie wyglądających włosów to i tak pewnie jeden z lżejszych, jaki mógł mi się przytrafić.

Więcej na ten temat:
Regularne olejowanie

Początkowo, gdy moje włosy były dość zniszczone i przesuszone, olejowałam je nawet przed każdym myciem (2-3 razy w tygodniu). Z czasem zaczęłam jednak zauważać, że stają się zbyt przyklapnięte, brakuje im puszystości i wyglądają smętnie. Wtedy zaczęłam używać olejów i olejków średnio raz w tygodniu i na chwilę obecną jest to dla mnie optymalna częstotliwość – włosy wyglądają lepiej, wciąż są lejące, wygładzone i nie puszą się, ale nie są już tak bardzo śliskie.

Z własnego doświadczenia wiem, że w olejowaniu bardzo ważna jest regularność – wykonywanie tej czynności „od wielkiego dzwonu” niewiele pomoże. Dobrze jest też podgrzewać lekko włosy, gdy trzymamy na nich olej – ja w chłodniejsze miesiące korzystam z turbanu termalnego. Gdy dojdziemy do punktu, w którym pasma są zdrowsze i gładsze, może się okazać, że lepiej reagują na oleje, które przez długi czas wzmagały tylko puszenie – ja obserwuję to u siebie na przykładzie oleju kokosowego.

Olejowanie weszło mi w krew – często korci mnie, aby nałożyć olej częściej niż raz w tygodniu, ale powstrzymuję się, bo już się przekonałam, że co za dużo, to niezdrowo :)

Więcej na ten temat:


Czesanie włosów szczotką z naturalnego włosia

Szczotka ze szczeciny dzika była moim pierwszym włosowym gadżetem od czasu, gdy zainteresowałam się pielęgnacją włosów. Natknęłam się na nią zupełnie przypadkiem dwa lata temu podczas zakupów w supermarkecie. Mam ją do dziś i świetnie mi służy – używam jej zamiennie z Tangle Teezerem, chociaż z perspektywy czasu mam wrażenie, że jest od niego lepsza, ponieważ nadaje włosom większej objętości i delikatniej je rozczesuje. Myślę, że szczotka z naturalnego włosia bardzo przyczyniła się do poprawy stanu moich włosów – wcześniej używałam zwykłej, plastikowej z ostrymi, metalowymi ząbkami zakończonymi kulkami, która bardzo rwała i szarpała włosy podczas czesania.

Więcej na ten temat:

Unikanie nieodpowiednich dla włosów substancji

Czytanie składów kosmetyków to podstawa pielęgnacji włosów – przekonałam się o tym wielokrotnie, gdy w moje ręce trafił produkt z napisem na opakowaniu sugerującym zupełnie co innego niż znajdowało się w jego składzie. Na polskim rynku znajdują się bowiem na przykład szampony z naklejką „łagodny”, chociaż są naszpikowane silnymi detergentami, a także produkty nazywane „keratynowymi” mimo że nie zawierają nawet grama keratyny (autentyk, który pokazała mi jedna z czytelniczek!).

Dzięki temu, że rozpoznaję wiele substancji w spisie INCI, jestem w stanie już w sklepie ocenić, czy dany kosmetyk ma szansę się u mnie sprawdzić i czy jest wartościowy. Potrafię też – chociaż mniej więcej – określić, które składniki działają na moje włosy dobrze, a które nie. Zwiększyła się moja świadomość konsumencka – trudniej jest mnie oszukać, nie muszę opierać swoich przypuszczeń jedynie na opisie producenta zapisanym na opakowaniu. Unikam też kosmetyków naszpikowanych wysuszającym alkoholem czy nadmiarem innych, niekorzystnie działających na włosy dodatków.

Więcej na ten temat:
Unikanie suszenia gorącym nawiewem

Dzięki keratynowemu prostowaniu osiągnęłam tak gładkie włosy, że nawet bez suszenia wysychały na prosto. Potem ich stan zaczął się pogarszać, zaczęły bardzo się strączkować i puszyć – wtedy musiałam nauczyć się tak o nie dbać, aby ich stan się sukcesywnie poprawiał. Dzięki olejowaniu i stosowaniu odpowiednich kosmetyków z czasem wyglądały coraz lepiej – jednym z elementów, które wprowadziłam w życie, było też unikanie suszenia włosów gorącym nawiewem suszarki. W praktyce albo nie suszyłam ich wcale, albo podsuszałam lekko letnim nawiewem. Robię tak do dziś i widzę dużą poprawę – to kolejny sposób, który bardzo mi pomógł. Dzięki niemu unikam nadmiernego osłabiania i wysuszania włosów (a w konsekwencji ich łamania i urywania).

Więcej na ten temat:


Zabezpieczanie końcówek

Myślę, że to właśnie ten element pielęgnacji najbardziej wpłynął na to, że moje włosy przestały się rozdwajać. Początkowo zabezpieczanie końcówek wychodziło mi niezgrabnie – zdarzało mi się zbytnio zatłuścić włosy albo sprawić, że stawały się mocno obciążone. Teraz nabrałam już wprawy i opracowałam najlepszy dla siebie sposób, do którego link znajdziecie poniżej. Zabezpieczanie końcówek sprawiło, że moje włosy przestały się puszyć i rozdwajać, stały się mocniejsze i bardziej elastyczne. Według mnie ten zajmujący kilka sekund zabieg świetnie współgra z olejowaniem i naprawdę potrafi zdziałać cuda. Obecnie olejem lub olejkiem pokrywam końcówki zawsze po wysuszeniu włosów po myciu oraz co rano przed wyjściem z domu.

Więcej na ten temat:
Nie czesanie włosów na mokro

Kolejny niezwykle ważny element, który wpłynął na wzmocnienie moich włosów, to nie czesanie ich na mokro (mokre włosy są dużo bardziej niż suche podatne na zniszczenia). Wiem, że to dla wielu osób trudne do realizacji i ja też niegdyś myślałam, że zostawienie włosów do wyschnięcia bez ich uprzedniego rozczesania to najprostszy przepis na katastrofę – wyobrażałam sobie skołtunione, suche włosy, które nijak nie będzie można doprowadzić do normalnego wyglądu. Okazało się jednak, że się myliłam.

Zazwyczaj myję głowę nad wanną, a następnie owijam włosy w bawełnianą koszulkę (nota bene jej używanie – zamiast ręcznika – też na pewno poprawiło ich stan!). Po kilkunastu minutach, gdy woda już nieco się odsączy, zdejmuję „turban” i pozostawiam włosy do wyschnięcia. Podczas tego procesu co jakiś czas delikatnie przeczesuję je palcami. Na końcu, ewentualnie, podsuszam le lekko chłodnym nawiewem suszarki i zabezpieczam końcówki. I już.

Co jeszcze?

Do tej listy mogę dopisać jeszcze inne istotne elementy, takie jak wiązanie włosów do snu (chociaż w luźny kucyk nad karkiem), unikanie spinek-wsuwek i gumek z metalowymi złączeniami, zabezpieczanie włosów przed słońcem czy płukanie ich letnią wodą, jednak myślę, że nie były one w moim przypadku tak kluczowe, jak wcześniej wymienione działania. Oczywiście bardzo ważne jest także odpowiednie (czyli wartościowe!) odżywianie, którego staram się trzymać, ale wiadomo – mam na koncie różne grzeszki w tej materii :)

Bardzo pomogło mi też prowadzenie bloga – dzięki niemu jestem bardziej konsekwentna i systematyczna w swoich pielęgnacyjnych działaniach.

A co u Was najbardziej wpłynęło na poprawę stanu włosów? Jaki element pielęgnacji okazał się dla Was najcenniejszym odkryciem?



Polecam też:

poniedziałek, 15 lutego 2016

Z różnych punktów widzenia: Tangle Teezer czy szczotka z włosia dzika – co wybrać?


Przez prawie całe swoje życie używałam do czesania włosów zwykłej plastikowej szczotki ze sztywnymi, często metalowymi ząbkami zakończonymi charakterystyczną kulką. Byłam do niej tak przyzwyczajona, że nawet nie myślałam o tym, by spróbować czegoś innego. Rozczesywanie włosów szczotką, która rwała i boleśnie ciągnęła moje włosy, od dzieciństwa było dla mnie gehenną, która skończyła się dopiero kilka lat temu, gdy odkryłam szczotki z naturalnego włosia, a chwilę później Tangle Teezer. Od tego czasu dbam też o włosy, które zmieniły swoją porowatość i strukturę – są gładsze i mniej się plączą, co znacznie ułatwia ich rozczesywanie. Stosowanie odpowiednich kosmetyków i olejów, które nadają włosom poślizg, w połączeniu z używaniem dobrych szczotek sprawiło, że czesanie z codziennej męczarni zmieniło się w przyjemność, a ja nie wyobrażam już sobie powrotu do używanego wcześniej plastikowego „narzędzia tortur”.

Obu szczotek – z włosia oraz Tangle Teezer – używam od około dwóch lat i każda z nich służy mi do nieco innych celów. Tym samym zauważam różnice w efektach, które powodują na moich włosach. I chociaż obie działają świetnie, jestem zdania, że nie są dla każdego i znacząco się od siebie różnią.

W drugim wpisie z serii „Z różnych punktów widzenia” zapytałam więc inne blogerki o ich opinię w temacie obu szczotek: co o nich sądzą, która z nich jest lepsza i do jakich włosów będzie najbardziej odpowiednia? Po udzieleniu poniżej swojej krótkiej opinii oddaję więc głos dwóm Ewelinom, Darii i Agnieszce – każda z nich ze swojego punktu widzenia (i co najważniejsze – z perspektywy swoich włosów, a przecież te u każdego są inne) oceniła funkcjonalność szczotki z włosia (a właściwie: szczeciny) dzika oraz Tangle Teezer!

Tangle Teezer czy szczotka z włosia dzika – co wybrać?

Tak jak już wspomniałam obie szczotki całkowicie zrewolucjonizowały moje podejście do czesania włosów. Szczotki z włosia dzika używam w domu – zazwyczaj przed wyjściem do pracy i wieczorem. W ciągu dnia zaś sięgam po Tangle Teezer – mam dwie jej kompaktowe wersje, więc jedną zawsze noszę w torebce.

Na moich włosach obie szczotki sprawują się doskonale – nie szarpią, nie ciągną, dobrze rozczesują i nie plączą. Nie zauważyłam także, aby powodowały łamanie lub rozdwajanie się moich włosów. Każda z nich ma jednak odrębną zaletę, która zdecydowanie odróżnia ją od tej drugiej: szczotka z włosia sprawia, że włosy są bardziej puszyste, Tangle Teezer zaś lepiej wygładza i ujarzmia. Mam też wrażenie, że ze względu na swoją strukturę TT jest też lepszy do rozczesywania włosów, gdyż działa mniej delikatnie niż szczotka ze szczeciny, która – nota bene – nadaje za to pasmom ładniejszy połysk.

Oczywiście są to obserwacje poczynione na moich włosach – słyszałam, że opinie na ten temat bywają różne, co pokazują chociażby wypowiedzi dziewczyn, które przeczytacie w tym wpisie! Wynika to z tego, że każdy z nas ma inne włosy, które różnią się chociażby gęstością, porowatością czy grubością, a wszystkie te elementy wpływają na to, czy pasma się plączą i czy łatwo jest je rozczesać.

Reasumując, nie potrafię ocenić, którą szczotkę lubię bardziej. Gdybym musiała z jednej zrezygnować, skłaniałabym się chyba przy pozostaniu przy TT, jednak obie uważam za świetne i na pewno nigdy nie zamienię ich już na zwykłą, drogeryjną szczotkę z plastiku.



Ewelina (Eulallia e-blondynka) z bloga Eulallia2013

„Jako fryzjerka mam do czynienia z wieloma różnymi szczotkami do czesania włosów. W charakterze osoby posiadającej włosy cienkie i porowate zdecydowanie wybieram i polecam szczotki Tangle Teezer. Większość pań zaczyna coraz bardziej się nimi interesować i o nie dopytywać. Każdy jednak posiada inne włosy (porowatość, grubość, gęstość, struktura, długość) i nie każdemu będzie służyła ta sama szczotka. Te z naturalnego włosia bardzo ładnie wygładzają i dyscyplinują włosy. W moim przypadku to wygładzenie wpływa na niekorzyść, ponieważ długość traci na objętości i uczesanie wygląda nienaturalnie płasko.

Samo to dyskwalifikuje u mnie tę szczotkę, ale na pewno znajdą się osoby, które pragną takiego wygładzenia, więc będzie to dla nich świetny wybór. Ja niestety nie jestem zadowolona z jej użytkowania między innymi też przez to, że strasznie puszy porowate końce, w związku z tym muszę wygładzać je dłońmi lub TT. Moim zdaniem mija się to z celem, a przecież nie mam zamiaru przy każdym czesaniu używać do tego kilku szczotek. Zauważyłam też, że nie rozczesują dokładnie kołtunów, a jedynie się po nich ślizgają. W efekcie spędzam nad tą czynnością dwa razy więcej czasu niż normalnie.

Ulubiony i niezawodny efekt daje mi Tangle Teezer, dzięki niemu uzyskuję pełną objętość i puszystość włosów – nie mylić z puszącymi. Szczotka eliminuje kołtuny, minimalizując łamanie i rozdwajanie. Czesze całą swoją powierzchnią i przyjemnie masuje skórę głowy. Zalecana jest do zniszczonych koloryzacją włosów, przedłużanych, splątanych, a także dla dzieci. Fajnym plusem TT jest to, że szczotka służy za pojemniczek na przechowywanie gumek i spinek, warto to wykorzystać bo jest naprawdę pojemna. :)

Wiem że może być to kwestią przyzwyczajenia, ale muszę o tym wspomnieć – mianowicie chodzi o komfort czesania i to, jak szczotka leży w dłoni. Mój Tangle Teezer "salon elite" doskonale wpasowuje się w dłoń i absolutnie nie ma mowy o wyślizgnięciu go z ręki. Trzy lata z nim bardzo odzwyczaiły mnie od szczotek z uchwytem i wcale za takimi nie tęsknię.

Jako że jest to seria "Z różnych punktów widzenia" pozwolę sobie na koniec dopisać, jaka szczotka według mnie powinna się sprawdzić przy danym typie włosa.
  • Tangle Teezer – włosy cienkie, średniej grubości, wysokoporowate, zdrowe, rzadkie, o średniej gęstości, proste, lekko falowane, długie lub średniej długości, włosy doczepiane i dziecięce, skłonne do plątania.
  • Szczotka z naturalnego włosia – włosy nisko i średnioporowate, średniej gęstości i grubości, proste, długie lub średniej długości.
  • Tangle Teezer prawdopodobnie nie sprawdzi się przy włosach  grubych i gęstych.
  • Szczotka z naturalnego włosia prawdopodobnie nie sprawdzi się przy włosach wysokoporowatych, grubych i gęstych”.


"Szczerze mówiąc używam obu tych szczotek. Z tą różnicą, że Tangle Teezer służy mi do rozczesania włosów po umyciu. Szczotką z dzika natomiast czeszę włosy, gdy są już zupełnie suche. Dlaczego?

Gdy używałam tylko i wyłącznie szczotki z dzika, moje włosy puszyły się okropnie. Nie mogłam nad nimi zapanować. W pewnym momencie odkryłam zależność:  nie mogę szczotką z dzika czesać mokrych włosów, bo to właśnie je puszy. Od tej pory do czesania mokrych, splątanych po myciu kosmyków, używam Tangle Teezera. Dodatkowo bardzo łatwo i szybko jest mi przy jej użyciu rozczesać dokładnie włosy. Czasami również przeczesuję nią włosy w ciągu dnia, ponieważ posiadam wersję kompaktową i noszę ją często w torebce. Stosuję ją także do masażu skóry głowy. Sprawdza się przy tym świetnie.

Ze szczotką z dzika jednak się nie rozstaję, ponieważ tylko ona jest bardzo delikatna dla moich cienkich i słabych włosów. Szczególnie, gdy są one pofalowane, dużo łatwiej mi je przeczesywać dzikiem niż plastikowymi szczotkami. Łatwiej też rozczesać poplątane, suche i rozjaśniane końce.

Podsumowując w skrócie moją wypowiedz: szczotek nigdy za wiele :)”.


W moim przypadku wybór pomiędzy szczotką Tangle Teezer a szczotką z naturalnego włosia jest  trudny, na co dzień bowiem używam drewnianego grzebienia, który na moich włosach sprawdza się najlepiej. Lubię jednak Tangle Teezer przede wszystkim dlatego, że świetnie wygładza włosy. Odnosiłam co prawda wrażenie, że używana solo przyczyniała się do rozdwajania moich cienkich i zniszczonych włosów. Natomiast szczotka z włosia z dzika jest zdecydowanie delikatniejsza, nadaje włosom objętości, potrzeba jednak więcej czasu żeby rozczesać nią włosy i często je puszyła, czasem też elektryzowała.

Obie szczotki mają swoje plusy i minusy, najbardziej lubię używać je za pomocą dwóch metod: rozczesanie włosów szczotką z dzika, następnie przeczesanie TT lub rozczesanie włosów drewnianym grzebieniem, następnie wygładzenie TT. W powyższych kombinacjach sprawdzają się naprawdę dobrze. Jeśli jednak mogłabym wybrać tylko jedną szczotkę z pomiędzy tych dwóch, myślę, że zdecydowałabym się na Tangle Teezer, głównie ze względu na efekt wygładzenia włosów”. 


Agnieszka z bloga Bijum

„Moje włosy od zawsze sprawiały mi problemy. Są cienkie, uwrażliwione i bardzo podatne na wszystkie destrukcyjne czynniki. Jednym z głównym problemów była właśnie kwestia ich czesania. Po starciu z jakimkolwiek narzędziem były suche i niesamowicie spuszone. Moje przemyślenia kieruję więc do posiadaczek właśnie takich kosmyków. :)

Długo, szalenie długo uważałam, że moich włosów po prostu czesać nie należy. Robiłam to jedynie przed myciem i nałożeniem oleju. Potem rozczesywałam już tylko palcami. W międzyczasie wypróbowałam oczywiście kilka typów grzebieni i szczotek, żadna jednak nie zdała w pełni egzaminu. Do czasu… ;) Najpierw jednak przedstawię Wam w punktach, co myślę o poszczególnych narzędziach:

Tangle Teezer:

  • Bardzo dobrze i dokładnie rozczesywał nawet niewielkie kołtuniki.
  • Nadawał się do przeczesywania naolejowanych włosów lub pasm pokrytych odżywką.
  • Nie nadaje się do stylizacji włosów podczas suszenia – pisze o tym nawet sam producent!
  • Przy czesaniu włosy lekko się puszyły, ale szybko wracały do właściwemu sobie przyklapu.
  • Średnio nadaje się do tworzenia jakichkolwiek fryzur – z uwagi na brak rączki, operowanie nim np. przy spinaniu koka czy warkocza jest trudne.
  • Poręczny w torebce – nawet wersja original, która wciąż przewala się u mnie między wszystkimi szpargałami, jakie jestem w stanie upchać do torby ;)
  • Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam, że włosy zaczęły się niszczyć i rozdwajać nawet w połowie długości, zdarzało mi się znajdować pourywane w połowie włoski.

Szczotka z włosia dzika:

  • Nie nadaje się do noszenia w torebce – zbiera cały kusz i wszystkie paprochy tego świata, włoski gniotą się i odkształcają.
  • W trakcie czesania włosy niesamowicie się puszyły, fruwały dookoła głowy i stawały się nieznośnie lekkie – dzięki temu fajnie nadaje się do odświeżenia fryzury i nadania jej większej objętości, choć w moim przypadku bez serum na końce pod ręką ani rusz.
  • Można z jej pomocą stylizować włosy w trakcie suszenia.
  • Jest dużo delikatniejsza od TT – nie urywa włosków, nie powoduje ich niszczenia.
  • U mnie trudno było nią rozczesać kołtuny, musiałam zdrowo nokombinować się palcami.
  • Nie nadaje się do przeczesywania naolejowanych włosów. Co więcej, osobiście unikałam czesania nią choć trochę nieświeżych włosów czy włosów pokrytych silikonowym serum. Z uwagi na kłopotliwe czyszczenie, nie chciałam pakować w nią dodatkowych zanieczyszczeń.

Podsumowując, ani jedna, ani druga kultowa szczotka nie nadawała się dla moich cienkich włosków. Na szczęście znalazłam swój ideał… a jest to hybryda szczotki z włosia naturalnego i szczotki fryzjerskiej. To cudo nosi nazwę Olivia Garden Supreme Combo. Łączy w sobie wyprofilowane igiełki z jonizacją oraz naturalną szczecinę dzika. Dzięki temu rozczesuje jak TT, nadaje kontrolowaną objętość i nie niszczy włosów. Znakomicie sunie nawet po skołtunionych pasmach, delikatnie rozczesuje mokre włosy, nadaje się do suszenia i stylizacji. Jedynie przenoszenie w torebce i mycie wciąż pozostaje kłopotliwe, ale kto raz spróbował Olivii ten wie, że jest to absolutnie warte zachodu. :)

Niestety, w oparciu o własne doświadczenia nie jestem w stanie odpowiedzieć na zadane pytanie. To, którą szczotkę powinno się wybrać, w dużym mierze zależy od efektu, jaki chce się uzyskać. Cienkowłosym jednak odradzam TT jako szczotkę do wszystkiego – u mnie wciąż znajduje zastosowanie jedynie do przeczesywania włosów naolejowanych czy nieświeżych. Używany po kilka razy dziennie powodował jednak uszkodzenia, a tego przecież chcemy uniknąć. ;)

Więcej o szczotce Olivia pisałam tutaj: http://www.bijum.pl/2015/05/170-najlepsza-szczotka-olivia-garden.html”.



Dziewczynom bardzo dziękuję za ciekawe wypowiedzi, a Was zachęcam do zostawienia w komentarzach swojej opinii na temat tego, która szczotka, według Was, jest lepsza i dlaczego :)


Wpisy na temat szczotek:

środa, 2 września 2015

Pytania do eksperta: jak pozyskuje się naturalne włosie i szczecinę do szczotek?


Zastanawialiście się kiedyś, jak powstają szczotki do włosów (i nie tylko), które zamiast plastikowych ząbków mają włosie lub szczecinę? Jak się pobiera taki materiał? I, co najważniejsze, czy przy ich produkcji nie cierpią zwierzęta?

Te pytania chodziły mi po głowie już od dawna, zdecydowałam się więc wyjaśnić wszystkie wątpliwości z nimi związane i skontaktowałam się z panią Iwoną Barylińską, przedstawicielką firmy Khaja (www.khaja.pl) – jednego z najbardziej rozpoznawalnych producentów szczotek i pędzli z naturalnego włosia w Polsce. Zapraszam Was na krótki wywiad na temat wytwarzania takich szczotek, który – mam nadzieję – rozwieje także Wasze wątpliwości związane z tym tematem.

Jak dokładnie pozyskuje się włosie do szczotek (czy jest wyrywane, wyczesywane, obcinane, a może golone)? Czy wiąże się to z cierpieniem zwierząt? 

"Włosy" są wyrywane ze skór dzików. Nie wiąże się to z cierpieniem tych zwierząt.

Rozumiem w takim razie, że szczecinę pobiera się od martwych zwierząt? 

Tak, w wielkim skrócie tak. Oczywiście myśliwi nie strzelają do dzików z powodu szczeciny!

Słyszałam o wyczesywaniu (bezszkodowym) szczeciny lub włosia z żywych zwierząt – czy taki sposób pozyskiwania ma miejsce w Polsce wg Pani wiedzy? A może za granicą?

Według mnie nie ma takiej możliwości, ani w Polsce, ani na świecie.

Co się dzieje ze zwierzęciem, którego włosie zostaje użyte do produkcji szczotek? Czy takie zwierzęta pochodzą ze specjalnych hodowli?

Tusze upolowanych dzików trafiają do zakładów przetwórstwa dziczyzny. Produktem ubocznym rozbioru tusz są skóry.

Czy mogłaby Pani opisać przebieg produkcji szczotki z naturalnego włosia od jego pozyskania do umieszczenia na rączce? Czy takie włosie jest specjalnie traktowane? Czy jest myte i dodatkowo zabezpieczane zanim trafi do sprzedaży? 

W przypadku dzika mówimy o szczecinie, określenie „włosie” dotyczy np. włosa końskiego lub włosia kozy. Preparowanie szczeciny jest procesem wieloetapowym. Polega na jej kilkukrotnym starannym praniu i czesaniu, selekcji jakościowej, obróbce cieplnej i cięciu na odpowiednie długości.


Czy włosie (szczecina) pochodzi z jakiegoś szczególnego miejsca na ciele zwierzęcia? A może nie ma to znaczenia?

Szczecina na szczotki do włosów pochodzi wyłącznie z grzbietów zwierząt, tzw. chyb.

W jakim wieku są zwierzęta, od których pozyskuje się włosie? Czy ich płeć ma znaczenie?

Interesują nas tylko skóry dorosłych dzików. Płeć nie ma znaczenia.

Od jakich zwierząt pozyskuje się włosie w Polsce i czym się ono różni między sobą?

Zastosowanie w szczotkarstwie ma przede wszystkim włosie końskie jako idealny surowiec na wszelkiego rodzaju zamiatacze. Inne rodzaje surowców, np. włosie kozy, borsuka, szczecina świńska są importowane z Chin.

Czy za granicą proces pobierania włosia i produkcji szczotek wygląda inaczej niż u nas? Czy za granicą pobiera się włosie od innych zwierząt niż w Polsce?

Głównym światowym producentem surowców szczotkarskich są Chiny. Nie mam szczegółowej wiedzy na temat tego, jak Chińczycy pozyskują szczecinę. Na pewno nie wyrywają jej jednak z grzbietów żywych zwierząt!


Wspomniała Pani o imporcie włosia z Chin – a czy Polska też importuje włosie/szczecinę do innych krajów?

W Polsce nie ma już zakładów preparujących szczecinę. Kiedyś był taki w Nowej Soli. W Biłgoraju jest spółdzielnia przetwarzająca włosie końskie, ale nie wiem, czy eksportuje swoje wyroby za granicę.

Czy włosie do szczotek bywa rozjaśniane lub farbowane, a jeśli tak, to dlaczego?

Szczecina ma swój naturalny piękny czarny kolor. Nie barwimy jej. Nie poddajemy jej żadnym zabiegom, które mogłyby w jakikolwiek sposób pozbawić ją jej naturalnych wartości. Wręcz przeciwnie! Staramy się podkreślić jej połysk, sprężystość i zachować  cebulki włosowe.

Do produkcji szczotek z białej szczeciny używamy naturalnie  białej  szczeciny świńskiej importowanej z Chin. W żadnym wypadku nie mieszamy szczeciny z produktami syntetycznymi. Zawsze jest to 100% naturalnej szczeciny.

Co sądzi Pani o szczotkach roślinnych, np. z włókien agawy, reklamowanych jako produkty dla wegan? Czy takie szczotki wykazują podobne działanie jak z włosia zwierząt?

Pochodzące z Meksyku włókna agawy są idealnym surowcem do produkcji szczotek do szlifowania metalu. Innym ich zastosowaniem jest wytwarzanie szczotek kąpielowych, szczotek do masażu na mokro, szczotek do mycia rąk. W tej roli nie ma lepszego materiału. Niestety nie można ich użyć do szczotkowania włosów.

Dziękuję za rozmowę!                  


Zobacz też:

środa, 4 marca 2015

Jak zwalczyłam elektryzowanie się włosów?

Rolę elektryzujących się włosów grają na zdjęciu nastroszone szczotką baby hair ;)

Zima wprawdzie powoli się kończy (chociaż w Warszawie wczoraj spadł grad i słyszałam, że na południu Polski zrobiło się biało!), ale myślę, że sezon na ciepłe czapki, a co się z tym wiąże – na elektryzowanie się włosów,  jeszcze trochę potrwa. Moje włosy od pewnego czasu prawie wcale się nie elektryzują – dziś chciałabym Wam napisać, co pomogło mi zwalczyć ten problem.  

Dlaczego włosy się elektryzują?

Wroga dobrze jest najpierw poznać – jeśli będziemy znać przyczynę problemu, łatwiej będzie nam go zwalczyć :)

Włosy naładowane są jonami dodatnimi – jeśli napotkają one inne jony dodatnie (np. w drobinkach kurzu czy włóknach tkanin), odpychają się od siebie w efekcie czego włosy zaczynają się unosić. Zjawisko to obserwujemy szczególnie zimą, gdy przebywamy w klimatyzowanych lub ogrzewanych pomieszczeniach i nosimy czapki.

Na elektryzowanie najbardziej podatne są włosy suche, zniszczone, nie obciążone, czyste. To właśnie one najłatwiej się unoszą. Za pomocą właściwej pielęgnacji możemy jednak zmniejszyć elektryzowanie do minimum, a nawet całkowicie je wyeliminować.

Oto sposoby, które mi pomogły!

Nawilżanie włosów

Zimą włosy potrzebują przede wszystkim emolientów – substancji, które otaczają je specjalnym filmem nie pozwalającym na odparowanie wody. Nawilżone włosy, w przeciwieństwie do suchych, mniej się elektryzują, są cięższe i bardziej mięsiste.

Podstawą jest więc stosowanie emolientów z dodatkiem humektantów (tutaj pisałam, czym są humektanty i emolienty i jak je rozpoznać w składach kosmetyków). Tych drugich musimy jednak używać z umiarem – w przeciwnym razie włosy będą się bardzo puszyć (wyjaśniam tę zależność tutaj).

W odżywkach i maskach do włosów (których stosowanie jest niezbędne, by pozbyć się problemu z elektryzowaniem) szukam więc przede wszystkim następujących emolientów:
  • olejów (w składach nazwy zwykle kończą się słowem Oil – poza Mineral Oil, czyli parafiną),
  • maseł (np. Butyrospermum Parkii Butter – masło shea, Persea Gratissima Butter – masło awokado),
  • wosków (Cera Alba, Cera Flava, Euphorbia Cerifa (Candelilla) Wax),
  • estrów (Isopropyl Palmitate, Isopropyl Myristate),
  • alkoholi tłuszczowych (np. Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol),
  • ewentualnie silikonów (np. Dimethicone Copolyol, Lauryl Methicone Copolyol, Hydrolyzed Wheat Protein Hydroxypropyl Polysiloxane, silikony z PEG na początku, Amodimethicone, Dimethicone, Dimethiconol, Beheonoxy Dimethicone, Phenyl Trimethicone, Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Cyclohexasiloxane, Octamethyl Cyclotetrasiloxane).
Dla mnie zbawienne okazało się regularne olejowanie, dzięki któremu moje włosy nie tylko są oporne na elektryzowanie, ale stały się też bardziej gładkie, błyszczące i elastyczne.

Do nawilżania włosów przydają się też domowe maski przygotowane np. z miodu, oliwy i jogurtu. Z tych przepisów, które opisywałam na blogu, nawilżająco działają np.:
 Suszenie z jonizacją

Większość nowoczesnych suszarek ma funkcję jonizacji, która powoduje wytwarzanie jonów ujemnych neutralizujących jony dodatnie na włosach. Dzięki temu włosy się nie elektryzują, a ponadto są bardziej gładkie i lepiej się układają. Więcej o suszarkach i jonizacji znajdziecie w tym wpisie: Jak kupić idealną suszarkę?


Odpowiednie przybory do czesania

Przez wiele lat korzystałam z plastikowej szczotki, która nie tylko łamała mi włosy, ale też wzmagała ich elektryzowanie. Odkąd czeszę się naturalną szczotką z włosia dzika oraz Tangle Teezer, problem praktycznie znikł. Przeciwko elektryzowaniu polecane są też drewniane grzebienie.

Koszulka zamiast ręcznika

Tarcie włosów szorstkim ręcznikiem nie tylko je uszkadza, ale też wzmaga elektryzowanie – ja od wielu miesięcy wycieram włosy po myciu bawełnianymi materiałami, np. dużymi, nieużywanymi koszulkami. Najlepiej jest odsączyć w nie nadmiar wody i zostawić włosy do podeschnięcia, a następnie lekko podsuszyć chłodnym nawiewem suszarki z jonizacją.

Dociążanie włosów

Włosy, które są zbyt lekkie, łatwiej się elektryzują i unoszą po każdym zdjęciu czapki z głowy. Warto więc je dociążać za pomocą ulubionych olejków, silikonowego serum lub jedwabiu – ja od kilku miesięcy używam do tego zazwyczaj oleju arganowego, który średnio nadaje się u mnie do olejowania (często powoduje puszenie), świetnie jednak sprawdza się do zabezpieczania końcówek.

Odrobina olejku, serum czy jedwabiu dobrze sprawdzi się też do wygładzenia włosów, gdy akurat doświadczamy elektryzowania – zamiast nich możemy też użyć zwykłej wody. Wystarczy rozetrzeć kroplę produktu lub czystej wody w dłoniach i przejechać nimi po włosach, przyklepując je. Do takiego przygładzenia włosów możemy też użyć kremu. To je natychmiast dociąży i opadną.

Jeśli naturalna szczotka z włosia wzmaga elektryzowanie włosów (to się często dzieje), wystarczy po umyciu szczotki nałożyć na nią odrobinę odżywki do włosów – powinno pomóc (więcej na ten temat pisałam tutaj). 


Odżywki z substancjami elektrostatycznymi

W odżywkach warto poszukać składników, które wykazują działanie antystatyczne (zmniejszające lub neutralizujące ładunki elektryczne). Zaliczamy do nich między innymi:
  • kationowe związki powierzchniowo-czynne (najczęściej mają końcówkę Chloride, całą listę znajdziecie tutaj),
  • sodium PCA,
  • Stearamidopropyl Dimethylamine,
  • Parafina (Paraffinum liquidum),
  • Betaine, 
  • Lauramidopropyl betaine,
  • Lauramidopropylamine oxide,
  • Maltodextrin,
  • Polyquaternium-10, Polyquaternium -20, Polyquaternium -32, Polyquaternium -7,
  • Steartrimonium Methosulfate,
  • Sodium lauryl sarcosinate.
Łagodne szampony

Szampony zawierające silne detergenty mogą przesuszać włosy – suche pasma zaś są lekkie i łatwo poddają się elektryzowaniu. Myślę więc, że na mój brak problemów z elektryzowaniem wpływa też używanie delikatnych szamponów, np. opisywanych już przeze mnie Babydream czy Ajurwedyjskiego szamponu Orientany, a także mycie włosów sposobem OMO (odżywka – mycie – odżywka): nakładam odżywkę/maskę na długość włosów, po 20-30 minutach myję skórę głowy, pozwalając pianie spływać po włosach, a następnie nakładam odżywkę i spłukuję ją chłodną wodą. Dzięki temu końcówki włosów (które i tak są u mnie najbardziej suche) nie są narażone na detergenty zawarte w szamponach.

Wpis, w którym wyjaśniam, jak odróżnić silne detergenty od łagodnych, znajdziecie tutaj: SLS, SLES i inne detergenty w kosmetykach do włosów.

Inne sposoby zapobiegające elektryzowaniu włosów:
  • jeśli przebywasz w klimatyzowanych lub ogrzewanych pomieszczeniach, korzystaj z nawilżaczy (naturalnych lub elektrycznych) bądź kładź na kaloryferze mokry ręcznik,
  • noś czapki wykonane tylko z naturalnych materiałów,
  • unikaj syntetycznych ubrań,
  • pij dużo wody – włosy trzeba też nawilżać od wewnątrz,
  • stosuj płukanki octowe i lniane po myciu włosów,
  • spryskuj włosy antystatycznymi spray’ami (można je zrobić samodzielnie, np. mieszamy w buteleczce z atomizerem odrobinę aloesu, wywaru z siemienia lnianego i wody, możemy też dodać ulubiony olej, olejek eteryczny lub hydrolat),
  • nie dotykaj włosów zbyt często,
  • płucz czapki w płynach do płukania tkanin (wykazują one działanie antystatyczne),
  • regularnie szczotkuj włosy (dzięki temu rozprowadzisz na nich naturalne sebum, które je dociąży),
  • nie susz włosów gorącym nawiewem suszarki, odstaw prostownicę,
  • niewątpliwie na elektryzowanie pomaga też keratynowe prostowanie włosów.
A jakie są Wasze sposoby na elektryzujące się włosy?

Przydatne wpisy:

Popularne w tym miesiącu: