Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zniszczone włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zniszczone włosy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 listopada 2018

Recenzja: Halier, Odbudowujący szampon i odżywka do włosów suchych i zniszczonych Re:scue


Rzadko kiedy kupuję i testuję kosmetyki w parach, używając od razu całego zestawu. Tym razem było inaczej – przez miesiąc średnio 2-3 razy w tygodniu stosowałam szampon do włosów suchych i zniszczonych Re:scue Halier oraz odżywkę z tej samej serii. Jakie były efekty? 

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Z pompką, która dozuje dość małą ilość kosmetyku – na szczęście można ją odkręcić i ja tak najczęściej robiłam, bo tak było mi wygodniej. Produkty zapakowane są w kartoniki, dołączono do nich też ulotki z informacjami.

Zapach

Tak delikatny, że prawie niewyczuwalny. Przyjemny, a na pewno nie męczący.


Skład

Skład szamponu: Aqua (woda), Sodium Lauroyl Sarcosinate (detergent anionowy, nieco łagodniejszy niż SLS), Sodium Lauryl Sulfoacetate (detergent anionowy) ,Cocamidopropyl Betaine (łagodna substancja myjąca), Sodium Methyl Cocoyl Taurate (oczyszcza i odtłuszcza, tworzy pianę), Cetraria Islandica Extract (ekstrakt z płucnicy islandzkiej), Rubus Arcticus Fruit Extract (ekstrakt z owoców jeżyny arktycznej), Polyglutamic Acid Synthetic Fluorphlogopite (kondycjoner), Panthenol (pantenol), Phenoxyethanol (konserwant), Titanium Dioxide (chroni przed promieniowaniem UV), Tin Oxide (chroni przed promieniowaniem UV), Xanthan Gum (emulgator, zagęstnik), Parfum (zapach), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride (antystatyk, odżywia, wzmacnia włosy), Ethylhexylglycerin (konserwant), Citric Acid (reguluje pH), Butylphenyl Methylpropional (składnik zapachowy), Limonene (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy).

Całkiem niezły: poza składnikami myjącymi znajdziemy tu aż dwa chroniące przed promieniowaniem słonecznym, do tego kondycjonery i ekstrakty: z płucnicy islandzkiej (hamuje nadmierne wydzielanie łoju, działa przeciwzapalnie, odtruwająco, oczyszczająco i nawilżająco) oraz z owoców jeżyny arktycznej (działa nawilżająco i odżywiająco). Czyli zgodnie z obietnicą producenta.

Skład odżywki: Aqua, Glycerin (gliceryna), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (emulgator, kondycjoner, konserwant), Caprylic/Capric/Succinic Triglyceride (emolient), PCA Glyceryl Oleate (emolient), Sodium Benzoate (konserwant), Potassium Sorbate (konserwant), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Parfum (zapach), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Polyglutamic Acid (bardzo silnie nawilża), Cetraria Islandica Extract (ekstrakt z płucnicy islandzkiej), Rubus Arcticus Fruit Extract (ekstrakt z owoców jeżyny arktycznej), Benzyl Salicylate (składnik zapachowy), Limonene (składnik zapachowy).

Faktycznie skład odżywki do włosów suchych i ziszczonychRe:scue Halier nastawiony jest na nawilżanie: znajdziemy tu i humektanty, i emolienty (w tym naprawdę silnie nawilżający kwas poliglutaminowy!). Do tego odrobina oleju arganowego i ekstraktów, z których n uwagę zasługuje szczególnie ten z płucnicy islandzkiej (działa odtruwająco, nawilżająco, antyseptycznie, oczyszczająco i przeciwzapalnie). Podobnie jak w szamponie w odżywce znajdziemy dwa konserwanty.


Działanie

Szampon nakładałam na dłonie, mieszałam z wodą i używałam do skóry głowy, pozwalając, by piana spływała też na końcówki. Potem – po spłukaniu szamponu – na końce nakładałam odżywkę i trzymałam ją na włosach zwykle 2-3 minuty. Po takich zabiegach włosy były miękkie, puszyste i nawilżone. Dobrze się układały, nie puszyły. Były też błyszczące.

Konsystencja i wydajność

Zarówno szampon, jak i odżywka, są dość rzadkie, ale dzięki temu można je wydobyć z opakowania za pomocą pompki. Mi starczyły na miesiąc regularnego używania.


Cena i dostępność

Szampon kosztuje 79 zł, a odżywka – 89 zł. Oba produkty są odstępne na stronie www.halier.pl. Z tego, co wiem, niestety nie kupimy zestawu stacjonarnie.

Podsumowanie

Na pewno nie są to kosmetyki na każdą kieszeń – wiem, że wiele osób poszukuje tańszych produktów, kosztujących maksymalnie 20-30 zł. Jeśli jednak chciałybyście wypróbować coś, co dobrze nawilża i zatrzymuje wilgoć we włosach, a jednocześnie nie zawiera alkoholu, to nie pozostaje mi nic innego, jak polecić właśnie ten zestaw.



Zobacz też:

środa, 5 lipca 2017

Recenzja: Ziaja, odżywka myjąca z olejkami ylang-ylang i paczulą (no schampoo do włosów bardzo suchych i zniszczonych)


Kilka lat temu podjęłam kilka prób mycia włosów odżywką. Niestety, za każdym razem kończyło się to klapą: włosy bardzo szybko się po tym przetłuszczały, były oklapłe i wyglądały na nieświeże. Po trzech czy czterech takich podejściach po prostu się poddałam uznając, że to nie dla mnie. Kiedy więc w moje ręce wpadła odżywka myjąca Ziaji, miałam mieszane uczucia: z jednej strony ucieszyłam się, że trafiłam na nowy produkt do mycia włosów bez silnych detergentów, z drugiej zaś – czułam, że może się on u mnie nie sprawdzić. Cóż, pozostało mi tylko spróbować.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Typowe dla Ziaji, czyli minimalistyczne. Byłoby idealne, gdyby było przeźroczyste. Wielki plus za odkręcany korek i miękki plastik, który w razie czego można lekko ścisnąć, by wydobyć resztkę odżywki.

Zapach

Lekko mydlany, według mnie charakterystyczny dla kosmetyków do włosów Ziaji. Intensywny, ale przyjemny.


Skład

Aqua (woda), Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent), Cetearyl Alcohol (emolient), Cetrimonium Chloride (antystatyk, konserwant), Coco Glucoside (bardzo łagodny detergent), Isopropyl Myristate (emulgator), Behetrimonium Chloride (antystatyk, konserwant), Cetyl Esters (poprawia właściwości aplikacyjne kosmetyku), Panthenol (pantenol), Sodium Benzoate (konserwant), Parfum (zapach), Limonene (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Citric Acid (reguluje pH).

Jak na odżywkę myjącą, to jest naprawdę nieźle: dwa delikatne detergenty, emolient, pantenol, antystatyki, a do tego konserwant. Nie potrzeba niczego więcej.


Działanie

Traktowałam ją jak szampon, tzn. po niej jeszcze na chwilę nakładałam na włosy odżywkę lub maskę. Po takiej pielęgnacji moje włosy były w o wiele lepszym stanie niż w ciągu ostatnich tygodni, kiedy traktowałam je często szamponami z silnymi detergentami: odzyskały swoją gładkość, o wiele mniej się puszyły i były dociążone. Do tego ładnie błyszczały.

Dodam jeszcze, że po tej odżywce moje włosy były niesamowicie miękkie i zyskiwały „śliskość” już w trakcie mycia – nie plątały się i można było je na mokro spokojnie przeczesać palcami.

Konsystencja i wydajność

Musimy się przyzwyczaić do tego, że jest to produkt zupełnie inny niż szampon: dość gęsty, nie pieniący się i przez to trudniejszy do rozprowadzenia na skórze i włosach. Zdarzało się, że byłam zmuszona zużywać spore ilości odżywki, aby dokładnie umyć głowę. Dlatego jej wydajność nie jest tak duża, jak zwykłego szamponu, jednakże ja korzystałam z niej dość regularnie przez około 1,5 miesiąca.

Cena i dostępność

Cena myjącej odżywki Ziaji jest śmiesznie niska – zapłacimy za nią około 5-6 zł. Powinna być dostępna zarówno przez internet, jak i w stacjonarnych drogeriach.

Podsumowanie

Przy takiej cenie to grzech nie spróbować – dlatego polecam tę odżywkę wszystkim, a szczególnie osobom, których włosy są cienkie, suche i zniszczone. Ja po kilku tygodniach jej stosowania widzę różnicę w wyglądzie moich włosów i zdecydowanie będę jeszcze wracać do tego produktu.

A tak na marginesie: ja nie próbowałam, ale podobno świetnie działa nawet wtedy, gdy nie nałożymy już nic po niej na włosy. Nie ma się co dziwić, w końcu to odżywka. Z tego powodu będzie świetną opcją na wyjazdy – o jeden kosmetyk mniej w walizce!


Znacie odżywkę myjącą z olejkami ylang-yland i paczulą Ziaji? Lubicie myć włosy odżywkami? Która jest waszą ulubioną? Po tym kosmetyku zapragnęłam wrócić do próbowania mycia włosów odżywkami!

Polecam:

niedziela, 2 lipca 2017

Co mi dało olejowanie włosów i jak robić to prawidłowo?


Olejowanie włosów to czynność, którą – z różną regularnością – wykonuję od prawie czterech lat. Wypróbowałam przez ten czas różne metody i wciąż najbardziej lubię tę najprostszą, czyli nakładanie oleju na suche włosy i zmywanie go po godzinie lub dwóch. 

Kiedy czytam komentarze (na moim blogu i nie tylko) lub maile niektórych dziewczyn na temat olejowania, które dopiero zaczynają to robić, zawsze przypomina mi się, jak trudno – podobnie jak wielu z nich – było mi wybrać odpowiedni sposób, a przede wszystkim olej, który byłby odpowiedni dla moich włosów. Ten proces był długi i mogłabym podzielić go na kilka etapów:
  1. Etap pierwszy: na oślep. Na początku byłam na tyle zielona w temacie, że nie wiedziałam nawet o tym, że każdy olej działa nieco inaczej. Zaczęłam – ku swojemu nieszczęściu – od oleju kokosowego i kończyło się to (wielokrotnie!) katastrofą, o czym dokładniej pisałam we wpisie: „Olejowanie włosów: dlaczego warto?. Ten etap trwał kilka tygodni.
  2. Etap drugi: przesada. Z czasem zaczęłam testować inne oleje, które dawały o wiele lepsze rezultaty: lniany, macadamia, ze słodkich migdałów, a także zwykłą, pożyczaną z kuchni oliwę z oliwek. To był mój czas włosowych eksperymentów, wypróbowałam więc chyba wszystkie metody olejowania, o jakich wówczas słyszałam. Olejowałam wtedy włosy przed każdym myciem – z czasem dzięki m.in. temu zabiegowi zaczęły mniej się puszyć, były zdrowsze, bardziej nawilżone i wygładzone.
  3. Etap trzeci: równowaga. Po wypróbowaniu różnych sposobów uznałam, że najbardziej lubię ten, który wymaga najmniej pracy, czyli olejowania na sucho. Znalazłam też swój złoty środek jeśli chodzi o czas olejowania – zauważyłam, że olejowanie na noc się u mnie nie sprawdza, a najlepsze efekty daje nakładanie oleju na godzinę do trzech. Praktyka czyni mistrza!
  4. Etap czwarty: świadoma zmiana. Przez długi czas olejowania nawet kilka razy w tygodniu zauważyłam, że moje włosy nie wymagały już tak częstego pokrywania olejem. Z czasem zaczęły być zbyt przyklapnięte, gumowate. Wiedziałam, że to znak, by ograniczyć olejowanie i zaczęłam robić to maksymalnie raz w tygodniu, najczęściej w weekend.
  5. Etap piąty: brak olejowania. Kilka miesięcy temu, trochę z braku czasu, a trochę z lenistwa, mocno ograniczyłam olejowanie. Do tego stopnia, że przez wiele tygodni nie wykonywałam go wcale. Na początku nie widziałam różnicy, ale po pewnym czasie włosy zaczęły się bardziej puszyć, stały się zbyt lekkie, niedociążone, mało mięsiste.
  6. Etap szósty: powrót córki marnotrawnej. Teraz obiecałam sobie powrócić do regularnego olejowania – chociaż co weekend, aby przywrócić włosom dawny stan.

Co mi dało olejowanie włosów i jak olejuję je obecnie?

Z perspektywy czasu wiem, że ten drobny zabieg znacznie poprawił stan moich włosów – sprawił, że stały się mocniejsze, bardziej wygładzone, śniące i zdrowsze, znacznie mniej się puszyły, a także przestały się elektryzować. Moje włosy dzięki olejowaniu nie rozdwajają się, nie łamią i nie kruszą. Mogę nie obcinać ich przez pół roku albo i dłużej i wciąż nie ma na nich ani jednego rozdwojenia!

Obecnie olejuję włosy raz w tygodniu na sucho, następnie zmywam olej delikatnym szamponem, po czym nakładam na nie maskę lub odżywkę. Dodatkowo po każdym myciu i wysuszeniu nakładam na końcówki nieco czystego oleju lub olejowego serum. Kiedyś zabezpieczałam końcówki codziennie przed wyjściem z domu, ale odkąd moje włosy są na tyle wzmocnione, że przestały się rozdwajać, robię to tylko po myciu.

Jak dobrze olejować włosy?

Z moich obserwacji wynika, że podstawą dobrego olejowania jest spełnienie trzech najważniejszych warunków:
  1. Znalezienie odpowiedniego dla siebie oleju.
  2. Znalezienie odpowiedniej dla siebie metody olejowania.
  3. Odkrycie, jaki czas olejowania najlepiej się sprawdza na naszych włosach.

Poznanie tych trzech elementów to oczywiście kwestia wielu prób i błędów, na które trzeba być przygotowanym. Jeśli chodzi o pierwszy punkt, to mam wrażenie, że teraz dziewczyny mają nieco łatwiej, ponieważ w internecie jest sporo porad dotyczących tego, jak znaleźć dla siebie idealny olej (sama dokładnie pisałam o tym tutaj). Dodatkowo na rynku pojawiły się kosmetyki, które są przeznaczone do konkretnego rodzaju włosów, na przykład odpowiednie dla ich porowatości (mamy więc chociażby maski Anwen, o których jest głośno już od kilku miesięcy). Istnieją też oleje, które można dobrać w zależności od tego, czy nasze włosy są nisko-, średnio- czy wysokoporowate – na przykład Nanoil, których sama używam od ponad miesiąca. To mieszkanki olejów i zdrowych dla włosów dodatków. Moim ulubionym jest póki co ten do włosów wysokoporowatych, który – poza olejami – zawiera także tak uwielbianą przeze mnie keratynę. Takie produkty to dobry wybór dla osób, które nie wiedzą, jaki olej służy ich włosom, a także dla tych, którzy poszukują mieszanek olejów wzbogacanych dodatkowymi składnikami. Ja lubię zarówno czyste oleje, jak i takie mieszanki – najważniejsze, aby nie miały w swoim składzie silikonów, bo te do olejowania nie są potrzebne, a wręcz przeszkadzają (tutaj spis dobrych olejów bez silikonów).



Drugi element, czyli znalezienie odpowiedniej metody olejowania, to kolejna kwestia do przetestowania. Ja radzę zacząć od tych najprostszych (wszystkie opisałam tutaj) i ewentualnie stopniowo testować te bardziej udziwnione, by znaleźć idealną dla siebie. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że to co najprostsze, jest najlepsze, a tych wymagających więcej pracy z czasem po prostu nie chce się już powtarzać. Pamiętajmy tylko, aby każdą z nich wykonać chociaż kilka razy, żeby wyrobić sobie pełne zdanie co do efektów – jeden raz może nie być miarodajny.

Trzecia sprawa, czyli czas olejowania, to też kwestia indywidualna. Mnie, jak już pisałam, olejowanie na noc się nie sprawdza – moje włosy są po nim zazwyczaj oklapnięte u góry i spuszone na końcach, czyli wyglądają najgorzej, jak to tylko możliwe. Najlepiej więc spróbować olejować na godzinę, na kilka godzin i na noc, by ocenić, co się najlepiej sprawdza.

Niestety, znalezienie idealnego dla siebie oleju, czasu olejowania i metody (a także regularności, czyli tego, jak często olejujemy – co moim zdaniem jest czwartą ważną w tym temacie kwestią) nie są nam dane raz na zawsze – systematyczne dbanie o włosy, a nawet pory roku zmieniają je na tyle, że po jakimś czasie może się okazać, że musimy szukać nowych rozwiązań. I dobrze – inaczej byłoby nudno ;) Ja po wielu miesiącach olejowania przed każdym myciem przeszłam na olejowanie raz w tygodniu. Może się okazać, że olej, który do tej pory był świetny, nagle zaczyna działać odwrotnie i trzeba będzie go zmienić. Podobnie jak metoda lub czas olejowania. Wtedy trzeba rozpocząć poszukiwania na nowo!

Olejowanie – ważne zasady

Na koniec kilka rad, które kieruję głównie do osób początkujących w olejowaniu. Żałuję, że sama nie znałam ich kilka lat temu, ponieważ oszczędziło by mi to sporo czasu i błędów!
  1. O ile twoje włosy nie są gładkie i niskoporowate, nie zaczynaj od oleju kokosowego.
  2. Jeśli olejujesz włosy na mokro, dobrze odsącz je z wody zanim nałożysz olej.
  3. Próbuj olejować też skórę głowy, ale nakładaj na nią mało oleju i nie rób tego wtedy, gdy masz naprawdę brudne, dawno nie myte włosy. Jeśli olejowanie skóry głowy nie sprawdza się u Ciebie (na przykład włosy, zamiast się wzmacniać, bardziej wypadają), nie rób tego na siłę albo zmień do tego olej. Takie olejowanie nie jest dla każdego.
  4. Testuj zarówno czyste oleje, jak i dobre składowo mieszanki.
  5. Nie przesadzaj z ilością oleju – zazwyczaj na całe włosy powinno wystarczyć go tyle, ile mieści się w zagłębieniu dłoni.
  6. Dobrze rozprowadź olej na włosach – palcami lub grzebieniem o szeroko rozstawionych ząbkach.
  7. Olej zmywaj delikatnym szamponem (jakim i dlaczego – o tym pisałam tutaj).
  8. Pamiętaj, że niektóre oleje zmieniają kolor włosów (więcej tutaj).
  9. Staraj się wzmacniać efekt olejowania, podgrzewając lekko włosy suszarką lub używając turbanu termalnego.
  10. Nie zrażaj się niepowodzeniami – one były, są i będą!

czwartek, 18 maja 2017

Recenzja: Vichy, Dercos, Odżywczo-regenerująca bogata maska do włosów suchych i zniszczonych


W drugiej połowie kwietnia dostałam do testów kosmetyk marki Vichy – maskę Dercos, której działanie nakierowane jest na pielęgnację włosów suchych i zniszczonych. Tego typu produkty sprawdzają się na moich włosach najlepiej – każdy, kto farbuje włosy na blond, wie, że rozjaśnianie i farbowanie mocno na nie wpływa (nawet jeśli – tak jak ja – męczy się w ten sposób włosy jedynie dwa razy w roku), a do tego nie zawsze udaje mi się uniknąć używania suszarki (chociaż zwykle używam tylko letniego nawiewu). Regeneracja włosów zawsze mi się więc przydaje.

Wcześniej niejednokrotnie miałam już okazję używać kosmetyków Vichy, pierwszy raz jednak korzystałam z produktu do włosów tej marki. Byłam więc naprawdę ciekawa, jak się sprawdzi.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Odkręcany plastikowy słoiczek o pojemności 200 ml, który kupujemy w tekturowym opakowaniu z naklejką w języku polskim.

Zapach

Bardzo delikatny, trudny do opisania, lekko mdły i wyczuwalny tylko po podetknięciu maski pod sam nos. Nie pozostawia zapachu na włosach.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Paraffinum Liquidum (parafina – emolient), Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate (składnik myjący, zmiękcza i kondycjonuje), Cetyl Esters (wosk syntetyczny, emolient), Amodimethicone (silikon zmywalny łagodnym szamponem), Arginine (aminokwas), BHT (przeciwutleniacz), Caprylyl Glycol (zapobiega wysychaniu kosmetyku), Carthamus Tinctorius Oil (olej z nasion krokosza barwierskiego), Cetrimonium Chloride (ułatwia spłukiwanie kosmetyku), Chlorhexidine Digluconate (konserwant), Citric Acid (regulator pH), Cysteine (aminokwas), Ethylhexyl Methoxycinnamate (filtr UV), Glutamic Acid (działa antystatycznie, odżywia), Proline (wzmacnia cebulki włosów, przeciwdziała łysieniu), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży), Serine (aminokwas, wypełnia uszkodzenia, zapobiega elektryzowaniu się włosów), Trideceth-6 (emulgator), Parfum (zapach).

Już po powyższej kolorystyce widać, że skład maski jest naprawdę bardzo dobry. Na wstępie znajduje się wprawdzie tak nielubiana przez wielu parafina, zadałam sobie jednak nieco trudu, by przeczytać o niej najnowsze doniesienia, z których wynika, że składnik ten wbrew powszechnej opinii nie działa komedogennie (nie sprzyja powstaniu zaskórników), a zamiast tego wygładza, nadaje połysk i zapobiega elektryzowaniu się włosów. Parafina jest u wielu dziewczyn elementem niepożądanym w kosmetykach do twarzy, jednak bardzo lubianym w produktach do włosów (niektórzy kupują ją do tego specjalnie w aptece). Szczególnie maska na suche włosy może mieć ją w składzie i zadziała wówczas na nie bardzo korzystnie.
W masce znajdziemy także kilka ważnych dla zdrowia włosów aminokwasów (w tym argininę, która je wzmacnia,  i l-cysteinę, która działa antyoksydacyjnie, regenerująco i chroni przed szkodliwymi skutkami promieniowania UV), a także bogate w kwasy omega i witaminy oleje: z nasion krokosza barwierskiego, ze słodkich migdałów i z owoców dzikiej róży.


Działanie

Maskę stosowałam mniej więcej co 2-3 mycia, nakładając ją czasem tak, jak zaleca producent, czyli na minutę, a czasem (częściej) na dłużej, zazwyczaj do 5 minut. Przy takim składzie nie obawiałam się przesuszenia ani zbytniego obciążenia włosów i faktycznie, nic takiego nie miało miejsca. W zasadzie jedyne, co mogłabym zaliczyć do działania, które nie do końca mi odpowiadało, było to, że moje włosy, które są delikatne i miękkie i na ogół wymagają większego obciążenia, były po tej masce nieco zbyt lekkie. Poza tym produkt działał naprawdę pozytywnie: odżywiał, regenerował, nabłyszczał i zapobiegał elektryzowaniu. Przy długim i regularnym stosowaniu wierzę, że może naprawdę pomóc odbudować podniszczone włosy. Szczególnie biorąc pod uwagę jego skład.

Konsystencja i wydajność

Maska jest gęsta, ma biały kolor i według mnie jest bardzo wydajna. Na moje włosy wystarcza jej niewielka porcja.

Cena i dostępność

Stacjonarnie maska bywa droga (nawet 80 zł), ale przez internet kupimy ją dużo taniej – zazwyczaj kosztuje około 60 zł.

Podsumowanie

Według mnie maska Dercos – stosowana regularnie lub sporadycznie, jako pomoc w regeneracji włosów – to produkt godny polecenia wszystkim osobom, które chcą odżywić swoje włosy.

Kosmetyk zawiera całą gamę składników przydatnych zniszczonym (i nie tylko) włosom, nie obciążając ich przy tym. Będzie też dobrą bazą ochronną na lato, dzięki chociażby dużej dawce emolientów i filtrowi UV.

Znacie tę maskę? Co sądzicie o kosmetykach do włosów Vichy?

Więcej interesujących informacji o pielęgnacji suchych i zniszczonych włosów przeczytacie także w artykule na blogu Vichy: tutaj


Polecam:

niedziela, 26 marca 2017

Recenzja: Farmona, Radical, Odżywka wzmacniająco-regenerująca do włosów zniszczonych i wypadających


Większość osób, które zaglądają na mój blog, z pewnością zna wcierkę Jantar – dziś chciałabym zrecenzować jej „siostrę bliźniaczkę”, czyli wcierkę Radical tej samej firmy, czyli Farmony. Kosztuje i wygląda podobnie, czy zatem warto ją kupić?

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Szklana przeźroczysta butelka z maleńkim otworem na czubku zamykanym czerwoną nakrętką. Opakowanie było z jednej strony mało wygodne, bo wymagało niezłego trząchania nad głową, żeby wydobyć ze środka płyn, z drugiej zaś tego typu „zaworek” zabezpieczał przed wylaniem zbyt dużej ilości wcierki na włosy. Jeśli zdecyduję się w przyszłości na kolejne opakowanie, raczej przeleję ją jednak do innej butelki.

Zapach

Wcierka pachnie jak męska woda po goleniu: mocno, zdecydowanie, na dłuższą metę męcząco, ale przyzwyczaiłam się do tego zapachu.


Skład

Aqua (woda), Alcohol Denat (alkohol, może przesuszać, ale we wcierkach ułatwia wnikanie substancji aktywnych), Equisetum Arvense (Horsetail) Extract (wyciąg ze skrzypu polnego), Panthenol (pantenol), Inulin (inulina), Hydrolyzed Silk (hydrolizowany jedwab), Camelia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), PEG-40 Hydrogenated Castrol Oil (emulgator), DMDM Hydantoin (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant), Citric Acid (regulator pH), Parfum (zapach), Butylphenyl Methylpropional (składnik zapachowy), Citronellol (składnik zapachowy), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy).

Wcierka bazuje przede wszystkim na wyciągu ze skrzypu polnego – ważnym składniku, po który często sięgają producenci kosmetyków do włosów. Wyciąg taki ma właściwości regenerujące, wzmacnia włosy, zapobiega łupieżowi, rozdwajaniu się i łamaniu włosów.

W kosmetyku znajdziemy też ekstrakt z zielonej herbaty, który tonizuje skórę i zapobiega rozwojowi stanów zapalnych, działa regenerująco, ściągająco, kojąco i nawilżająco. Przypuszczam, że to właśnie ten ekstrakt sprawił, że odżywka tak dobrze się u mnie sprawdziła i łagodziła wszelkie podrażnienia skóry głowy. Mimo że zawiera alkohol, nie podrażniała jej ani nie wywoływała swędzenia.


Działanie

Wcierkę Radical stosowałam po prawie każdym myciu głowy przez dwa miesiące. Nakładałam ją na skórę, gdy włosy już trochę podeschły, aby z niej nie spłynęła wraz z wodą. Parę razy zdarzyło mi się o niej zapomnieć, ale mogę powiedzieć, że korzystałam z niej regularnie 2-3 razy w tygodniu.

Mam wrażenie, że wcierka zahamowała u mnie wypadanie włosów w około 60-70%, czyli całkiem nieźle. Najlepszą jej funkcją okazał się jednak wpływ na moją skórę głowy – gdy zaczęłam stosować ją regularnie, całkowicie pozbyłam się problemu podrażnień i świądu, który dokuczał mi wcześniej. Pod tym względem kosmetyk okazał się być naprawdę świetny.

Konsystencja i wydajność

Wcierka ma wodnistą konsystencję i jest praktycznie przeźroczysta. Nie skleja włosów, nie przetłuszcza ich, nie zauważyłam też, aby przesuszała. Mi starczyła na równo 2 miesiące używania.


Cena i dostępność

Odżywka Radical Farmony kosztuje około 12 zł za opakowanie, w którym znajdziemy 100 ml płynu. Kupimy ją w drogeriach, myślę też, że może być dostępna w aptekach.

Podsumowanie

Obok wcierki Jantar, do której jest zresztą trochę podobna, to drugi popularny kosmetyk Farmony. Jest od niej wprawdzie dużo biedniejsza pod kątem składu, ale za to w przynajmniej moim przypadku lepiej zadziałała na stan skóry głowy. Polecam wcierkę Radical, jeśli poszukujecie wcierki taniej, łatwo dostępnej i efektywnej, a jednocześnie nie boicie się wcierek na bazie alkoholu. Ja mam raczej wrażliwą skórę głowy, a mimo to nie dość, że kosmetyk ten jej nie podrażnił, to jeszcze ukoił i uspokoił sprawiając, że przez bite dwa miesiące nie miałam z nią żadnych problemów.


Co myślicie o tej odżywce? Jak jest Wasza opinia na jej temat?

Polecam:

sobota, 29 października 2016

Recenzja: Cece od Sweden, Cece Med, Argan conditioner (odżywka z olejem arganowym do włosów suchych i zniszczonych)


W ostatnich miesiącach polubiłam firmę Cece of Sweden, z miłą chęcią więc sięgnęłam po kolejny ich produkt: odżywkę z olejem arganowym do włosów suchych i zniszczonych. Do takich samych włosów była zresztą przeznaczona inna, ostatnio recenzowana przeze mnie odżywka tej marki. Z tą różnicą, że tamtej flagowym składnikiem był jedwab. Czy produkty w działaniu były choć trochę podobne?

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Wygląda ładnie, ale wygoda jego używania to już odrębna kwestia. Odżywka, która znajduje się w środku, jest tak gęsta, że wyciskanie jej za pomocą maleńkiego otworu na szczycie butelki trwałoby bardzo, bardzo długo. Na szczęście korek można odkręcić. Butla jest plastikowa, (niestety) nieprzeźroczysta i zawiera 300 ml kosmetyku.

Zapach

Kosmetyki Cece of Sweden mają według mnie jedną wspólną nutę zapachową – nie wiem, do czego można ją przyrównać, ale gdy wącham ich produkty, od razu wiem, jaka to firma. Zapach jest przy tym słodki i przyjemny, a w przypadku tej odżywki wręcz landrynkowy. 

Skład

Aqua (woda), Cetearyl alcohol (emolient), Propylene glycol (humektant), Cetrimonium chloride (konserwant, antystatyk), Argania spinosa kernel oil (olej arganowy), Isopropyl palmitate (emolient), Hydrolyzed wheat protein (hydrolizowane proteiny pszenicy), Quaternium-80 (antystatyk, odżywia), Glycerin (humektant), Lactis lipida (lipidy mleczne, nawilżają i zmiękczają), Ceramide 3 (utrzymuje wilgotność), Hydrolyzed keratin (hydrolizowana keratyna), Triticum vulgare term oil (olej z kiełków pszenicy), Benzophenone-4 (filtr UV), Methylparaben (konserwant), Propylparaben (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant), Parfum (zapach), Hexyl cinnamal (składnik zapachowy), Butylphenyl methylpropional (składnik zapachowy), Benzyl salicylate (konserwant), Cl 19140 (barwnik), Cl 16035 (barwnik).

Dobrze zachowana w przypadku tej odżywki równowaga PEH (proteiny – emolienty – humektanty) jest naprawdę godna pochwały – znajdziemy tu po trochu wszystkiego. Do tego warto też wyróżnić ceramidy oraz filtr UV, a także lipidy mleczne. Wadą odżywki arganowej Cece Med jest natomiast nadmiar konserwantów, które – na szczęście – znajdują się pod koniec składu. Wrażliwym skórom głowy może też nie odpowiadać dodatek barwników.


Działanie

Może nie jest to odżywka dla mnie idealna, ale sprawdzała się naprawdę dobrze, upewniając mnie w tym, że firma Cece of Sweden jest całkiem dobrym producentem kosmetyków. A przynajmniej ich produkty – jak dotychczas – sprawdzają się u mnie. Wprawdzie do Odżywki do włosów suchych i zniszczonych z jedwabiem jej daleko (tamta była lepsza dzięki świetnie działających u mnie proteinom), jednak i tak byłam z niej zadowolona: wygładzała, odżywiała, ułatwiała rozczesywanie i nadawała przyjemny zapach.

Konsystencja i wydajność

Kosmetyk jest dość gęsty, przez co starcza na długo. Wystarczyła odrobina odżywki, by pokryć nią całe moje włosy. Trudno mi powiedzieć, ile czasu z niej korzystałam, ponieważ sięgałam po nią nieregularnie, ale myślę, że spokojnie starczyłaby mi na 2 miesiące używania.


Cena i dostępność

Myślę, że można ją kupić w wielu drogeriach, a może nawet supermarketach. Kosztuje około 35 zł za 300 ml.

Podsumowanie

U mnie ten produkt działał odrobinę gorzej niż odżywka do włosów suchych i zniszczonych z jedwabiem tej samej firmy, muszę jednak przyznać, że i ta okazała się być naprawdę dobra. Jej cena wprawdzie jest nieco wyższa niż typowych kosmetyków drogeryjnych, uważam jednak, że wciąż mieści się w standardach i warto chociaż raz ją przetestować.


Inne recenzje:

Popularne w tym miesiącu: