Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiększanie porostu włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiększanie porostu włosów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2016

Jak prawidłowo używać wcierek do włosów i skóry głowy?


Najlepsza wcierka do włosów i skóry głowy to taka, która pasuje naszej skórze i odpowiada naszym potrzebom – każda z nich ma bowiem inne funkcje i działanie, chociaż większość wpływa na wzmocnienie włosów, odżywienie ich i zagęszczenie. Czym jest zatem wcierka, czy warto kupować te, które mają w składzie alkohol (np. Alcohol Denat.), kiedy i jak ich używać?

Czym jest wcierka do skóry głowy?

Wcierka, której używa się do skóry głowy, to odżywka w płynie o różnych funkcjach. Jej głównym zadaniem jest dotarcie do cebulek włosów, odżywienie ich i wzmocnienie. W połączeniu z masażem skóry głowy, powodującym lepsze ukrwienie skóry, sprawiamy, że na głowie pojawiają się baby hair (młode włosy), a pozostałe rosną szybciej, stają się mocniejsze i lepiej odżywione, a tym samym mniej wypadają.

Wcierki działają nie tylko na włosy, ale też na skórę głowy. W zależności od rodzaju mogą spowalniać przetłuszczanie się włosów, nawilżać skórę i sprawiać, że mniej się łuszczy i przestaje swędzieć, łagodzić podrażnienia, pomagać w walce z łupieżem i regulować sebum. Niektóre wcierki sprawiają ponadto, że włosy są mniej przyklapnięte i ładnie odbite u nasady.

Kiedy używać wcierek?

Tak naprawdę to zawsze – tak samo jak dbamy o skórę twarzy i ciała, skóra głowy także potrzebuje odpowiedniej pielęgnacji. Jeśli zaś chodzi o potrzeby, ja wymieniłabym następujące główne powody, dla których byłoby wskazane sięgnięcie po wcierkę:
  • chcemy przyspieszyć porost włosów,
  • chcemy zagęścić włosy,
  • chcemy wzmocnić włosy, odżywić je, sprawić, by mniej wypadały,
  • zależy nam na tym, by włosy mniej się przetłuszczały,
  • nasza skóra głowy jest podrażniona, łuszczy się, swędzi, piecze i/lub pojawiają się na niej stany zapalne,
  • mamy łupież.

Jaką wcierkę kupić? A może zrobić ją w domu?

Przy wyborze wcierki kierujmy się jej składem i potrzebami – szczególnie skóry głowy. Większość z nich to wodniste mieszanki ekstraktów roślinnych, ziół, czasem też olejów. Zazwyczaj mają na początku składu Alcohol Denat. – mimo że alkohol ten działa na włosy wysuszająco, w przypadku wcierek pełni on ważne funkcje:
  • pomaga składnikom aktywnym (z ekstraktów, olejów itp.) wnikać w głąb skóry, dzięki czemu mogą one zadziałać;
  • rozgrzewa skórę i wzmacnia krążenie krwi,
  • konserwuje wcierkę.

Jeśli więc nie mamy przesuszonej skóry głowy, otwartych ran czy podrażnień, a nasza skóra nie jest wyjątkowo wrażliwa, nie obawiajmy się tego składnika we wcierkach (nie nakładajmy jej jednak na długości włosów, tylko precyzyjnie na skórę). O dziwo zasada ta nie zawsze się sprawdza: przykładowo ja mam wrażliwą skórę głowy, skłonną do swędzenia i podrażnień, a mimo to wcierki z Alcohol Denat. zazwyczaj dobrze się u mnie sprawdzają. W razie przesuszeń zawsze możemy przygotować sobie odpowiednią nawilżającą mieszankę – ja polecam moje ulubione nawilżające mgiełki do włosów suchych i elektryzujących się.

Wcierki możemy też przygotować w domu – wiele z nich tworzy się na bazie ziół lub składników, które większość z nas ma w lodówce. Polecam przepis na wcierkę z kozieradki (świetnie hamuje wypadanie włosów!) lub przygotowanie domowych maceratów. W ramach inspiracji polecam też wpis o tym, jak wykorzystać produkty kuchenne na włosy.

W roli wcierek sprawdzą się także glinki oraz hydrolaty (pisałam już który na co działa), które możemy też ze sobą mieszać – te ostatnie mają jednak bardzo delikatne działanie.

Rodzaje opakowań wcierek

Wcierki nazywa się też tonikami, serum lub sprayami do skóry głowy. Sprzedaje się je zazwyczaj w opakowaniu z atomizerem, pipetą lub w zwykłej butelce. Niektóre występują w postaci ampułek, zazwyczaj szklanych. Możemy je więc rozpylać, wcierać lub rozprowadzać za pomocą buteleczki „z dziubkiem” lub innym aplikatorem (ja mam jedną zachowaną po jakimś leku – pokazałam ją we wpisie na temat wcierki z kozieradki – i czasem przelewam w nią domowe wcierki lub te kupne, które mają niewygodne opakowania). Innym sprytnym patentem jest wykorzystanie strzykawki bez igły (wciągamy do środka trochę wcierki i aplikujemy precyzyjnie na skórę głowy) oraz opakowania typu roll-on, o którym już pisałam.

Przykłady wcierek do skóry głowy oraz typy opakowań:

1. Bardzo wygodną formą opakowania w przypadku wcierki jest "dziubek", czyli nakrętka z wąską rurką umożliwiającą dosięgnięcie do skóry głowy nawet przy bardzo gęstych i splątanych włosach. Takie butelki mają często odkręcane korki, dzięki czemu wcierkę można też łatwo przelać lub wylać na dłoń. Przykład: tonik Novoxidyl


 2. Zwykła nakrętka to nieco mniej wygodny sposób aplikowana wcierki (moim zdaniem), chyba że jest odkręcana. Takie butelki mają zwykle bardzo mały otwór na szczycie, przez co wydobycie odrobiny produktu nie jest łatwe (chociaż nie jest to reguła). Zazwyczaj wcierki z takich opakowań warto przelać do innych, bardziej wygodnych. Przykład: wcierka Jantar (dla mnie to opakowanie było bardzo niewygodne) czy tonik Kaminomoto (z o dziwo dobrym aplikatorem). 



3. Z atomizerami bywa różnie, wszystko zależy bowiem od tego, jak dozują wcierkę: czy wylatuje ona szerokim czy wąskim strumieniem. Od tego zależy, czy można takiego opakowania używać precyzyjnie, psikając produktem na skórę głowy, czy też trzeba się liczyć z tym, że przy okazji zmoczymy sobie sporą część włosów. Przykłady: wcierka Klorane oraz wcierka Agafii.



4. Najefektywniej wyglądają chyba ampułki, czyli malutkie, zazwyczaj szklane buteleczki z płynem w środku. Są sprzedawane w opakowaniach o różnej ilości sztuk, ale producenci starają się, aby jeden zestaw ich preparatu starczył chociaż na miesięczną kurację. Ampułki wymagają najczęściej usunięcia lub wręcz zbicia górnej ich części i nałożenia plastikowej nakładki dozującej. Przykład: testowana przeze mnie obecnie kuracja Radical Farmony, którą wkrótce zamieszczę. 

5. Opakowania z pipetą są chyba najrzadsze, a szkoda, bo to dość wygodna forma aplikacji (o ile pipeta się nie zapycha). Przykładem takiej wcierki jest serum Colosregen


5 zasad stosowania wcierek

Wiemy już co, po co i czym, skupmy się więc na tym, jak wcierać wcierkę. Poniżej wypisałam 5 głównych zasad, którymi warto się kierować, by mieć pewność, że robimy to dobrze i doczekamy się pozytywnych efektów.

Po pierwsze: regularnie

Systematyczność i regularność to podstawa (nie tylko) w pielęgnacji włosów. Wcierka nałożona raz na tydzień na pewno nam nie pomoże. Każdy produkt wymaga czasu, aby zadziałać. I w drugą stronę – wylewanie na siebie wcierki kilka razy dziennie nie przyspieszy tego procesu.

Nie wszystkie jednak trzeba stosować codziennie – warto w tym zakresie kierować się zaleceniami producenta podanymi na opakowaniu. Przykładowo testowana przeze mnie niegdyś wcierka Agafii nadawała się do używania 2-3 razy w tygodniu.

Po drugie: precyzyjnie

Chodzi o to, by pokrywać wcierką całą skórę głowy: przód, tył i oba boki. Wylewamy tylko tyle produktu, by była lekko wilgotna. Podobnie jak w przypadku masek czy odżywek nie chodzi bowiem o to, by kosmetyk ściekał nam z włosów – nadmiar nie jest tu wskazany, bo zmoczymy sobie całe włosy, a przecież wcierka to produkt do skóry. Przy regularnym polewaniu włosów niektórymi wcierkami mogą one zresztą stać się suche i matowe.

Po trzecie: minimum miesiąc

Znowu: wcierka potrzebuje czasu, aby zadziałać i byśmy zauważyli efekty jej stosowania. Zazwyczaj dopiero po miesiącu powoli zaczyna być widać różnicę (chociaż bywają chlubne wyjątki). Jeśli na przykład oczekujemy, że wcierka wspomoże odrost baby hair, młode włosy będą zauważalne dopiero po około 4 tygodniach stosowania kosmetyku.

Przy wielu produktach należy uzbroić się w cierpliwość i regularnie aplikować wcierkę przez 2-3 miesiące. Po tym czasie robimy przerwę – chociaż tydzień.

Po czwarte: w odpowiednim momencie

W przypadku większości wcierek nie ma znaczenia, czy użyjemy jej przed myciem głowy czy po nim. Ważne są dwie zasady:
  • jeśli używamy wcierki przed myciem głowy, należy odczekać przynajmniej godzinę od jej aplikacji, żeby wraz z szamponem nie zmyć kosmetyku ze skóry,
  • jeśli używamy wcierki po myciu głowy, nie aplikujmy jej na bardzo mokre włosy, by nie rozrzedziła się i/lub nie spłynęła z nich razem z wodą.

Po piąte: w połączeniu z masażem skóry głowy

Samo polanie skóry głowy wcierką na niewiele się zda – trzeba jeszcze pobudzić skórę i mieszki włosowe do działania. Po zaaplikowaniu kosmetyku warto więc wykonać chociaż 2-3-minutowy masaż głowy (czym dłuższy, tym lepszy!). Możemy to zrobić specjalnym masażerem lub palcami. Ważne: masaż ma być przyjemnością i relaksem. Nie powinien polegać na bolesnym i zbyt mocnym ugniataniu ani nerwowym szarpaniu! Najlepiej wykonywać płynne, spokojne ruchy, a jeśli wykonujemy masaż rękami, warto skupić się na delikatnym masowaniu skóry opuszkami palców.

Jak aplikujecie wcierki? Robicie to regularnie? Jaki rodzaj opakowania wcierek jest według Was najlepszy? Którą wcierkę lubicie najbardziej, a jaka okazała się niewypałem?

Zachęcam do dyskusji w komentarzach i do zaglądania do moich mediów społecznościowych: 
Facebook | Instagram


Polecam:

środa, 27 kwietnia 2016

Recenzja: Sachi Cosmetics, Kaminomoto Hair Growth Tonic II


W drugiej połowie marca rozpoczęłam współpracę z marką Sachi Cosmetics, od której dostałam do przetestowania japoński tonik do skóry głowy Kaminomoto Hair Growth Tonic II. Jego głównymi zaletami – zgodnie z zapewnieniem producenta – są: niwelowanie pieczenia i swędzenia skóry, zwalczanie łupieżu oraz wypadania włosów. Przetestowałam już wiele podobnych wcierek, zazwyczaj z marnym rezultatem, więc początkowo nie za bardzo wierzyłam, że Kaminomoto może mi pomóc. Od dłuższego czasu poszukiwałam jednak produktu, który – przede wszystkim – złagodziłby dolegliwości ze strony mojej wrażliwej skóry głowy. O dziwo tonik zaskoczył mnie pozytywnie.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Musiałam się do niego przyzwyczaić – butelka jest szklana (zapakowana w kartonik), dość ciężka i ma spory otwór do wylewania płynu. Mogę ją porównać do opakowania wcierki Jantar, które sama lubiłam, ale wiem, że wiele osób miewa z nią problemy – Kaminomoto łatwiej jednak wydobyć, a wręcz często wylewało mi się na raz zbyt wiele produktu na głowę (w efekcie kosmetyk wystarczył mi na trzy, a nie cztery tygodnie). Mogłam nim jednak manewrować tak, aby jak najmniej moczyć włosy na długości (czego nie da się powiedzieć o wcierkach w sprayu).


W opakowaniu znalazłam też ulotkę (po angielsku i japońsku), w której napisano o tym, jak stosować tonik i jakie są jego funkcje.

Ja mam opakowanie toniku przeznaczone na rynek azjatycki – nie ma ono więc wypisanego składu INCI. Od maja firma będzie natomiast produkować kosmetyk już z tym wykazem, a dodatkowo z polsko-angielską ulotką.


Zapach

Mocno alkoholowy, ale wyczuwam w nim także lekko ziołową nutę. Może nie jest pachnący, ale zapach nie przeszkadzał mi podczas aplikacji.

Skład

Aqua (woda), Alcohol (alcohol), Sodium Fumarate (and) Sodium Succinate (CS-BASE – wspiera pracę cebulek włosowych), Butylene Glycol (humektant) (and) Thymus Vulgaris Extract (ekstrakt z tymianku), Glycerin (gliceryna), Isodon Trichocarpus Extract (Kamigen E), Sophora Angustifolia Root Extract (Kamigen K), Menthol (mentol), O-cymen-5-ol (składnik antyseptyczny), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (emulgator), Panthenol (pantenol), Tocopheryl Acetate (estrowa forma witaminy E), Salicylic Acid (kwas salicylowy), Hinokitiol (konserwant).

Jest to więc wcierka typowo alkoholowa, w której alkohol pełni funkcję wspomagającą penetrację aktywnych składników w głąb skóry – dlatego, jak w każdym tego typu kosmetyku, zaznaczyłam go w powyżej na niebiesko.

W składzie szczególnie zwraca uwagę sporo składników kojąco działających na skórę głowy, w tym m.in. O-cymen-5-ol, który działa antyseptycznie, zwalcza drobnoustroje, łupież i swędzenie skóry. Na wzmiankę zasługuje także Isodon Trichocarpus Extract (przyspiesza porost włosów, wzmacnia i odżywia cebulki, poprawia krążenie) oraz Sophora Angustifolia Root Extract (również przyspiesza wzrost włosów oraz rozszerza naczynia krwionośne, zwiększając przepływ krwi do cebulek).


Działanie

Tonik stosowałam dwa razy dziennie – rano i wieczorem przed snem – wmasowując go w skórę głowy. Robiłam to bardzo skrupulatnie i regularnie, nie pomijając żadnej dawki.

Początkowo obawiałam się, że ze względu na zawartość alkoholu, tonik może spowodować u mnie efekt odwrotny od zamierzonego i zamiast złagodzić stan mojej skóry głowy, dodatkowo ją podrażni. Nic takiego się jednak nie stało, a w czasie jego stosowania (w zasadzie do teraz, kilkanaście dni po zakończeniu kuracji) przestałam odczuwać jakiekolwiek pieczenie czy swędzenie tego obszaru, nie tworzyły mi się żadne strupki ani ranki. To naprawdę spory sukces.

Jest jeszcze jedna zaleta zastosowania u mnie tego produktu: znaczące zahamowanie wypadania włosów. Widzę wyraźnie, że zostaje ich mniej na szczotce czy ubraniach w ciągu dnia. Włosy rosną też szybciej – w miesiąc przybyło ich 2 cm, czyli ponad dwa razy tyle, co bez wspomagania.


Konsystencja i wydajność

Jak już wspomniałam, kilkukrotnie zdarzyło mi się wylać zbyt dużą ilość toniku na raz przez co starczył mi na trzy tygodnie stosowania (dwa razy dziennie). Myślę, że w innym przypadku wystarczy na pełny miesiąc kuracji.

Konsystencja toniku jest wodnista, łatwo rozprowadza się na skórze głowy i dość szybko wchłania. Nie zatłuszcza włosów. Po aplikacji nie czułam żadnego mrowienia ani pieczenia.

Cena i dostępność

Kaminomoto Hair Growth Tonic kosztuje niemało, bo 139 zł za 180 ml. Myślę, że cena może odstraszać wiele osób, ale skoro sama wiem teraz, że u mnie zadziałał, pewnie nie będę się w przyszłości wahać przed powrotem do tej kuracji.

Na razie tonik znajdziemy tylko na stronie sklepu Sachi, który jest jego oficjalnym importerem. Z czasem ma on jednak wejść do szerszej sprzedaży.

Podsumowanie

Poza ceną i dostępnością Kaminomoto Hair Growth Tonic II ma według mnie same zalety: złagodził swędzenie mojej skóry głowy, zahamował wypadanie włosów i przyspieszył ich porost. Nie wiem oczywiście, czy u każdego spowoduje taki sam efekt, ale bazując na obserwacjach u siebie, mogę go z czystym sumieniem polecić.


Zobacz też wcierki:

niedziela, 13 grudnia 2015

Najlepsze metody na przyspieszenie porostu włosów – moje roczne obserwacje i ranking


Przez ostatni rok testowałam różne metody porostu włosów, które uznawane są za najlepsze: piłam drożdże oraz skrzyp z pokrzywą, wypróbowałam popularne wcierki, kozieradkę, wybrane maceraty i suplementy. Niektóre z nich mnie zachwyciły – włosy rosły po nich znacznie szybciej, zagęszczały się i stawały bardziej lśniące i sprężyste. Co więcej, w ciągu ostatniego roku bardzo wzmocniły się również moje paznokcie. Część sposobów w moim przypadku okazało się jednak niewypałem i jestem przekonana, że nie będę już w przyszłości do nich wracać.

Które metody mogę więc polecić, a które mnie zawiodły? Oczywiście nie jest powiedziane, że te same sposoby sprawdzą się u Was, warto jednak je porównać i poprzez wymianę doświadczeń wybrać te, które działają u większości testujących je osób!

Metody na przyspieszenie porostu włosów – mój ranking

W moim przypadku zdecydowanie najlepsze rezultaty przyniosło picie drożdży – kuracja była zdecydowanie niesmaczna i uciążliwa, jednak efekty mówią same za siebie. Na drugim miejscu ex aequo znalazły się dwie wcierki do skóry głowy: Agafii oraz Jantar. Muszę przyznać, że nieco rozczarowały mnie efekty picia skrzypu i pokrzywy, natomiast zupełnie nietrafioną u mnie metodą okazała się wcierka Colosregen, w której pokładałam spore nadzieje. Poniżej znajdziecie więcej informacji na temat każdego z wypróbowanych przeze mnie sposobów z adnotacją, ile centymetrów moje włosy rosły przy nich miesięcznie.

Drożdże – do 2,5 cm miesięcznie


Na picie drożdży zdecydowałam się równo rok temu w grudniu 2014 roku. Kurację kontynuowałam przez trzy kolejne miesiące, co zdecydowanie nie było łatwe – drożdże w formie pitnej wybitnie mi nie smakowały, a już sam ich zapach wywoływał u mnie mdłości. Codzienne zmuszanie się do wypicia okropnego płynu opłaciło się jednak na tyle, że obiecałam sobie powrót do tej metody w niedalekiej przyszłości: moje włosy pod jej wpływem rosły nawet 2,5 cm miesięcznie, czyli przyrost przyspieszył aż o 250%! W dodatku na głowie zaczęłam zauważać coraz więcej nowych włosów, a to właśnie na baby hair zależało mi najbardziej.


Serum Agafii – około 1,5 cm miesięcznie


Nieładny zapach i mało wygodne opakowanie nie zniechęciło mnie do używania tej wcierki. I słusznie, bo efekty, które dzięki niej uzyskałam, okazały się być naprawdę niezłe. Szkoda, że produkty Agafii są dostępne głównie przez internet, mimo wszystko jednak przypuszczam, że jeszcze kiedyś zdecyduję się na jej zakup.


Wcierka Jantar – około 1,5 cm miesięcznie


Hit nad hitami w blogosferze. Wychwalane cudo o niezwykłej mocy, opisane wzdłuż i wszerz na wielu stronach. Szczerze mówiąc po naczytaniu się wielu pozytywnych recenzji miałam nadzieję, że tak popularny kosmetyk zrewolucjonizuje moje włosy, przyspieszy porost i sprawi, że i ja stanę się jego „wyznawcą”, ale… efekty jego użycia były po prostu dobre. Nie świetne, nie fantastyczne – dobre. U mnie wcierka Jantar okazała się być tak samo skuteczna jak serum Agafii, a przy tym jest tańsza, więc tym bardziej dostaje ode mnie kciuk w górę. Największą wadą tego produktu jest opakowanie, na szczęście jednak można go łatwo przelać do innego, np. butelki z atomizerem. 


Skrzyp i pokrzywa – około 1 cm miesięcznie


Kuracja skrzypem i pokrzywą wspomogła trochę przyrost moich włosów, jednak nie mogę uznać jej za przełomową, chociaż próbowałam ziół zarówno w formie sypanej, jak i herbat i piłam je przez wiele miesięcy z przerwami. Polubiłam jednak ich smak i z całą pewnością będę do nich od czasu do czasu wracać.


Wcierka Colosregen – około 0,5 cm miesięcznie


Wcierka Colosregen okazała się być dla mnie klapą roku – nie dość, że jej używanie było dla mnie uciążliwe z powodu zapachu i konsystencji, to jeszcze nie przyniosło żadnych rezultatów. Jestem ciekawa, czy tylko ja mam z nią tak złe doświadczenia – jeśli więc zdarzyło się Wam jej używać, chętnie przeczytam Wasze spostrzeżenia!


Metody wspomagające

Postanowiłam dodatkowo wyróżnić trzy metody przyspieszania porostu (i nie tylko, bo to nie jedyne ich działanie), które przetestowałam w ostatnim roku. Każdą z nich testowałam jednak jako dodatek do innych, nie jestem więc w stanie ocenić w pełni, jak wpłynęły na moje włosy. Z tego względu traktuję je jako metody pomocnicze.

Kozieradka


Kozieradka bardzo szybko zahamowała u mnie wypadanie włosów – wcześniej zbierałam je garściami ze szczotki, a po zaledwie dwóch dniach kuracji ten problem przestał mnie dotyczyć. Nie wiem niestety, czy kozieradka wpłynęła na mój porost włosów, ponieważ go wówczas nie mierzyłam. Ze względu na właściwości wzmacniające włosy na pewno jednak będę po nią regularnie sięgać w przyszłości.


Domowe maceraty – imbirowy, czosnkowy i chili


Domowe maceraty w formie wcierek używałam wraz z kuracją drożdżową, nie jestem więc pewna jak bardzo wpłynęły one na porost moich włosów. Ze względu jednak na swoje właściwości i różnorodność pod względem elementów, których możemy użyć do ich przygotowania, maceraty są metodą godną polecenia – chociażby jako sposób wspomagający stosowany przy innych metodach.


Suplement „Naturalny młody jęczmień”


Wybitnie niesmaczny i nie dający żadnych efektów – tak mogłabym najkrócej podsumować ten suplement, a testowałam go w dwóch formach: proszku i tabletek. Niestety, mimo 3-miesięcznego stosowania nie zauważyłam nawet minimalnych rezultatów – chyba że negatywne, bo w tym czasie zdarzyło się parokrotnie, że na mojej zazwyczaj gładkiej cerze wyskakiwały pojedyncze „niespodzianki”. Zdecydowanie jestem na „nie”.



A które metody porostu włosów okazały się być najlepsze i najgorsze w Waszych przypadkach? Co możecie polecić, a do czego na pewno już nigdy nie wrócicie? 

Polecane:

niedziela, 22 listopada 2015

Jak picie skrzypu i pokrzywy wpływa na włosy? | Jak parzyć skrzypopokrzywę? | Herbaty czy sypane zioła – co wybrać?

Z lewej: pokrzywa, z prawej: skrzyp
Picie skrzypu i pokrzywy to jeden z najtańszych i najpopularniejszych sposobów na wzmocnienie włosów i przyspieszenie ich porostu. Zioła możemy pić zarówno w formie zalewanych wrzątkiem saszetek herbat, jak i gotując je w formie sypanej na wolnym ogniu. Który sposób jest lepszy? Ile kosztuje taka kuracja? I w końcu: czy faktycznie przynosi pozytywne efekty?

Skrzyp i pokrzywę (zwane też potocznie skrzypopokrzywą) piłam przez większą część ostatniego roku – przez wiele miesięcy testowałam różne połączenia i formy picia ziół, sprawdzałam, które z nich najlepiej na mnie działają i obserwowałam, czy poza włosami wpływają także na inne elementy, np. skórę lub paznokcie. Dziś chciałabym Wam zaprezentować swoje wnioski.

Po co pije się skrzyp i pokrzywę i jak często to robić?

Pokrzywa jest bogata w witaminy (C, E, K, B) i minerały (wapń, potas, żelazo).  Poza tym redukuje poziom cukru we krwi, poprawia pracę wątroby, wykazuje działania oczyszczające i detoksykujące.

Skrzyp zaś zawiera m.in. związki mineralne, sterole roślinne, flawonoidy, saponiny, kwasy organiczne i krzemionkę. Zioło to reguluje metabolizm i działa moczopędnie.

Picie skrzypu i pokrzywy skutkuje najczęściej szybszym porostem włosów, które stają się mocniejsze i mniej wypadają, a także robią się bardziej lśniące. Wiele osób obserwuje też wyrastanie baby hair, czyli nowych, młodych włosów. Warunkiem jest jednak regularne picie tych ziół – najlepiej jedną do dwóch szklanek naparu dziennie przez trzy miesiące. Po tym czasie warto zrobić miesiąc przerwy, aby organizm nie przyzwyczaił się do ich działania.

Skrzyp i pokrzywa – jak parzyć?

Sposoby są dwa w zależności od formy ziół. Możemy kupić herbatę ze skrzypu i pokrzywy (dwa osobne opakowania), wrzucać do szklanki po jednej saszetce i zaparzać według instrukcji na opakowaniu (zazwyczaj do 5 minut pod przykryciem). Herbaty dostaniemy w każdym supermarkecie, a także sklepach zielarskich.

Druga opcja jest bardziej pracochłonna i polega na gotowaniu ziół (saszetki kupimy w aptekach zielarskich lub przez internet) na wolnym ogniu (pokrzywa) bądź zalewaniu ich wrzątkiem (skrzyp). Łyżkę pokrzywy zalewamy szklanką gorącej wody i gotujemy pod przykryciem przez 5 minut. W tym czasie łyżkę skrzypu zalewamy szklanką wrzątku i zaparzamy (także pod przykryciem) przez 15 minut. Zioła przecedzamy, łączymy ze sobą i pijemy.

Smak skrzypu i pokrzywy początkowo może wydawać się mocny i nieco gorzki, łatwo się jednak do niego przyzwyczaić (w razie czego możemy dodać do niego trochę soku). Mi na początku wydawał się bardzo ziołowy, po kilku dniach zasmakował mi jednak i obecnie piję skrzypopokrzywę bardzo chętnie.

Zaparzanie skrzypu

Cena kuracji skrzypem i pokrzywą

Ceny herbat i ziół w saszetkach są zbliżone – wynoszą zazwyczaj około 3 zł za opakowanie. Ceny mogą się różnić w zależności od producenta i sklepu.

W pudełkach znajdziemy najczęściej 20 herbat, na miesiąc będziemy więc potrzebować około 1,5 opakowania skrzypu i tyle samo pokrzywy – koszt miesięczny takiej kuracji wyniesie więc około 9 zł.

Saszetki z sypanymi ziołami w ilości 50 gramów są często o kilkadziesiąt groszy droższe, ale z moich obserwacji wynika, że jedna taka saszetka zazwyczaj starcza na miesiąc stosowania (wszystko zależy oczywiście od jej gabarytów i tego, ile skrzypu i pokrzywy dziennie pijemy) – cena za 4 tygodnie będzie więc zbliżona do kwoty, którą zapłacimy za ziołowe herbaty.




Efekty picia skrzypopokrzywy

Mówi się, że efekty picia sypanych ziół są szybciej widoczne niż herbat – ja jednak nie zaobserwowałam takiej prawidłowości u siebie. Początkowo przez 3 miesiące piłam skrzyp i pokrzywę w formie herbat, a po miesiącu przerwy przez na kolejne 3 miesiące – zioła sypane. Wtedy skrzyp i pokrzywę łączyłam z różnymi innymi metodami przyspieszania porostu (drożdżami, wcierkami, suplementami), uznałam więc, że aby zaobserwować faktyczny wpływ ziół na włosy, muszę do nich wrócić i używać ich w pojedynkę, bez pozostałych sposobów.

Przez miesiąc piłam więc skrzypopokrzywę w formie sypanych ziół, a następnie – herbat. Efekty przyrostu były identyczne i wynosiły po 1 cm na miesiąc. Zważywszy na to, że – zgodnie z moimi obliczeniami – moje włosy bez żadnego wspomagania rosną około 0,5 cm miesięcznie, a rekordem był czas, kiedy piłam drożdże – od 2 do nawet 2,5 cm – picie skrzypu i pokrzywy okazało się dla mnie metodą średnio skuteczną.

Trudno mi ocenić, czy skrzypopokrzywa wpłynęła na wygląd moich włosów – wierzę, że miała swój udział w tym, że są błyszczące i zdrowe. Myślę, że (przynajmniej w moim przypadku) jest to sposób, który warto łączyć z innymi, np. wspomnianymi już suplementami, używaniem wcierek czy piciem drożdży. Niestety, nie zauważyłam, aby picie skrzypu i pokrzywy wzmocniło moje paznokcie, nie wpłynęło także – na szczęście – na stan mojej cery.


A jak skrzyp i pokrzywa sprawdziły się u Was?

Inne sposoby na przyspieszenie porostu włosów:

wtorek, 17 listopada 2015

Recenzja: Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy


Wcierka Jantar to bez wątpienia jeden z najpopularniejszych kosmetyków używanych w celu wzmocnienia włosów i przyspieszenia ich porostu, chwalony często za to, że zahamowuje wypadanie włosów i przyczynia się do pojawienia się upragnionych baby hair. Oczywiście ile użytkowników, tyle opinii, od dawna chciałam więc sama sprawdzić, czy faktycznie warto po nią sięgnąć. Po sześciu tygodniach (czyli dwóch 3-tygodniowych kuracjach, bo tyle, według producenta, maksymalnie ciągiem możemy jej używać) mogę opisać Wam swoje wrażenia i obserwacje.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Zazwyczaj określane jest jako „okropne” i „niewygodne” – jest w tym sporo racji, ponieważ szklana butelka jest dość nieporęczna, a wydobywanie wcierki za pomocą maleńkiego plastikowego otworu na jej czubku bywa irytująco uciążliwe. Wiele dziewczyn, zniechęconych tą niewygodą, odkręca zresztą plastikową nakładkę i przelewa kosmetyk do innego opakowania. Ja postanowiłam tego nie robić i spróbować korzystać z wcierki w oryginalnej butelce.

Moim sposobem było nakładanie produktu na przedziałki wzdłuż głowy ruchem stemplującym (co kilka centymetrów) – dzięki temu wcierka wypływała z butelki w niewielkiej ilości, nie rozlewając się na resztę włosów i nie spływając z nich. Sposób oceniam jako dość wygodny i wydajny, jednak nie unikałam dzięki niemu zmoczenia pasm – podobnie jak w przypadku atomizera (np. we wcierce Agafii) czy pipety (np. w Colostrum). Wygląda na to, że żaden sposób nie jest idealny.

Butelka jest przy tym szklana i przez to dość ciężka, łatwo też może wyślizgnąć się z rąk. Takie opakowanie na pewno jednak nie wejdzie w żadną reakcję z płynem w środku, a co więcej, jest przeźroczyste, co pozwala kontrolować ilość wcierki. 


Zapach

Dość oryginalny – do złudzenia przypomina woń męskich kosmetyków (wody toaletowej lub po goleniu). Mnie się podoba, a jeśli komuś nie pasuje, bez obaw – szybko ulatnia się z włosów.

Skład

Moja butelka zawiera nowy, nieco zmieniony skład. Znajdują się w nim następujące elementy:

Aqua (woda), Propylene Glycol (humektant), Glucose (glukoza), Amber Extract (ekstrakt z bursztynu), Hedera Helix (Ivy) Extract (wyciąg z bluszczu), Lamium Album (White Nettle) Extract (ekstrakt z jasnoty białej), Arnica Montana (Mountain Arnica) Flower Extract (ekstrakt z arniki górskiej), Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract (ekstrakt z rumianku), Arctium Majus (Burdock) Root Extract (wyciąg z korzenia łopianu większego), Officinalis (Marigold) Flower Extract (ekstrakt z nagietka), Pinus Sylvestris (Pine) Bud Extract (ekstrakt z cedru), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract (ekstrakt z liści rozmarynu), Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract (ekstrakt z szałwii lekarskiej), Nasturtium Officinale (Watercress) Extract (ekstrakt z rukwi wodnej), Calendula Tropaeolum Majus (Nasturtium) Flower Extract (ekstrakt z kwiatów nasturcji większej), Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Extract (ekstrakt ze skórki cytrynowej), Arginine (arginina), Biotin (biotyna), Zinc Gluconate (kwas glukonowy), Acetyl Tyrosine (działający odżywczo aminokwas), Niacinamide (witamina PP), Panax Ginseng root Extract (ekstrakt z korzenia żeń-szenia), Hydrolyzed Soy Protein (hydrolizowane proteiny soi), Calcium Pantothenate (witamina B3), Ornithine HCI (aminokwas), Polyquaternium-11 (polimer), Citrulline (działa odżywczo), PEG-12 Dimethicone (silikonowy wosk), Glucosamine HCI (zwiększa produkcję kolagenu i kwasu hialuronowego, zmniejsza suchość skóry), Panthenol (pantenol), Glyceryl Laurate (emulgator, emolient), Tocopherol (pochodna witaminy E), Linoleic Acid (emolient, zagęszczacz), Retinyl Palmitate (pochodna witaminy A), Polysorbate 20 (emulgator), PEG-20 (emulgator), Zinc PCA (reguluje produkcję sebum), Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer (wygładza i zmiękcza włosy, poprawia lepkość produktu), Triethanolamine (reguluje pH), Diazolidinyl Urea (konserwant), Iodopropynyl Butylcarbamate (konserwant), Parfum (zapach), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Limonene (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy).

Skład jest naprawdę dobry – wystarczy spojrzeć, ile elementów zaznaczyłam na zielono. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z bogactwem ekstraktów – naliczyłam ich aż czternaście! Poza nimi na uwagę zasługują też cztery witaminy, hydrolizowane proteiny soi, aminokwasy i cynk, który reguluje produkcję sebum. Na takiej bazie włosy rzeczywiście mogą się zagęścić i rosnąć szybciej.


Działanie

Jedno opakowanie wcierki Jantar wystarczyło mi na dwie 3-tygodniowe kuracje, podczas których regularnie, zazwyczaj co wieczór, wcierałam płyn w skórę głowy w dość niewielkiej ilości. Efekty w moim przypadku nie są zbyt spektakularne, chociaż kosmetyk nieco przyspieszył mój porost włosów (do 1,5 cm w miesiącu) i myślę, że przynajmniej częściowo zahamował ich wypadanie. Niespecjalnie zauważam jednak wyrastanie nowych włosów, co nieco mnie rozczarowało. Czytałam jednak, że ten efekt jest zauważalny często dopiero po wielu miesiącach stosowania wcierki.

Odżywka nie powodowała u mnie wzmożonego przetłuszczania się włosów ani ich matowienia, nie zaobserwowałam także żadnych skutków ubocznych w zakresie stanu skóry głowy (podrażnień czy wysuszania).

Konsystencja i wydajność

Wcierka ma konsystencję wody, jest całkowicie płynna. Przy potrząsaniu mocno się pieni. Mi wystarczyła na sześć tygodni stosowania, czyli dwie pełne kuracje. Myślę, że to dobry wynik. 


Cena i dostępność

Za wcierkę Jantar zapłacimy około 10 zł za 100 ml. Należy jej szukać w aptekach lub różnych drogeriach, często pojawia się w promocji.

Podsumowanie

Duże plusy za brak alkoholu w składzie, niską cenę i bogactwo dobroczynnych składników. Działanie wcierki w moim przypadku okazało się mało spektakularne, wciąż jednak na tyle niezłe, że nie wykluczam sięgnięcie po nią w przyszłości. Biorąc pod uwagę, jak wiele dziewczyn opisuje ją jako remedium na problemy z wypadaniem włosów i najlepszy przyspieszacz porostu, myślę, że warto dać jej szansę i sprawdzić, jak zadziała na naszych włosach – szczególnie, że nie należy do zbyt drogich produktów. 


Inne recenzje wcierek i mgiełki Jantar z tej samej serii:

Popularne w tym miesiącu: