Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wpis sponsorowany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wpis sponsorowany. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 kwietnia 2019

Recenzja: suchy szampon do wszystkich rodzajów włosów Nutridome



Gdy zaczynam stosować nowy suchy szampon, moją główną obawą jest – poza tym, czy faktycznie pochłania sebum – to, czy nie zostawia na włosach siwego nalotu. Niestety, niektóre tego typu kosmetyki notorycznie robią takie niespodzianki.

Jak sprawdził się zatem suchy szampon Nutridome, którego używam od kilku tygodni? Oto moje przemyślenia po jego przetestowaniu.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Nieduże (75 ml), idealne do torebki czy na wyjazdy. Wygodne w użyciu – równomiernie rozpyla szampon. Niedawno wylatywałam na kilka dni do Chorwacji i miałam przy sobie tylko bagaż podręczny, w którym nie można mieć więcej niż 100 ml kosmetyku w płynie lub sprayu, więc tak nieduże opakowanie idealnie sprawdziło się do zabrania.

Zapach

Słodkawy, bardzo przyjemny.

Skład

Butane (butan), Propane (propan), Isobutane (izobutan), Alcohol Denat (alkohol), Oryza Sativa (Rice) Starch (skrobia z ryżu siewnego), Cetrimonium Chloride (ułatwia rozczesywanie, nadaje połysk, działa konserwująco), Parfum (zapach), Limonene (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Citronellol (składnik zapachowy), Butylphenyl Methylpropional (składnik zapachowy), Citral (składnik zapachowy).

Jest tu wszystko to, czego możemy spodziewać się w suchych szamponach: butan, propan, izobutan, alkohol (w zasadzie nieunikniony w tego rodzaju kosmetykach), skrobia (świetnie pochłania sebum, odświeża włosy), a także składniki zapachowe, które sprawiają, że włosy zyskują przyjemny zapach. Jak na suchy szampon, to wszystko w normie – w końcu nie jest to produkt typowo pielęgnacyjny i powinniśmy sięgać po niego sporadycznie.


Działanie

Suchy szampon Nutridome stosuję tak naprawdę w sytuacjach podbramkowych: gdy się spieszę lub wychodzę z domu tylko na chwilę, na siłownię lub do sklepu, a nie zdążyłam wcześniej umyć głowy. W takich sytuacjach sprawdza się bardzo dobrze: odświeża i unosi fryzurę, nadaje jej blasku i sprawia, że wygląda znacznie lepiej. W miejscu zastosowania włosy stają się jaśniejsze, ale kosmetyk dość łatwo się wyczesuje. Jego zaletą jest też przyjemny zapach, który zostaje na włosach.

Konsystencja i wydajność

Bez niespodzianek: łatwy do wyczesania z włosów spray. Trudno ocenić, na jak długo starczy, zależy to pewnie od gęstości włosów, w moim przypadku na pewno na kilkanaście użyć.


Cena i dostępność

Szampon kosztuje 19 zł i jest dostępny w sklepie Nutridome.

Podsumowanie

Niby nie jestem fanką suchych szamponów, ale przyznaję, że w wyjątkowych sytuacjach się przydają, więc warto mieć chociaż jeden taki produkt na podorędziu. Ten polubiłam ze względu na jego nieduże rozmiary i działanie – na pewno będzie mi towarzyszył w czasie letnich wyjazdów!

Polecam:


czwartek, 18 kwietnia 2019

Recenzja: olejek arganowy Nutridome


Jeśli po przeczytaniu tytułu tej recenzji zastanawiacie się, czy olej arganowy to produkt, który może sprawdzić się na waszych włosach, spieszę z odpowiedzią: prawdopodobnie tak. I to niezależnie od tego, jakie macie włosy. Dlaczego? Dlatego że olej ten ma proporcjonalną ilość kwasów tłuszczowych o różnym rozmiarze cząstek, dzięki czemu nadaje się do włosów średnio- i wysokoporowatych. Jedynie niskoporowate muszą na niego uważać – w ich przypadku jego nadmiar może włosy obciążyć.

U mnie olej ten sprawdza się bardzo dobrze – co jakiś czas do niego wracam i namiętnie stosuję. Dlatego ucieszyłam się, gdy w moje ręce trafił olejek arganowy NUTRIDOME.

Zanim jednak przejdziemy do recenzji – mała ciekawostka. Nie każdy o tym wie, ale olej arganowy należy do jednych z najdroższych na świecie. Wynika to ze specyfiki drzewa arganowego – rośnie ono tylko w Maroku, może „dożyć” nawet 400 lat, a pierwsze owoce wydaje dopiero po… 40-60 latach. Do wyprodukowania zaledwie litra tego „płynnego złota” potrzeba zaś 30 kg orzechów arganowych, co odpowiada mniej więcej 6-7 drzew!

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Plastikowa buteleczka z wygodną pompką, którą można odkręcić – idealne rozwiązanie. Z jednej strony możemy więc wycisnąć kilka kropel olejku, na przykład na końcówki, a z drugiej – zdjąć górną część opakowania i wylać produkt na dłoń, na przykład do olejowania. Opakowanie jest przeźroczyste, co pozwala śledzić, ile kosmetyku zostało jeszcze w środku.

Zapach

Olejek arganowy Nutridome nie ma żadnych dodatków, w tym zapachowych, więc pachnie… cóż, po prostu olejkiem arganowym. Dla mnie to przyjemny, neutralny zapach, troszkę orzechowy.

Skład

Jak już wspomniałam, w skład produktu wchodzi wyłącznie olejek arganowy. To dobrze, bo dzięki temu jest to w pełni naturalny kosmetyk, świetny zarówno do pielęgnacji włosów, jak i skóry. A na marginesie dodam, że poza tym uwielbiam też wcierać go w dłonie i paznokcie!


Działanie

O działaniu oleju arganowego wie chyba każdy, kto zagląda na blogi takie, jak mój. Zaznaczę więc tylko, że to produkt, który zawiera bogactwo nienasyconych kwasów tłuszczowych, szczególnie omega-6 i omega-9, a także witaminę E. Wykazuje mocne działanie antyoksydacyjne, zapewnia nawodnienie i elastyczność, odnowę komórkową, a do tego łagodzi podrażnienia i koi.

Jeśli chodzi o użycie na włosach, stosuję go dwojako: na końcówki (wcieram po myciu) i do olejowania (czasem nakładam też odrobinę na skórę głowy). Dzięki niemu stają się bardziej błyszczące, odżywione, po prostu zdrowsze.

Konsystencja i wydajność

Bez niespodzianek – konsystencja oleista, a wydajność duża. Mi opakowanie 50 ml wystarcza na kilka miesięcy.


Cena i dostępność

Olejek możemy kupić przez internet – w sklepie Nutridome. Kosztuje 59 zł za 50 ml. Czy to dużo? I tak, i nie. Z jednej strony pewnie można dostać podobny produkt za niższą cenę – pytanie tylko, czy będzie to czysty olej arganowy. Nie ma się co oszukiwać, ale ten rodzaj oleju był i będzie droższy niż chociażby kokosowy czy rycynowy.

Podsumowanie

Jak dla mnie produkt, który warto mieć na półce w łazience – szczególnie do włosów, ale i do pielęgnacji skóry. Zważywszy na jego wydajność cena nie wydaje się wygórowana. To moje kolejne już opakowanie oleju arganowego i na pewno nie ostatnie!

Polecam:


niedziela, 2 lipca 2017

Co mi dało olejowanie włosów i jak robić to prawidłowo?


Olejowanie włosów to czynność, którą – z różną regularnością – wykonuję od prawie czterech lat. Wypróbowałam przez ten czas różne metody i wciąż najbardziej lubię tę najprostszą, czyli nakładanie oleju na suche włosy i zmywanie go po godzinie lub dwóch. 

Kiedy czytam komentarze (na moim blogu i nie tylko) lub maile niektórych dziewczyn na temat olejowania, które dopiero zaczynają to robić, zawsze przypomina mi się, jak trudno – podobnie jak wielu z nich – było mi wybrać odpowiedni sposób, a przede wszystkim olej, który byłby odpowiedni dla moich włosów. Ten proces był długi i mogłabym podzielić go na kilka etapów:
  1. Etap pierwszy: na oślep. Na początku byłam na tyle zielona w temacie, że nie wiedziałam nawet o tym, że każdy olej działa nieco inaczej. Zaczęłam – ku swojemu nieszczęściu – od oleju kokosowego i kończyło się to (wielokrotnie!) katastrofą, o czym dokładniej pisałam we wpisie: „Olejowanie włosów: dlaczego warto?. Ten etap trwał kilka tygodni.
  2. Etap drugi: przesada. Z czasem zaczęłam testować inne oleje, które dawały o wiele lepsze rezultaty: lniany, macadamia, ze słodkich migdałów, a także zwykłą, pożyczaną z kuchni oliwę z oliwek. To był mój czas włosowych eksperymentów, wypróbowałam więc chyba wszystkie metody olejowania, o jakich wówczas słyszałam. Olejowałam wtedy włosy przed każdym myciem – z czasem dzięki m.in. temu zabiegowi zaczęły mniej się puszyć, były zdrowsze, bardziej nawilżone i wygładzone.
  3. Etap trzeci: równowaga. Po wypróbowaniu różnych sposobów uznałam, że najbardziej lubię ten, który wymaga najmniej pracy, czyli olejowania na sucho. Znalazłam też swój złoty środek jeśli chodzi o czas olejowania – zauważyłam, że olejowanie na noc się u mnie nie sprawdza, a najlepsze efekty daje nakładanie oleju na godzinę do trzech. Praktyka czyni mistrza!
  4. Etap czwarty: świadoma zmiana. Przez długi czas olejowania nawet kilka razy w tygodniu zauważyłam, że moje włosy nie wymagały już tak częstego pokrywania olejem. Z czasem zaczęły być zbyt przyklapnięte, gumowate. Wiedziałam, że to znak, by ograniczyć olejowanie i zaczęłam robić to maksymalnie raz w tygodniu, najczęściej w weekend.
  5. Etap piąty: brak olejowania. Kilka miesięcy temu, trochę z braku czasu, a trochę z lenistwa, mocno ograniczyłam olejowanie. Do tego stopnia, że przez wiele tygodni nie wykonywałam go wcale. Na początku nie widziałam różnicy, ale po pewnym czasie włosy zaczęły się bardziej puszyć, stały się zbyt lekkie, niedociążone, mało mięsiste.
  6. Etap szósty: powrót córki marnotrawnej. Teraz obiecałam sobie powrócić do regularnego olejowania – chociaż co weekend, aby przywrócić włosom dawny stan.

Co mi dało olejowanie włosów i jak olejuję je obecnie?

Z perspektywy czasu wiem, że ten drobny zabieg znacznie poprawił stan moich włosów – sprawił, że stały się mocniejsze, bardziej wygładzone, śniące i zdrowsze, znacznie mniej się puszyły, a także przestały się elektryzować. Moje włosy dzięki olejowaniu nie rozdwajają się, nie łamią i nie kruszą. Mogę nie obcinać ich przez pół roku albo i dłużej i wciąż nie ma na nich ani jednego rozdwojenia!

Obecnie olejuję włosy raz w tygodniu na sucho, następnie zmywam olej delikatnym szamponem, po czym nakładam na nie maskę lub odżywkę. Dodatkowo po każdym myciu i wysuszeniu nakładam na końcówki nieco czystego oleju lub olejowego serum. Kiedyś zabezpieczałam końcówki codziennie przed wyjściem z domu, ale odkąd moje włosy są na tyle wzmocnione, że przestały się rozdwajać, robię to tylko po myciu.

Jak dobrze olejować włosy?

Z moich obserwacji wynika, że podstawą dobrego olejowania jest spełnienie trzech najważniejszych warunków:
  1. Znalezienie odpowiedniego dla siebie oleju.
  2. Znalezienie odpowiedniej dla siebie metody olejowania.
  3. Odkrycie, jaki czas olejowania najlepiej się sprawdza na naszych włosach.

Poznanie tych trzech elementów to oczywiście kwestia wielu prób i błędów, na które trzeba być przygotowanym. Jeśli chodzi o pierwszy punkt, to mam wrażenie, że teraz dziewczyny mają nieco łatwiej, ponieważ w internecie jest sporo porad dotyczących tego, jak znaleźć dla siebie idealny olej (sama dokładnie pisałam o tym tutaj). Dodatkowo na rynku pojawiły się kosmetyki, które są przeznaczone do konkretnego rodzaju włosów, na przykład odpowiednie dla ich porowatości (mamy więc chociażby maski Anwen, o których jest głośno już od kilku miesięcy). Istnieją też oleje, które można dobrać w zależności od tego, czy nasze włosy są nisko-, średnio- czy wysokoporowate – na przykład Nanoil, których sama używam od ponad miesiąca. To mieszkanki olejów i zdrowych dla włosów dodatków. Moim ulubionym jest póki co ten do włosów wysokoporowatych, który – poza olejami – zawiera także tak uwielbianą przeze mnie keratynę. Takie produkty to dobry wybór dla osób, które nie wiedzą, jaki olej służy ich włosom, a także dla tych, którzy poszukują mieszanek olejów wzbogacanych dodatkowymi składnikami. Ja lubię zarówno czyste oleje, jak i takie mieszanki – najważniejsze, aby nie miały w swoim składzie silikonów, bo te do olejowania nie są potrzebne, a wręcz przeszkadzają (tutaj spis dobrych olejów bez silikonów).



Drugi element, czyli znalezienie odpowiedniej metody olejowania, to kolejna kwestia do przetestowania. Ja radzę zacząć od tych najprostszych (wszystkie opisałam tutaj) i ewentualnie stopniowo testować te bardziej udziwnione, by znaleźć idealną dla siebie. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że to co najprostsze, jest najlepsze, a tych wymagających więcej pracy z czasem po prostu nie chce się już powtarzać. Pamiętajmy tylko, aby każdą z nich wykonać chociaż kilka razy, żeby wyrobić sobie pełne zdanie co do efektów – jeden raz może nie być miarodajny.

Trzecia sprawa, czyli czas olejowania, to też kwestia indywidualna. Mnie, jak już pisałam, olejowanie na noc się nie sprawdza – moje włosy są po nim zazwyczaj oklapnięte u góry i spuszone na końcach, czyli wyglądają najgorzej, jak to tylko możliwe. Najlepiej więc spróbować olejować na godzinę, na kilka godzin i na noc, by ocenić, co się najlepiej sprawdza.

Niestety, znalezienie idealnego dla siebie oleju, czasu olejowania i metody (a także regularności, czyli tego, jak często olejujemy – co moim zdaniem jest czwartą ważną w tym temacie kwestią) nie są nam dane raz na zawsze – systematyczne dbanie o włosy, a nawet pory roku zmieniają je na tyle, że po jakimś czasie może się okazać, że musimy szukać nowych rozwiązań. I dobrze – inaczej byłoby nudno ;) Ja po wielu miesiącach olejowania przed każdym myciem przeszłam na olejowanie raz w tygodniu. Może się okazać, że olej, który do tej pory był świetny, nagle zaczyna działać odwrotnie i trzeba będzie go zmienić. Podobnie jak metoda lub czas olejowania. Wtedy trzeba rozpocząć poszukiwania na nowo!

Olejowanie – ważne zasady

Na koniec kilka rad, które kieruję głównie do osób początkujących w olejowaniu. Żałuję, że sama nie znałam ich kilka lat temu, ponieważ oszczędziło by mi to sporo czasu i błędów!
  1. O ile twoje włosy nie są gładkie i niskoporowate, nie zaczynaj od oleju kokosowego.
  2. Jeśli olejujesz włosy na mokro, dobrze odsącz je z wody zanim nałożysz olej.
  3. Próbuj olejować też skórę głowy, ale nakładaj na nią mało oleju i nie rób tego wtedy, gdy masz naprawdę brudne, dawno nie myte włosy. Jeśli olejowanie skóry głowy nie sprawdza się u Ciebie (na przykład włosy, zamiast się wzmacniać, bardziej wypadają), nie rób tego na siłę albo zmień do tego olej. Takie olejowanie nie jest dla każdego.
  4. Testuj zarówno czyste oleje, jak i dobre składowo mieszanki.
  5. Nie przesadzaj z ilością oleju – zazwyczaj na całe włosy powinno wystarczyć go tyle, ile mieści się w zagłębieniu dłoni.
  6. Dobrze rozprowadź olej na włosach – palcami lub grzebieniem o szeroko rozstawionych ząbkach.
  7. Olej zmywaj delikatnym szamponem (jakim i dlaczego – o tym pisałam tutaj).
  8. Pamiętaj, że niektóre oleje zmieniają kolor włosów (więcej tutaj).
  9. Staraj się wzmacniać efekt olejowania, podgrzewając lekko włosy suszarką lub używając turbanu termalnego.
  10. Nie zrażaj się niepowodzeniami – one były, są i będą!

niedziela, 11 czerwca 2017

Aminokwasy siarkowe – dlaczego włosy ich potrzebują i gdzie je znaleźć?


Pisałam już o wielu różnych ważnych składnikach, które możemy znaleźć w kosmetykach i preparatach do włosów – m.in. o ceramidach, silikonach, alkoholu, humektantach, detergentach czy parabenach. Teraz czas na aminokwasy, a konkretnie – aminokwasy siarkowe, bez których nie ma przecież zdrowych, mocnych włosów.

Po co nam aminokwasy siarkowe?

Aminokwasy są cząsteczkami, z których zbudowane jest białko. Jednymi z ważniejszych dla włosów są cysteina oraz metionina – aminokwasy siarkowe budujące keratynę, czyli podstawowy budulec włosa. Możemy dostarczać je z zewnątrz, na przykład w diecie (jedzenie białka) – w ten sposób wędrują do cebulki włosa poprzez naczynia krwionośne.   

Keratyna to białko, a więc jest zbudowana z aminokwasów, jednak w odróżnieniu od innych zawiera dużo siarki. Siarka zaś zapewnia siłę, sprężystość i konsystencję. Komórki, które znajdują się w łodydze włosów, potrzebują więc aminokwasów siarkowych. Jeśli struktura keratyny ma dużo siarki, włosy (a także paznokcie) są elastyczne i wytrzymałe. Wiązania dwusiarczkowe spajają bowiem cegiełki aminokwasów w łodygach włosów.

Mówiąc najprościej: powinniśmy więc dostarczać organizmowi siarkę, która będzie wiązać się z aminokwasami siarkowymi – cysteiną i metioniną – wiązaniem siarczkowym i sprawiać, że nasze włosy będą mocniejsze, sprężyste i nie będą się łamać. W efekcie: będą po prostu ładniejsze i zdrowsze.

Jak dostarczać włosom aminokwasy siarkowe?

Metionina i cysteina nie są wytwarzane w organizmie – musimy je więc dostarczyć z zewnątrz. Jak?

Siarkę (a więc i aminokwasy siarkowe) powinniśmy czerpać z pożywienia – znajdziemy ją w białkach zwierzęcych takich jak jajka, nabiał czy mięso. Możemy je także suplementować oraz – dla zdrowia włosów – poszukać kosmetyków, które mają w składzie cysteinę i/lub metioninę.

Zacznijmy od diety. Warto tutaj wspomnieć, że aminokwasy siarkowe nie są zbyt długo magazynowane w organizmie, dlatego specjaliści zalecają, by spożywać je codziennie. Poza wspomnianymi już składnikami ich źródłem są także ryby, a także niektóre warzywa strączkowe oraz nasiona.

Jeśli zaś chodzi o suplementację i kosmetyki, szukajmy w składzie INCI nazw: Cysteine i Methionine. Ten pierwszy aminokwas jest zdecydowanie bardziej popularny, przynajmniej w kosmetyce, ale może nie ma się co dziwić, skoro cysteina stanowi aż około 90% składu keratynowej łodygi włosa. Ma przy tym małą masę cząsteczkową i jest łatwo wchłaniana, posiada właściwości regenerujące, likwiduje stany zapalne skóry i chroni włosy przed szkodliwym promieniowaniem UV. Co ciekawe, cysteina występuje często w postaci l-cystyny – jest to jej bardziej stabilna forma, która nie ma nieprzyjemnego zapachu siarki.

Aminokwasy te znajdziemy na przykład w Toniku do skóry głowy Novoxidyl, a samą cysteinę chociażby w Odżywczo-regenerującej masce do włosów suchych i zniszczonych Dercos marki Vichy.

Cysteina i metionina obecna jest także w suplemencie diety Kerabione, który zaczęłam niedawno testować. W kapsułkach zawarte są także inne składniki wpływające na wygląd włosów, skóry i paznokci, m.in. wiele witamin i oligoelementów, a także L-lizyna – kolejny ważny dla włosów aminokwas, który wchodzi w skład białka wewnętrznej części korzenia włosów, dzięki czemu sprawia, że mają one większą objętość, a także przeciwdziała wypadaniu. Przy okazji ciekawostka: literka „l” przed lizyną oznacza, że mamy do czynienia z jej postacią wolną w preparacie, a więc organizm wchłania ją bez potrzeby trawienia bezpośrednio do krwioobiegu.

Warto dodać, że jeśli chodzi o cysteinę, to jej najpopularniejszą formą użycia wśród wlosomaniaczek jest płukanka, która ma włosy wzmacniać, nabłyszczać i regenerować, a także sprawiać, że są sypkie i miłe w dotyku. Trzeba jednak być ostrożnym w zakresie dobierania stężenia l-cysteiny w takiej płukance (maksymalnie 4%) – za duża jej ilość może prowadzić do tego, że włosy będą łamliwe, suche i będą wyglądać na popalone.

Znaliście wcześniej aminokwasy siarkowe? Wykorzystujecie cysteinę i metioninę w pielęgnacji włosów? 

Polecam:

czwartek, 1 czerwca 2017

Recenzja: La Roche-Posay, Delikatny szampon oczyszczający Kerium


Muszę przyznać, że zdarzało mi się w przeszłości korzystać z kosmetyków La Roche-Posay, ale nigdy nie testowałam żadnych produktów do włosów tej marki. Moja skóra głowy jest delikatna, ale wymaga dość mocnego oczyszczania, dlatego byłam bardzo ciekawa, jak zadziała u mnie ten szampon.
Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.
Opakowanie
Według mnie idealne, ponieważ nie dość, że jest przezroczyste i mogę kontrolować, ile produktu jest jeszcze w środku, to jeszcze ma odkręcany korek i na tyle elastyczną butelkę, że bez problemu można ją opróżnić niemalże do ostatniej kropli. Właśnie takich opakowań szukam przy zakupie szamponu!
Zapach
Bardzo przyjemny i słodki, ale na tyle delikatny, że nie przeszkadza i nie nudzi się zbyt szybko.

Skład
Aqua (woda), Sodium Laureth Sulfate (SLES), PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate (substancja zmiękczająca), Disodium Cocoamphodiacetate (substancja pianotwórcza), Polysorbate 20 (emulgator), Glycerin (gliceryna), PEG-7 Glyceryl Cocoate (substancja renatłuszczająca), Citric Acid (regulator pH), Disodium Ricinoleamido Mea-Sulfosuccinate (substancja pianotwórcza), Hexylene Glycol (zmiękczacz, rozpuszczalnik), Polyquaternium-10 (kondycjoner, antystatyk, zmniejsza puszenie, ułatwia rozczesywanie), Polysorbate 21 (emulgator), Salicylic Acid (kwas salicylowy), Sodium Benzoate (konserwant), Sodium Hydroxide (regulator pH), Parfum (zapach).
Według mnie skład jest taki, jaki powinien być przy szamponach oczyszczających: mamy tu jeden silniejszy detergent, do tego nawilżającą glicerynę, jeden kondycjoner, a dodatkowo także kwas salicylowy, który działa antybakteryjnie i dezynfekująco. Nie ma za to elementów dodatkowych, takich jak silikony czy oleje, które mogłyby obciążać włosy i przyspieszać przetłuszczanie. Jak na tego typu kosmetyk jest naprawdę dobrze.

Działanie
Szampon Kerium faktycznie dobrze oczyszcza włosy, jednocześnie nie obciążając ich i nie plącząc. Nie zauważyłam, aby powodował szybsze przetłuszczanie. Moje włosy były po nim miękkie, łatwo się rozczesywały, lśniły. Nie podrażnił mi skóry głowy. Stosowny raz-dwa razy w tygodniu sprawdza się u mnie naprawdę dobrze. Producent zaleca go nawet do codziennej pielęgnacji.
Konsystencja i wydajność
Opakowanie szamponu zawiera 400 ml produktu, a na raz używam zazwyczaj tylko odrobinę, ponieważ kosmetyk bardzo dobrze się pieni – butelka Kerium wystarczy mi więc na długo.
Szampon jest przezroczysty i dość gęsty – jego konsystencja przypomina żelową. Ma bardzo delikatny zapach.

Cena i dostępność
Szampon kosztuje około 50 zł. Nie jest to mało, ale przypominam, że to cena za całkiem spore opakowanie (400 ml). Kupimy go głównie przez internet i w aptekach. Często można go kupić również w promocjach.
Podsumowanie
W ostatnich tygodniach korzystałam głównie z szamponów z silnymi detergentami i całkiem dobrze się u mnie sprawdzały. Kerium jest kolejnym produktem, który mogę polecić z tego typu kosmetyków (zawiera SLES), ale od pozostałych produktów z tej kategorii odróżnia go delikatna formuła, nawilżająca gliceryna wysoko w składzie i tylko jeden konserwant. Według mnie to naprawdę dobry szampon oczyszczający, który można z powodzeniem stosować raz na kilka myć w ramach oczyszczenia włosów i skóry głowy lub też częściej, jeśli nasze włosy i skóra głowy dobrze na niego zareagują. Moje włosy przyjęły go dobrze i były po nim miękkie, delikatne i lśniące.

Znacie ten szampon i inne produkty tej marki?
Polecam:

niedziela, 21 maja 2017

Niedziela dla włosów (9): szampon Gliss Kur i maska Kérastase


Minęły już wieki od ostatniego wpisu z serii „Niedziela dla włosów”, a patrząc na ilość wyświetleń dużo osób bardzo lubi tę serię, więc postaram się do niej przynajmniej od czasu do czasu wracać. Muszę przyznać, że już od dawien dawna nie eksperymentuję z włosami tak, jak na początku mojej fascynacji włosomaniactwem (to określenie wciąż przyprawia mnie o gęsią skórkę!) – mam na myśli stosowanie półproduktów i składników naturalnych – mimo to jednak korzystam z różnych kosmetyków i – uwierzcie mi – efekty ich użycia bywają naprawdę rozmaite…

Tym razem zastosowałam trzy produkty, a ich wybór był podyktowany chęcią zestawienia ze sobą kosmetyku taniego i łatwo dostępnego (szampon Gliss Kur) z drogim i trudniejszym do kupienia (maska Kérastase). Do zabezpieczania końcówek użyłam zaś Olejku w kremie Marion. Wszystkie te produkty możecie zobaczyć w moim koszyku zakupowym w sklepie Amfora, z którym obecnie współpracuję – taki koszyk umożliwia pokazanie innym swojego zamówienia, odłożenia finalizacji zamówienia na później (przyznam, że często brakowało mi tej funkcji w niektórych sklepach internetowych) czy skompletowania swojej zakupowej listy życzeń.

Po rozczesaniu włosów umyłam je więc szamponem Gliss Kur Fiber Therapy – to nowa seria firmy Schwarzkopf, którą miałam okazję poznać kilka tygodni temu na konferencji prasowej marki (szczegóły takich spotkań pokazuję zawsze na fan page’u). Szampon przeleżał trochę w szafce, ale wreszcie miałam okazję go użyć. Pierwsze wrażenie? Ładnie pachnie i dobrze oczyszcza, czyli działa tak, jak się spodziewałam.

Następnie odsączyłam włosy z wody i nałożyłam na nie nieco maski Kérastase Elixir K Ultime na 5 minut. Stosuję ją od kilku tygodni i muszę przyznać, że pachnie obłędnie, a jej zapach długo utrzymuje się na włosach.

Po kilku minutach zmyłam maskę, a odsączone w koszulkę włosy zostawiłam na chwilę, po czym podsuszyłam je lekko suszarką chłodnym nawiewem. Na końcu nałożyłam na nie odrobinę (to słowo klucz w przypadku tego kosmetyku!) olejku w kremie Marion – testuję go już od dawna i wiem, że przy większej ilości bardzo obciąża i skleja moje włosy.

W efekcie włosy były puszyste, świeże i wygładzone – łatwo się rozczesywały i nie plątały. Zdjęcie jak zwykle nie oddaje kolorystyki, szczególnie na czubku głowy, która wyszła bardzo ciemno, jednak myślę, że widać przynajmniej to wygładzenie. Będę dalej testować użyte tego dnia kosmetyki w innych konfiguracjach – ciekawe czy w towarzystwie innych produktów będą działały podobnie, czy zupełnie inaczej. 


Znacie kosmetyki, których użyłam? Który z nich najbardziej chcielibyście przetestować?

Polecam inne wpisy z tej serii:

czwartek, 18 maja 2017

Recenzja: Vichy, Dercos, Odżywczo-regenerująca bogata maska do włosów suchych i zniszczonych


W drugiej połowie kwietnia dostałam do testów kosmetyk marki Vichy – maskę Dercos, której działanie nakierowane jest na pielęgnację włosów suchych i zniszczonych. Tego typu produkty sprawdzają się na moich włosach najlepiej – każdy, kto farbuje włosy na blond, wie, że rozjaśnianie i farbowanie mocno na nie wpływa (nawet jeśli – tak jak ja – męczy się w ten sposób włosy jedynie dwa razy w roku), a do tego nie zawsze udaje mi się uniknąć używania suszarki (chociaż zwykle używam tylko letniego nawiewu). Regeneracja włosów zawsze mi się więc przydaje.

Wcześniej niejednokrotnie miałam już okazję używać kosmetyków Vichy, pierwszy raz jednak korzystałam z produktu do włosów tej marki. Byłam więc naprawdę ciekawa, jak się sprawdzi.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Odkręcany plastikowy słoiczek o pojemności 200 ml, który kupujemy w tekturowym opakowaniu z naklejką w języku polskim.

Zapach

Bardzo delikatny, trudny do opisania, lekko mdły i wyczuwalny tylko po podetknięciu maski pod sam nos. Nie pozostawia zapachu na włosach.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Paraffinum Liquidum (parafina – emolient), Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate (składnik myjący, zmiękcza i kondycjonuje), Cetyl Esters (wosk syntetyczny, emolient), Amodimethicone (silikon zmywalny łagodnym szamponem), Arginine (aminokwas), BHT (przeciwutleniacz), Caprylyl Glycol (zapobiega wysychaniu kosmetyku), Carthamus Tinctorius Oil (olej z nasion krokosza barwierskiego), Cetrimonium Chloride (ułatwia spłukiwanie kosmetyku), Chlorhexidine Digluconate (konserwant), Citric Acid (regulator pH), Cysteine (aminokwas), Ethylhexyl Methoxycinnamate (filtr UV), Glutamic Acid (działa antystatycznie, odżywia), Proline (wzmacnia cebulki włosów, przeciwdziała łysieniu), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Rosa Canina Fruit Oil (olej z owoców dzikiej róży), Serine (aminokwas, wypełnia uszkodzenia, zapobiega elektryzowaniu się włosów), Trideceth-6 (emulgator), Parfum (zapach).

Już po powyższej kolorystyce widać, że skład maski jest naprawdę bardzo dobry. Na wstępie znajduje się wprawdzie tak nielubiana przez wielu parafina, zadałam sobie jednak nieco trudu, by przeczytać o niej najnowsze doniesienia, z których wynika, że składnik ten wbrew powszechnej opinii nie działa komedogennie (nie sprzyja powstaniu zaskórników), a zamiast tego wygładza, nadaje połysk i zapobiega elektryzowaniu się włosów. Parafina jest u wielu dziewczyn elementem niepożądanym w kosmetykach do twarzy, jednak bardzo lubianym w produktach do włosów (niektórzy kupują ją do tego specjalnie w aptece). Szczególnie maska na suche włosy może mieć ją w składzie i zadziała wówczas na nie bardzo korzystnie.
W masce znajdziemy także kilka ważnych dla zdrowia włosów aminokwasów (w tym argininę, która je wzmacnia,  i l-cysteinę, która działa antyoksydacyjnie, regenerująco i chroni przed szkodliwymi skutkami promieniowania UV), a także bogate w kwasy omega i witaminy oleje: z nasion krokosza barwierskiego, ze słodkich migdałów i z owoców dzikiej róży.


Działanie

Maskę stosowałam mniej więcej co 2-3 mycia, nakładając ją czasem tak, jak zaleca producent, czyli na minutę, a czasem (częściej) na dłużej, zazwyczaj do 5 minut. Przy takim składzie nie obawiałam się przesuszenia ani zbytniego obciążenia włosów i faktycznie, nic takiego nie miało miejsca. W zasadzie jedyne, co mogłabym zaliczyć do działania, które nie do końca mi odpowiadało, było to, że moje włosy, które są delikatne i miękkie i na ogół wymagają większego obciążenia, były po tej masce nieco zbyt lekkie. Poza tym produkt działał naprawdę pozytywnie: odżywiał, regenerował, nabłyszczał i zapobiegał elektryzowaniu. Przy długim i regularnym stosowaniu wierzę, że może naprawdę pomóc odbudować podniszczone włosy. Szczególnie biorąc pod uwagę jego skład.

Konsystencja i wydajność

Maska jest gęsta, ma biały kolor i według mnie jest bardzo wydajna. Na moje włosy wystarcza jej niewielka porcja.

Cena i dostępność

Stacjonarnie maska bywa droga (nawet 80 zł), ale przez internet kupimy ją dużo taniej – zazwyczaj kosztuje około 60 zł.

Podsumowanie

Według mnie maska Dercos – stosowana regularnie lub sporadycznie, jako pomoc w regeneracji włosów – to produkt godny polecenia wszystkim osobom, które chcą odżywić swoje włosy.

Kosmetyk zawiera całą gamę składników przydatnych zniszczonym (i nie tylko) włosom, nie obciążając ich przy tym. Będzie też dobrą bazą ochronną na lato, dzięki chociażby dużej dawce emolientów i filtrowi UV.

Znacie tę maskę? Co sądzicie o kosmetykach do włosów Vichy?

Więcej interesujących informacji o pielęgnacji suchych i zniszczonych włosów przeczytacie także w artykule na blogu Vichy: tutaj


Polecam:

Popularne w tym miesiącu: