środa, 7 grudnia 2016

Recenzja: Ziaja, maska do włosów Intensywne wygładzanie do włosów niesfornych


Większość z nas marzy o włosach mocnych, zdrowych i gładkich – takich, które się nie puszą i nie odstają w różne strony. Czy prosty kosmetyk jest w stanie to zapewnić? Między innymi pod tym kątem testowałam w ostatnim miesiącu maskę Ziaji Intensywne wygładzanie do włosów niesfornych. Miałam nadzieję, że będzie równie dobra jak inne kosmetyki tej marki, których używałam do tej pory.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Odkręcany słoik o pojemności 200 ml. Opakowanie charakterystyczne dla masek. Stabilne, z dobrze widocznym składem i informacją od producenta. Do tego niezwykle prosta szata graficzna, charakterystyczna dla tej linii kosmetyków Ziaji.

Zapach

Kojarzy mi się trochę z zapachem mydła, ale jest przyjemny i delikatny. O dziwo dość długo utrzymuje się nawet na wysuszonych włosach.

Skład

Z tego, co widzę, ostatnio skład maski uległ drobnej zmianie – na innych stronach, które przeglądałam, zauważyłam nieco inne proporcje składników oraz więcej dodatków zapachowych. Przykładowo w mojej wersji maski jest więcej pantenolu, a mniej oleju słonecznikowego.

Skład mojej maski: Aqua (woda), Cetearyl Alocohol (emolient), Cetrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Dimethicone (silikon usuwany łagodnym szamponem), Behentrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Isopropyl Myristate (emulgator), Panthenol (pantenol, nawilżacz), Polyquaternium-10 (antystatyk, tworzy ochronną powłokę), Hydrolized Silk (hydrolizowane proteiny jedwabiu), Heliantus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Sodium Benzoate (konserwant), Parfum (zapach), Linalool (składnik zapachowy), Citronellol (składnik zapachowy), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Citric Acid (regulator pH).

Jest nieźle, ale mogłoby być lepiej. Skład maski jest krótki, ale spójrzmy na sam początek: poza wodą znajduje się tu – jak w prawie wszystkich kosmetykach do włosów – emolient, a tuż za nim aż dwa konserwanty działające antystatycznie oraz silikon, który – na szczęście – nie jest zbyt mocny i łatwo usunąć go z włosów. Dopiero dalej pojawiają się typowo dobre składniki: nawilżający pantenol, antystatyk, hydrolizowane proteiny jedwabiu i olej słonecznikowy.

Muszę jednak przyznać, że – sądząc po samym składzie – maska ma szansę spełnić tytułową obietnicę producenta, czyli wygładzić włosy niesforne. Pomogą w tym na pewno: silikon, antystatyki, proteiny jedwabiu i emolienty.



Działanie

Jeśli ktoś się spodziewa, że kosmetyk rozprostuje mu włosy i zadziała jak keratynowe prostowanie, to jest w błędzie. W moim przypadku ta maska faktycznie jednak działała wygładzająco – chociaż na moich raczej prostych włosach efekt ten nie jest szczególnie widoczny. Poza tym nie puszyła włosów, nie obciążała ich i ładnie je nabłyszczała. Włosy były po niej sypkie i wyraźnie odżywione.

Konsystencja i wydajność

Jak dla mnie są one typowe, maska w tym zakresie niczym się nie wyróżnia spośród innych podobnych produktów. Jej konsystencja jest dość gęsta i budyniowa.


Cena i dostępność

Ten kosmetyk Ziaji bez problemu znajdziemy w stacjonarnych drogeriach, a pewnie też i w supermarketach. To duży plus produktów tej firmy – podobnie jak ich ceny. Ta maska kosztuje naprawdę niewiele: około 6-7 zł.

Podsumowanie

W masce Ziaji Intensywne wygładzanie znajdziemy składniki z trzech najważniejszych dla włosów grup: emolientów, humektantów i protein. Kosmetyk sprawdzi się na włosach ze skłonnością do elektryzowania i puszenia, będzie odpowiedni także zimą, czyli w sezonie grzewczym, gdy problemy te często się potęgują. Według mnie – chociaż skład ma niezbyt bogaty – sprawdza się dobrze i warto ją przetestować.

Kto z Was już ją testował? Przekonuje Was?


Polecam też:

niedziela, 4 grudnia 2016

Jak prawidłowo używać wcierek do włosów i skóry głowy?


Najlepsza wcierka do włosów i skóry głowy to taka, która pasuje naszej skórze i odpowiada naszym potrzebom – każda z nich ma bowiem inne funkcje i działanie, chociaż większość wpływa na wzmocnienie włosów, odżywienie ich i zagęszczenie. Czym jest zatem wcierka, czy warto kupować te, które mają w składzie alkohol (np. Alcohol Denat.), kiedy i jak ich używać?

Czym jest wcierka do skóry głowy?

Wcierka, której używa się do skóry głowy, to odżywka w płynie o różnych funkcjach. Jej głównym zadaniem jest dotarcie do cebulek włosów, odżywienie ich i wzmocnienie. W połączeniu z masażem skóry głowy, powodującym lepsze ukrwienie skóry, sprawiamy, że na głowie pojawiają się baby hair (młode włosy), a pozostałe rosną szybciej, stają się mocniejsze i lepiej odżywione, a tym samym mniej wypadają.

Wcierki działają nie tylko na włosy, ale też na skórę głowy. W zależności od rodzaju mogą spowalniać przetłuszczanie się włosów, nawilżać skórę i sprawiać, że mniej się łuszczy i przestaje swędzieć, łagodzić podrażnienia, pomagać w walce z łupieżem i regulować sebum. Niektóre wcierki sprawiają ponadto, że włosy są mniej przyklapnięte i ładnie odbite u nasady.

Kiedy używać wcierek?

Tak naprawdę to zawsze – tak samo jak dbamy o skórę twarzy i ciała, skóra głowy także potrzebuje odpowiedniej pielęgnacji. Jeśli zaś chodzi o potrzeby, ja wymieniłabym następujące główne powody, dla których byłoby wskazane sięgnięcie po wcierkę:
  • chcemy przyspieszyć porost włosów,
  • chcemy zagęścić włosy,
  • chcemy wzmocnić włosy, odżywić je, sprawić, by mniej wypadały,
  • zależy nam na tym, by włosy mniej się przetłuszczały,
  • nasza skóra głowy jest podrażniona, łuszczy się, swędzi, piecze i/lub pojawiają się na niej stany zapalne,
  • mamy łupież.

Jaką wcierkę kupić? A może zrobić ją w domu?

Przy wyborze wcierki kierujmy się jej składem i potrzebami – szczególnie skóry głowy. Większość z nich to wodniste mieszanki ekstraktów roślinnych, ziół, czasem też olejów. Zazwyczaj mają na początku składu Alcohol Denat. – mimo że alkohol ten działa na włosy wysuszająco, w przypadku wcierek pełni on ważne funkcje:
  • pomaga składnikom aktywnym (z ekstraktów, olejów itp.) wnikać w głąb skóry, dzięki czemu mogą one zadziałać;
  • rozgrzewa skórę i wzmacnia krążenie krwi,
  • konserwuje wcierkę.

Jeśli więc nie mamy przesuszonej skóry głowy, otwartych ran czy podrażnień, a nasza skóra nie jest wyjątkowo wrażliwa, nie obawiajmy się tego składnika we wcierkach (nie nakładajmy jej jednak na długości włosów, tylko precyzyjnie na skórę). O dziwo zasada ta nie zawsze się sprawdza: przykładowo ja mam wrażliwą skórę głowy, skłonną do swędzenia i podrażnień, a mimo to wcierki z Alcohol Denat. zazwyczaj dobrze się u mnie sprawdzają. W razie przesuszeń zawsze możemy przygotować sobie odpowiednią nawilżającą mieszankę – ja polecam moje ulubione nawilżające mgiełki do włosów suchych i elektryzujących się.

Wcierki możemy też przygotować w domu – wiele z nich tworzy się na bazie ziół lub składników, które większość z nas ma w lodówce. Polecam przepis na wcierkę z kozieradki (świetnie hamuje wypadanie włosów!) lub przygotowanie domowych maceratów. W ramach inspiracji polecam też wpis o tym, jak wykorzystać produkty kuchenne na włosy.

W roli wcierek sprawdzą się także glinki oraz hydrolaty (pisałam już który na co działa), które możemy też ze sobą mieszać – te ostatnie mają jednak bardzo delikatne działanie.

Rodzaje opakowań wcierek

Wcierki nazywa się też tonikami, serum lub sprayami do skóry głowy. Sprzedaje się je zazwyczaj w opakowaniu z atomizerem, pipetą lub w zwykłej butelce. Niektóre występują w postaci ampułek, zazwyczaj szklanych. Możemy je więc rozpylać, wcierać lub rozprowadzać za pomocą buteleczki „z dziubkiem” lub innym aplikatorem (ja mam jedną zachowaną po jakimś leku – pokazałam ją we wpisie na temat wcierki z kozieradki – i czasem przelewam w nią domowe wcierki lub te kupne, które mają niewygodne opakowania). Innym sprytnym patentem jest wykorzystanie strzykawki bez igły (wciągamy do środka trochę wcierki i aplikujemy precyzyjnie na skórę głowy) oraz opakowania typu roll-on, o którym już pisałam.

Przykłady wcierek do skóry głowy oraz typy opakowań:

1. Bardzo wygodną formą opakowania w przypadku wcierki jest "dziubek", czyli nakrętka z wąską rurką umożliwiającą dosięgnięcie do skóry głowy nawet przy bardzo gęstych i splątanych włosach. Takie butelki mają często odkręcane korki, dzięki czemu wcierkę można też łatwo przelać lub wylać na dłoń. Przykład: tonik Novoxidyl


 2. Zwykła nakrętka to nieco mniej wygodny sposób aplikowana wcierki (moim zdaniem), chyba że jest odkręcana. Takie butelki mają zwykle bardzo mały otwór na szczycie, przez co wydobycie odrobiny produktu nie jest łatwe (chociaż nie jest to reguła). Zazwyczaj wcierki z takich opakowań warto przelać do innych, bardziej wygodnych. Przykład: wcierka Jantar (dla mnie to opakowanie było bardzo niewygodne) czy tonik Kaminomoto (z o dziwo dobrym aplikatorem). 



3. Z atomizerami bywa różnie, wszystko zależy bowiem od tego, jak dozują wcierkę: czy wylatuje ona szerokim czy wąskim strumieniem. Od tego zależy, czy można takiego opakowania używać precyzyjnie, psikając produktem na skórę głowy, czy też trzeba się liczyć z tym, że przy okazji zmoczymy sobie sporą część włosów. Przykłady: wcierka Klorane oraz wcierka Agafii.



4. Najefektywniej wyglądają chyba ampułki, czyli malutkie, zazwyczaj szklane buteleczki z płynem w środku. Są sprzedawane w opakowaniach o różnej ilości sztuk, ale producenci starają się, aby jeden zestaw ich preparatu starczył chociaż na miesięczną kurację. Ampułki wymagają najczęściej usunięcia lub wręcz zbicia górnej ich części i nałożenia plastikowej nakładki dozującej. Przykład: testowana przeze mnie obecnie kuracja Radical Farmony, którą wkrótce zamieszczę. 

5. Opakowania z pipetą są chyba najrzadsze, a szkoda, bo to dość wygodna forma aplikacji (o ile pipeta się nie zapycha). Przykładem takiej wcierki jest serum Colosregen


5 zasad stosowania wcierek

Wiemy już co, po co i czym, skupmy się więc na tym, jak wcierać wcierkę. Poniżej wypisałam 5 głównych zasad, którymi warto się kierować, by mieć pewność, że robimy to dobrze i doczekamy się pozytywnych efektów.

Po pierwsze: regularnie

Systematyczność i regularność to podstawa (nie tylko) w pielęgnacji włosów. Wcierka nałożona raz na tydzień na pewno nam nie pomoże. Każdy produkt wymaga czasu, aby zadziałać. I w drugą stronę – wylewanie na siebie wcierki kilka razy dziennie nie przyspieszy tego procesu.

Nie wszystkie jednak trzeba stosować codziennie – warto w tym zakresie kierować się zaleceniami producenta podanymi na opakowaniu. Przykładowo testowana przeze mnie niegdyś wcierka Agafii nadawała się do używania 2-3 razy w tygodniu.

Po drugie: precyzyjnie

Chodzi o to, by pokrywać wcierką całą skórę głowy: przód, tył i oba boki. Wylewamy tylko tyle produktu, by była lekko wilgotna. Podobnie jak w przypadku masek czy odżywek nie chodzi bowiem o to, by kosmetyk ściekał nam z włosów – nadmiar nie jest tu wskazany, bo zmoczymy sobie całe włosy, a przecież wcierka to produkt do skóry. Przy regularnym polewaniu włosów niektórymi wcierkami mogą one zresztą stać się suche i matowe.

Po trzecie: minimum miesiąc

Znowu: wcierka potrzebuje czasu, aby zadziałać i byśmy zauważyli efekty jej stosowania. Zazwyczaj dopiero po miesiącu powoli zaczyna być widać różnicę (chociaż bywają chlubne wyjątki). Jeśli na przykład oczekujemy, że wcierka wspomoże odrost baby hair, młode włosy będą zauważalne dopiero po około 4 tygodniach stosowania kosmetyku.

Przy wielu produktach należy uzbroić się w cierpliwość i regularnie aplikować wcierkę przez 2-3 miesiące. Po tym czasie robimy przerwę – chociaż tydzień.

Po czwarte: w odpowiednim momencie

W przypadku większości wcierek nie ma znaczenia, czy użyjemy jej przed myciem głowy czy po nim. Ważne są dwie zasady:
  • jeśli używamy wcierki przed myciem głowy, należy odczekać przynajmniej godzinę od jej aplikacji, żeby wraz z szamponem nie zmyć kosmetyku ze skóry,
  • jeśli używamy wcierki po myciu głowy, nie aplikujmy jej na bardzo mokre włosy, by nie rozrzedziła się i/lub nie spłynęła z nich razem z wodą.

Po piąte: w połączeniu z masażem skóry głowy

Samo polanie skóry głowy wcierką na niewiele się zda – trzeba jeszcze pobudzić skórę i mieszki włosowe do działania. Po zaaplikowaniu kosmetyku warto więc wykonać chociaż 2-3-minutowy masaż głowy (czym dłuższy, tym lepszy!). Możemy to zrobić specjalnym masażerem lub palcami. Ważne: masaż ma być przyjemnością i relaksem. Nie powinien polegać na bolesnym i zbyt mocnym ugniataniu ani nerwowym szarpaniu! Najlepiej wykonywać płynne, spokojne ruchy, a jeśli wykonujemy masaż rękami, warto skupić się na delikatnym masowaniu skóry opuszkami palców.

Jak aplikujecie wcierki? Robicie to regularnie? Jaki rodzaj opakowania wcierek jest według Was najlepszy? Którą wcierkę lubicie najbardziej, a jaka okazała się niewypałem?

Zachęcam do dyskusji w komentarzach i do zaglądania do moich mediów społecznościowych: 
Facebook | Instagram


Polecam:

czwartek, 1 grudnia 2016

Recenzja: Cosmatrade, VitalDerm, Naprawcze serum do włosów


Gdy wybieram serum do włosów, przede wszystkim zależy mi, by nie oblepiało i nie zatłuszczało pasm. Dobry olejek tego typu musi się dobrze wcierać we włosy bez poczucia obciążenia. Niestety, trudno jest trafić na taki produkt. Szczególnie, jeśli (tak jak ja) ma się cienkie włosy. Jak pokazuje przykład serum VitalDerm, nie warto przy takich poszukiwaniach kierować się ceną.

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Szklana, dość ciężka buteleczka (100 ml) z pompką, która całkiem wygodnie dozuje serum. Opakowanie jest przyciemniane, ale dobrze widać, ile kosmetyku zostało w środku. Z tyłu znajduje się krótki opis i skład. Butelkę kupujemy w tekturowym kartoniku.

Zapach

Bardzo przyjemny, słodki i mocny, mogę go wręcz opisać jako perfumy dla włosów.


Skład

Cyclopentasilocane & Dimethiconol (silikon lotny i silikon usuwany za pomocą łagodnych szamponów), Cyclomethicone (silikon lotny), C12-15 Alkyl Benzoate & Phenyl Trimethicone (emolient, konserwant, silikon), Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil (olej arganowy), Shea Oil (masło shea), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil (olej jojoba), Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej ze słodkich migdałów), Tocopheryl Acetate (antyoksydant, chroni przed promieniowaniem UV), Fragrance (zapach), BHT (konserwant, antyoksydant, może wykazywać działanie kancerogenne).

Na opakowaniu widnieje naklejka „Laur konsumenta 2013”. Widzę jednak, że w internecie krążą opisy tego produktu z innym składem, w którym olej arganowy znajduje się na czwartym, a nie piątym (jak w przypadku serum, które ja posiadam) miejscu. Podobną sytuację (chociaż tamta była znacznie bardziej kuriozalna) odkryłam w przypadku szamponu VitalDerm. Czyżby producent zamieniał skład swoich kosmetyków, ale „zapomniał” odklejać naklejek? Z drugiej strony moja wersja serum ma dodane masło shea, którego nie posiada ten sam produkt, którego skład widziałam w internecie. Nie mogę więc powiedzieć, że mój skład jest gorszy, jest po prostu nieco inny. Ciekawe, za który dokładnie przyznano serum ów „laur”…

Wróćmy jednak to tego konkretnego składu. Czy jest dobry? Raczej tak, ale to produkt typowo silikonowy: trzy pierwsze składniki to właśnie silikony. Na szczęście są tu także oleje: arganowy, jojoba, ze słodkich migdałów i masło shea. Całkiem sporo. Zawartość silikonów nie jest błędem, wręcz przeciwnie – zabezpieczają one końcówki włosów przed uszkodzeniami. Wady serum? Przede wszystkim BHT, który podejrzewa się nawet o działanie kancerogenne. Na szczęście znajduje się na samym końcu listy.


Działanie

Serum na pewno chroni włosy, otaczając je filmem zapobiegającym odparowaniu wody i zabezpieczającym przed otarciami i urazami mechanicznymi. Ja stosowałam je zazwyczaj na podsuszone włosy po myciu, głównie na końcówki.

Ma jednak zasadniczą wadę, która inkasuje wspomniane zalety: jest tak gęste i lepiące, że bardzo łatwo zatłuścić nim włosy. Mimo ogromnej ostrożności parę razy zdarzyło mi się nałożyć go w niewielkiej ilości, a i tak posklejał mi włosy, które wyglądały po nim jakby wymagały kolejnego mycia. Denerwowało mnie też strasznie, że trudno jest go zmyć z dłoni.

Serum można też, zgodnie z opisem na opakowaniu, stosować dwa razy w tygodniu jako kurację. W tym celu należy „dużą ilość serum (2-3) aplikacje wmasować we włosy i skórę głowy po umyciu. Pozostawić na 30 minut, a następnie spłukać ciepłą wodą”. W moim przypadku kosmetyk tak bardzo jednak obciążał i zatłuszczał włosy, że nie odważyłam się nałożyć go w większej ilości. Tym bardziej, że jego główną składową stanowią silikony, a uważam, że jeśli już olejujemy włosy, warto robić to po prostu dobrymi olejami.


Konsystencja i wydajność

Z jednej strony serum jest gęste, a przez to wydajne – już jedna kropelka roztarta w dłoniach powinna wystarczyć nawet na długie włosy. Z drugiej zaś bardzo łatwo z nim przesadzić, o czym pisałam już wcześniej.

Cena i dostępność

Serum VitalDerm kupimy w sklepach stacjonarnych i przez internet, ale za niemałe pieniądze – buteleczka 100 ml kosztuje bowiem 42 zł. Ja swoje opakowanie tego specyfiku dostałam kiedyś w prezencie – przyznam, że sama bym tyle na niego nie wydała.

Podsumowanie

U mnie się nie sprawdził i na pewno już do niego nie wrócę. Moje włosy są zbyt cienkie i delikatne jak na to serum, zbyt łatwo je obciążyć. Po prawie każdym jego użyciu miałam wrażenie, że są nim oblepione i nie raz zdarzało mi się wiązać je w obawie, że będą wyglądały na przetłuszczone – mimo że smarowałam nim jedynie końcówki. Myślę, że produkt ten lepiej sprawdzi się u osób o włosach grubych i gęstych, które nie są tak bardzo jak moje podatne na obciążanie.

Czy cena ponad 40 zł za taki kosmetyk to według Was dużo czy mało? Testowaliście już to serum?


Recenzje podobnych kosmetyków:

Popularne w tym miesiącu: