piątek, 12 lutego 2016

Recenzja: Ziaja, Kozie Mleko, maska intensywnie kondycjonująca z keratyną


Jak długo przygotowuję recenzje kosmetyków, tak nigdy nie zdarzyła mi się sytuacja… dublowania składów. Odkryłam bowiem, że maska Kozie Mleko jest bliźniaczo podobna składowo do odżywki z tej samej serii. Dlaczego firma wypuszcza na rynek dwa niemalże identyczne pod kątem INCI produkty, które w dodatku mają takie same pojemności, a dwie różne ceny? Oczywiście postanowiłam zabawić się w detektywa i sprawdzić, co jest grane. Zapytałam więc u źródła, a na moje pytanie odpowiedziała kierowniczka Laboratorium Badawczo-Rozwojowego firmy Ziaja. O tym, co z tego wynikło, przeczytacie w recenzji!

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Plastikowy słoik o pojemności 200 ml z jasnymi, ale dobrze widocznymi napisami. Łatwo się odkręca i zakręca. Opakowanie typowe dla masek do włosów. Stosunkowo mało higieniczne (drobnoustroje!), ale wygodne.

Zapach

Niezwykle mocny, dla mnie pachnie jak mocno perfumowane mydło. Bardzo charakterystyczny. Ulatnia się po wysuszeniu włosów.

Skład

Aqua (Water) (woda), Cetearyl Alcohol (emolient, wygładzacz i zmiękczacz), Cetrimonium Chloride (konserwant lekko emulgujący, działa tez antystatycznie i przeciwdziała rozwojowi organizmów bakteryjnych), Isopropyl myristate (emulgator i zmiękczacz), Behentrimonium Chloride (konserwant, antystatyk), Polyquaternium-70 (polimer), Dipropylene Glycol (zastępuje w kosmetyce glicerynę, stosowany jako środek, który pomaga wyodrębnić różne ekstrakty z roślin, po to, aby użyć ich w kosmetyku), Panthenol (witamina B5, łagodzi, nawilża), Hydrolyzed Keratin (hydrolizowana keratyna), Propylene Glycol (glikol propylenowy, rozpuszczalnik, glikol zalicza się też do nawilżaczy, ułatwia transport innych substancji w głąb skóry, może powodować podrażnienia, jeżeli nakładany jest na skórę zmienioną chorobowo), Goat Milk Extract (ekstrakt z koziego mleka), Sodium Benzoate (delikatny konserwant), Parfum (zapach), Citric Acid (kwas cytrynowy, naturalny konserwant, regulator pH).

Chociaż w masce znajdują się trzy konserwanty, są one dość łagodne, a część pełni przy tym pozytywne funkcje – dlatego nie zaznaczyłam ich w spisie kolorystycznie. Najważniejszą rolę odgrywają tutaj tytułowe kozie mleko i hydrolizowana keratyna. Ta druga jest na pewno wszystkim dobrze znana, warto więc wspomnieć coś więcej o kozim mleku.

Ekstrakt z koziego mleka to bogactwo protein, lipidów, kwasów organicznych oraz witamin A i D. Nawilża i odżywia włosy, opóźniając też procesy starzenia, gdyż chroni przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Co ciekawe, działa też antybakteryjnie.

Na uwagę zasługuje też Polyquaternium-70 – polimer tworzący na włosach powłokę ochronną, zabezpieczającą włosy przed czynnikami zewnętrznymi i wysoką temperaturą. Składnik ten dodatkowo ułatwia rozczesywanie i nadaje włosom połysk.

Skład maski jest więc naprawdę dobry. Gdy zaczęłam się mu przyglądać, odniosłam wrażenie, że coś mi przypomina. Zajrzałam do wpisu na temat odżywki Ziaji z tej samej serii i odkryłam, że… ich składy są niemalże identyczne! Nie rozumiałam tego pomysłu: po co tworzyć dwa kosmetyki o różnych nazwach i opakowaniach i wpychać do środka obu z nich to samo? Postanowiłam skontaktować się więc z przedstawicielami marki Ziaja i uzyskać fachową odpowiedź specjalisty. Jak już wspomniałam we wstępie tej recenzji, moje wątpliwości rozwiała kierowniczka Laboratorium Badawczo-Rozwojowego firmy. O co więc chodzi?

W emulsjach kationowych, a takimi są odżywka i maska, różnica tkwi w ilościach kondycjonerów – w masce ich stężenia są wyższe, a dodatkowo zawiera ona Behentrimonium Chloride, czyli substancję, która także kondycjonuje, jak również wzmacnia włosy. W aplikacji bardziej odżywcza i wzmacniająca jest więc maska. Dodatkowe różnice dotyczą stężeń  substancji bazowych, co wpływa na różnice w aplikacji.


Działanie

Maskę nakładałam na włosy na 5-15 minut po ich umyciu. Ładnie je dociążała, wygładzała i odżywiała, ułatwiała też rozczesanie. Dzięki zawartym w niej proteinom moje włosy były systematycznie wzmacniane, a kozie mleko nawilżało je i sprawiało, że nie były ani suche, ani matowe. Bardzo podobał mi się jej zapach, który sprawiał, że używanie produktu było prawdziwą przyjemnością.

Konsystencja i wydajność

Maska jest gęsta, nie spływa z włosów. Jej wydajność oceniam na bardzo wysoką – u mnie starczyła na wiele tygodni stosowania (ze względu na zawartość protein używałam jej mniej więcej co 3 mycia). 


Cena i dostępność

Maska kosztuje niewiele – około 7 zł – i jest do kupienia w popularnych drogeriach kosmetycznych.

Podsumowanie

Na początku myślałam, że skoro za nieco niższą cenę możemy kupić identyczny kosmetyk – odżywkę – w dodatku w wygodniejszym i bardziej higienicznym opakowaniu, to po co kupować maskę? Po wyjaśnieniu ekspertki nie jestem już tak kategoryczna w tej opinii, jednak na moich włosach odżywka i maska działały tak samo i z obu byłam zadowolona, w przyszłości więc chętniej sięgnęłabym po tę pierwszą. Mimo wszystko jednak maska wciąż pozostaje produktem bardzo dobrym, wydajnym i tanim, więc zdecydowanie mogę ją polecić.

Znacie tę maskę Ziaji?


Inne recenzje masek do włosów:

niedziela, 7 lutego 2016

Aktualizacja włosów – styczeń


Trochę się ociągałam w tym miesiącu z aktualizacją – to chyba dlatego, że nie mam na koncie zbyt dużych zmian: nie uczestniczyłam w żadnym wyjątkowym spotkaniu, nie obcięłam włosów ani ich nie farbowałam. Nuda ;)

W ostatnich tygodniach sięgałam natomiast po kilka ciekawych produktów – między innymi po nowego Biovaxa „Bambus i olej awokado” oraz spray niwelujący żółty odcień włosów, których recenzję na pewno z czasem zamieszczę.

A, i jeszcze jedno. Wiecie jak miło jest spotkać się z dawno niewidzianą koleżanką i na wstępie usłyszeć od niej: „rany, ale masz piękne włosy! Co z nimi zrobiłaś?”? :)

Co robiłam w styczniu?
  • Byłam na spotkaniu prasowym marki Wella (ich nową serię kosmetyczną możecie zobaczyć poniżej).
  • Stosowałam wcierkę Klorane i suplement Merz Spezial – dzięki temu moje włosy mniej wypadają.

Co stosowałam w styczniu?


Produktów na zdjęciu jest dużo, ale możecie mi wierzyć, że regularnie używałam tylko pięciu z nich: maski Ziaji Kozie Mleko (wkrótce napiszę o niej więcej), algowego Kallosa, wcierki Klorane, olejku Bielendy (do zabezpieczania końcówek) i szamponu Natural marki Colway International (jest niesamowicie wydajny!).

Sporadycznie sięgałam po lotion MonRin, Kallosa Bananowego (wspaniały zapach!), spray Marion prostujący włosy (używam go jako termoochronę) oraz niwelujący żółty odcień włosów, olejek Baikal Herbals (raz w tygodniu do olejowania). Zaczęłam też testować szampon Mixy (zawiera SLS, więc używam go rzadko) i skończyłam używać maskę John Frieda.

Nowości produktowe


W tym temacie mogę Wam pokazać dwie nowości, które trafiają dopiero do sklepów: kolejny produkt włoskiej marki Il Salone Milano – szampon – oraz nową linię do stylizacji włosów Wella, niestety dostępną tylko w salonach fryzjerskich.

Co planuję w lutym?

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w kolejnym miesiącu będę mogła pokazać Wam relację z wizyty trychologicznej, na którą zostałam niedawno zaproszona. Myślę też, że w lutym skończy się już wcierka Klorane, zastąpię ją więc jakimś innym, mam nadzieję ciekawym produktem. 

Pozostałe aktualizacje znajdują się tutaj.

piątek, 5 lutego 2016

Jedzenie dla włosów: przepisy na zdrowe słodycze


Wczoraj był tłusty czwartek, czyli dzień, w którym trudno uciec przed tym, co smaczne, słodkie, ale wyjątkowo tuczące i często równie niezdrowe, dziś więc, trochę dla równowagi, chciałabym pokazać Wam kilka ciekawych przepisów na słodkości, które nie odbiją się negatywnie na naszym zdrowiu, samopoczuciu ani wyglądzie. Wręcz przeciwnie – w dodatku możemy je jeść często, a nawet codziennie! Będą świetnym zamiennikiem niezdrowych słodyczy i dobrym pomysłem na przekąskę, gdy mamy ochotę na coś słodkiego.

Pudding z nasionami chia


Potrzebujemy:
  • 100 ml mleczka kokosowego,
  • 100 ml mleka sojowego lub migdałowego,
  • ulubione owoce (ja najczęściej dodaję banany i/lub jagody – mogą być mrożone),
  • łyżeczkę miodu,
  • 2 płaskie łyżki nasion chia.

Nasiona chia są bardzo zdrowe i świetnie wpływają m.in. na włosy dzięki temu, że zawierają białka, witaminy, minerały i zdrowe tłuszcze. Aby przygotować pudding, wystarczy wymieszać ze sobą wszystkie składniki w misce, przelać do szklanek i odstawić na kilka godzin do lodówki (ja zostawiam zwykle na całą noc). Nasiona, trochę jak siemię lniane, uwolnią specjalny żel i tym samym zagęszczą pudding. Następnego dnia będzie więc gotowy do jedzenia.

Baton musli


Potrzebujemy:
  • Wersja słodsza i mniej zdrowa: mleko w puszce, ulubione owoce i bakalie, płatki różnego rodzaju.
  • Wersja bardziej zdrowa: jedno całe jajko, 3 białka, 4 łyżki miodu lub syropu z agawy, 4 łyżki rozpuszczonego oleju kokosowego, ulubione owoce i bakalie, płatki różnego rodzaju.

Na zdjęciu widzicie pierwszą wersję batona – do jego przygotowania zwykle używam (poza mlekiem z puszki) suszonych owoców (żurawina, śliwki, morele, daktyle, rodzynki, figi itp.), płatków i otrębów (owsiane i żytnie), nasion, wiórek kokosowych i orzechów (dobrze jest je trochę pokruszyć). Mleko lekko podgrzewamy i mieszamy w misce z pozostałymi składnikami, wlewamy do wyłożonej papierem do pieczenia formy i pieczemy pół godziny w temperaturze 180°C na złoty kolor. Po wyjęciu warto chwilę odczekać aż baton ostygnie – wówczas można go pokroić na mniejsze części. Jest świetną, sycącą i łatwą w przenoszeniu przekąską do pracy, szkoły lub w podróży!

W zdrowszej wersji, bez mleka z puszki, postępujemy tak samo – mieszamy składniki i pieczemy.

Ciasteczka bananowo-owsiane


Potrzebujemy:
  • 1 dojrzały banan,
  • łyżeczka cynamonu,
  • płatki owsiane.

Idealny pomysł na śniadanie, dobre zarówno na ciepło, jak i zimno. Banana obieramy i rozgniatamy w misce widelcem, dodajemy cynamon (może być bez) i tyle płatków owsianych, ile się wgniecie. Dobrze mieszamy, tworzymy kulki i lekko je spłaszczając układamy na papierze do pieczenia. Pieczemy 15 minut w temperaturze 170°C.

Bananowo-kokosowe babeczki


Potrzebujemy:
  • 2 banany,
  • sodę oczyszczoną,
  • łyżkę rozpuszczonego oleju kokosowego,
  • szklankę mąki kokosowej,
  • 4 namoczone w wodzie daktyle,
  • jajko,
  • szczyptę soli.

Zapewniam Was, że ich smak jest bardziej nietypowy niż wygląd! Aby je przygotować, należy pokroić drobno daktyle i wymieszać wszystko w misce. Składniki trudno jest dobrze połączyć, ale nic nie szkodzi. Następnie ciasto przekładamy do foremek (jeśli korzystacie z innych niż silikonowe, nie zapomnijcie wysmarować ich tłuszczem, np. kokosowym) i pieczemy 25 minut w temperaturze 180°C.

Musli z orzechami i owocami


Potrzebujemy:
  • pół szklanki mleka,
  • 2-3 łyżki jogurtu naturalnego,
  • musli (warto patrzeć na skład i wybierać te bez niezdrowych składników),
  • ulubione dodatki – u mnie to zwykle są owoce (jabłko, banan, gruszka, kiwi, a dla ładnego wyglądu – granat), nasiona (słonecznika czy dyni) oraz orzechy (nerkowca, włoskie, pokruszone migdały – świetne są podprażone wcześniej na patelni), a także ewentualnie suszone owoce (figi, daktyle, rodzynki, żurawina).  

Jeśli lubimy bardzo słodkie dania, można urozmaicić musi miodem lub syropem z agawy. Nie ma tu żadnej filozofii, ale postanowiłam dodać kilka słów na jego temat w tym wpisie, ponieważ o rzeczach najprostszych często zapominamy, a musli to przecież smaczna i zdrowa przekąska, którą możemy komponować na wiele różnych sposobów. Ja często noszę je ze sobą do pracy, korzystając z piętrowego pojemnika kupionego niegdyś w Biedronce – na górze jest miejsce na suche dodatki, na dole zaś dolewam mleko i jogurt, ponieważ ta część opakowania ma dodatkową żelową osłonkę, która dobrze trzyma zimno po wyjęciu pudełka z lodówki.

Znacie inne zdrowe przepisy na słodkości?

Inne wpisy z tej serii:

Popularne w tym miesiącu: