niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdanie – nowy zwycięzca zestawu numer 2!


Po ostatnim drugim już losowaniu powtórzyła się sytuacja sprzed tygodnia: laureatka nie zgłosiła się po odbiór nagrody. W związku z tym do trzech razy sztuka – mam nadzieję, że tym razem zwycięzca odczyta wpis i odbierze wygrany zestaw!

Miło mi więc ogłosić, że zestaw numer 2 wylosowała Em Art!

Serdecznie gratuluję i bardzo proszę nową laureatkę o podesłanie swojego adresu do wysyłki (w terminie maksymalnie 3 dni) na mfairhaircare@gmail.com :)


sobota, 18 kwietnia 2015

Recenzja: Wella, farba do włosów Wellaton jasny popielaty blond


Po ostatnim nieudanym farbowaniu bez amoniaku tym razem postanowiłam sięgnąć po coś silniejszego w działaniu – mój wybór padł na farbę Wella z serii Wellaton w odcieniu jasnego popielatego blondu, która miała rozjaśnić moje dość ciemne odrosty. Co z tego wynikło?

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Przyznaję – można się w tym pogubić. Bo czego tu nie ma! W pudełku znajdziemy dwie pary rękawiczek, farbę, emulsję aktywującą w wygodnej w użyciu buteleczce z aplikatorem, ulotkę z dokładnym opisem, a także trzy saszetki z kosmetykami pielęgnacyjnymi: jedna to „Reaktywator koloru”, którą powinniśmy zastosować 30 dni po koloryzacji, dwie zaś – „Intensywna kuracja nabłyszczająca” na pierwszy i 15. dzień po farbowaniu. Sporo różności.

Samo pudełko przyciąga uwagę chociażby swoimi rozmiarami – jest dość duże i na pewno rzuca się w oczy na półce sklepowej. Na opakowaniu znajdziemy najważniejsze informacje o produkcie, które częściowo zostały powielone i rozwinięte w ulotce.

Sama ulotka też zasługuje na komentarz – jest sporych rozmiarów, z grafikami i konkretnymi opisami, dzięki czemu łatwo rozeznać się w tym, jak powinniśmy prawidłowo użyć farby.


Przetestowałam już sporo farb i wiem, że niektóre z nich są tak produkowane, że czasem trudno jest nawet zrozumieć, co jest farbą, a co emulsją aktywującą, ile czasu powinniśmy trzymać ją na włosach czy jak może zmienić ich odcień. Dla mnie podstawą jest ulotka informacyjna z dokładnymi opisami – niewłaściwie użyta farba może przecież wyrządzić sporą krzywdę.

Zapach

Jak może pachnieć farba na bazie amoniaku? Wiadomo, że niezbyt pięknie. Mimo wszystko jednak woń nie była intensywna ani drażniąca – w porównaniu do innych tego typu produktów, przy których nieraz trudno było wytrzymać, jej zapach był naprawdę delikatny.


Skład

Krem koloryzujący: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Glyceryl Stearate SE (emulgator), Ammonium Hydroxide (woda amoniakalna), Sodium Laureth Sulfate (silny detergent), Glycol Distearate (tłusty emolient), Lanolin Alcohol (emolient), Sodium Lauryl Sulfate (silny detergent), Sodium Sulfate (siarczan sodu), Sodium Cocoyl Isethionate (łagodny surfaktant), Sodium Sulfite (siarczyn sodu), Ascorbic Acid (witamina C), Toluene-2,5-Diamine Sulfate (barwnik), Parfum (zapach), Resorcinol (rezorcyna, działa rozmiękczająco na naskórek, udrażnia ujścia gruczołów łojowych i mieszków włosowych), Disodium EDTA (stabilizator), 2-Amino-4-Hydroxyethylaminoanisole Sulfate (prekursor utleniania), m-Aminophenol (amina aromatyczna), Tocopherol (witamina E).

Emulsja aktywująca: Aqua (woda), Hydrogen Peroxide (nadtlenek wodoru), Cetearyl Alcohol (emolient), PPG-38-Buteth-37 (emulgator), Petrolatum (emolient), Laureth-2 (substancja zwilżająca), Sodium Cetearyl Sulfate (surfaktant), Salicylic Acid (kwas salicylowy, konserwant), Disodium Phosphate (środek buforujący), Phosphoric Acid (kwas fosforowy), Etidronic Acid (substancja chelatująca).

Jest amoniak, jest nadtlenek wodoru – będzie działać. Nawet mnie cieszy, że producent nie mydli nam oczu i nie dodaje do farby żadnych olejków ani ekstraktów – i tak nic nie pomogą (tym bardziej, że są dolewane w śladowej ilości). 

Krem koloryzujący i emulsja aktywująca
Intensywna kuracja nabłyszczająca: Aqua (woda), Bis-Hydroxy/Methoxy Amodimethicone (silikon), Stearyl Alcohol (emolient), Cetyl Alcohol (emolient), Stearamidopropyl Dimethylamine (naturalny składnik, który pozyskuje się z oleju rzepakowego), Glutamic Acid (kwas glutaminowy, działa nawilżająco), Benzyl Alcohol (konserwant), Dicetyldimodium Chloride (substancja powierzchniowo-czynna), Parfum (zapach), Panthenyl Ethyl Ether (działa antystatycznie i nawilżająco), Propylene Glycol (nawilżacz, zwiększa penetrację składników, ale może powodować podrażnienia), Citric Acid (kwas cytrynowy, przedłuża trwałość kosmetyku, reguluje pH), EDTA (niweluje twardość wody, konserwant, w większej ilości działa drażniąco na skórę), Hexyl Cinnamal (imituje zapach jaśminu, może powodować alergie), Sodium Chloride (zwiększa lepkość kosmetyku), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Carthamus Tinctorius Seed Oil (olej z nasion krokosza barwierskiego), Panthenol (prowitamina B5, nawilża), Benzyl Salicylate (składnik kompozycji zapachowych), Magnesium Nitrate (konserwant), Trimethylsiloxysilicate (silikon nierozpuszczalny w wodzie, wymaga silnych detergentów do zmycia), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Magnesium Chloride (substancja uzupełniająca), Methylisothiazoline (konserwant).

Skład, delikatnie mówiąc, średni: trochę silikonów i konserwantów, trzy składniki wątpliwego bezpieczeństwa, kilka nawilżaczy i dwa olejki zapewne występujące w produkcie w minimalnej ilości (znajdują się w składzie daleko za zapachem). Słabizna. Chyba nie ma co liczyć na to, że próbka dodawana do farby do włosów będzie faktycznie działać pielęgnacyjnie. Nie zauważyłam też, żeby moje włosy błyszczały po niej bardziej niż zwykle.

Na pozytywną uwagę zasługuje Stearamidopropyl Dimethylamine – pozyskuje się go z oleju rzepakowego, działa odżywczo, antystatycznie i kondycjonująco, zastępuje silikony. W produkcie jest też kilka negatywnych substancji, np. Benzyl Alcohol, który może wywoływać reakcje uczuleniowe, Dicetyldimodium Chloride, który może być toksyczny i powodować podrażnienia, a także Propylene Glycol – hydrofilowa substancja nawilżająca, która z jednej strony jest uważana za nawilżacz i promotor przenikania (ułatwia transport substancji), z drugiej zaś określa się go jako substancję toksyczną i szkodliwą.

Reaktywator koloru: Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Propylene Glycol (nawilżacz, zwiększa penetrację składników, ale może powodować podrażnienia), Petrolatum (emolient, działa kondycjonująco), Paraffinum Liquidum (olej parafinowy), Dimethicone (silikon rozpuszczalny w wodzie), Phenoxyethanol (konserwant), Cetrimonium Chloride (konserwant), Hydroxycetyl Hydroxyethyl Dimonium Chloride (antystatyk), Parfum (zapach), Isopropyl Alcohol (może wysuszać i powodować alergie), Methylparaben (konserwant), Propylparaben (konserwant), Disodium EDTA (wpływa na lepkość kosmetyku, związek potencjalnie kancerogenny), Behentrimonium Chloride (antystatyk, może działać drażniąco), Soytrimonium Chloride (konserwant), Hexyl Cinnamal (imituje zapach jaśminu, może powodować alergie), HC Yellow No. 13 (barwnik), Linalool (imituje zapach konwalii, może powodować alergie), Geraniol (imituje zapach pelargonii, może powodować alergie), Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde (składnik kompozycji zapachowej), Citronellol (imituje zapach róży i geranium, może powodować alergie), Hydroxyethyl-2-Nitro-p-Toluidine (składnik zapachowy), Citric Acid (kwas cytrynowy, przedłuża trwałość kosmetyku, reguluje pH), Sodium Hydroxide (regulator pH).

Co my tu mamy? Same „wspaniałości”: poza dwoma emolientami składniki „Reaktywatora” wołają o pomstę do nieba. W tym dość długim składzie znalazło się miejsce na sporo konserwantów i składników zapachowych, które są potencjalnie alergizujące, a także wysuszający i podrażniający Isopropyl Alcohol i Paraffinum Liquidum, czyli biały olej mineralny, który z jednej strony wygładza, działa nawilżająco i antystatycznie, z drugiej zaś zatyka pory, tworząc nieprzepuszczalną powłokę gazową (używanie parafiny w kosmetykach ma zarówno swoich zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników).

Skład „Reaktywatora” jest na tyle niedobry, że moja saszetka wylądowała w koszu na śmieci. Tym bardziej, że farbę Wella nakładałam jedynie na odrosty.

"Intensywna kuracja nabłyszczająca" i "Reaktywator koloru"
Działanie

Farba Wella z amoniakiem zadziałała u mnie nieco lepiej niż ostatnio używana farba Marion bez tego składnika, jednak mimo wszystko nie jestem z niej w pełni zadowolona. Niestety, moje odrosty (bo tylko na nie nakładałam farbę) są dużo ciemniejsze niż kolor, na jaki obecnie farbuję włosy i najwidoczniej wymagają użycia dużo silniej działającego produktu. Farba Wella sobie z tym zadaniem nie poradziła – włosy są po niej wprawdzie rozjaśnione, ale nie tak, jak bym chciała (zyskały dużo cieplejszy odcień niż włosy na długości, nieco zbyt ciemny).

Plusem jest to, że farba nie wypłukuje się i nie ciemnieje tak jak wspomniany już Marion, który po dwóch tygodniach mocno zmienił odcień. Jest to oczywiście zasługa amoniaku, który działa o wiele lepiej niż farby z MEA. To tylko potwierdza regułę, że nie taki amoniak straszny, jak go malują!

Przed zastosowaniem farby wykonałam oczywiście obowiązkową próbę uczuleniową według tej instrukcji.

Efekt koloryzacji (kolory jak zwykle na zdjęciach nie do końca oddają rzeczywistość)

Konsystencja i wydajność

Niczym się nie wyróżnia – emulsja aktywująca po wymieszaniu z kremem koloryzującym jest odpowiedniej gęstości, łatwo się aplikuje i nie spływa z włosów. Produkt powinien wystarczyć do zafarbowania włosów krótkich i półdługich.

Cena i dostępność

Farbę Wella dostaniemy w każdej większej drogerii – kosztuje około 25 zł.

Podsumowanie

Farba do włosów Wella z serii Wellaton o odcieniu jasny popielaty blond, wprawdzie odrobinę lepsza niż farba bez amoniaku, nie zadziałała u mnie dostatecznie dobrze. Farba jest zwyczajnie zbyt słaba, by rozjaśnić ciemne włosy. Na pewno nada się do farbowania włosów jaśniejszych, np. jasnobrązowych. Żeby jednak uzyskać odcień jasnego popielatego blondu, kolorem wyjściowym musi być chyba bardzo jasny odcień włosów. W innym przypadku musimy się liczyć z tym, że na głowie powstanie blond słoneczny lub wręcz wpadający w rudy.

Znacie farby Wella? Jakie były u Was efekty ich użycia? 


Zobacz też:

piątek, 17 kwietnia 2015

Jak dbać o włosy systematycznie?


Ile razy w roku zdarza się Wam coś sobie obiecać i rezygnować z osiągania danego celu po tygodniu lub dwóch? Brak czasu, motywacji, chęci czy wiedzy dotyczącej tego, jak zrealizować zamierzony plan, zazwyczaj wygrywają z początkową euforią, systematycznością czy potrzebą osiągnięcia wyznaczonego celu. Z czasem tracimy zapał, przestajemy wierzyć, że się uda, a nieraz jedno zamierzenie zastępujemy kolejnym. To dlatego siłownie w styczniu pękają w szwach (postanowienia noworoczne), a w lutym czy marcu świecą pustkami.

Według mnie systematyczność wymaga spełnienia trzech zasad: określenia realnego do osiągnięcia celu, silnych chęci jego zrealizowania oraz rzetelnego planu. Spoiwem tych trzech filarów jest motywacja – bez niej szybko nam się odechce, znajdziemy tysiące wymówek i usprawiedliwień, a w głowie zacznie kiełkować myśl: „i po co to wszystko?”.

Mój blog dotyczy pielęgnacji włosów i w tym kontekście piszę tę notkę, jednak zamieszczone przeze mnie pomysły na bycie systematycznym są oczywiście uniwersalne i nie dotyczą tylko jednego tematu. Mnie samej też często brakuje chęci i konsekwencji, miewam słomiany zapał i wynajduję setki wymówek, aby nie robić tego, co jeszcze tydzień temu sobie obiecałam. Jeśli jednak się zawezmę i naprawdę mi na czymś zależy, potrafię być bardzo systematyczna i zadziwiam wtedy samą siebie :)

Określ możliwy do osiągnięcia cel!          

Określenie celu to podstawa. Jeśli założymy sobie, że w pół roku zapuścimy włosy od linii żuchwy do pasa, to nie osiągniemy nic poza oczywistą frustracją wynikającą z braku realizacji wymarzonego planu. Taki cel szybko się nam też znudzi.

Cel musi być realny i w zasięgu ręki – nie chodzi o to, by planować coś, co zdarzy się za rok czy dwa, lepiej określić, co możemy osiągnąć w kilka tygodni lub miesięcy i stopniowo wydłużać ten okres czasu. Małymi kroczkami do celu – w ten sposób utrzymamy motywację na wysokim poziomie.

Punkt, do którego dążymy, musi być realny – w miesiąc nie naprawimy zniszczonych włosów, ale możemy je wygładzić lub dodać im blasku. Z drugiej strony systematyczność może być zadaniem samym w sobie, które – w dłuższej perspektywie – zapewni piękne i zdrowe włosy (a kiedy to nastąpi – nie wiadomo; grunt to nie odpuszczać).

Warto też zastanowić się, po co dokładnie dążymy do określonego celu: poprawienie stanu włosów (podobnie jak uporanie się z trądzikiem czy łamliwymi paznokciami) to przecież nie tylko kwestia płytkiego samouwielbienia, ale przede wszystkim – w wielu przypadkach – pokonania kompleksów i uwierzenia w siebie.

Planuj!

Dobry plan sprawi, że nie będziemy zastanawiać się codziennie nad tym, co musimy zrobić – zaczniemy działać automatycznie. Plan zależy od nas i należy go rozpisać w taki sposób, by jego realizacja była dla nas przyjemnością, a jednocześnie tak, aby w perspektywie czasowej jego wykonywanie przybliżało nas do określonego celu (odpadają plany zbyt łatwe i zbyt trudne do realizacji).

Dodatkowo dobrze jest, jeśli od czasu do czasu wprowadzimy do planu pewne modyfikacje, ulepszenia i urozmaicenia, bo nawet najprzyjemniejsza czynność, wykonywana wciąż tak samo, może stać się znienawidzonym obowiązkiem.

Tutaj bardzo dobrym pomysłem jest stworzenie własnej piramidy pielęgnacyjnej – u jej podstawy zapisujemy to, co będziemy robić codziennie, a na czubku – czynności sporadyczne, nie wymagające częstego powtarzania. Dobrze jest także kupić wszystkie potrzebne akcesoria i zgromadzić je w jednym, widocznym miejscu (w tym przypadku kosmetyki i przyrządy do włosów) oraz… założyć sobie dziennik lub kalendarz.

Zmywalna tablica też się nada!
Załóż sobie kalendarz!

To może brzmieć głupio i na wyrost, ale uwierzcie: pomaga. Może to być kalendarz książkowy, naścienny czy notes – chodzi o to, aby zapisywać to, co już zrobiliśmy lub co planujemy. Jeśli w poniedziałek nałożę na włosy maskę X z olejem Z, a w środę odżywkę Y z wcierką XYZ, to za tydzień już nie będę o tym pamiętać, a tym samym zapomnę też, jak na dane kosmetyki zareagowały moje włosy. I będę sprawdzać od nowa. Strata czasu.

Ja korzystam z kalendarza książkowego – testuję sporo kosmetyków do włosów i dzięki niemu o wszystkim pamiętam. Wystarczy, że zapiszę po myciu głowy to, czego używałam. Dzięki temu sposobowi zdobywam pewność co do tego, które składniki szkodzą moim włosom (są po nich spuszone i wyglądają nieładnie), a które się sprawdzają i warto częściej po nie sięgać.

Motywuj się!

Każdego z nas zmotywuje coś innego – mogą to być zdjęcia w internecie, drobne nagrody lub porady bardziej doświadczonych osób. Ważna jest samoświadomość, poszerzanie własnej wiedzy i urozmaicone inspiracje (blogi, strony, zdjęcia na Facebooku, wspólne wydarzenia czy dyskusje na forach internetowych) oraz wyrobienia w sobie pożytecznych nawyków, dzięki którym będziemy działać automatycznie. Podstawą są jednak nasze chęci i samozaparcie – mi pomaga myślenie, że czas mija, dlaczego nie wykorzystać go w pozytywny dla nas sposób? Lepiej działać niż tylko narzekać!

Dobrze jest stać się częścią społeczności, która ma podobne cele i zainteresowania do naszych – do tego służą m.in. fora internetowe, grupy tematyczne, a także blogi. Dziewczyny w takich miejscach naprawdę potrafią zmotywować do działania!


Naklejaj karteczki lub korzystaj z przypomnień w telefonie!

Jeśli zdarza nam się zapominać o tym, co mamy zrobić, warto postawić na wszelkiego rodzaju przypomnienia: przyczepić  kartkę ze swoim planem na lodówkę, przykleić samoprzylepne karteczki w łazience lub przy łóżku, ustawić przypomnienie w telefonie. Stary sposób, ale naprawdę pomaga.

Rób zdjęcia!

Nic tak nie motywuje do dbania o włosy jak zauważalne postępy. Nie chodzi o to, by robić zdjęcia włosów codziennie lub co tydzień, gdyż, podobnie jak codzienne ważenie się w przypadku odchudzania, prędzej nas to sfrustruje niż zmotywuje do dalszych działań. Idealne jest fotografowanie włosów raz w miesiącu, najlepiej gdy jesteśmy ubrane w tę samą bluzkę – dzięki temu porównanie poszczególnych efektów na zdjęciach będzie łatwiejsze. Każde zdjęcie opatrujemy datą.

Możemy też fotografować efekty danych zabiegów przeprowadzanych na włosach, np. różnych metod olejowania. Gwarantuję, że włosy za każdym razem będą wyglądać inaczej!

Nagradzaj się!

Łatwiej jest dążyć do celu, gdy droga do niego usłana jest przyjemnościami. Nagrodą za wypełnienie założonego sobie planu tygodniowego może być na przykład nowy kosmetyk lub półprodukt sklepowy.

Bądź cierpliwa!

Nie od razu Rzym zbudowano – jeśli spodziewamy się spektakularnych efektów po miesiącu, na pewno się zawiedziemy. Do tego potrzeba cierpliwości.

Załóż bloga!

To sposób stosunkowo najbardziej pracochłonny, ale – co widzę na własnym przykładzie – bardzo motywujący i dający sporo satysfakcji. Dzięki własnemu blogowi i zaglądaniu na cudze strony jestem wciąż „w temacie”, poznaję inne osoby, które mają podobne do moich cele, a pisząc, systematyzuję swoją wiedzę i uczę się wielu nowych rzeczy.

Uwierz w siebie i nie zrażaj się!

Dostaje od Was czasem maile, w których piszecie, że wypróbowałyście już tyle rzeczy, staracie się i poświęcacie, a włosom wciąż wiele brakuje do tego, by wyglądały ładnie i zdrowo. To normalne – każda z nas ma czasem chwile załamania. Jeśli faktycznie nic przez długi czas nie pomaga, mamy do wyboru dwie opcje: albo zmienić sposób pielęgnacji, bo ewidentnie robimy coś źle (czasem może to być kwestia doboru kosmetyków, innym razem metody bądź zdrowszej diety), albo… zmienić swój cel, bo nie jest on dla nas możliwy do osiągnięcia.

Osoba z kręconymi włosami nigdy nie będzie ich miała naturalnie prostych. Dziewczyny, które posiadają bardzo suche, strączkujące się włosy, nie zamienią ich w gładką taflę w kilka tygodni, a w niektórych przypadkach nawet w kilka lat. Rodzimy się z pewnym rodzajem włosów i niektóre włosowe cele są zwyczajnie poza naszym zasięgiem – to smutna prawda, ale nie można jej ignorować. Nie znaczy to jednak, że nie możemy doprowadzić włosów do ich najlepszego możliwego stanu. Realne możliwości to jedno, ale zbliżenie się chociaż odrobinę do wymarzonego ideału to jednak zupełnie inna, pozytywna i motywująca do działań historia!

Polub to!

Ostatnia rada to często zapominana oczywistość – jeśli polubimy czynności, które są naszą drogą do celu, ich wykonywanie będzie dla nas przyjemnością i z czasem możemy wypełniać założenia własnego planu nie dla osiągnięcia określonych rezultatów, ale ze względu na te czynności same w sobie!

Co to oznacza? Dla mnie dbanie o włosy, testowanie nowych kosmetyków, rozmawianie o nich, czytanie składów, sprawdzanie i odszyfrowywanie (często dość skomplikowanych) substancji oraz pisanie bloga to przyjemności same w sobie. Staram się myśleć, że punkt, do którego dążę, to po prostu pozytywny „efekt uboczny” moich działań w myśl zasady, że nie chodzi o to, by złapać króliczka, lecz by gonić go :)

Na koniec ważna zasada: aby faktycznie osiągnąć cel, musimy zdać sobie sprawę, że systematyczność to podstawa – nikt jeszcze znacząco nie schudł, odchudzając się jeden dzień w miesiącu, albo nie wyrzeźbił mięśni, odwiedzając siłownię co dwa tygodnie. Podobnie jest z dbaniem o włosy – trzeba być konsekwentnym.

Systematycznie znaczy regularnie, w podobnych odstępach czasowych – niekoniecznie bardzo często i intensywnie. Jeśli kupimy sobie dwadzieścia nowych kosmetyków, nawet najlepszych, ale będziemy używać ich tylko od czasu do czasu, na niewiele się to zda, prawda? Nawet jeśli przy sporadycznym ich stosowaniu poświęcimy włosom pół dnia. Szkoda naszej pracy, pieniędzy, czasu i energii.

Jaki z tego morał? Trzeba wziąć się w garść i działać zamiast narzekać!

No właśnie, my tu gadu-gadu… a kiedy ostatnio olejowałaś włosy? ;)

A jak Wy motywujecie się do systematycznego dbania o włosy (i nie tylko)? Chętnie poznam Wasze patenty!



PS. Wciąż czekam na zgłoszenie się laureatki rozdania!

Zobacz też:

Popularne w tym miesiącu: