wtorek, 16 czerwca 2015

Relacja ze spotkania „Podaruj swoim włosom drugie życie” | Nowa linia kosmetyków Kérastase: Thérapiste | Czym są KAPy i dlaczego włosy ich potrzebują?


10 czerwca miałam okazję uczestniczyć w kolejnym spotkaniu zorganizowanym przez specjalistów Kèrastase, które odbyło się w Instytucie Kèrastase przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie. Było to już drugie wydarzenie w tym miejscu, w którym wzięłam udział (poprzednie: klik), a tytuł „Podaruj swoim włosom drugie życie” bardzo mnie zainteresował i zachęcił do przybycia. Bo czy faktycznie jest jakiś ratunek dla włosów bardzo zniszczonych? Czy można przywrócić im dawną świetność? A może takie włosy nadają się tylko do ścięcia? Tego chciałam się dowiedzieć i sprawdzić, czy eksperci marki faktycznie odkryli jakiś nowy trop w tej sprawie :)

Spotkanie miało dwa zasadnicze cele: omówienie nowej linii kosmetyków Kèrastase przeznaczonych do włosów bardzo osłabionych i zniszczonych oraz wykorzystanie ich w praktyce na włosach podczas rytuału pielęgnacyjnego.

Na początku w krótkiej rozmowie z panią Klaudią, PR&Event Managerem L’Oreal, dowiedziałam się, że firma wprowadziła w czerwcu do sprzedaży Rèsistance Thèrapiste – linię pielęgnacyjną przeznaczoną do odbudowy włosów bardzo osłabionych, zniszczonych i poddawanych zbyt wielu zabiegom takim jak zbyt częste prostowanie czy niewłaściwe suszenie. Jako posiadaczka włosów zniszczonych (szczególnie na końcach) niegdysiejszą niewłaściwą pielęgnacją (lub jej brakiem) oraz farbowaniem, byłam bardzo ciekawa ich działania. 

Na czym polega innowacyjność tej linii? Otóż zawiera ona:
  • ekstrakt z bardzo rzadkiej rośliny „Rezurekcyjnej” (zdjęcie poniżej), która potrafi przetrwać praktycznie bez wody nawet 10 lat w stanie bliskim zwiędnięcia, a włożona do wody odradza się na nowo w ciągu 24 godzin (co mogłam zobaczyć na przyspieszonym filmie, a także na żywo, gdy roślina „obudziła” się już w próbniku z wodą). Dodatek ekstraktu z rośliny „Rezurekcyjnej” w kosmetykach Kèrastase ma za zadanie odbudować zniszczone włosy;
  • KAPy – białka współwystępujące z keratyną, które ją spajają i łączą, a stanowią około 50% włókna włosa. W przypadku uszkodzenia włosów KAPy zaczynają zanikać, zaburzając tym samym strukturę włosów i sprzyjając kolejnym uszkodzeniom. Odkrycie KAPów jest dość innowacyjne, ponieważ do tej pory przy analizie budowy włosa skupiano się głównie na ceramidach i keratynie – myślę więc, że warto wiedzieć, że nie tylko one odpowiadają za zdrowie i siłę włosów.  W kosmetykach Kèrastase zastosowano więc kompleks, który rekompensuje utratę KAPów, dostarcza elementy i energię potrzebne do ich syntezy.
Roślina "Rezurekcyjna" włożona w wodę
W drugiej części spotkania mogłam przetestować na swoich włosach, jaki efekt daje użycie kosmetyków z linii Rèsistance Thèrapiste. Na początku ekspertka marki Kèrastase przeprowadziła ze mną krótki wywiad na temat stanu moich włosów i sposobów pielęgnacji, jakie stosuję na co dzień. W rozmowie uczestniczył też Leszek Czajka, który doradził mi obcięcie najbardziej zniszczonych końcówek włosów oraz bardzo namawiał na zaprzestanie farbowania. Muszę przyznać, że waham się przed tym drugim już od kilku miesięcy. Dlaczego? Skoro moim celem jest odbudowanie włosów, zapuszczenie ich bardziej gęstych, mocniejszych i zdrowszych, koloryzacja zdecydowanie mnie w tym stopuje. Nic nie tracę, próbując, a przecież w każdej chwili mogę i tak wrócić do farbowania, jeśli nie wytrzymam lub efekt mi się nie spodoba. Za kilka-kilkanaście lat, gdy (jeśli?) na mojej głowie zaczną pojawiać się siwe włosy, koloryzacja i tak będzie nieunikniona, a do tego czasu mogę dać im chociaż odrobinę wytchnienia. Rozważam poważnie ten pomysł! Tym bardziej, że Leszek Czajka ocenił, iż mój naturalny kolor pasuje do mnie znacznie bardziej niż blond, a on się chyba na tym zna, prawda? :)

Wróćmy do zabiegu na włosy. Moje są dość cienkie, więc na początku ekspertka Kèrastase nałożyła mi na zmoczone włosy odżywkę, której zadaniem jest przywrócenie jakości włókna włosa (do włosów grubych przeznaczona jest maska z tej samej linii). Następnie wmasowała ją, spłukała i umyła mi głowę Kąpielą Thèrapiste. W tym czasie miałyśmy okazję porozmawiać o różnych sposobach pielęgnacji, a ja uzyskałam odpowiedzi na kilka nurtujących mnie pytań. Rozmowa zeszła też na temat specyfiki kosmetyków Kèrastase – ekspertka wyjaśniła mi, że produktów marki powinno się używać po konsultacji z przeszkolonym fryzjerem, ponieważ tylko wtedy mają one szansę zostać prawidłowo dobrane do typów włosów, odpowiednio połączone i w efekcie mogą pozytywnie zadziałać. Zgodnie z tym, co usłyszałam, osoba, która kupi kosmetyki Kèrastase w sklepie, nie mając na ich temat odpowiedniej wiedzy, może włosom wręcz zaszkodzić, nieodpowiednio łącząc ze sobą produkty lub stosując takie, które są przeznaczone do innego rodzaju włosów. „W przypadku naszych kosmetyków klient płaci nie za produkt, lecz za fachową poradę” – usłyszałam od ekspertki. Idea jest ciekawa, ale – na co zwróciłam tez uwagę w rozmowie – problem może pojawić się w małych miastach, gdzie produkty mogą być wprawdzie dostępne, ale brakuje odpowiednio przeszkolonych fryzjerów, którzy będą mogli doradzić klientkom odpowiedni kosmetyk. Jestem ciekawa, co myślicie na temat takiego podejścia! 


Gdy wróciłam znów na stanowisko fryzjerskie, Leszek Czajka podciął mi włosy (do kosza trafiło około 10 cm włosów, a z tyłu może i więcej, przez co znacznie się one skróciły, czego jednak nie żałuję), a ekspertka nałożyła na nie Serum Thèrapiste – produkt chroniący przed działaniem wysokiej temperatury, odbudowujący i zmniejszający liczbę rozdwojonych końcówek. Następnie inna fryzjerka wysuszyła moje włosy na małej, okrągłej szczotce, tworząc loki, które zostały spryskane sprayem. Fryzura była bardzo ładna, wyglądała naturalnie, a ja miałam wrażenie, że moich włosów zrobiło się nagle dwa razy więcej. W dodatku były bardzo miękkie i niezwykle pięknie pachniały! Zapach ten utrzymywał się także następnego dnia po stylizacji. Teraz musiałam się tylko przyzwyczaić do nowej długości włosów :)

Przed i kilka godzin po (włosy zdążyły się już nieco rozprostować)
 

Przy wyjściu ze spotkania otrzymałam zestaw składający się z miniaturowych wersji użytych podczas zabiegu kosmetyków, które chętnie wykorzystam w domu – jestem ciekawa, czy bez stylizacji osiągnę podobny efekt wizualny. 

Kérastase: Thérapiste

niedziela, 14 czerwca 2015

Czy sól morska szkodzi włosom? | Analiza sprayów z wodą morską


Ostatnio w moje ręce coraz częściej wpadają rozmaite kosmetyki do włosów na bazie soli morskiej. Wiadomo – zbliżają się wakacje, coraz częściej gdzieś wyjeżdżamy, także nad morze, a producenci kosmetyków lubią promować linie sezonowe, na przykład przeznaczone do stosowania na plaży czy w miesiącach letnich, kiedy włosy narażone są na długotrwały kontakt ze słońcem. I tak, jak w przypadku kosmetyków z filtrami UV jest to uzasadnione i jak najbardziej zgodne z zasadami pielęgnacji, o tyle produkty – zazwyczaj do stylizacji – z dodatkiem soli morskiej już w ten kanon zdecydowanie się nie wpisują.

Żeby była jasność – nie zamierzam miłośniczkom sprayów z solą morską wyrywać buteleczek z rąk i prawić kazań na temat szkodliwości soli :) Myślę jednak, że warto poznać jej działanie na włosach – nie tylko wtedy, gdy stosujemy zawierające sól morską kosmetyki, ale też gdy lubimy kąpać się w słonych morzach lub oceanach.

Jak sól morska wpływa na włosy?

Zacznijmy od tego, że skóra głowy produkuje sebum, które w naturalny sposób natłuszcza skórę i włosy, chroni przed bakteriami i grzybami, ogranicza utratę wody i wchłania zanieczyszczenia takie jak pyły, toksyny i wirusy. Sól wykazuje działanie wysuszające, pozbawia włosy i skórę wilgoci, a po dłuższym kontakcie z nią pasma mogą stać się wypłowiałe, przesuszone i „sianowate”, a do tego stracić blask i sprężystość. Gdy dołożymy do tego suszenie włosów na słońcu, na przykład po wyjściu z morza, możemy być prawie pewni, że po pewnym czasie włosy z przesuszenia zaczną się kruszyć i łamać.

Z drugiej zaś strony sól morska jest często wykorzystywana do zwalczania łupieżu i walki z przetłuszczającymi się włosami, a także do złuszczania martwego naskórka i poprawy krążenia (w formie peelingu skóry głowy) – wystarczy odrobinę (najlepiej gruboziarnistej) soli zalać szamponem, delikatnie wmasować w skalp i spłukać. Warto przy tym pamiętać, by wykorzystywać sól w pielęgnacji włosów tylko od czasu do czasu – używana zbyt często lub zbyt intensywnie (za mocno) może prowadzić do podrażnień, a nawet do efektu odwrotnego od zamierzonego – nadmiernej produkcji sebum i zwiększonego przetłuszczania się włosów.

Jak dbać o włosy w słonym morzu lub oceanie?

Idealnie jest włosów nie moczyć, ale kto by na to uważał na wakacjach, prawda? ;)

Jeśli lubimy nurkować lub zwyczajnie wiemy, że włosy i tak się zmoczą, najlepiej przed wejściem do wody pokryć je balsamem lub sprayem ochronnym – w takim kosmetyku powinny znaleźć się przede wszystkim oleje i silikony, które otoczą włosy filmem ochronnym, a także filtry chroniące przed promieniowaniem UV.

Po wyjściu z morza czy oceanu włosy warto przepłukać czystą, letnią, słodką wodą i, gdy są jeszcze mokre, schować przed słońcem. Dobrze jest też włosy dodatkowo nawilżyć.
 

Jak dbać o włosy, jeśli stosujemy spraye z wody morskiej?

Jeśli uwielbiamy stylizować włosy (najczęściej fale) preparatami z solą morską, wybierajmy takie, które zawierają też składniki nawilżające i natłuszczające, np. olejki. Dzięki temu nie będą one tak przesuszać włosów, a mogą je dodatkowo pielęgnować.

Co ciekawe, wiele produktów do włosów reklamowane jako spraye z solą morską tak naprawdę nie zawierają jej wcale – w ich składach obecne jest tylko Sodium Chloride, czyli sól kuchenna, zwana też kamienną. Tak jest w przypadku np. Sprayu do włosów Unique. Jak wyjaśnia przedstawicielka firmy, w Danii, gdzie produkowane są ich kosmetyki, w okolicy siedziby firmy jest po prostu bardzo dużo soli podziemnej i korzystniej jest używać właśnie takiej, lokalnej soli, niż sprowadzanej z odleglejszych terenów soli morskiej. Czy to źle? Nie sądzę, bo sól to sól i jej działanie na włosach na pewno jest takie samo.

A po czym poznać, że spray z solą morską faktycznie taką sól zawiera? Wystarczy spojrzeć na skład – sól morska w INCI określana jest jako Maris sal.

Domowy spray do włosów z solą morską

Możemy też pokusić się o przygotowanie własnego sprayu solnego, mieszając na przykład roztwór soli (w 100 ml wody rozpuszczamy łyżkę soli) z ulubionym olejem do włosów. Do mieszanki warto dodać jakiś nawilżacz, np. aloes, a także składnik zapachowy, np. olejek eteryczny. Całość przelewamy do butelki z atomizerem i spryskujemy włosy.

Myślę, że osiągniemy w ten sposób podobny efekt, co przy użyciu kosmetyków drogeryjnych, a zaoszczędzimy przy tym sporo pieniędzy – spraye z solą morską kosztują od około 15-20 zł do nawet 70-80 zł!

Spraye z solą morską – przegląd i analiza składów

Na rynku dostępnych jest wiele kosmetyków do włosów z solą morską. Poniżej prezentuję kilka wybranych wraz z analizą składową oraz ceną.

John Frieda, Beach Blonde, Sea Waves Sea Salt Spray

Skład: Aqua (woda), Magnesium Sulfate (siarczan magnezu), Alcohol Denat. (wysuszający i podrażniający alkohol), Propylene Glycol (glikol propylenowy, działa jak nawilżacz, ale może podrażniać), Isoceteth-20 (emulgator), Salicylic Acid (kwas salicylowy, działa bakteriobójczo i grzybobójczo, wykazuje działanie zmiękczające i osłaniające), Sodium Benzoate (konserwant), Parfum (zapach), Pvp (polimer), Citric Acid (kwas cytrynowy), Maris Sal (sól morska), Coumarin (kumaryna – zapach), Benzyl Alcohol (alkohol, może wysuszać i podrażniać), Benzophenone-4 (filtr UV).

Zalety: zawiera filtr przeciwsłoneczny i prawdziwą sól morską.

Wady: siarczan magnezu poprawia skręt włosów, ale może prowadzić do ich zmatowienia, plątania i uczucia szorstkości w dotyku. Spray zawiera też dwa niekorzystnie działające alkohole.

Cena: około 7$, czyli 20-30 zł w zależności od kursu.




Toni & Guy, Casual, Sea Salt Texturising Spray

Skład: Aqua (woda), Ethylhexyl Stearate (emulgator, nawilżacz), Pentylene Glycol (nawilżacz), Caprylic/Capric Triglyceride (emolient), Paraffinum Liquidum (olej parafinowy, natłuszcza, ale może powodować zatykanie się porów), Dicaprylyl Ether (emolient), Cetearyl Ethylhexanoate (emolient), Hexyldecanol (nawilżacz), Hexyldecyl Laurate (emolient), Squalane (emolient), Cera Microcristallina (wosk parafinowy, stabilizator), Panthenol (nawilżacz), Polyglyceryl-4 Isostearate (stabilizator), Borago Officinalis Seed Oil (olej z nasion ogórecznika lekarskiego), Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone (emulgator), Cucurbita Pepo Seed Extract (olej z pestek dyni), Hydrogenated Castor Oil (uwodorniony olej rycynowy, emulgator), Tocopheryl Acetate (chroni przed promieniowaniem), Isopropyl Myristate (emolient), Allantoin (emolient), Magnesium Sulfate (siarczan magnezu).

Zalety: zadziwiająco dobry, jak na tego typu produkt, skład – sporo emolientów i nawilżaczy, zero alkoholu i sztucznych konserwantów!

Wady: wbrew nazwie nie zawiera soli morskiej, a siarczan magnezu, który poprawia skręt włosów, może prowadzić do ich zmatowienia, plątania i uczucia szorstkości w dotyku.

Cena: ok. 30 zł/200 ml

Schwarzkopf, Got2b Beach Girl, Texturizing Salt Spray

Skład: Aqua (woda), PEG-8 (nawilżacz), Sodium Chloride (chlorek sodu), Magnesium Sulfate (siarczan magnezu), VP/VA Copolymer (wygładza, zmiękcza kondycjonuje), PVP (polimer), Phenoxyethanol (konserwant), PEG-60 Hydrogenated Castrol Oil (emulgator), Parfum (zapach), Propylene Glycol (glikol propylenowy, działa jak nawilżacz, ale może podrażniać), Limonene (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Methylisothiazolinone (konserwant), Lactic Acid (kwas mlekowy), Anise Alcohol (składnik zapachowy), Benzyl Salicylate (składnik zapachowy), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), Geraniol (składnik zapachowy), Citronellol (składnik zapachowy).

Spray, zgodnie z nazwą, zawiera wprawdzie sól, ale nie morską.

Zalety: dwa nawilżacze i jeden składnik kondycjonujący.

Wady: siarczan magnezu poprawia skręt włosów, ale może prowadzić do ich zmatowienia, plątania i uczucia szorstkości w dotyku. Produkt zawiera też sporo dodatków zapachowych.

Cena: 20 zł/200 ml



John Masters Organics, Sea Mist, Sea Salt Spray

Skład: Aqua (woda), Sodium Chloride (chlorek sodu), Lavandula Angustifolia Oil (olejek lawendowy).

Zalety: prosty skład.

Wady: ponad 70 zł za dwa składniki aktywne, z czego jeden to zwykła sól? To chyba jakieś nieporozumienie. W dodatku, wbrew nazwie kosmetyku, nie jest to sól morska.

Cena: 72 zł/266 ml

Gosh, Professional Hair Care, Salt of Mine, Wet`n Dry Saltwater X-tra Strong

Skład: aqua (woda), alkohol denat. (wysuszający i podrażniający alkohol), VP/VA copolymer (wygładza, zmiękcza kondycjonuje), maris aqua (woda morska), sodium chloride (chlorek sodu), c12-15 pareth-12 (surfaktant), magnesium sulfate (siarczan magnezu), PEG-40 hydrogenated castor oil (emulgator), hydrolyzed wheat protein (hydrolizowane proteiny pszenicy), sodium lactate (nawilżacz), sodium PCA (nawilżacz), hydrolyzed soy protein (hydrolizowane proteiny soi), asparagus officinalis root extract (wyciąg z korzenia szparagów), phenoxyethanol (konserwant), parfum (zapach), ethylhexylglycerin (naturalny konserwant, nawilżacz), benzyl alcohol (wysuszający i podrażniający alkohol), tetrasodium iminodisuccinate (substancja chelatująca), benzyl benzoate (składnik zapachowy), propylene glycol (glikol propylenowy, działa jak nawilżacz, ale może podrażniać), linalol (składnik zapachowy), butylphenyl methylpropional (składnik zapachowy), oleth-20 (emulgator), urea (mocznik, nawilżacz), sodium benzoate (składnik zapachowy), limonene (składnik zapachowy), sodium phosphate (mieszanina soli).

Zalety: zawiera faktyczną sól oraz wodę morską, a także kilka pozytywnie działających na włosy składników.

Wady: zawiera Alcohol Denat oraz siarczan magnezu, który wprawdzie poprawia skręt włosów, ale może prowadzić do ich zmatowienia, plątania i uczucia szorstkości w dotyku.

Cena: ok. 36 zł/125 ml.

Czy któryś z nich Was przekonał? Używacie sprayów z wodą morską?

Zobacz też:

sobota, 13 czerwca 2015

Recenzja: Cosmatrade, VitalDerm, Restoring Shampoo Argan – Szampon z olejem arganowym


Po keratynowym prostowaniu włosów bardzo długo nie stosowałam żadnych mocno działających szamponów z SLS czy SLES – unikałam silnych detergentów, by jak najdłużej cieszyć się efektami zabiegu. Po kilku miesiącach powoli wróciłam jednak do sporadycznego sięgania po produkty silikonowe, które – z obawy przed nadbudowywaniem – zmuszona byłam raz na jakiś czas usuwać z włosów za pomocą silniej działającego szamponu.

Mój wybór padł na Szampon z olejem arganowym VitalDerm zawierający w składzie ALS – mniej znanego „brata” SLS. Trochę przypadkowo, ale bądź co bądź byłam ciekawa, jak działa szampon o tak dłuuuuuuuugim składzie.

Oceny cząstkowe: dobry, średni, zły.

Opakowanie

Bardzo wygodnie – półprzeźroczyste, z pompką, która się nie zapycha i dobrze dozuje szampon. Jedyny minus to bardzo maleńka czcionka ze składem produktu, może być trudno odczytać ją w sztucznym świetle. W związku z tym, o czym przeczytacie za chwilę, mały druk wydaje się być jednak uzasadniony... 


Zapach

Mocno perfumowany, ale przyjemny. Przywodzi na myśl olejki kwiatowe.

Skład

I tu niemiła niespodzianka na wstępie: szampon otrzymał „Laur klienta odkrycie 2013” (taki znaczek, w dodatku bardzo duży, widnieje na przedniej etykiecie), ale było to w czasach, gdy miał inny skład INCI – nowy skład jest mocno zmieniony, a mimo to na produkcie dumnie widnieje ten sam znaczek, wprowadzając użytkowników w błąd. Drobna manipulacja czy zwyczajne oszustwo?

Nowy skład szamponu (ten, z którego ja korzystałam) prezentuje się następująco: Water (woda), Ammonium Cocoyl Isethionate (detergent, trochę delikatniejszy niż SLS czy SLES), Glycerin (gliceryna), Decyl Glucoside (emulgator, wykazuje łagodne działanie myjące), Ammonium Laureth Sulfate (ALS, silny detergent), Cocoamide Mea (emulgator), Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil (olej arganowy), Hamamelis Virginiana (With Hazel) Water (hydrolat z liści oczaru), PEG-120 Methyl Glucose Dioleate (emulgator, zagęstnik), Amodimethicone (silikon usuwany łagodnymi szamponami) & Cetrimonium Chloride (konserwant, emulgator, antystatyk) & Trideceth-12 (środek powierzchniowo czynny, zapobiega nadbudowywaniu się silikonów i innych składników na włosach), Polyquaternium-22 (polimer amfoteryczny, nadaje włosom miękkość i poślizg), Quaternium-80 (zapobiega elektryzowaniu się włosów, odżywia), Fragrance (zapach), DMDM Hydantoin (konserwant, pochodny formaldehydu), Hydroxypropyl Guar (zagęstnik, antystatyk), Panthenol (pantenol), Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Extract (ekstrakt z rumianku), Tocopherol (witamina E), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (masło shea), Methylisothiazolinone (konserwant), Lactic Acid (kwas mlekowy).

Nie jest różowo. Rozumiem dwa silne detergenty, ale po co w szamponie silikon? I czy do konserwowania naprawdę trzeba było użyć pochodnego formaldehydu? DMDM Hydantoin to donor aldehydu mrówkowego – jego ilość w kosmetyku nie może przekroczyć 0,6% aktywnego składnika lub 0,05% składników produktu (w innym przypadku, zgodnie z dyrektywą UE, producent jest zobowiązany informować na opakowaniu, że jego kosmetyk zawiera formaldehyd). O tym, że DMDM Hydantoin nie jest składnikiem w pełni bezpiecznym, może świadczyć to, że odradza się go stosować w przypadku ciąży i karmienia piersią. Sam formaldehyd zaś uważany jest za substancję rakotwórczą, drażniącą i przyspieszającą starzenie się skóry.

Z drugiej strony szampon zawiera sporo pozytywnie działających dodatków, z których najbardziej oryginalnym jest chyba hydrolat z liści oczaru, który wykazuje silne właściwości antyoksydacyjne i przeciwzapalne. Dobrze też, że tytułowy olej arganowy jest dość wysoko w składzie. Wciąż jednak nie rozumiem, po co w ogóle dolewać do szamponu olej...


Działanie

Przyznaję, szampon o tak bogatym składzie niezbyt nadaje się do oczyszczania włosów lub skóry głowy. Ja stosowałam go tylko 2-3 razy w miesiącu, ale na moje potrzeby był odpowiedni – włosy były po nim czyste, pachnące i dość długo świeże. Nie zauważyłam, by działał obciążająco.

Konsystencja i wydajność

Jest dość gęsty, dobrze się pieni i ma perłowy kolor. 400 ml szamponu starcza na naprawdę długo.

Cena i dostępność

Szampon kosztuje 18-22 zł za 400 ml. Cena jest więc dość wysoka, ale nie porażająca. Szampon najłatwiej jest kupić przez internet.

Podsumowanie

Do oczyszczania – średnio, do mycia – w porządku. Taki szampon może spodobać się dziewczynom, które produkty z silnymi detergentami stosują na co dzień – te, które oczyszczają włosy i skórę głowy tylko kilka razy w miesiącu, na pewno będą wolały sięgnąć po prostszy składowo szampon.  Tym bardziej, że część jego składników pozostawia wiele do życzenia.

Wciąż zastanawia mnie też, jak to możliwe, że skład szamponu tak drastycznie się zmienił (w starym nie było na przykład pochodnej formaldehydu!), a mimo to "Laur klienta" pozostał na etykiecie. Ktoś powinien to chyba zgłosić do Rzecznika Praw Konsumenta...

Co sądzicie o takich zmianach w składzie? A może ktoś z Was używał już tego szamponu?


Zobacz też:

Popularne w tym miesiącu: