niedziela, 11 lutego 2018

Olejek eukaliptusowy – przyspiesza porost włosów, pomaga zmniejszyć przetłuszczanie i łupież. Jak go używać?


Testowałam już wiele różnych olejków i muszę przyznać, że najbardziej lubiłam te, które dawały na skórze efekt odświeżenia – tak jak olejek eukaliptusowy. Może tego nie wiecie, ale przez setki lat ten właśnie olejek był niedoceniany i uważano, że nadaje się tylko do aromaterapii, od pewnego czasu zaś staje się coraz bardziej popularny. I nic dziwnego, bo jego właściwości są naprawdę świetne.

Olejek eukaliptusowy to substancja bezbarwna, ale charakteryzująca się łatwym do rozpoznania zapachem. Jak sama jego nazwa wskazuje wyodrębnia się go z eukaliptusa – wiecznie zielonej rośliny, która na całym świecie kojarzy się chyba głównie z misiami koala (eukaliptus jest głównym pożywieniem).

Tutaj ciekawostka: koala pochłaniają dziennie około 500 g liści eukaliptusa, który w takiej formie jest toksyczny i mógłby spokojnie zabić stado wołów. Tymczasem misie wpadają tylko z jego powodu w stan letargu, który nieraz zbliża się do utraty przytomności. Takie z nich małe narkomisie ;)

W czym pomaga olejek eukaliptusowy?

Zalet tego olejku jest naprawdę wiele – pomaga zarówno na porost włosów, jak i na różne dolegliwości skóry głowy. Jego szeroki zakres działania wykracza oczywiście poza ramy kosmetyczne (czytałam na przykład, że świetnie nadaje się nawet do sprzątania), skupmy się jednak na jego właściwościach związanych z włosami. Oto zatem najważniejsze funkcje olejku eukaliptusowego:
  • pobudza krążenie krwi, dotleniając cebulki włosów (przyspiesza więc porost),
  • reguluje wydzielanie sebum (może zmniejszać przetłuszczanie włosów),
  • zwalcza łupież,
  • łagodzi świąd skóry,
  • pomaga leczyć stany zapalne skóry,
  • przyspiesza regenerację uszkodzonych tkanek,
  • działa antywirusowo, przeciwgrzybiczo i bakteriobójczo (odświeża).

Jak używać olejku eukaliptusowego?

Tutaj najważniejsza jest następująca zasada: podobnie jak inne olejki, także eukaliptusowy należy bezwzględnie rozcieńczyć przed użyciem i nie stosować go wprost na skórę (może wywołać poparzenia!).

Olejek eukaliptusowy możemy wykorzystać na wiele różnych sposobów, np. przygotować z jego użyciem:
  • macerat do skóry głowy,
  • szampon (do gotowego szamponu dodajemy kilka kropli olejku),
  • domową mgiełkę do włosów,
  • olej do olejowania włosów i skóry (kilka kropli olejku na łyżkę oleju bazowego),
  • płukankę (szklanka wody, łyżka mleka i 2-3 krople olejku).

Powyższe sposoby przydadzą się szczególnie, jeśli walczymy z łupieżem lub swędzeniem skóry głowy. Olejek eukaliptusowy koi skórę, odświeża ją i pozostawia przyjemne uczucie chłodu.

Jednak uwaga: jak każdy olejek, także eukaliptusowy – używany bez rozcieńczenia i w zbyt dużej ilości – może być niebezpieczny, a nawet toksyczny. Dlatego jak zawsze przy tego rodzaju produktach przypominam o rozwadze i wykonaniu testów antyalergicznych.


Ile kosztuje olejek eukaliptusowy?

Olejek eukaliptusowy kosztuje przeciętnie 6-7 zł za opakowanie 10 ml. Taka ilość starczy nam na długo, bo olejku i tak używamy po kilka kropel naraz. Przechowywać go należy w lodówce.

Gdzie go kupić? Najłatwiej przez internet lub w aptece, szczególnie zielarskiej. Tutaj znajdziecie listę sklepów z półproduktami, z których część na pewno ma go w swojej ofercie.

Używałyście kiedyś olejku eukaliptusowego? Jak i jakie były efekty?

Inne wpisy o półproduktach:

sobota, 10 lutego 2018

Recenzja: John Frieda, Frizz Ease, maska do włosów Miraculous Recovery


Maska, którą dziś recenzuję, występuje w aż trzech rodzajach opakowań. Wnioskuję jednak, że to ten sam produkt, ponieważ z tego, co widzę, ma ten sam skład oraz nazwę. Nie zdziwcie się więc, jeśli w Waszym sklepie maska ta będzie wyglądać tak lub tak.  

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Odkręcany słoik o pojemności 150 ml. Ładny, stabilny, solidny, ale z błędną naklejką, na której raz określa się ten kosmetyk jako maskę, a raz odżywkę. Na opakowaniu napisane jest jednak „masque” i tego będę się trzymać.

Zapach

Typowo drogeryjny, nieco słodki – mnie przypomina zapach maski Gliss Kur marki Schwarzkopf.


Skład

Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient), Behentrimonium Chloride (antystatyk, konserwant), Cyclopentasiloxane (silikon lotny), Behenyl Alcohol (emolient, emulgator), Dimethiconol (silikon, który można usunąć łagodnym szamponem), Lecithin (emulgator), Persea Gratissima Oil (olej z awokado), Tocopheryl Acetate (antyoksydant), Magnesium Ascorbyl Phosphate (forma witaminy C), Retinyl Palmitate (forma witaminy A), Alcohol (alkohol, konserwant, może wysuszać), BIS (C13-15 Alkoxy) PG-Amodimethicone (silikon, który można usunąć łagodnym szamponem), Benzyl Alcohol (alkohol, konserwant, może wysuszać), Phytantriol (zwiększa skuteczność wnikania innych substancji w skórę czy włosy), PEG-14M (emulgator), Hydrolyzed Milk Protein (hydrolizowane proteiny mleka), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant), Parfum (zapach), Linalool (składnik zapachowy), Butylphenyl Methylpropional (składnik zapachowy), Limonene (składnik zapachowy).

Z mojego doświadczenia wynika, że kosmetyki John Frieda nie mają zazwyczaj zbyt dobrych składów, a ten produkt to potwierdza. Przede wszystkim znajdziemy tu aż dwa alkohole, które mogą przesuszać włosy. Maska jest mocno silikonowa, na szczęście silikony te dadzą się łatwo usunąć. O dziwo nie ma tu żadnych humektantów – zamiast nawilżać kosmetyk ten tylko chroni przed utratą wody (zawiera emolienty oraz wspomniane już silikony). Zawiera też proteiny mleka oraz witaminę C oraz A, a także olej z awokado i to dość wysoko w składzie.



Działanie

Maska faktycznie nieźle wygładza i zapobiega puszeniu – po jej zastosowaniu moje włosy wyglądały naprawdę ładnie i były lejące oraz sprężyste i puszyste zarazem. Produkt nabłyszczał je i lekko dociążał. Efekty jej zastosowania jak najbardziej mi się podobały.

Konsystencja i wydajność

W słoiku znajdziemy tylko 150 ml maski – przy długich włosach taka ilość szybko się zużyje. Konsystencja kosmetyku jest jednak typowa, za taką uznaję też jej wydajność.

Cena i dostępność

Maska kosztuje około 35 zł – cena moim zdaniem zbyt wysoka jak za taki skład i tak niewielką pojemność. Znajdziemy ją w drogeriach i sklepach internetowych.

Podsumowanie

Długo zastanawiałam się, czy określić ją kolorem zielonym, czy niebieskim. Ostatecznie zdecydowałam się na to drugie, bo chociaż jej działanie mnie satysfakcjonowało, to muszę wyraźnie podkreślić, że jej skład pozostawia wiele do życzenia i zdecydowanie nie jest to – moim zdaniem – kosmetyk dobry dla włosów wymagających odżywienia, regeneracji oraz przesuszonych. Zawartość – i to dość spora! – wysuszającego alkoholu w tej masce mówi sama za siebie. Myślę, że jest to kosmetyk odpowiedni do doraźnego stosowania, raz na jakiś czas, ale nie polecam sięgać po niego regularnie.



Co myślicie o tym składzie? Warto wypróbować?

wtorek, 6 lutego 2018

Zanim obetniesz włosy, czyli 5 kwestii, które warto wcześniej przemyśleć


Kiedy we wrześniu obcięłam włosy o połowę (z długości sięgającej do połowy pleców skróciły się ledwo do ramion!), zauważyłam, że taka długość nie jest dla nich odpowiednia.  Okazało się, że ich struktura sprawiła, że kiepsko się układały, gdy były zbyt krótkie (co opisałam tutaj). Nie wzięłam tego wtedy zupełnie pod uwagę i nie wiedziałam, że może się tak stać. W efekcie przez prawie 4 miesiące wyczekiwałam, aż osiągną odpowiednią długość i wytrwale je zapuszczałam. Od stycznia jest już znacznie lepiej – włosy sięgają za ramiona, dzięki czemu zyskały punkt podparcia i prezentują się całkiem dobrze.

Ten szczegół sprawił, że postanowiłam przygotować dla was kilka wskazówek, na co zwrócić uwagę, zanim zdecydujecie się obciąć włosy. Zaznaczam – nie chodzi o nieznaczne podcięcie, tylko o obcięcie włosów przynajmniej kilkanaście centymetrów. Nie odradzam też obcinania, sama uwielbiam ten stan, kiedy włosy są skrócone, mają wyraźnie zaostrzone końcówki i dzięki temu lepiej wyglądają. Ale… zanim sięgniemy po nożyczki, warto zastanowić się nad pięcioma sprawami. Oto one.

1. Czy taka długość będzie wygodna?

Chodzi przede wszystkim o dopasowanie fryzury do naszego trybu życia: przy wielu zawodach wymagane jest wiązanie włosów (gastronomia), są i takie, przy których rozpuszczone, także krótkie, na przykład sięgające do brody, są po prostu niewygodne i przeszkadzają. Wiem też, że takie – nazwijmy je – półdługie fryzury nie są zbyt dobrym pomysłem dla młodych matek, które często się schylają i są cały dzień w ruchu. Włosy lecące na twarz, a jednocześnie zbyt krótkie, by można je było łatwo związać, to w takich przypadkach udręka. Dopasujmy więc długość włosów do trybu życia.

2. Czy struktura włosów nadaje się do tej fryzury?

To moim zdaniem kwestia najbardziej istotna. Chodzi nie tylko o budowę naszych włosów, ale też o ich gęstość. Od tego będzie zależało to, jak włosy będą się układać, czy nie będą zbyt przyklapnięte, czy nie będzie widać prześwitów (przy tych bardzo rzadkich) i tak dalej. W tym zakresie powinien nam doradzić zaufany fryzjer – taki, który nie idzie na łatwiznę i nie wykonuje wszystkim tego samego cięcia, bo to według niego modne albo – zwyczajnie dla niego – wygodne…

Poza tym istotne jest też to, czy nasze włosy nie przetłuszczają się zbyt szybko. Wiem, że są takie dziewczyny (szczególnie bardzo młode), które już kilka godzin po umyciu głowy skarżą się na „przyklap”. Przy dłuższych włosach to nie aż taki wielki problem, można je związać, ale przy zbyt krótkich może się to okazać kłopotliwe…

3. Czy taka długość będzie ci pasować?

To, co komu pasuje, to oczywiście kwestia gustu. Wyobraźmy sobie jednak, że – pod wpływem impulsu – decydujemy się obciąć włosy na krótko i okazuje się, że w takiej fryzurze wyglądamy naprawdę źle… Przed nami wtedy wiele miesięcy zapuszczania. Podobnie jest z farbowaniem włosów, szczególnie na ciemne kolory (chociaż szybciej zmienimy kolor niż doczekamy się na powrót długich włosów).

Na to, czy dane cięcie nam pasuje, może mieć wpływ wiele czynników: kształt twarzy, struktura włosów, to, jak się układają, a nawet kolor cery czy rodzaj sylwetki. Nie polecam więc decydowanie się na drastyczne cięcie nagle, na przykład pod wpływem zachęt fryzjera. Szczególnie, że w salonach fryzjerskich jest specyficzne sztuczne światło, przy którym – na ogół – wyglądamy nieco inaczej niż przy dziennym.   

4. Czy włosy po obcięciu będzie można związać?

Pamiętam, jak w czasach szkolnych obcięłam włosy do ucha. Wyglądały dobrze, byłam zadowolona, ale minusem tak krótkiej fryzury okazało się to, że włosów praktycznie nie dało się związać. To było dość męczące latem czy na zajęciach z WF-u. Warto więc przemyśleć sobie tę kwestię, szczególnie, jeśli na co dzień cenimy sobie wygodę i wiążemy włosy.  

5. Czego będą wymagały włosy po obcięciu?

Kolejny przykład z mojego życia, także z czasów szkolnych: poszłam wtedy do fryzjera, który namówił mnie na obcięcie włosów do ramion. Niestety, mocno mi je wtedy wycieniował. Gdy wyszłam z salonu, byłam nawet zadowolona – włosy były wymodelowane i ładnie ułożone. Problemy zaczęły się w domu, gdy je umyłam, bo oczywiście nie umiałam podobnie ich podkręcić, a w dodatku nie wyobrażałam sobie robić tego codziennie przed lekcjami. A bez tego włosy się oczywiście wywijały. Może nie było tragicznie, ale to jeden z tych przypadków (dwóch albo trzech w moim życiu), kiedy obiecałam sobie: nigdy więcej cieniowania.

Dlatego ważną sprawą jest takie cięcie, które – jeśli nie chcemy co rano przez pół godziny modelować włosów – wymaga jak najmniej układania i pracy. Zwłaszcza jeśli, tak jak ja, nie macie ku temu szczególnych zdolności.

A co wy bierzecie pod uwagę przy obcinaniu włosów? Co jest dla was najważniejsze?

Polecam:

Popularne w tym miesiącu: