Z ogromną przyjemnością ogłaszam, że blog osiągnął wczoraj ponad 300,000
wyświetleń – bardzo dziękuję za wszystkie odwiedziny, komentarze i odsłony! Tym
bardziej, że stało się to zaledwie w ciągu 10 miesięcy istnienia strony. W
związku z tak dużą i okrągłą liczbą przygotowałam dla Was konkurs, w którym
można wygrać aż trzy zestawy naprawdę wartościowych kosmetyków do włosów, które
stają się w Polsce coraz bardziej popularne.
Co można
wygrać?
Każdy z nas wie, jak trudno w masie kosmetyków drogeryjnych znaleźć
takie, które będą bezpieczne i odpowiednie do codziennego stosowania. Tym
bardziej zależało mi, aby nagrodą były produkty naprawdę godne polecenia
– takie, po które sama z chęcią od niedawna sięgam.
Do wygrania są więc
aż trzy zestawy składające się z szamponu i odżywki Living Proof z serii
Perfect Hair Day – marki, której współwłaścicielką jest Jennifer Aniston! Sama mam tę serię od niedawna i jestem
zachwycona jej dobrym składem. Fundatorem nagród jest A&M Premium
Distribution – wyłączny dystrybutor marki Living Proof w Polsce (więcej na
temat Living Proof możecie przeczytać tutaj).
Dlaczego warto
wziąć udział w konkursie?
Living Proof to stosunkowo nowa na polskim rynku marka, której
współwłaścicielką jest Jennifer Aniston – kosmetyki mają naprawdę bardzo dobre
składy, a nie dostaniemy ich w zwykłych drogeriach;
ani szampon, ani odżywka nie zawierają siarczanów, parabenów, silikonów;
szampon zawiera wyłącznie delikatne środki myjące – jest więc świetny do
stosowania na co dzień, a także po keratynowym prostowaniu,
kosmetyki są dostosowane do potrzeb różnych rodzajów włosów,
równowartość nagrody to aż 230 zł!
Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w konkursie?
Należy spełnić 3 warunki:
Być publicznym obserwatorem tego bloga i/lub fanem na Facebooku.
Wypełnić i wysłać ankietę konkursową zamieszczoną pod tym wpisem, a w niej odpowiedzieć na pytanie: Jaki jest Twój sposób na piękne włosy?
Wśród odpowiedzi wybiorę trzy, które spodobają mi się najbardziej – zamieszczę je na blogu, a każdy z trzech zwycięzców otrzyma zestaw: szampon i odżywka Living Proof z serii Perfect Hair Day! To, jak będą wyglądały odpowiedzi, zależy tylko od Was – mogą to być kreatywne opisy, porady, historyjki – wszystko, co przyjdzie Wam do głowy. Jeśli do odpowiedzi chcielibyście dodać też załączniki (zdjęcia, rysunki, filmiki, komiksy czy cokolwiek innego), doślijcie je na mfairhaircare@gmail.com.
Poniżej zamieszczam też banner do umieszczenia na stronie lub na Facebooku – nie jest to warunek konieczny do wzięcia udziału w konkursie, ale będzie mi bardzo miło, jeśli go u siebie wykorzystacie :)
Regulamin
konkursu
Organizatorem konkursu jestem ja, autorka bloga mfairhaircare.blogspot.com,
a fundatorem nagród – A&M Premium Distribution.
Rozdanie trwa tydzień: od 13 września do 20 września do północy.
Warunkiem koniecznym uczestnictwa w rozdaniu jest bycie publicznym
obserwatorem bloga mfairhaircare.blogspot.com i/lub polubienie fan page bloga
na Facebooku, polubienie fan page Living Proof Polskai/lubHair2go i wysłanie wypełnionej
ankiety z odpowiedzią na pytanie konkursowe.
Wyniki rozdania zostaną podane w ciągu 3 dni od jego zakończenia.
Wzięcie udziału w konkursie jest równoznaczne ze zgodą na publikację konkursowej odpowiedzi wraz z ewentualnymi załącznikami na tym blogu.
Konkurs nie
podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach
wzajemnych /Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm./
Konkurs potrwa przez tydzień, czyli do przyszłej niedzieli 20 września. Zachęcam do
udziału i życzę powodzenia!
Całe
lato starałam się chronić włosy przed nadmierną ekspozycją na słońce poprzez
używanie produktów z filtrami – nie było to trudne, przyzwyczaiłam się do tego,
że rano przed wyjściem z domu spryskuję głowę mgiełką ochronną, a na końcówki
aplikuję odrobinę kremu. Kremu nie byle jakiego, bo Kèrastase – marki, z którą
miałam już styczność na warsztatach (linki na dole wpisu), ale po raz pierwszy
używałam ich produktu samodzielnie, regularnie i dużą ciekawością w domu.
Oceny
cząstkowe: dobry, neutralny, słaby.
Opakowanie
Krem
znajduje się w niedużej tubce zakręcanej na nakrętkę. Opakowanie jest małe i poręczne
(50 ml), idealne do torebki i na wyjazdy – także do bagażu podręcznego (na tubce
narysowany jest zresztą mały samolocik). Napisy są dobrze widoczne i się nie
ścierają, a produkt łatwo się wyciska.
Jedynym
minusem opakowania jest to, że nie jest przeźroczyste i nigdy nie wiedziałam,
kiedy krem się skończy.
Zapach
Cudowny!
Dla mnie pachnie odrobinę słodko, a odrobinę cytrusowo, ale to pewnie kwestia
subiektywna. Zapach był jednym z tych elementów kremu, dla którego miło mi było
odkręcać codziennie jego tubkę i aplikować produkt na włosy. Szkoda tylko, że
dość szybko się z nich ulatniał.
Skład
Po
raz kolejny musiałam przepisać skład bezpośrednio z opakowania, ponieważ nie
znalazłam go w sieci. W kremie znajdziemy więc: Aqua (woda), C13-16
Isoparaffin (rozpuszczalnik), Dimethicone
(silikon zmywalny mocnymi detergentami), Polyacrylamide
(konserwant), C13-16 Isoparaffin
(rozpuszczalnik), Phenoxyethanol (konserwant), Synthetic Fluorphlogogopite (zwiększa
lepkość kosmetyku), Caramel (karmel),
Laureth-7 (emulgator), Hexyl Cinnamal (składnik zapachowy), ChlorhexidineDigluconate
(substancja przeciwbakteryjna, konserwant), CI
77891/Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu, mineralny filtr
przeciwsłoneczny), BenzylAlcohol
(wysuszający alkohol), Butylphenyl
Methylpropional (składnik zapachowy), Linalool (składnik zapachowy), Benzyl Salicylate (składnik zapachowy), Limonene (składnik zapachowy), Citronellol (składnik zapachowy), 2-oleamido-1,3-octadecanediol (tłuszcz
roślinny o właściwościach emulgujących i kondycjonujących), Tocopheryl Acetate (antyoksydant), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Carthamus Tinctiorius Oil (olej z krokosza
barwierskiego), Poly(linseed oil) (olej lniany), Hydroxycitronellal (składnik
zapachowy), Ethylhexyl Methoxycinnamate
(filtr UV), Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene
Carboxaldehyde (składnik zapachowy), Diethylamino
Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate (filtr UV), Eugenol (składnik zapachowy, antyseptyczny), Benzyl Benzoate (składnik zapachowy), Citral (składnik zapachowy),
CI 17200/Red 33 (barwnik), parfum
(zapach).
Plusy są takie, że w kremie
znajdują się aż trzy filtry przeciwsłoneczne – kosmetyk faktycznie ochrania
więc włosy przed promieniowaniem.
W składzie znajdują się też dwa oleje i antyoksydant.
Minusy
też niestety są – i to poważne. Przede wszystkim w kremie, w dodatku bardzo wysoko w składzie, znajduje się Polyacrylamide – konserwant, który jest
uznawany za bardzo niebezpieczny, kumuluje się w organizmie i ma potwierdzone
działanie kancerogenne. W produkcie znajdziemy także inne konserwanty, a
także wysuszający włosy alkohol.
Działanie
Pomimo
nienajlepszego składu kosmetyk spełnia swoją rolę – używałam go tylko na
końcówki (maksymalnie do 10 cm od końca włosów), nakładając go na suche pasma
raz dziennie przed wyjściem z domu. Przy jego używaniu włosy nie przesuszyły
się, nie zaczęły się rozdwajać, były zdrowe.
Ogromnym plusem kosmetyku
jest to, że świetnie ujarzmia włosy, nie obciążając ich–
nawet, jeśli nałożymy go na pasma w zbyt dużej ilości. Szybko wsiąka i nadaje włosom lekki połysk bez sklejania, a do tego
moje włosy nigdy nie wyglądały po nim na przetłuszczone. To jego duża
przewaga nad olejami. Miałam też wrażenie, że pasma po jego użyciu są bardziej
mięsiste, a mniej spuszone czy zbyt lekkie.
Konsystencja
i wydajność
Produkt,
jak sama nazwa wskazuje, ma konsystencję kremu. Łatwo rozprowadza się na
włosach i starcza na kilka miesięcy użytkowania (u mnie były to 3 miesiące
regularnego stosowania).
Cena i
dostępność
Koszt
nie jest duży – około 37 zł za 50 ml. Kremu używamy w niewielkiej ilości, więc
starcza na długo. Niestety, jak to z kosmetykami Kèrastase bywa, trudno będzie
dostać go w zwykłej drogerii – trzeba szukać w salonach i sklepach fryzjerskich
lub przez internet. Uwaga jednak na zbyt wysokie ceny – na wielu stronach
widziałam, że sprzedają go za 50-60 zł.
Podsumowanie
Miałam
wielki problem z określeniem, czy definitywnie polecać, czy odradzać ten
produkt – z jednej strony świetnie działa, z drugiej zaś ma budzący
zastrzeżenia skład. Ostatecznie myślę,
że może być przydatny dla osób, których włosy są w miarę zdrowe (a
najlepiej też grube i mocne), ponieważ alkohol w składzie kremu nie jest dobrym
pomysłem dla pasm zniszczonych, delikatnych, cienkich i/lub suchych. Ja byłam
zadowolona z jego działania, ale kto wie, jak zadziałałby na moje włosy przy
długofalowym używaniu. Przez trzy letnie miesiące jednak definitywnie się
sprawdził.
W zeszłą sobotę mogłam
przetestować na swoich włosach nowy zabieg wygładzający – Prosalon Keratin
Style, którego producentem jest polska firma Chantal. System istnieje na rynku od niedawna –
byłam bardzo ciekawa, czy efekty jego zastosowania chociaż trochę przypominają keratynowe
prostowanie.
Specjalnie
odczekałam z tym wpisem ponad tydzień, aby móc dokładnie przyjrzeć się efektom
zabiegu. Szczególnie interesowało mnie, jak włosy będą wyglądać po kilku
myciach, jak będą reagować na wilgoć w powietrzu, czy będą miały tendencję do
odkształcania się i puszenia. Chciałam też sprawdzić, czy się bardziej wyprostują
i – zgodnie z nazwą zabiegu – wygładzą oraz czy nie będą już wymagały suszenia
suszarką, która do tej pory pomagała mi je ujarzmić.
Wpis
jest bardzo długi, ponieważ starałam się zawrzeć w nim wszystkie ważne
informacje i moje spostrzeżenia, które – mam nadzieję – przydadzą się tym,
którzy sami rozważają skorzystanie z takiego zabiegu.
Na
wstępie chciałabym tylko zaznaczyć, że w tekście odwołuję się często do
keratynowego prostowania preparatem CocoChoco, ponieważ właśnie z jego użyciem
miałam robiony zabieg ponad rok temu. Wszystko opisałam w tym wpisie:
Czy różni się keratynowe
wygładzanie Prosalon Keratin Style od keratynowego prostowania?
Według
mnie są dwie znaczące różnice: Prosalon
Keratin Style nie zawiera drażniącego formaldehydu i składa się z
naturalnych pochodzących z Brazylii składników (ale jest to zabieg opracowany
przez polskich chemików), z drugiej strony jednak – w porównaniu do
keratynowego prostowania – jest dość krótkotrwały (producent daje gwarancję na to, że efekty zabiegu będą widoczne przez 2
miesiące, podczas gdy przy Encanto czy CocoChoco czas ten wydłuża się nawet do
pół roku – oczywiście przy odpowiedniej pielęgnacji włosów).
Poza
tym przy Keratin Style używa się prostownicy o słabszej mocy (nie jest
konieczne tak silne podgrzewanie włosów jak przy keratynowym prostowaniu), a podczas
tego zabiegu należy umyć głowę dwukrotnie – najpierw za pomocą specjalnego
oczyszczającego szamponu, a później kilkanaście minut po wprasowaniu keratyny
we włosy (cały zabieg krok po kroku opisałam poniżej). W przypadku Encanto
głowa jest wprawdzie też myta dwa razy, ale już przy CocoChoco, z którym miałam
styczność rok temu – tylko raz.
Zgodnie
z nazwą Prosalon Keratin Style wygładza łuski włosów, a zabieg z użyciem
Encanto czy CocoChoco ma włosy wyprostować. To jednak jedynie teoria, ponieważ
zarówno keratynowe prostowanie, jak i wygładzenie dają w zasadzie podobne
efekty. Inne będzie zapewne jednak tempo wypłukiwania się keratyny z włosów,
ale o tym przekonam się dopiero za kilka tygodni. Oba zabiegi wykonuje się po to, by odżywić i zregenerować włosy
zniszczone, farbowane, rozjaśniane, czyli takie, które mają ubytki spowodowane
działaniami mechanicznymi lub chemicznymi. Wyprostowanie włosów nie jest tu
celem, lecz skutkiem ubocznym i nie u każdego może dać efekt gładkiej tafli. W
większości przypadków włosy po keratynie są jednak bardziej wygładzone, mniej
się puszą i odkształcają.
Na czym polegakeratynowe
wygładzanie Prosalon Keratin Style?
Zabieg trwa od 3 do 5
godzin – czas zależy przede wszystkim od długości i gęstości naszych włosów. Moje są pod tym względem zupełnie
przeciętne (obecnie sięgają do łopatek i mają około 7 cm objętości) i w moim przypadku
zabieg zajął równo 3 godziny.
Prosalon Keratin Style składa się z kilku
etapów i jest wykonywany przy użyciu pięciu produktów: dwóch szamponów,
wygładzającego kremu keratynowego, odżywki oraz serum.
5 produktów używanych do zabiegu oraz szampon i odżywka do pielęgnacji włosów po zabiegu
Na
początku fryzjer myje nasze włosy dwukrotnie szamponem oczyszczającym znajdującym się w zestawie. Ma on za
zadanie usunąć z włosów wszelkie pozostałości po produktach stylizacyjnych oraz
otworzyć łuski, by keratyna mogła w nie wniknąć. Na tym etapie poleca się
podciąć włosy chociaż o 1-2 milimetry, by keratyna lepiej w nie wniknęła.
Następnie
fryzjer suszy włosy i dzieli je na sekcje. Na każdą sekcję nakłada keratynowy krem wygładzający z
zachowaniem dwóch centymetrów odstępu od skóry głowy. Z tak zaaplikowanym
kremem siedzimy około 20 minut – w moim przypadku było to pół godziny, ale
fryzjerka powiedziała, że nie jest to błędem, a wręcz dzięki temu produkt
lepiej zadziała. Już na tym etapie czułam sporą różnicę – podczas keratynowego
prostowania CocoChoco zarówno ja, jak i fryzjerka musiałyśmy mieć założone
maseczki ochronne na nos i usta, ponieważ zapach preparatu (formaldehyd!) był
naprawdę mocny i drażniący. Przy Keratin Style praktycznie nic nie było czuć, a
nakładane na włosy produkty pachniały jak typowe kosmetyki fryzjerskie.
Po
tym czasie specjalista przeczesuje włosy grzebieniem i suszy je suszarką aż
będą całkowicie suche. W tym czasie włosy są bardzo nieprzyjemne w dotyku –
sztywne i twarde (miałam wrażenie, że mogą się połamać przy próbie zgięcia). Wówczas
fryzjer prostuje dokładnie każde pasmo kilkukrotnie prostownicą – w przypadku
włosów delikatnych i zniszczonych nagrzewa ją do 185◦C, normalnych – 200◦C, a
grubych i etnicznych – 215◦C. Jest to drobna różnica w porównaniu do
keratynowego prostowania Encanto czy CocoChoco, przy których prostownica musi
nagrzewać się do 230◦C.
Po
prostowaniu musimy odczekać około 15 minut, by włosy powróciły do swojej
normalnej temperatury. Wciąż są bardzo suche i sztywne. Następnie fryzjer myje
je dwukrotnie szamponem utrwalającym,
osusza i na 5 minut nakłada keratynową
odżywkę wygładzającą. Po tym czasie odżywka jest spłukiwana, a włosy
ponownie osuszane. Na koniec fryzjer nakłada na nie keratynowe serum wygładzające i suszy suszarką, modelując je na
okrągłej szczotce.
Całość zabiegu została pokazana na poniższym filmie.
Jak dbać o włosy po
zabiegu?
Po zabiegu Prosalon Keratin
Style dostajemy odżywkę i szampon do stosowania w domu, a także ulotkę z
najważniejszymi zasadami, których należy przestrzegać po keratynowym wygładzaniu. To dobry pomysł – dzięki temu mamy
pewność, jak dbać o włosy i o niczym nie zapomnimy.
Zasady
są więc identyczne jak po keratynowym prostowaniu. W tym przypadku także przez 2 tygodnie po zabiegu ani przed
nim nie wolno farbować włosów, rozjaśniać ich ani wykonywać trwałej.
Jak
wytrzymać pierwsze 72 godziny po zabiegu? Dla mnie było to bardzo trudne,
ponieważ – znowu! – trafiłam na ogromne upały i przez całe trzy dni temperatura
w dzień nie spadała poniżej 30◦C. Wytrzymanie tego czasu bez wiązania i mycia
włosów było nie lada wyzwaniem! W chwilach kryzysu, gdy byłam w domu i wiedziałam,
że włosy są całkowicie suche, wiązałam je lekko nad karkiem miękką frotką. Na
szczęście nic się nie odgniotło. Dopiero trzeciego dnia po nocy zauważyłam
lekkie odkształcenie włosów przy końcówkach – było bardzo niewielkie, ale na
wszelki wypadek wyprostowałam to miejsce zgodnie z zaleceniami przy użyciu
prostownicy.
Po
keratynowym wygładzaniu ProsalonKeratin
Style producent zaznacza, że należy unikać w kosmetykach chlorku sodu i SLS-u,
a więc także innych silnych detergentów.
Nigdzie nie znalazłam informacji o unikaniu wysuszających alkoholi oraz niezmywalnych silikonów, których stosowanie po Encanto czy CocoChoco jest zabronione. Mimo
tego na pewno i teraz będę ich unikać.
Odżywka i szampon do pielęgnacji włosów po zabiegu
Skład szamponu nie wzbudził moich zastrzeżeń, ale w odżywce znajduje się bis-diisopropylamino-pg-propyl dimethicone/bis-isobutyl peg-14 copolymer, czyli kopolimer silikonowy - widocznie nie wpływa na wypłukiwanie się keratyny
Moje wrażenia po
keratynowym wygładzaniu
Do
pierwszego mycia po zabiegu włosy były bardzo lejące, lśniące, a jednocześnie oklapłe
i mocno straciły na objętości. Wydawało się, że jest ich znacznie mniej, ale za to były niemalże proste jak druty.
Dzień po zabiegu wyglądały tak:
Gdy za pierwszym razem umyłam głowę polecanym
szamponem, podczas wysychania wydawały się sztywne i nieprzyjemne w dotyku mimo
użycia odżywki. Zazwyczaj nie czeszę włosów po myciu – gdy schną, same lekko
się prostują, a podsuszenie suszarką pozwala im całkowicie się rozplątać. Tym
razem jednak miałam wrażenie, że wciąż są lekko skołtunione, rozczesałam je
więc delikatnie szczotką z włosia dzika.
Nie suszyłam – chciałam zobaczyć efekt „na surowo”, bez wspomagania. Po
keratynowym prostowaniu nie używałam suszarki przez 3-4 miesiące – nie
musiałam, ponieważ włosy schły same i zawsze były idealnie proste. Miałam
nadzieję, że po keratynowym wygładzaniu będzie podobnie.
Początkowo
myślałam, że efekt będzie niezadowalający – zanim włosy wyschły, wydawały się
spuszone na końcach i brakowało im blasku. Z czasem jednak zaczęły wyglądać
coraz ładniej. Ostatecznie jestem
zadowolona z efektu, chociaż na moich włosach jest on znacznie słabszy niż po
CocoChoco – zabieg wygładził je, ale nie wyprostował tak mocno, jak keratynowe
prostowanie (proste jak druty włosy robią się natomiast po podsuszeniu suszarką, po keratynowym prostowaniu były takie nawet bez suszenia). Tym samym włosy wyglądają bardziej naturalnie i myślę, że
każdy, kto mnie widzi, pomyśli, że wygląd moich włosów nie jest efektem
zabiegu, lecz ich naturalnym stanem.
Co
więcej, włosy nie puszą się i nie wymagają suszenia, co bardzo mnie cieszy. Nie
zauważyłam też, aby reagowały na wilgoć w powietrzu – sprawdziłam to nawet w
deszczowy dzień, chodząc po dworze z rozpuszczonymi włosami. Niestety, mają
tendencję do lekkiego odgniatania się od gumki – gdy związuję je na noc po
umyciu, mimo że są już suche, rano budzę się z lekkimi falami. Na szczęście w
ciągu dnia włosy lekko się prostują, chociaż nie są idealnie proste.
Zastanawiam
się, czy brak spektakularnych efektów nie zależy od tego, że moje włosy są
obecnie w znacznie lepszym stanie niż ponad rok temu – może więc były za mało
zniszczone, aby efekty zabiegu okazały się tak bardzo zauważalne jak rok temu po
keratynowym prostowaniu?
Moje włosy w połowie sierpnia (jeszcze przed zabiegiem), w dniu wykonania Prosalon Keratin Style, po pierwszym myciu i po tygodniu
Ile to kosztuje?
Keratynowe wygładzanie
Prosalon Keratin Style kosztuje – w zależności od długości i gęstości włosów –
500-600 zł. Dużo?
Znacznie więcej niż keratynowe prostowanie? Też tak początkowo myślałam, ale…
Za
keratynowe prostowanie CocoChoco ponad rok temu zapłaciłam około 400 zł. Przy
moich średnio gęstych włosach sięgających do łopatek cena za Prosalon Keratin
Style wyniosłaby około 500 zł. W tej kwocie mieści się jednak coś jeszcze –
polecane do używaniu po keratynowym wygładzaniu odżywka i szampon o
równowartości około 100 zł, które dostajemy od fryzjera po zabiegu. Cena za sam
zabieg byłaby więc taka sama jak przy CocoChoco.
Pytanie
oczywiście, czy klientowi opłaca się używać tak drogich kosmetyków po zabiegu,
skoro może kupić o wiele tańsze w drogerii. Myślę, że jest to opłacalne i
wygodne, jeśli nie mamy pojęcia o substancjach kosmetycznych, nie orientujemy
się, których z nich nie wolno używać po zabiegu i chcemy mieć „święty spokój”
zamiast spędzać długie godziny przy sklepowych półkach w poszukiwaniu
odpowiednich preparatów. Z drugiej jednak strony dobry fryzjer powinien takiemu
klientowi wypisać na kartce chociaż 2-3 polecane po zabiegu kosmetyki, aby nie
miał on problemów z ich kupieniem.
Pozostaje
też kwestia trwałości zabiegu – producenci Prosalon Keratin Style dają
zdecydowanie krótszą gwarancję (8 tygodni, czyli dwa miesiące), podczas gdy po
Encanto czy CocoChoco efekty mogą się utrzymać 3-6 miesięcy. Wszystko zależy
oczywiście od tego, jakie mamy włosy i czy prawidłowo o nie dbamy. Na pewno
będę wnikliwie obserwować efekty Prosalon Keratin Style i sprawdzę, jak długo
się u mnie utrzymają.
Możemy
z tego wywnioskować, że Prosalon Keratin Style jest zabiegiem mniej atrakcyjnym
(cenowo czy pod kątem trwałości), ale nie zapominajmy o jednym – o
bezpieczeństwie. Jeśli poszukujemy preparatu, który nie wpłynie na nasze
zdrowie (na temat CocoChoco czy Encanto krążą różne opinie), to może warto
sięgnąć po ten bez formaldehydu?
Warto też wiedzieć, że zabieg
keratynowego wygładzania bez formaldehydu ma też w swojej ofercie marka Artègo.
Keratynowe prostowanie a
keratynowe wygładzanie – co wybrać?
Trudno
się w tym połapać, ponieważ obie nazwy są często stosowane zamiennie, także na
profesjonalnych stronach. Ekspertka z Prosalon tłumaczyła mi, że zgodnie z
nazwą keratynowe wygładzanie wygładza
łuskę włosa, podczas gdy keratynowe prostowanie prostuje włosy – nie jestem
jednak przekonana do takiego rozróżniania, ponieważ przy tym drugim zabiegu
wyprostowanie włosów jest jedynie „efektem ubocznym”, który występuje u każdego
z nieco inną siłą w zależności od rodzaju włosów, a głównym celem zabiegu jest
– podobnie jak w keratynowym wygładzaniu – odżywienie i zregenerowanie pasm.
Mogę
natomiast porównać oba zabiegi, bazując się na własnych doświadczeniach i
obserwacjach. U mnie efekty były podobne, ale nie identyczne. Być może inny
będzie też proces wypłukiwania się keratyny z włosów (przy Keratin Style –
zgodnie z opisem producenta – stanie się to pewnie szybciej), ale myślę, że nie
ma tu znaczenia rodzaj zabiegu, lecz raczej użyte do niego preparaty – jedne są
mocniejsze, inne wykazują nieco słabsze działanie. Co więc wybrać?
Keratynowe prostowanie, np.
CocoChoco, będzie lepszym wyborem, jeśli:
marzymy
o silniejszym wygładzeniu i wyprostowaniu włosów (zabieg nie daje nam na to
gwarancji, ale jest większa szansa, że osiągniemy ten efekt właśnie poprzez
keratynowe prostowanie),
chcemy,
aby włosy mniej się odkształcały i plątały,
nie
obawiamy się przyklapnięcia włosów przez pierwsze tygodnie po zabiegu.
Keratynowe wygładzanie, np.
Prosalon Keratin Style,będzie lepszym wyborem, jeśli:
zależy
nam głównie na bezpiecznym produkcie bez formaldehydu,
chcemy
uzyskać bardziej naturalny efekt bez przyklapnięcia włosów,
chcemy
wygładzić włosy, ale niekoniecznie mocno je prostować,
nie
znamy się za bardzo na składnikach kosmetyków (po zabiegu dostaniemy odpowiedni
szampon i odżywkę).
Punkty
wspólne zabiegów to: zregenerowanie i odżywienie włosów, nadanie im większego
blasku, wygładzenie, zapobieżenie puszeniu, sprawienie, że są mniej podatne na
odkształcenia, wilgotność powietrza, mniej się niszczą i rozdwajają, a także
wyglądają zdrowiej.
Uwaga! Są to tylko
obserwacje, które poczyniłam na własnych włosach – nie mogę dać gwarancji, że
na innych efekty zabiegów będą identyczne. Wszystko zależy od rodzaju włosów i stosowanej pielęgnacji.
Gdzie wykonać zabieg?
Często
pytacie mnie, w jakim salonie fryzjerskim wykonywałam zabieg i które jeszcze
mają go w swojej ofercie. Jeśli chodzi o keratynowe prostowanie, to wykonamy go
obecnie w większości salonów. Ceny zależą głównie od użytego preparatu oraz
długości i gęstości włosów. Ja swój
zabieg w 2014 roku wykonałam w warszawskim Studio Fryzur Hollywood przy ulicy
Domaniewskiej 22 u pani Anety. Byłam bardzo zadowolona z efektów.
Keratynowe
wygładzanie także jest obecnie w ofercie wielu salonów. Jeśli rozważacie to, które ja wykonałam – Prosalon Keratin Style – to
polecam wypróbować je w autoryzowanym salonie firmowym jego producenta, czyli
marki Chantal – Akademii Perfect You na Al. Stanów Zjednoczonych 32 w Warszawie.
Miejsce jest sprawdzone i godne polecenia, a – czego dowiedziałam się podczas
wizyty – jeśli efekty zabiegu nie będą satysfakcjonujące (bardzo rzadko, ale
czasem się to zdarza – wszystko zależy od włosów), możemy ubiegać się o zwroty
kosztów.
W
obu salonach panuje przyjazna atmosfera, a obie panie chętnie odpowiadały na
wszystkie moje pytania.
Co myślicie o keratynowym
wygładzaniu? Który z tych dwóch zabiegów bardziej Was przekonuje?