sobota, 28 lutego 2015

Aktualizacja włosów – luty


Zaczynam coraz bardziej wierzyć w to, że udało mi się odratować włosy, które jeszcze  osiem miesięcy temu były w naprawdę fatalnym stanie. Po ponad siedmiu miesiącach od keratynowego prostowania nie mam problemów z rozdwajaniem się końcówek, nadmiernym puszeniem się włosów (problematyczne są tylko końce), elektryzowaniem się, łamaniem, podatnością na odkształcanie czy nadmierną wilgotność powietrza. Jestem pewna, że bez stosowania się do podstawowych zasad właściwej pielęgnacji obecnie po zabiegu nie byłoby śladu, a moje włosy przedstawiałyby obraz nędzy i rozpaczy.

Poza tym w lutym odrastające baby hair okazały się być na tyle długie, że lekko odstają na czubku, doprowadzając mnie tym do szału. Z drugiej strony ten etap jest nieunikniony, jeśli chce się zagęścić włosy. Grunt, że rosną i mają się dobrze :)

Przyrost włosów w lutym: 2 cm.

Co robiłam w lutym?

  • Piłam drożdże – a dokładnie dziś zakończyłam 3-miesięczną kurację. Na pewno napiszę o tym wkrótce coś więcej.
  • Piłam skrzyp i pokrzywę w formie herbat – tę kurację też zakończyłam w tym tygodniu, czyli po 3 miesiącach. W marcu planuję miesiąc przerwy, a potem powrót do ziół, ale tym razem w czystej ich postaci.
  • Używałam domowej wcierki chili – przyznaję jednak, że 2 lub 3 razy pod rząd nie udało mi się jej domyć z czubka głowy (za pomocą szamponu Orientany, który bardzo lubię, ale niestety jego działanie okazało się w tym przypadku za słabe) i potem zmniejszyłam nieco częstotliwość jej stosowania.
  • Jadłam zmielone siemię lniane – w porównaniu do ostatnich miesięcy, kiedy to nie wyobrażałam sobie bez niego śniadania, w lutym siemię było tylko sporadycznym do niego dodatkiem.
  • W dalszym ciągu olejowałam włosy przed każdym myciem głowy, stosując olej lniany, macadamia i ze słodkich migdałów. Próbowałam też olejować na odżywkę, ale jak dotychczas po tym sposobie moje włosy są zbyt obciążone i szybko się przetłuszczają.
  • Wzięłam udział w pokazie Hair Fashion Day, o czym informowałam Was w połowie miesiąca :)
Poniżej moje włosy w świetle dziennym. Niestety, tego dnia wiał dość silny wiatr, a ja nie miałam możliwości uczesać się przed zrobieniem zdjęć –  porobiły się więc nieładne strączki.


Co stosowałam w lutym?

Połowę lutego – pod kątem używania kosmetyków do włosów – pochłoną mi wielki test masek Biovax – wtedy przez dwa tygodnie stosowałam niemalże te same produkty. Poza tym używałam Balsamu na kwiatowym propolisie Agafii, Ajurwedyjskiego szamponu Orientany, maski Biovax do włosów blond, Drogocennego olejku arganowego Bielendy i sporadycznie szamponu Babydream. W lutym wykończyłam też zrecenzowaną już odżywkę Dermena.

Pod kątem półproduktów luty był bardzo skromny – zdążyłam zastosować jedynie witaminę B5 i mleczko jedwabne. Z olei w ruch poszedł macadamia, ze słodkich migdałów oraz lniany, który niestety już mi się skończył.

Wciąż z powodzeniem używam też turbanu termalnego Hair Spa.


Nowości produktowe

W lutym kupiłam tylko saszetki masek Biovax oraz oliwkę dla dzieci Baby Pflegeöl z zamiarem użycia jej do olejowania włosów (świetny skład!) – dostałam natomiast kilka nowości:

  • maskę Biovax Orchid (z ich najnowszej serii),
  • szampon Biotin&collagen, OGX,
  • maskę Argan Oil, Bioélixire,
  • szampon i odżywkę Pharmaceris zmniejszające łamliwość włosów,
  • szampon i odżywkę Petal Fresh z granatem i jagodami acai,
  • tabletki na włosy i paznokcie RevitalHair,
  • a także zestaw kosmetyków do stylizacji L'Oreal, o których pisałam we wpisie poświęconym Hair Fashion Day.

Co planuję w marcu?

W marcu daję włosom trochę odpocząć od wewnątrz – odstawiam skrzyp i pokrzywę oraz drożdże. Poza regularnym olejowaniem zamierzam jednak:

A jakie są Wasze włosowe plany na marzec? Udało się Wam w lutym osiągnąć zamierzone cele?

Poprzednie podsumowania:

piątek, 27 lutego 2015

Ciekawe włosowe linki: luty 2015


Jak co miesiąc o tej porze chciałabym zainteresować Was ciekawymi linkami o wiadomej treści, na które natknęłam się w lutym :)

Wady noszenia długich włosów

Wkręcają się w zapięcie łańcuszka i suwaki, zapychają odpływ, wymagają tony szamponu i wpadają do jedzenia… Oto krótki filmik obrazujący fizyczne i społeczne minusy posiadania długich włosów. Pół żartem, pół serio.  


6 banalnych fryzur dla leniuchów

Nie wszystkie mnie przekonują i nie każdą damy radę zrobić na swoich włosach, ale pierwsza jest naprawdę niezła!


Jak NAPRAWDĘ wyglądają fryzury z tutoriali?

Nie oszukujmy się – dziewczyny z popularnych w internecie tutoriali, które pokazują, jak wykonać różne fryzury, mają najczęściej długie i gęste włosy. Jak zatem te same uczesania będą wyglądać na włosach rzadkich, kręconych, krótkich czy puszących się? Świetny materiał pokazujący, że nawet do obrazków typu „zrób to sama” należy podchodzić z głową!






Żelazko do włosów, czyli loki z przeszłości

Zastanawialiście się kiedyś, jak 100 czy 200 lat temu kręcono włosy? Odpowiedź brzmi: żelazkiem. Dość ciekawym i nietypowym jak na dzisiejsze czasy. Popularne były też papiloty. W tym artykule znajdziemy nie tylko garść zaskakujących faktów, ale też ciekawe zdjęcia i ryciny. 

Polecam też wejść na stronę główną – natkniemy się tam na więcej włosowych ciekawostek z przeszłości.






Włosy – wymagania społeczne kontra rzeczywistość

Zauważyliście ten wieloletni już światowy pęd do robienia z kobiet klonów? Duże piersi, długie nogi, wąska talia i sporej wielkości usta. Moda nie omija też włosów – mają być długie, proste lub lekko falowane, najlepiej blond. Pół biedy jeśli do tego kanonu próbują wpisać się kobiety rasy białej – Murzynkom jest w tym temacie o wiele trudniej, ich włosy są zwykle mocno skręcone, mają inną fakturę, a i tak ocenia się je przez pryzmat wielu krzywdzących, urodowych stereotypów i pośrednio wmawia, że powinny wyglądać jak białe Europejki czy Amerykanki. 

To chyba najciekawszy artykuł na temat włosów, jaki ostatnio przeczytałam. Skłania do refleksji.







Działanie szamponów pod lupą

Interesujący wpis na jednym z anglojęzycznych blogów, w którym autorka pokazuje (dosłownie: na zdjęciach włosów pod mikroskopem) wpływ szamponów na włosy. Pouczające!






Palety farb do włosów

Ta strona przyda się osobom, które często farbują włosy. Znajdziemy na niej palety farb, ciekawostki dotyczące koloryzacji oraz praktyczne porady, np. jak odróżnić kolor farby od jej tonu, jak odczytywać numery farb czy jak dobrać odpowiednie stężenia. Warto zajrzeć.




A jakie linki Wy możecie polecić w tym miesiącu?

Podobne wpisy:

czwartek, 26 lutego 2015

Jak kupić idealną suszarkę?


Suszarka, która puszy włosy, niszczy je, a w dodatku wydziela woń spalenizny, to już zamierzchła przeszłość – współczesne suszarki to prawdziwe rakiety wśród sprzętów do stylizacji. Żeby jednak wybrać tę idealną, trzeba zwrócić uwagę na kilka istotnych kwestii.

Przynajmniej 3 opcje regulacji temperatury

Temperatura nawiewu to zdecydowanie najważniejszy element suszarki i to właśnie na tę regulację powinniśmy zwracać uwagę w pierwszej kolejności. Dawniej większość suszarek miała tylko dwa guziki: nawiew ciepły i gorący. Współcześnie standardem są trzy – dodatkowy nawiew letni to podstawa suszenia włosów na co dzień. Powietrze o umiarkowanej temperaturze przyspiesza bowiem suszenie włosów i domyka łuski, ale ich nie niszczy.

Aby upewnić się, czy nawiew, którym suszymy włosy, jest odpowiedni, wystarczy przyłożyć do niego na chwilę rękę – jeśli nas nie patrzy i możemy tak trzymać dłoń przez kilkanaście sekund, oznacza to, że temperatura jest idealna. Jeśli zaś szybko cofamy rękę, to nawiew jest zbyt gorący i może źle wpływać na włosy – warto go zmniejszyć.  

Regulacja nawiewu

Mniejszy i większy nawiew w suszarkach to obecnie standard. Wiele suszarek ma już jednak aż trzy (a nawet cztery) przyciski – nawiew słaby, średni i mocny. Takie rozróżnienie naprawdę się przydaje: mocny nawiew jest potrzebny przede wszystkim do szybkiego wysuszenia mokrych włosów, słabszy zaś – do podsuszania i modelowania.

„Zimny” guzik

Guzik z zimnym nawiewem przydaje się na sam koniec suszenia – dzięki chłodnej temperaturze łuski włosów domykają się, a dzięki temu są mniej podatne na uszkodzenia mechaniczne, bardziej się błyszczą, są gładsze i mniej spuszone. Taki guzik jest na suszarkach najczęściej oznaczony płatkiem śniegu lub napisem "cool".

Jonizacja

To element, którego nie widać, ale który zdecydowanie się przydaje – jonizacja domyka bowiem łuski włosów, dzięki czemu zapobiega elektryzowaniu i sprawia, że pasma są bardziej błyszczące i miękkie. Jak to możliwe?

Suszarki z jonizacją mają wbudowane specjalne generatory, które w trakcie suszenia wytwarzają jony ujemne. Jony te neutralizują dodatnie ładunki na włosach (odpowiedzialne m.in. za elektryzowanie się pasm i otwieranie łusek). Bez tego włosy po wysuszeniu mogłyby być szorstkie w dotyku, mało gładkie i niezbyt błyszczące.


Duża moc

Każde urządzenie elektryczne ma swój silnik – suszarka także. Ów silnik również nie jest bez znaczenia. Suszarki mają bowiem moc od 1000 do 2300 W. Oczywiście im większa moc suszarki, tym szybciej wysuszymy włosy i nie będziemy ich za długo męczyć ciepłym lub (o zgrozo) gorącym nawiewem.

Moc możemy też dobrać do gęstości i długości włosów:
  • do krótkich/rzadkich wystarczy trochę słabsza suszarka o mocy 1000-1400 W,
  • do długich/gęstych przyda się mocniejsza, o mocy minimum 1600 W.

Powłoka ceramiczna lub turmalinowa

Niektóre suszarki są wyposażane w specjalne powłoki ceramiczne lub turmalinowe. Te pierwsze sprawiają, że temperatura suszenia równomiernie się rozkłada, a dzięki temu włosy nie są narażone na różnice temperatur i mniej się niszczą. Powłoki turmalinowe zaś są zbudowane z minerałów – turmalinów, które są naturalnymi źródłami jonów ujemnych. Działają więc jak opisana wcześniej jonizacja.

Długi (najlepiej chowany) kabel i nieduża waga

Tutaj sprawa jest jasna: nikt nie chciałby chyba trzymać zbyt długo nad głową bardzo ciężkiej suszarki. A długi kabel to zwyczajnie kwestia wygody – idealnie, jeśli jest wyciągany i można go schować w obudowie suszarki (nie będzie nam się wtedy plątał, a przechowywanie suszarki będzie łatwiejsze i sprzęt zajmie nam mniej miejsca).

Antypoślizgowy uchwyt

Idealna suszarka powinna też mieć antypoślizgowy uchwyt. W zaparowanej łazience, kiedy dłonie łatwiej się pocą, taki dodatek bywa naprawdę przydatny.


Zdejmowany filtr ochronny

Kto z nas nie zna zapachu spalenizny, która pojawia się czasem przy suszeniu włosów słabą suszarką? Efekt ten powodują dostające się do silnika suszarki kurz, zanieczyszczenia i włosy. W skrajnym przypadku może to spowodować przepalenie się suszarki! Filtr ochronny to drobna siateczka z tyłu urządzenia, która zabezpiecza sprzęt przed nieproszonymi pyłkami i włosami. W idealnej suszarce filtr można zdjąć i oczyścić.

Dodatki do suszarki

Dobre suszarki do włosów kupujemy zwykle w pakiecie z dodatkami takimi jak:
  • dyfuzor – ten z krótkimi końcówkami pomaga nadać włosom objętości, z długimi zaś – unosi włosy u nasady;
  • koncentrator – zapomniany przez wielu z nas gadżet, który skupia strumień powietrza, umożliwiając nakierowanie go na wybrane pasma włosów (przydatne w trakcie modelowania);
  • nakładka prostująca – zbudowana z płytki ceramicznej ułatwia prostowanie włosów podczas suszenia.


Jak wybrać dobrą suszarkę turystyczną?

Na wyjazdach warto zrezygnować z dużej i ciężkiej suszarki i zamiast niej wozić ze sobą turystyczną. Takie suszarki mają zwykle mniejsze moce i składane rączki. Są ponadto lżejsze i zajmują mniej miejsca w walizce.

Jeśli często wyjeżdżamy za granicę, możemy rozejrzeć się za suszarką z przełącznikiem napięcia – w niektórych krajach, np. w USA, używa się bowiem prądu o innym niż u nas napięciu. Taki guzik jest zwykle umieszczany z tyłu obudowy.

Gdzie kupić dobrą suszarkę?

Na pewno nie na bazarku :) Nie radzę też przez internet – no chyba że w dobrym sklepie i sprawdzony model. Najlepiej jest szukać w sklepach ze sprzętem RTV i AGD oraz fryzjerskich, gdzie możemy suszarkę dokładnie obejrzeć, przeczytać informacje na pudełku, a często także mamy okazję danego sprzętu użyć, podłączając do gniazdka w sklepie. Nie liczyłabym jednak na zbyt fachową poradę ze strony sprzedawców, zwłaszcza w sieciowych sklepach – z moich obserwacji wynika, że rzadko znają się na sprzedawanych w salonie sprzętach i zazwyczaj ograniczają się do przeczytania potencjalnemu nabywcy opisu z pudełka.

A jakiej suszarki Wy używacie?

środa, 25 lutego 2015

Recenzja: Orientana, Ajurwedyjski szampon do włosów jaśmin i migdałecznik


Kilka tygodni temu, po wielu miesiącach używania szamponu Babydream, postanowiłam wypróbować wreszcie coś nowego, a jednocześnie – podobnie jak ten popularny produkt dla dzieci – delikatnego i łagodnego w działaniu.

Mój wybór padł na szampon Orientany, który pół roku przeleżał nieużywany w mojej szafce, ponieważ początkowo obawiałam się zawartego w nim Sodium Benzoate – soli sodowej kwasu benzoesowego i Polyquaternium 10 – soli amonowej (sole nie są polecane po keratynowym prostowaniu włosów). Owa sól występuje wprawdzie na samym dole składu szamponu, wolałam jednak w tamtym czasie nie kusić losu i niepotrzebnie nie wypłukiwać keratyny z włosów. Na szczęście soli jest w Orientanie tak niewiele, że nawet teraz, grubo pół roku po zabiegu, nie odczuwam jej negatywnego działania.  

Oceny cząstkowe: dobryneutralnysłaby.

Opakowanie

Idealne! Półprzeźroczyste (widać ile szamponu jeszcze w nim zostało), miękkie i z odkręcaną nakrętką (łatwo wydobyć produkt). Opakowanie zawiera trochę niestandardową ilość szamponu – 210 ml. Na buteleczce jest przyklejona informacja o działaniu kosmetyku i składnikach aktywnych (a jest ich sporo).

Zapach

Bardzo charakterystyczny, mocno kwiatowy, jaśminowy, wręcz nie sposób go pomylić z zapachem żadnego innego szamponu. Mimo tego, że jest dość intensywny, bardzo przypadł mi do gustu. Co ciekawe, nie jest wynikiem działania sztucznych aromatów i utrzymuje się przez jakiś czas na włosach :)


Skład

Na bogato! Skład w zasadzie bardziej przypomina urozmaiconą odżywkę, a nie szampon. Znajdziemy w nim: Aqua (woda), Lauryl Glucoside (środek powierzchniowo czynny – łagodny detergent), Palm Kernel/Coco Glucoside (emulgator), Cocamidopropyl Betanine (delikatny detergent myjący), Sodium Cocoyl Glutamate (substancja myjąca), Glycerin (gliceryna), Jasminum Officinale Extract (ekstrakt z jaśminu)Emblica Officinalis Fruit Powder (puder z amli – agrestu indyjskiego),  Sapindus Mukurossi Fruit Powder (orzechy piorące),  Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z aloesu), Glyceryl Oleate (emolient tłusty), Camellia Sinensis Leaf Extract (chińska herbata)Sodium PCA (substancja filmotwórcza), Rosa Damascena Flower Water (hydrolat różany)Hydrolyzed Wheat Protein (hydrolizowane proteiny pszenicy), Terminalia Ballerica Fruit Extract (Terminalia bellirica – azjatycka roślina)Oryza Sativa Bran Oil (emolient tłusty)Acacia Concinna Fruit Powder (Acacia Concinna – roślina), Symplocos Racemosa Bark Extract (wyciąg z kory pluskwicy groniastej), Zinc PCA (pirolidynokarboksylan cynku), Polyquaternium 10 (sól amoniowa), Panthenol (pantenol), Decyl Glucoside (substancja myjąca), Camellia Sinensis Seed Oil (olejek z chińskiej herbaty)Hydrolyzed Sweet Almond Protein (hydrolizat protein słodkich migdałów), Xanthan Gum (guma ksantanowa), Jasminum Sambac Flower Extract (jaśmin),  Citric Acid (kwas cytrynowy), Sodium Benzoate (sól sodowa kwasu benzoesowego), Potassium Sorbate (sorbinian potasu).

Poza mnogością ekstraktów (m.in. z jaśminu i chińskiej herbaty) oraz dobroczynnych olejków, szampon Orientany zawiera także proteiny (pszenicy i słodkich migdałów). Nie znajdziemy tu konserwantów, parabenów, silikonów, barwników ani sztucznych aromatów. A jednak się da!

Główne składniki aktywne szamponu to:
  • Amla – wzmacnia cebulki, zapobiega wypadaniu włosów i rozdwajaniu się końcówek, działa przeciwłupieżowo i przeciwzapalnie.
  • Acacia Concinna – zmiękcza, wygładza, zwiększa połysk i pobudza włosy do wzrostu, oczyszcza je bez uszkadzania ochrony lipidowej.
  • Wyciąg z kory pluskwicy groniastej – chroni skórę głowy, działa ściągająco.
  • Orzechy piorące – czyszczą i nabłyszczają.

Na uwagę zasługuje też Glyceryl Oleate – tłusty emolient, który z jednej strony, w formie nierozcieńczonej, może powodować zaskórniki, z drugiej zaś zapobiega odparowaniu wody z włosów, kondycjonuje je, wygładza i nadaje połysk, a dodatkowo pomaga usuwać zanieczyszczenia. Warto też wspomnieć o Sodium PCA – substancji zapobiegającej elektryzowaniu się włosów – oraz Oryza Sativa Bran Oil – tłustym emoliencie, który wprawdzie (podobnie jak Glyceryl Oleate) może przyczyniać się do powstawania zaskórników, przede wszystkim jednak zmiękcza i wygładza włosy.


Działanie

Wychodzę z założenia, że szampon ma myć, a nie pielęgnować – takie bogactwo składników widziałabym więc raczej w masce lub odżywce. Czy w ciągu 2-3 minut mycia głowy wszystkie składniki szamponu są w ogóle w stanie zadziałać? Mocno w to wątpię.

Z drugiej strony szampon Orientany ma bardzo przyjazny włosom i skórze głowy skład, żadnych niepotrzebnych dodatków i chemicznych składników. Dobrze myje, włosy są po nim świeże, a przy tym nie przesusza. Niestety, prawdopodobnie z powodu obecności jedynie łagodnych detergentów, a także bogactwa ekstraktów, olejków i innych składników, średnio radzi sobie ze zmywaniem olejów z włosów. Nauczyłam się więc, że w dni, kiedy stosuję domowe maceraty na skórę głowy, do mycia używam innego szamponu (o dziwo problem z domyciem występuje u mnie nie na długości włosów, a tylko na czubku głowy – mimo że, przewrażliwiona już na tym punkcie, to właśnie to miejsce najbardziej intensywnie szoruję podczas mycia).

Warto zwrócić uwagę na obecność łagodnych detergentów (Lauryl Glucoside, Coco Glucoside oraz Cocamidopropyl Beatine), które zastępują silne SLS czy SLES – szampon nadaje się więc do codziennego stosowania, nie powinien powodować podrażnień. Bardzo dobrze się pieni. Ja jestem zadowolona z jego działania, ale nadmiar ekstraktów i olejków może jednak nie być sprzymierzeńcem włosów, które się nadmiernie przetłuszczają…

Konsystencja i wydajność

Szampon Orientany jest bardzo gęsty i wydajny – do umycia całej głowy wystarcza mi dosłownie odrobina zmieszanego z wodą kosmetyku. 

Cena i dostępność

Kupimy go w sklepach stacjonarnych (np. Hebe) i przez internet. Kosztuje 34 zł – myślę, że to sporo jak na niewielkiej ilości szampon (210 ml). Bądźcie czujni – w niektórych sklepach intenetowych jego cena dochodzi nawet do blisko 40 zł.

Podsumowanie

Nie jest łatwo trafić na produkt, który byłby tak bardzo naturalny. Ajurwedyjski szampon Orientany działa jak szampon i odżywka w jednym – myje, pielęgnuje i nie podrażnia. W przyszłości chętnie kupię też inne produkty tej firmy.


 Używaliście kiedyś produktów Orientany? 

wtorek, 24 lutego 2015

Czy włosy mogą się trwale odkształcić od gumki lub spinki?




Dzisiejszy, krótki skądinąd wpis, to moja mała przestroga skierowana do (szczególnie prostowłosych) dziewczyn, które często wiążą lub spinają swoje włosy. Niestety, w wielu przypadkach nie pozostaje to bowiem bez uszczerbku na wyglądzie i kondycji włosów.

Kiedy byłam w liceum, trochę z lenistwa, a trochę ze zwykłej wygody, kilka razy w tygodniu zdarzało mi się wiązać włosy w kucyk, w dodatku zwykle na tej samej lub bardzo podobnej wysokości. Do takiego końskiego ogona używałam zazwyczaj pierwszych lepszych gumek, które miałam pod ręką – zazwyczaj niedużych frotek lub zwykłych gumek z metalowymi elementami (wtedy nikt się jeszcze nimi nie przejmował). Po pewnym czasie zauważyłam, że po rozpuszczeniu włosów w miejscu wiązania włosy trwale się odkształciły – tworzyło się w tym miejscu nieładne odgniecenie, pojedyncza fala biegnąca w poprzek włosów.

W tamtych czasach prostownice nie były jeszcze zbyt popularne, próbowałam więc naprostować włosy za pomocą gorącego nawiewu suszarki, ale – jak się pewnie domyślacie – nie dawało to żadnych rezultatów. W efekcie z odkształceniem męczyłam się kilka miesięcy, do czasu aż włosy odrosły.

Trwałe odkształcenie wygląda nieco inaczej niż połamane włosy (które także mogą powodować nieładne odgniecenia) – takie miejsce na włosach jest bardziej gładkie, a w miejscu odkształcenia nie widać krótkich, odstających włosków (czyli połamanych, porwanych) ani ich ubytków. Oczywiście oba zjawiska mogą także iść ze sobą w parze. 

Jak zapobiegać trwałym odkształceniom włosów?         

Aby nie doprowadzić do trwałego odgniecenia włosów, warto:

  • zmieniać uczesania, zwłaszcza położenie kucyka lub upięć (nie związywać włosów wciąż na tej samej wysokości),
  • zrezygnować z ciasnych upięć, mocno zawiązanych na włosach gumek,
  • nie używać gumek z ostrymi krawędziami (np. gumek recepturek) i z metalowymi elementami (mogą łamać włosy),
  • nie wiązać mokrych ani wilgotnych włosów i nie kłaść się spać z mokrymi ani wilgotnymi włosami (niewyschnięte włosy są znacznie bardziej narażone na wszelkiego rodzaju uszkodzenia mechaniczne),
  • zmieniać położenie przedziałka (w przeciwnym razie włosy mogą się wytrzeć i zawsze już, aż do odrośnięcia, układać w ten sam sposób, a do tego będą w tym miejscu płaskie i przyklapnięte),
  • nie używać ciasnych opasek, szczególnie tych o ostrych krawędziach,
  • używać delikatnych gumek: frotek, twistbandów, Invisibobble, gumek bez metalowych złączeń czy plastikowych dodatków,
  • spinki typu wsuwki zamienić na spinki żabki,
  • wyrobić w sobie nawyk luzowania kucyka lub upięcia,
  • intensywnie nawilżać i odżywiać włosy, by je uelastycznić i tym samym sprawić, że będą mniej podatne na odgniecenia i uszkodzenia. 
 
Twistband, źródło: stylemethrifty.com
Invisibobble, źródło: testbiene.de

Co robić, gdy nasze włosy są trwale odkształcone?

Odkształcenie możemy oczywiście wygładzić prostownicą lub postarać się chwilowo „naprawić” za pomocą mocnych stylizatorów – z oczywistych względów nie polecam jednak takiego maltretowania włosów. W dodatku takie metody mogą tylko pogłębić problem, jeszcze bardziej uszkadzając strukturę włosów. Lepiej poczekać, aż włosy odrosną – do tego czasu należy stosować się do zaleceń wyszczególnionych przeze mnie u góry. 

Jeśli jednak odgniecenie bardzo nam przeszkadza, możemy na przykład:

  • wypróbować różne metody na kręcenie loków bez użycia ciepła (warkocze, loki na chusteczki nawilżające, papiloty itp.) – wtedy odkształcenie „zginie” w gąszczu innych fal (byle wciąż nie stosować tego samego sposobu, bo znów sobie zaszkodzimy);
  • wypróbować keratynowe prostowanie włosów (włosy się wygładzą i szybciej doczekamy ich odrośnięcia).

Przede wszystkim jednak trzeba się uzbroić w cierpliwość – żaden kosmetyk nie jest w stanie naprawić trwałego odkształcenia, a problem ten tylko potwierdza regułę, że zniszczyć włosy można bardzo łatwo, ale naprawić o wiele trudniej.

Zdarzyło Wam się kiedyś trwałe odkształcenie włosów? 

niedziela, 22 lutego 2015

Wielki test czterech masek Biovax


Od początku lutego w sklepach sieci Biedronka dostępne są saszetki masek Biovax. Postanowiłam je przetestować i pokazać Wam szczegółowe wyniki tego porównania. Oczywiście każda z nas ma inne włosy i efekty u Was mogą się różnić, jednak mam nadzieję, że tak szczegółowy opis pomoże Wam w łatwiejszym dopasowaniu takiej maski, która może zadziałać na Waszych włosach najlepiej :)

Zasady testu

Aby nie zaburzyć wyników testu, każdą z masek stosowałam dwa razy (próba I i II), a przy używaniu każdej maseczki postępowałam zawsze według tego samego schematu:
  1. na 1,5 godziny nakładałam na skórę głowy macerat chili, a na włosy olej lniany (próba I) lub tylko olej lniany (próba II) i trzymałam je pod turbanem termalnym Hair Spa,
  2. następnie płukałam włosy letnią wodą i osuszałam je bawełnianą koszulką,
  3. na wilgotne włosy nakładałam na pół godziny wybraną maskę Biovax,
  4. myłam skalp szamponem ajurwedyjskim Orientany,
  5. na około 3 minuty nakładałam na włosy odżywkę Dermeny,
  6. odsączałam nadmiar wody z włosów bawełnianą koszulką,
  7. włosy schły naturalnie 45 minut, a następnie podsuszałam je chłodnym nawiewem suszarki,
  8. końcówki zabezpieczałam Drogocennym olejkiem arganowym Bielendy.

Test trwał w sumie dwa tygodnie. Za każdym razem robiłam zdjęcie tuż po umyciu i wysuszeniu włosów oraz 24 godziny później, czyli po nocy (za wyjątkiem dwóch przypadków, kiedy wróciłam bardzo późno do domu i zwyczajnie o tym zapomniałam). 

Masek używałam w następującej kolejności: 

  1. "Keratyna + jedwab"
  2. "Do włosów suchych i zniszczonych"
  3. "Do włosów słabych ze skłonnością do wypadania"
  4. "Naturalne oleje" – i od nowa próba II w tej samej kolejności.

Przy okazji mogłam zobaczyć, jak bardzo zdjęcia przekłamują odcień włosów – większość była robiona przy tym samym świetle, a kolory wyszły diametralnie różnie.

A oto wyniki i moje obserwacje.

Biovax "Keratyna + jedwab"

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol (emolient), Glycerin (gliceryna), Cetearyl Alcohol (emolient), Ceteareth-20 (emulgator), Cetrimonium Chloride (detergent kationowy), Silk Amino Acids (aminokwasy jedwabiu), Hydrolyzed Silk (proteiny jedwabne), Hydrolyzed Keratin (hydrolizowana keratyna), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Lawsonia Inermis Leaf Extract (ekstrakt z henny), Acetylated Lanolin (emolient), Trimethylsilylamodimethicone (silikon zmywalny jedynie silnymi detergentami), C11-15 Pareth-9 (substancja myjąca), Parfum (zapach), Potassium Sorbate (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Ethylhexylglycerin (konserwant o naturalnym pochodzeniu, humektant), Phenoxyethanol (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant), Imidazolidinyl Urea (konserwant), Citric Acid (kwas cytrynowy), Triethanolamine (regulator pH kosmetyku).

Skład maski „Keratyna + Jedwab” wskazuje jednoznacznie, że mamy do czynienia z produktem typowo proteinowym – znajdziemy tu aż 3 ich rodzaje: proteiny jedwabne, aminokwasy jedwabiu oraz hydrolizowaną keratynę. Działanie protein jest równoważone kilkoma emolientami, dość wysoko w składzie widnieje też humektant – gliceryna.

Niestety, w masce znajdziemy też jeden, ale za to dość trudny w zmyciu silikon, a także kilka konserwantów.

Zapach maski jest bardzo delikatny, nie drażniący.


Działanie maski "Keratyna + jedwab" na włosach

Próba I: włosy ujarzmione, mięsiste, nieco przyklapnięte, ale cieszy mnie brak puchu na końcówkach.

Próba II: włosy gładkie, mięsiste, nie tak bardzo przyklapnięte, jak poprzednim razem. Jestem bardzo zadowolona z efektu!

Po masce "Keratyna + jedwab" (od lewej): próba I, dzień później, próba II, dzień później

Moja opinia o masce Biovax „Keratyna + jedwab”: ta maska to jeden z dwóch moich faworytów pod względem działania – widać moim włosom służą zawarte w niej proteiny. W internecie krążą o masce „Keratyna + jedwab” niepochlebne opinie – wiele dziewczyn skarży się na puch na włosach po jej zastosowaniu (efekt przeproteinowania) – myślę jednak, że taki problem może się pojawić głównie wtedy, gdy używamy jej zbyt często lub w towarzystwie protein zawartych w innych kosmetykach do włosów. Jeśli więc chcemy ją bardziej zneutralizować, warto dorzucić do maski więcej emolientów, np. ulubione oleje.

Przypuszczam ponadto, że na dobry (ale w tym przypadku pozorny) efekt działania maski na włosach wpływa też bez wątpienia zawarty w niej silikon, który obkleja włosy i daje wrażenie większej gładkości. Ja od ponad pół roku nie używałam wcale silikonów, więc jego działanie z pewnością tym bardziej jest po takiej przerwie u mnie widoczne.

Minusem maski Biovax „Keratyna + jedwab” jest to, że odrobinę szybciej przetłuszczają mi się po niej włosy – być może jest to jednak tylko moje wrażenie, ponieważ na drugi dzień po myciu włosy wciąż wyglądają dobrze, ale pod koniec dnia czuję, że są już bardzo oklapłe i mam ochotę je związać. 

Biovax "Do włosów suchych i zniszczonych"

Skład: Aqua (woda), Cetyl Alcohol (emolient), Ceteareth-20 (emulgator), Cetrimonium Chloride (detergent kationowy), Cinnamonium Zeylanicum Extract (ekstrakt z cynamonowca cejlońskiego), Mel Extract (ekstrakt z miodu), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy), Lawsonia Inermis Leaf Extract (ekstrakt z henny), Glycerin (gliceryna), Acetylated Lanolin (emolient), Parfum (zapach), Sodium Benzoate (konserwant), Potassioum Sorbate (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Citric Acid (kwas cytrynowy), Triethanolamine (regulator pH kosmetyku), Linalool (imituje zapach konwalii), C.I. 16255 (barwnik), C.I. 42090 (barwnik).

W skład maski wchodzą głównie nawilżacze (emolienty), w tym olej migdałowy, a także humektanty (miód i gliceryna). Maska nie zawiera silikonów, ma też mniej konserwantów niż „Keratyna + jedwab” (tutaj 4, tam 5).  

Zapach maski jest dość słodki, mało charakterystyczny.


Działanie maski Biovax "Do włosów suchych i zniszczonych"

Próba I: tuż po myciu końcówki wydawały się spuszone, rano jednak (zwykle myję głowę wieczorem) były już bardziej wygładzone i sypkie. Zdecydowanie nie były tak dociążone jak przy masce "Keratyna + jedwab", ale dzięki temu sprawiały wrażenie bardziej puszystych i gęstych.

Próba II: kolejne podejście do tej maski wypadło nieco lepiej – nie miałam już takiego problemu z puszącymi się końcówkami, włosy były bardziej gładkie, a przy tym puszyste.

Po masce Biovax "Do włosów suchych i zniszczonych" (od lewej): próba I i II
Moja opinia o masce Biovax "Do włosów suchych i zniszczonych": dwukrotne użycie tej maski pokazuje, że przy zastosowaniu tego samego produktu włosy mogą jednak wyglądać odrobinę inaczej – wpływ mają na to rozmaite czynniki, np. aktualny punkt rosy czy kosmetyki, które stosowaliśmy wcześniej (na przykład przy poprzednim myciu głowy).

Czytałam o tej masce wiele dobrego i nie ma się co dziwić, ponieważ jej skład jest dość prosty – zawiera głównie emolienty – i to głównie z tego powodu odpowiada tak wielu osobom. Na pewno w przyszłości rozważę kupienie większego słoiczka tego kosmetyku.

Biovax „Do włosów słabych ze skłonnością do wypadania"

Skład: Aqua (woda), Cetyl Alcohol (emolient), Cetearyl Alcohol (emolient), Ceteareth-20 (emulgator), Cetrimonium Chloride (detergent kationowy), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z aloesu), Mel Extract (ekstrakt z miodu), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy), Lawsonia Inermis Leaf Extract (ekstrakt z henny), Glycerin (gliceryna), Acetylated Lanolin (emolient), Parfum (zapach), Potassioum Sorbate (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant), Methylchloroisothiazolinone (konserwant), Citric Acid (kwas cytrynowy), Triethanolamine (regulator pH kosmetyku), Linalool (imituje zapach konwalii), C.I. 42090 (barwnik).

W tej masce, oprócz emolientów, mamy też trochę humektantów (miód i aloes). Nie ma tu jednak protein. Ponadto znajdziemy w niej aż 5 konserwantów.

Maska jest dość gęsta i ma kwiatowy zapach.


Działanie maski Biovax "Do włosów słabych ze skłonnością do wypadania" 

Próba I: nie wiem, czy była to wina zmechacenia się włosów w czasie spania, ale następnego dnia po umyciu głowy miałam wrażenie, że końcówki wyglądają na przerzedzone.

Próba II: wypadła o wiele lepiej niż poprzednio – włosy są bardziej mięsiste (chociaż o wiele mniej niż w przypadku maski „Keratyna + jedwab”), lepiej się układają.

Po masce Biovax "Do włosów słabych i wypadających" (od lewej): próba I, dzień później, próba II, dzień później

Moja opinia o masce Biovax "Do włosów słabych i wypadających": nie da się wzmocnić włosów, stosując maskę raz czy dwa razy, ocenić mogę więc tylko jej działanie doraźne – a to wypada nieco gorzej na tle pozostałych. Mimo wszystko efekt jest dobry, zadowalający i na pewno sprawdzi się u wielu osób. 

Biovax „Naturalne oleje”

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol (emolient), Glycerin (gliceryna), Cetearyl Alcohol (emolient), Ceteareth-20 (emulgator), Cetrimonium Chloride (detergent kationowy), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Macadamia Integrifolia Seed Oil (olej macadamia), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Betaine (pochodna gliceryny, substancja antystatyczna), Acetylated Lanolin (emolient), Lawsonia Inermis Leaf Extract (ekstrakt z henny), Parfum (zapach), Phenoxyethanol (konserwant), Ethylhexylglycerin (konserwant pochodzenia naturalnego, humektant), Methylisothiazolinone (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Potassioum Sorbate (konserwant), Citric Acid (kwas cytrynowy), Triethanolamine (regulator pH kosmetyku), Hexyl Salicylate (składnik zapachowy).

Zgodnie z nazwą maska Biovax „Naturalne oleje” ma skład typowo emolientowy – (znajdziemy tu przede wszystkim olej arganowy, macadamia i kokosowy), ale nie jest odarta z humektantów (tutaj na uwagę zasługuje umieszczona wysoko w składzie gliceryna oraz, sporo niżej,  jej pochodna, czyli Ethylhexylglycerin).

Niestety, tu także mamy do czynienia z konserwantami – na szczęście jeden z nich ma pochodzenie naturalne i działa jak humektant (czyli nawilża włosy).

Zapach maski Biovax "Naturalne oleje" jest bardzo subtelny, prawie niewyczuwalny.


Działanie maski Biovax "Naturalne oleje"

Próba I: włosy w stanie dobrym, w miarę wygładzone, ale nie tak bardzo, jak przy zastosowaniu maski „Keratyna i jedwab”. Następnego dnia wyjątkowo odkształcone, nadawały się tylko do związania.

Próba II: włosy puszyste, ale nie spuszone. Efekt bardzo zbliżony do próby numer 1. Następnego dnia niestety ponownie zrobiła się szopa.

Po masce Biovax "Naturalne oleje" (od lewej): próba I, dzień później, próba II, dzień później
Moja opinia o masce Biovax "Naturalne oleje": produkt godny polecenia. Jak pewnie zauważyliście, dzień po jej użyciu moje włosy były mocno zmechacone i wyglądały co najmniej dziwnie – myślę, że jest to efekt tego, że przy użyciu tej maski myłam głowę w ciągu dnia (obie próby wypadły w soboty, w tygodniu myję zaś głowę zawsze wieczorami) i być może włosy inaczej zareagowały i były bardziej podatne na odkształcenia (wilgoć w powietrzu?). Mimo wszystko maska dobrze nawilża i nie mam do niej większych zastrzeżeń. 

Podsumowanie testu

Wszystkie cztery maski zawierają bardzo podobne składniki. Z tych pozytywnych znajdziemy w nich zawsze:
  • glicerynę (w dwóch maskach na początku składu, a w dwóch – w środku),
  • ekstrakt z henny,
  • Acetylated Lanolin, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol (emolienty – dwa ostatnie zawsze na początku składu).

Ponadto warto zwrócić uwagę na obecność:
  • ekstraktu z miodu (w dwóch maskach),
  • oleju z migdałów (w dwóch maskach).

Niestety, wszystkie testowane przeze mnie maski Biovax zawierają konserwanty – każda z nich ma ich po 4 lub 5.

Dokładną rozpiskę, a w niej zawartość poszczególnych składników, które znajdziemy w Biovaxach, możecie sprawdzić na poniższej, przygotowanej przeze mnie tabelce. Mam nadzieję, że ułatwi Wam ona wybór odpowiedniego produktu.  


Najlepiej jednak kupić saszetki Biovax i przetestować je na własnych włosach – u każdego efekt może się nieco różnić. Saszetki są dostępne w Biedronkach i kosztują po 1,99 zł. To też dobra opcja na wyjazdy – można je zużyć na raz (chociaż ja dzielę je na pół) i zajmują niewiele miejsca.

Wszystkie testowane przeze mnie maski Biovax są też dostępne w opakowaniach po 250 i 500 ml.


A która z tych masek jest Waszą ulubioną?

Popularne w tym miesiącu: