niedziela, 30 listopada 2014

Aktualizacja włosów – listopad


Moje włosy po 4 miesiącach od keratynowego prostowania są wciąż proste i gładkie, nie wymagają suszenia ani modelowania. Od miesiąca zauważam jednak, że keratyna zaczyna się już bardziej wypłukiwać – jest to widoczne szczególnie na końcówkach, które bardziej niż dotychczas się puszą. Jeśli włosy wrócą do stanu wyjściowego, będę pewnie rozważać powtórny zabieg. Może tym razem wykonam go samodzielnie w domu?

Co robiłam w listopadzie?

  • Od 3 listopada – jem codziennie zmielone na świeżo siemię lniane. Zauważyłam, że zmniejsza ochotę na słodycze!
  • Od 3-24 listopada – używałam wcierki z kozieradki, która niesamowicie pomogła mi na wypadające włosy. O efektach kuracji pisałam tutaj. Jej wcieranie łączyłam z masażem skóry głowy (używanie wcierki bardzo mnie do niego zmobilizowało – po odstawieniu kozieradki zazwyczaj zapominam już o codziennym masażu...).
  • Od 24 listopada – piję skrzyp i pokrzywę. Smak nieciekawy (szczególnie nie polecam picia jej po cytrusach, robi się wówczas bardzo gorzka), ale myślę, że warto się raz dziennie przemęczyć, ponieważ skrzyp (dzięki zawartości krzemionki) wzmacnia włosy i sprawia, że stają się grubsze i bardziej lśniące, pokrzywa zaś oczyszcza organizm z toksyn, ma działanie przeciwłupieżowe i przeciwłojotokowe. Dodatkowo oba zioła ograniczają wypadanie włosów.
  • Od przełomu października i listopada wróciłam do łykania suplementów diety: początkowo stosowałam Dermenę, obecnie kończę opakowanie CeCe Med Hair Complex. Traktuję je jednak jedynie jako dodatek do tego, co jem, a od kliku tygodni udaje mi się przestrzegać zdrowej diety – bogatej głównie w warzywa i owoce, chude mięso, orzechy i ryby.

Czego używałam w listopadzie?

W związku z tym, że po keratynowym prostowaniu musiałam bardzo ograniczyć sposób pielęgnacji (opiszę to szerzej za kilka dni w poście poświęconym temu zabiegowi), a 90% moich kosmetyków do włosów musiałam przez to zamknąć w pudle i schować głęboko w szafie, od sierpnia używam jedynie kilku produktów (które łączę z rozmaitymi półproduktami). Są to kosmetyki bez SLS/SLES, soli, alkoholu i silnych detergentów w składzie:



Wróciłam też do regularnego olejowania włosów  (używałam: oleju macadamia, ze słodkich migdałów, lnianego oraz zwykłej oliwy z oliwek) i zauważyłam, że moje włosy nie potrzebują długiego olejowania – wystarczy, jeśli nałożę produkt 1-3 godziny przed umyciem głowy.  

Nowości produktowe 

Kosmetyki, które kupiłam lub dostałam w tym miesiącu, to: maski Kallos (latte, bananowa i algowa), maska Farmona Bamboo & oils, papiloty i gumki Elite bez metalowych złączeń:



Plany na grudzień

W tym miesiącu udało mi się powstrzymać wypadanie włosów – w najbliższym czasie planuję więc skupić się na przyspieszeniu porostu oraz olejowaniu wraz z dostarczaniem włosom keratyny, by jak najdłużej pozostały gładkie.

Poza tym moje plany na grudzień to:
  • picie drożdży – zawierają wiele witamin i minerałów, wpływają na przyspieszenie porostu włosów i regulują pracę gruczołów łojowych,
  • kontynuacja picia skrzypu i pokrzywy,
  • powrót do stosowania wcierki z kozieradki,
  • testowanie płukanek na włosy – są proste w przygotowaniu, ale wciąż o nich do tej pory zapominałam (do jednej z nich chciałabym wykorzystać własnoręcznie przygotowany ocet jabłkowy, o którym na pewno jeszcze napiszę),
  • przetestowanie nowych, naturalnych kosmetyków do włosów, które planuję zamówić w najbliższy wtorek w związku z Dniem Darmowej Dostawy (więcej informacji na samym dole tego postu),
  • opracowanie takiego upięcia do snu, po którym moje włosy rano wciąż będą gładkie i nie będą miały wywiniętych końców (może coś polecicie?),
  • zafarbowanie odrostów (i tylko odrostów),
  • wypróbowanie nowych naturalnych metod pielęgnacji, na które do tej pory nie miałam czasu, chociaż już kupiłam potrzebne składniki: laminowanie włosów żelatyną i maska z awokado.

Na koniec chciałbym przypomnieć lub dać znać tym, którzy nie wiedzą, że 2 grudnia jest Dzień Darmowej Dostawy, czyli akcja, w której bierze udział wiele firm oferujących towary przez internet (tutaj znajdziecie listę sklepów). To dobra okazja do zakupów – m.in. kosmetyków do włosów lub świątecznych prezentów :)

Druga sprawa to obniżki w Hebe (link) – do 10 grudnia taniej kupimy m.in. szampon Head & Shoulders, Radical, Nivea i Timotei, dżywki Wella i Garnier oraz maski Prosalon i Delia :)

A jakie są Wasze włosowe plany na grudzień?

czwartek, 27 listopada 2014

Zrób to sama: wcierka z kozieradki + efekty mojej kuracji



Przez wiele lat bardzo sceptycznie podchodziłam do leczenia wszelkich dolegliwości sposobami wyłącznie naturalnymi – w tym ziołami. Trudno mi było uwierzyć w to, że mogą być lepsze od leków, nad którymi pracuje sztab naukowców. Wcierka z kozieradki to jedna z tych metod, która przekonała mnie, że naturalne sposoby potrafią zdziałać cuda i naprawdę działają. W dodatku natychmiast!

Ale od początku. Moje włosy nigdy nie były wyjątkowo grube ani gęste, ale przez wiele lat wyglądały naprawdę okazale i były moją dumą – długie, gładkie i lśniące. Pod wpływem częstego farbowania na wszelkie możliwe kolory oraz bardzo powierzchownej wówczas pielęgnacji zaczęły jednak tracić na objętości, puszyć się i rozdwajać. Gwoździem do trumny był dla nich rok 2012, kiedy pod wpływem leczenia, które przeszłam, zaczęły masowo wypadać.

Od tego czasu znajdowałam je wszędzie: na poduszce, w wannie, umywalce i ubraniach. Stosowałam rozmaite sposoby, by je wzmocnić – zarówno kosmetyczne, jak i dermatologiczne – łykałam suplementy, ale na dłuższą metę nic nie pomagało. Postanowiłam więc sięgnąć po coś zupełnie innego – mój wybór padł na wychwalaną przez wiele blogerek wcierkę z kozieradki.

Wcierka z kozieradki – moja kuracja i efekty

Zmielone ziarna kozieradki kupiłam za około 3 złote w zielarskiej aptece. Zaparzałam ją mniej więcej raz na tydzień zgodnie z przepisem, który podaję poniżej (maksymalnie tyle czasu zaparzone zioło może stać w lodówce).  Po zaparzeniu wywar bez ziaren przelewałam do buteleczki z dziubkiem.

Wcierki z kozieradki używałam codziennie przez dokładnie 3 tygodnie – czyli mniej więcej tyle, ile powinniśmy maksymalnie używać ciągiem wszelkich wcierek (spotkałam się też z opinią, że można ich używać przez miesiąc).

Kozieradkę aplikowałam za pomocą buteleczki z dziubkiem najpierw na przedziałek, a następnie odgarniałam rząd włosów co kilka centymetrów i polewałam w tym miejscu skórę głowy. Na końcu umieszczałam odrobinę wywaru z zioła na pierwszej linii włosów nad czołem i wykonywałam krótki masaż skóry głowy za pomocą palców i szczotki Tangle Teeser.

Efekty mojej kuracji bardzo mnie zaskoczyły: już po 2 dniach (!) stosowania wcierki z kozieradki włosy niemal całkowicie przestały wypadać! Dodatkowo mniej się przetłuszczały. Niestety, z powodu krótkiego czasu trwania kuracji mam problem z określeniem, czy kozieradka spowodowała u mnie pojawienie się baby hair.

Minusy? Po 3 tygodniach włosy nieznacznie zaczęły mi wypadać. Nieznacznie, ponieważ był to wciąż ułamek tego, co wypadało przed kuracją.

Niektóre dziewczyny skarżą się na to, że nie mogą znieść zapachu kozieradki – rzeczywiście, pachnie ona rosołem, jednak dla mnie ten zapach w żaden sposób nie jest nieprzyjemny. Na szczęście też znika tak szybko, jak tylko wniknie w skórę głowy (pytałam kilka osób z mojego otoczenia, czy czują jej woń – każda z nich odpowiedziała, że nie).

Dlaczego warto wypróbować wcierkę z kozieradki?

Oto według mnie najważniejsze powody:
  • sprawia, że włosy przestają wypadać i mniej się przetłuszczają,
  • odbija włosy u nasady,
  • daje szybkie efekty,
  • jest bardzo tania – warto spróbować nawet jeśli okaże się, że u kogoś nie zadziałała tak silnie, jak u mnie,
  • jest prosta w przygotowaniu,
  • u wielu osób powoduje powstawanie baby hair i szybszy porost włosów (tego nie mogę potwierdzić u siebie).

Jak przygotować wcierkę z kozieradki?

Potrzebujemy:
  • ziarna kozieradki,
  • buteleczkę z dziubkiem (lub inny aplikator),
  • wrzątek,
  • szklankę,
  • spodek (lub inną przykrywkę).

Wsypujemy łyżeczkę sproszkowanych ziaren do szklanki i dolewamy pół szklanki wrzątku (to idealne proporcje, ale polecam je zmniejszyć, bo taką ilość będzie nam ciężko zużyć w ciągu tygodnia). Przykrywamy spodkiem, by kozieradka się zaparzyła.

Po 15 minutach zdejmujemy spodek i czekamy aż mikstura wystygnie. Na końcu zlewamy płyn do aplikatora, zostawiając nasiona na dnie szklanki.

Zmielone ziarna kozieradki

Zaparzanie kozieradki


Jak stosować wcierkę z kozieradki?
  • najlepiej stosować ją codziennie,
  • jeśli boimy się, że będziemy pachnieć rosołem, najlepiej jest aplikować wcierkę wieczorami – do rana zapach powinien całkowicie wywietrzeć,
  • wcierkę możemy aplikować butelką z dziubkiem, strzykawką bez igły, pipetą lub palcami (zdecydowanie najwygodniejsza jest według mnie pierwsza metoda, chociaż druga jest do niej dość podobna),
  • lepiej nie stosować wcierki na mokre włosy – woda za bardzo ją rozrzedzi,
  • jeśli aplikujemy wcierkę przed myciem włosów (polecam jednak po!), zróbmy to minimum godzinę wcześniej, by płyn zdążył wniknąć w skórę głowy,
  • wcierka jest bardzo rzadka (ma konsystencję wody), więc jeśli nie chcemy być cali mokrzy, lepiej przed jej aplikacją położyć na ramiona ręcznik, a w czasie stosowania przechylić głowę lekko do tyłu.

Kto z Was stosował już wcierkę z kozieradki? Jakie były efekty?

niedziela, 23 listopada 2014

Jak wykorzystać produkty kuchenne na włosy?



Jeśli chcemy postawić na urozmaiconą pielęgnację włosów, nie musimy od razu kupować gotowych półproduktów takich jak kwas hialuronowy, mleczko pszczele czy keratyna. Na początku (a także i później) warto korzystać z tego, co mamy w lodówce. Każdy produkt działa bowiem u każdego nieco inaczej i ważne jest, by poznać, co lubią nasze włosy.

Poniżej spisałam to, co z domowych produktów może przydać się do tworzenia własnych masek, płukanek czy odżywek. To oczywiście tylko część z tych, z których możemy korzystać.

Produkty podzieliłam na kategorie, aby było łatwiej wybrać to, co w danej chwili jest nam potrzebne.

Emolienty

Zaliczamy do nich głównie oleje roślinne, które są źródłem niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz witamin, np. A, E, D i K. Najlepiej wybierać te tłoczone na zimno i nieoczyszczone (nierafinowane) – znajdziemy w nich najwięcej składników odżywczych.

Aby olej lepiej wniknął we włosy, przed aplikacją warto go odrobinę podgrzać.

Tę grupę szerzej opiszę innym razem emolienty są w dużej mierze związane z olejowaniem włosów i wymagają osobnego opisu. Tutaj tylko przykłady:
  • olej lniany – zawiera m.in. kwasy omega-3, omega-6 i omega-9, sterole, woski; sprawia, że włosy są miękkie, gładkie i przyjemne w dotyku, mniej się puszą;
  • olej migdałowy – zawiera kwasy omega-6 i omega-9 oraz witaminy; nawilża włosy, sprawia, że mniej się puszą i lepiej układają;
  • oliwa z oliwek – zawiera m.in. witaminę E, nasycone kwasy tłuszczowe, omega-9 i omega-3; łagodzi podrażnienia skóry głowy, polecana osobom o włosach suchych i zniszczonych, o przesuszonej skórze głowy; nawilża i sprawia, że włosy są bardziej lśniące.

Na co musimy uważać przy emolientach? Na to, by nie nałożyć ich na włosy zbyt dużo – na całe włosy wystarczy łyżka lub dwie oleju. W innym przypadku może być trudno zmyć go z włosów.

Humektanty

Humektanty to substancje, których zadaniem jest nawilżenie włosów. Możemy wykorzystać na przykład:
  • siemię lniane – zawiera witaminy z grupy B, minerały (żelazo, cynk, wapń, magnez), błonnik i kwasy tłuszczowe; nawilża, usztywnia i odżywia włosy; idealny jako maska, szampon lub płukanka;
  • aloes – możemy go zasadzić w doniczce i używać (jednak dopiero 3-letnie drzewko nabiera leczniczych właściwości); zawiera m.in. witaminy (C, E i z grupy B), minerały (sód, potas, magnez, cynk, miedź i żelazo), aminokwasy, biotynę i kwas foliowy; nawilża i usztywnia włosy, pomaga też na wiele dolegliwości, np. łupież, łysienie, łagodzi podrażnienia skóry głowy;
  • miód – bogaty w witaminy, np. A, C i K, enzymy oraz kwasy organiczne; polecany do włosów zniszczonych, suchych i matowych, ponieważ ma działanie regenerujące i odżywcze;
  • cukier – wykazuje działanie kondycjonujące, idealny składnik do domowych peelingów skóry głowy.

Na co musimy uważać przy humektantach? Na to, by używać je odpowiednio do pogody. Ten temat omówiłam szerzej tutaj.

Proteiny

Proteiny to budulce włosów. Wśród nich wyróżniamy te wielocząsteczkowe (np. mleko i jajko), hydrolizowane (znacznie mniejsze) i aminokwasy (najmniejsze). Proteiny hydrolizowane i aminokwasy możemy dostać w sklepach z półproduktami, natomiast wiele protein wielocząsteczkowych znajdziemy wśród produktów kuchennych, np.:
  • jajko – możemy wykorzystać całe lub tylko żółtko; wzmacnia włosy, sprawia, że są bardziej odporne na zniszczenia;
  • majonez –zawiera aminokwasy i antyoksydanty; polecany osobom o włosach zniszczonych i suchych, nadaje włosom połysk i wzmacnia je;
  • żelatyna – wygładza włosy i sprawia, że mniej się puszą, stają się cięższe i grubsze, mają więcej połysku i lepiej się rozczesują; żelatyny używamy do laminowania włosów;
  • jogurt – bogaty w kwas mlekowy; pomaga na porost włosów, oczyszcza pory skóry głowy, nadaje włosom gładkość i powoduje, że są bardziej błyszczące;
  • mleko – zawieraja kwasy tłuszczowe, witaminy (A, D, E i z grupy B), białka, minerały (wapń, fosfor, magnez, potas); regeneruje włosy i naskórek, dodaje pasmom sprężystości, blasku, wzmacnia ich strukturę i wygładza;
  • śmietana, kefir, maślanka – działają podobnie jak mleko, ale zawierają więcej kwasów mlekowych dzięki czemu przywracają skórze kwaśne pH.

Na co musimy uważać przy proteinach? Na to, by nie przesadzić z ich ilością. Oczywiście każde włosy są inne i musimy dobrać dawkę odpowiednią dla siebie, jednak u większości osób nakładanie protein sprawdza się, gdy używamy ich mniej więcej raz w tygodniu. Nadmiar protein może prowadzić bowiem do przeproteinowania włosów – stają się wtedy suche i spuszone. W takim przypadku najlepiej jest oczyścić włosy szamponem z SLS/SLES i nałożyć na nie maskę głęboko nawilżającą z dodatkiem emolientów.

Dodatkowe źródła witamin i minerałów

W ramach pielęgnacji włosów możemy używać mnóstwa produktów – także owoców, warzyw, herbat czy ziół.

Warzywa
  • marchew – zawiera cukry, witaminy (E, K, H, PP i z grupy B), minerały (miedź, fosfor, wapń, żelazo), karoteny czy białko; sok z marchwi zastosowany na włosy farbowane pomaga na przykład przedłużyć trwałość ich koloru;
  • dynia – zawiera witaminy (A, B, C, E, PP) i minerały (np. potas, wapń, fosfor); odżywia włosy, regeneruje je i dodaje blasku; o dyni pisałam więcej tutaj;
  • czosnek – dzięki działaniu antybakteryjnemu pomaga walczyć z łupieżem, a dodatkowo zmniejsza wypadanie włosów, regeneruje je i pobudza do wzrostu.

Owoce
  • jabłko – bogate w witaminy (A, B1, B2, B6, C, E, K i PP) i minerały ( wapń, krzem, żelazo, fosfor i potas); możemy z niego robić maseczki lub ocet jabłkowy idealny do płukanek;
  • banan – wspomaga odbudowanie naturalnej bariery ochronnej włosów i skóry głowy;
  • awokado –nawilża i odżywia zniszczone i suche włosy, gdyż jest bogate w tłuszcze i mikroelementy;
  • cytryna –polecana szczególnie naturalnym blondynkom, u których może delikatnie rozjaśniać kolor włosów; redukuje produkcję łoju; płukanka cytrynowa domyka łuski włosów i sprawia, że są bardziej błyszczące.

Napoje
  • zielona herbata – dzięki niej włosy są mocniejsze, gładkie i lśniące, pobudza włosy do wzrostu; zawiera związki przeciwutleniające, które stymulują mikrokrążenie skóry;
  • czarna herbata – zapobiega wypadaniu włosów i nadaje im blask; może przyciemniać włosy;
  • hibiskus – zawiera witaminę C, kwasy organiczne, glikozaminoglikany; polecany głównie do włosów rudych, gdyż może lekko barwić jasne pasma; pomaga na porost włosów i wzmacnia je;
  • piwo –jasne nadaje się do płukanek; wzmacnia włosy;
  • cydr – wspomaga utrzymanie właściwego pH skóry; powoduje, że włosy są bardziej miękkie i gładkie.

Zioła
  • pokrzywa –wpływa na porost włosów, zapobiega ich wypadaniu i wzmacnia;
  • rumianek – polecany do włosów blond; dezynfekuje skórę głowy;
  • łopian – hamuje wypadanie włosów, reguluje pracę gruczołów łojowych;
  • tatarak – pobudza porost włosów, hamuje łupież, zapobiega łysieniu.

Inne
  • skrobia ziemniaczana – wygładza i prostuje włosy, dodana do masek poprawia ich konsystencję;
  • drożdże – przyspieszają porost włosów, zapobiegają nadmiernemu ich przetłuszczaniu.

Jak używać produktów kuchennych?

Produkty kuchenne mają różną konsystencję, skład i fakturę – jedne więc będą idealne jako składniki maski do włosów, inne zaś (te płynne) lepiej sprawdzą się jako płukanki (co nie oznacza, że nie nadają się do masek).

Jeśli chodzi o maski do włosów, trzymajmy się poniższych zasad:
  • maskę trzymaj na głowie nie mniej niż 15–30 minut, by pozwolić składnikom aktywnym wniknąć we włosy;
  • aby wzmocnić działanie maski, nałóż na głowę foliowy czepek i ręcznik, który możesz delikatnie podgrzewać suszarką (ciepło spowoduje, że łuski włosów się rozchylą, a składniki lepiej w nie wnikną);
  • jeśli możesz, po użyciu maski zastosuj delikatny szampon (bez silnych detergentów) i umyj nim tylko skalp (włosy umyją się spływającą po nich pianą), a następnie zastosuj odżywkę (tę metodę nazywamy OMO);
  • do ostatniego płukania włosów użyj chłodnej (ale nie zimnej!) wody, by łuski włosów się zamknęły – będą wtedy bardziej gładkie i mniej narażone na uszkodzenia.

Jak przygotować idealną maseczkę do włosów?
  1. Określ porowatość swoich włosów – niektóre składniki lepiej pasują do włosów wysokoporowatych, a inne średnio- lub niskoporowatych.
  2. Określ, czego potrzebują twoje włosy: chcesz się pozbyć łupieżu, nawilżyć włosy czy zapobiec wypadaniu? Co istotne, pewne składniki pasują głównie brunetkom, a inne blondynkom. Na tej samej zasadzie: czego innego mogą potrzebować włosy kręcone, a innego proste. Na tej postawie dobierz odpowiednie składniki.
  3. Nie przesadzaj z ilością składników. Do maski wystarczy dołożyć łyżkę miodu lub jogurtu, nie więcej niż jedno jajko czy odrobinę awokado, by zadziałała.
  4. Maskę warto nakładać na lekko zwilżone wodą włosy (chociaż nie jest to reguła). Nie musimy ich moczyć, wystarczy lekko popsikać wodą z atomizera. Możemy też wcześniej umyć głowę, by oczyścić włosy i przygotować je na przyjęcie maski.
  5. Staraj się zachować równowagę emolientowo-humektantowo-proteinową. Nasze włosy potrzebują składników ze wszystkich grup, chociaż zdarza się, że niektórzy z nas pewnych produktów nie będą tolerować. Jeśli więc wybierzemy jajko (proteiny) i miód (humektanty), dołóżmy do nich jeszcze oliwę (emolient).

Z jakich produktów kuchennych korzystacie w ramach pielęgnacji włosów? A może macie inne sprawdzone produkty, których nie uwzględniłam?

hibiskus


Na koniec krótkie ogłoszenia:

  • uruchomiłam opcję obserwowania dla użytkowników G+ (prawa kolumna bloga) oraz fan page na Facebooku, który znajdziecie pod adresem https://www.facebook.com/fairhaircare – zapraszam!
  • zachęcam też do udzielenia odpowiedzi w sondzie w prawej kolumnie bloga –pozwolą mi one ocenić, o czym najbardziej lubicie czytać, i pod tym kątem dostosować kolejne posty :)

czwartek, 20 listopada 2014

Zrób to sama: dyniowa maska na włosy


Długo się przed nią opierałam, a po wypróbowaniu jestem zachwycona i polecam przetestować – tym bardziej, że jesienią o dynię nietrudno.

Dlaczego warto? Dynia to bogactwo witamin (zawiera m.in. witaminy A, B, C, E i PP) oraz minerałów (np. potas, wapń i fosfor). Ma działanie przeciwzapalne, a jeden z jej składników – skwalen – buduje płaszcz lipidowy skóry. Warto wybierać dynie dojrzałe, o mocnym kolorze – takie zawierają najwięcej karotenu.

Co będzie nam potrzebne?



Potrzebujemy:
  • pół szklanki miąższu z dyni (może być wymieszany z resztkami skóry),
  • ¼ szklanki jogurtu naturalnego (dostarczy włosom dużych protein wielocząsteczkowych!),
  • 2 łyżki miodu (nawilżą włosy!),

Nic się też nie stanie, jeśli wymieszamy składniki w nieco innych proporcjach :)

Jak zrobić maskę z dyni?

Dynię szatkujemy i zalewamy 1,5 litra zimnej wody. Odstawiamy na 3-4 godziny, a następnie gotujemy 40 minut. Studzimy, dodajemy miód i jogurt. Dokładnie mieszamy i nakładamy na całe włosy.

Opcjonalnie: dynię od razu po pokrojeniu gotujemy, a następnie studzimy i mieszamy z pozostałymi składnikami.

Tak przygotowaną maskę najlepiej jest trzymać na głowie pół godziny pod foliowym czepkiem i ręcznikiem (idealnie: ogrzewanymi delikatnie np. suszarką – pod wpływem ciepła łuski włosa otwierają się, więc maseczka lepiej w nie wniknie). Następnie spłukujemy.

Ugotowana dynia





Po co nam maska z dyni?

Włosy po masce z dyni są:
  • odżywione,
  • nawilżone,
  • lśniące,
  • miękkie.

Oczywiście włosy każdego z nas są inne i rezultaty również mogą się różnić. Aby wzmocnić efekt maski, warto zastosować np. taki plan pielęgnacji:

  1. olejowanie ulubionym olejem, np. lnianym, arganowym, oliwą z oliwek (dzięki temu dostarczymy włosom niezbędnych emolientów, których zadaniem jest otaczanie włosów otoczką zapobiegającą utracie nawilżenia oraz chronią przed urazami mechanicznymi),
  2. umycie włosów delikatnym szamponem, np. Babydream (chodzi o to, aby nie zdzierać z włosów resztek oleju szamponem z silnymi detergentami w składzie; idealnie: myjemy tylko skalp, reszta włosów płucze się spływającym po nich szamponem),
  3. nałożenie maski z dyni,
  4. spłukanie maski letnią wodą,
  5. nałożenie odżywki bez spłukiwania/do spłukiwania.





Używaliście kiedyś maski do włosów z dyni? Jakie były efekty?

wtorek, 18 listopada 2014

Spotkanie z Anwen – promocja książki „Jak dbać o włosy”




Dziś będzie krótko, ale treściwie: wczoraj wieczorem miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z Anną Kołomycew, czyli Anwen – chyba najpopularniejszą w Polsce blogerką piszącą o pielęgnacji włosów. Skoro już ktoś jest na moim blogu, to nie wierzę, żeby Ani nie kojarzył, ale na wszelki wypadek dopiszę, że adres jej strony to www.anwen.pl :)

Spotkanie odbyło się w księgarni Matras w Warszawie i miało na celu promocję książki „Jak dbać o włosy”. Drętwa na początku atmosfera – wzmagana dodatkowo zachowaniem wyraźnie zestresowanej prowadzącej Aleksandry Wójcik – szybko ustąpiła na rzecz swobodnej rozmowy Anwen z czytelnikami i odpowiadania przezeń na pytania publiczności.

Na spotkaniu pojawiło się wiele osób – można było rozpoznać też kilka bardziej znanych twarzy, np. prowadzące popularnych vlogów i/lub blogów o włosach Angelikę z MsMelevis i Anię z Czeszemy. O dziwo zgromadzonymi gośćmi nie były tylko i wyłącznie kobiety!

Na koniec dodam, że Anwen zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie osoby rzetelnej, ciepłej i kontaktowej, a do tego niezwykle skromnej. Mimo że na wstępnie przyznała, że denerwuje się spotkaniem, wydawała się raczej zrelaksowana i spokojna. Chętnie odpowiadała na pytania, opowiadała o powstawaniu książki, udzielała wskazówek i opowiadała anegdoty związane z prowadzeniem bloga.

Od wczoraj jestem też posiadaczką rzeczonej książki – dopiero zaczynam ją czytać, ale już teraz mogę zaznaczyć, że zaskoczyła mnie już w pierwszej sekundzie, gdy wzięłam ją do ręki… jest wydana o wiele ładniej niż się spodziewałam :)

Na koniec zamieszczam kilka zdjęć ze spotkania. Musicie mi wybaczyć słabą jakość fotek – z braku laku robiłam je komórką. 

Ania cierpliwie odpowiada na pytania
Jedna z czytelniczek wręczyła Anwen kwiaty
Zaczyna się podpisywanie książki

Księgarnia Matras

sobota, 15 listopada 2014

Jak stosować humektanty w zależności od pogody?


Przyznam, że ten temat zawsze wydawał mi się dość skomplikowany, ale jego zrozumienie jest niezbędne do świadomej pielęgnacji włosów, a w efekcie uniknięcie tego, czego chyba żadna z nas nie lubi: puchu na włosach.

Pewnie niejedna z Was, skuszona opisem cudownych właściwości na przykład aloesu, nałożyła go na włosy, które – zamiast cudownie się nawilżyć – zamieniły się po nim w puszyste siano. Przyznam, że też to przeżyłam :)

Dlaczego więc środek, który z założenia ma nawilżyć, czasem tak bardzo wysusza włosy, że osiągamy zupełnie odwrotny od zamierzonego skutek?

Dlaczego humektanty czasem nawilżają, a czasem puszą włosy?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy wiedzieć, że aloes to humektant. A humektanty to nawilżacze, które mają właściwości higroskopijne i łatwo pobierają wilgoć z otoczenia. Działają na dwa sposoby:

  • w wilgotne dni wyłapują wilgoć i wiążą ją we włosie (efekt: łuski włosa otwierają się, a włosy stają się szorstkie i nastroszone);
  • w suche dni oddają wilgoć do otoczenia (efekt: sucha szopa na głowie).


Czyli tak źle i tak niedobrze :) Możemy więc powiedzieć, że humektanty dążą do równowagi w środowisku – raz dają wilgoć, a raz ją zabierają. Skąd więc mamy wiedzieć kiedy jak się zachowają?

Pomocna okazuje się być temperatura punktu rosy (mierzona w stopniach Celsjusza), czyli miara zawartości wilgotności w powietrzu. Aktualny wskaźnik możemy sobie sprawdzać na stronie http://polish.wunderground.com/ (wystarczy kliknąć „Full Forecast”). Wygląda to następująco:



Kiedy odstawiać humektanty?

Wartości liczbowe przedstawiane w kontekście temperatury punktu rosy względem wpływu na włosy jest różna w rozmaitych źródłach, ale ja uważam, że powinniśmy sobie upraszczać życie, a nie utrudniać, więc ujęłam plan pielęgnacji w trzy podstawowe punkty:

  1. jeśli temperatura punktu rosy wynosi poniżej 4⁰C, oznacza to, że mamy do czynienia z niską wilgotnością (mówiąc prościej: jest sucho!) – w takie dni odstawiamy humektanty, a zamiast nich stosujemy emolienty (oleje, masła, silikony, parafinę); taką sytuację możemy zaobserwować głównie zimą;
  2. jeśli temperatura punktu rosy wynosi od  4⁰C do 16⁰C, oznacza to, że mamy do czynienia z optymalną wilgotnością – w takie dni możemy równoważyć pielęgnację humektantowo-emolientową; taka wilgotność zdarza się głównie wiosną;
  3. jeśli temperatura punktu rosy wynosi powyżej 16⁰C, oznacza to, że mamy do czynienia z dużą wilgotnością – im wyższa wilgotność, tym powinniśmy bardziej uważać na humektanty; najlepiej jest stosować wówczas emolienty.


Uwaga: oznaczenie „⁰C” nie określa w tym przypadku temperatury powietrza, lecz punktu rosy – są to dwie różne rzeczy! Nic więc nam nie da patrzenie na termometr za oknem J

Możemy także sprawdzać wilgotność powietrza w procentach, jednak z tego, co udało mi się dowiedzieć, sprawdzanie punktu rosy jest bardziej miarodajne.

Podsumowanie: jeśli chcemy uniknąć puchu na włosach, odstawiamy humektanty w suche i wilgotne dni. Używamy zaś emolientów, które stworzą na włosie warstwę uniemożliwiającą odparowanie wody bądź wchłonięciem jej nadmiernej ilości.

Przykładowe humektanty i emolienty

Humektanty:

  • miód,
  • kwas hialuronowy,
  • aloes,
  • d-pantenol,
  • gliceryna.


Emolienty:

  • wszelkie masła i oleje,
  • alkohole tłuszczowe, np. Cetyl alcohol, cetearyl alkohol,
  • parafina,
  • lanolina,
  • woski,
  • silikony.


Starałam się przedstawić ten temat jak najprościej i najbardziej przejrzyście – mam nadzieję, że się to udało. Chętnie odpowiem na pytania i wymienię się spostrzeżeniami :)


A jak Wasze włosy reagują na wilgotność powietrza? Macie jakieś ulubione sposoby na łączenie humektantów z emolientami?

wtorek, 11 listopada 2014

Czy warto kupić szczotkę z włosia dzika?







Na początku małe wyjaśnienie: dzik nie ma włosów, tylko szczecinę, ale nazwa "włosie dzika" tak się już przyjęła, że chyba trudno z nią walczyć :)

Zanim jednak przejdziemy do rozstrzygnięcia, czy warto mieć taką szczotkę, chciałabym zwrócić uwagę na ważną, ale często pomijaną kwestię:

Czy do produkcji szczotek z naturalnego włosia zabija się zwierzęta?

Z tego, co udało mi się dowiedzieć (a jest to dla mnie istotna informacja), przy produkcji szczotek z naturalnego włosia nie krzywdzi się zwierząt - pozyskuje się je w sposób bezbolesny, najczęściej w wyniku wyczesania lub miejscowego ogolenia (wyjątkiem są świnie - w ich przypadku włosie jest czasami pobieranie z martwych zwierząt, zabijanych dla mięsa). Osobnym przypadkiem jest też pozyskiwanie włosia końskiego, które pochodzi z podciętego ogona lub grzywy (ten sposób nie wyrządza im krzywdy).

Tego typu szczotki mogą mieć włosie w naturalnym (ciemnym) kolorze lub rozjaśnianym (białym). Nie ma między nimi szczególnych różnic (poza wizualnymi), jednak słyszałam opinie, że te jasne są często mniej odporne i już od nowości mogą być pogięte lub rozwarstwione (rozjaśnianie na pewno uszkadza strukturę szczeciny).

W czym szczotka z włosia dzika jest lepsza od innych?

Przede wszystkim szczecina, tak jak ludzkie włosy, jest zbudowana z keratyny i wykazuje się dużo większą elastycznością i delikatnością niż plastikowe szczotki lub grzebienie. Taka szczotka z łatwością rozczesze mniejsze lub większe kołtuny bez konieczności ciągnięcia i rwania włosów, a dodatkowo nabłyszczy je i oczyści z zanieczyszczeń, kurzu i pyłów.

Warunkiem powyższego jest jednak kupienie prawdziwej szczotki z naturalnego włosia. Jak ją rozpoznać?

Jak rozpoznać prawdziwą szczotkę ze szczeciny dzika?

Przede wszystkim warto przyjrzeć się, czy włosie szczotki jest jaśniejsze na końcach ˗ białe lub żółtawe końcówki to cebulki włosów. Oznacza to, że mamy do czynienia z prawdziwą szczeciną, a w dodatku - ze szczeciną najmłodszą, tzn. taką, która dopiero wyrosła. Cebulki włosa są też największymi skupiskami keratyny!






Jeśli chcemy się dodatkowo upewnić, że mamy do czynienia z prawdziwą szczeciną, możemy wyrwać jeden włosek i podpalić go - na pewno wyczujemy różnicę w zapachu pomiędzy zapalonym włosem a plastikiem.


Czy taka szczotka ma jakieś minusy?

Nie ma ludzi ani rzeczy bez wad, więc i tu pewne minusy na pewno znajdziemy :)

Spotkałam się z wieloma opiniami, że szczotki ze szczeciny puszą i elektryzują włosy - sama szczerze mówiąc nie dostrzegam takiego efektu u siebie. Wydaje mi się, że taka szczotka lekko unosi włosy (co jest jej dużym plusem w przypadku włosów rzadkich i oklapłych!) i wystarczy je tylko delikatnie przygładzić dłonią.

Szczotkę z naturalnego włosia czyści się nieco trudniej niż plastikową. Sposób jej mycia powinien być uzależniony m.in. od tego, jakich kosmetyków używamy na co dzień (osoby, które przeczesują włosy oblepione stylizatorami na pewno będą musiały czyścić ją częściej), a także od tego, czy rączka szczotki jest wykonana z tworzywa czy drewna.

Uważam, że szczotka z naturalnego włosia jest tak delikatna, że nie nadaje się do masażu skóry głowy - chyba że do jego bardzo łagodnego etapu. Wiem jednak, że w tym temacie zdania są podzielone :)

Warto też zaznaczyć, że z tego typu szczotki będą bardziej zadowolone osoby o niezbyt gęstych włosach - przypuszczam, że może być trudno rozczesać nią gęste loki. Ja nie lubię używać szczotki z włosia do rozczesywania włosów po myciu - trwa to zbyt długo. Do tego zadania znacznie lepiej nadaje się Tangle Teeser.



Ile kosztuje taka szczotka?

Cena szczotki ze szczeciny waha się od około 20 do 50 zł. Ja za swoją szczotkę firmy Elite (kupioną nota bene w hipermarkecie Real) zapłaciłam właśnie 20 zł.

Szczotka ze szczeciny świni, kozy, konia i... z włosiem roślinnym

Na rynku znajdziemy też szczotki z innego rodzaju włosiem, m.in.:
  • szczotka z włosia kozy - niezwykle delikatna, przeznaczona raczej dla dzieci i niemowląt;
  • szczotka z włosia świni - mniej wytrzymała niż szczotka ze szczeciny dzika; łatwo ją rozpoznać, gdyż włosy takiej szczotki są białe (podobno stanowią 90% białych szczotek dostępnych na rynku, więc jeśli macie jasną szczotkę z naturalnego włosia i sądzicie, że to dzik, może się okazać, że to właśnie świńska szczecina);
  • szczotka z włosia konia - polecana szczególnie do delikatnych, ale niezbyt długich włosów;
  • szczotka z włosiem roślinnym - reklamowana często jako szczotka dla wegan; takie szczotki mogą być wykonane np. z włókien agawy.
Reasumując: szczotkę z naturalnego włosia poleciłabym osobom, które mają raczej proste, delikatne i rzadkie lub średnio rzadkie włosy. Warto stosować ją naprzemiennie z inną szczotką, np. Tangle Teeser, lub grzebieniem o szeroko rozstawionych ząbkach.

Na koniec pytania do Was: używacie szczotek ze szczeciny? Jak się u Was sprawdzają? A może ktoś ma szczotkę ze szczeciny świni, kozy, konia lub z włosiem roślinnym? Jak je oczyszczacie?

Popularne w tym miesiącu: